Polski Strażak a Więzienie: Historyczne i Współczesne Perspektywy

Losy polskich strażaków, zarówno w okresie tragicznej okupacji niemieckiej, jak i we współczesnych realiach prawnych, często wiązały się z doświadczeniem uwięzienia lub konsekwencjami prawnymi. Historia odnotowuje przypadki strażaków ginących w miejscach odosobnienia z powodu oporu wobec okupanta, a obecne czasy przynoszą dyskusje o adekwatności kar w sytuacjach związanych ze służbą.

Thematic photo of historical Polish firefighters and modern firefighters side-by-side, symbolizing continuity and change in their challenges.

Strażacy w Okupowanej Polsce: Miejsca Kaźni i Represji

Kontekst Historyczny: Terror i Opór na Lubelszczyźnie

Lubelszczyzna w czasie ostatniej wojny światowej była terenem bezwzględnego terroru. Odnotowano tu zacięte walki we wrześniu i w październiku 1939 roku, a także latem 1944 roku. Pomiędzy tymi momentami znajdowała się pod okupacją niemiecką - bezwzględną, morderczą i wyniszczającą wszystkie dziedziny życia. Jej ludność poddana została zbrodniczemu i pragmatycznemu wyniszczeniu biologicznemu, zaś sama kraina była obszarem gigantycznej gospodarczej eksploatacji i rabunkowi. Z różnym nasileniem gorzał również konflikt narodowościowy pomiędzy ludnością polską i ukraińską.

W obliczu tych bestialstw, już jesienią 1939 roku przystąpiono do organizowania oporu wobec okupanta i ustawicznie trwano w nim. Niezwykle aktywne były podczas okupacji oddziały zbrojne polskiego podziemia: BCh, GL, AK i wiele mniejszych. W tym kontekście, tragiczne losy strażaków, którzy zostali ujęci, a następnie zginęli w różnych okolicznościach i miejscach odosobnienia z powodu oporu lub walki z aparatem okupacyjnym, zasługują na szczególną uwagę. Ci strażacy - bici, maltretowani w nieludzki sposób, głodzeni, poniżani i zabijani gazem lub od karabinowej kuli - umierali za Polskę, umierali z chorób i wyniszczającej pracy.

KL Lublin (Majdanek): Obóz Śmierci i Piekło Strażaków

Jednym z najbardziej okrutnych miejsc z tamtego czasu był Obóz na Majdanku, powstały na wschodnim przedmieściu Lublina - Majdan Tatarski. Decyzję o jego utworzeniu podjął Szef Policji i Reichsführer SS - Heinrich Himmler podczas wizyty w Lublinie 20 i 21 lipca 1941 roku. Rozkaz zorganizowania obozu w celu zatrudnienia więźniów w zakładach, warsztatach i na budowach SS i Policji, otrzymał dowódca SS i Policji Dystryktu Lublin, SS-Brigadeführer Odilo Globocnik. Jego następcą został 10 lipca 1943 roku (nazwisko nie zostało podane).

Pierwszy transport więźniów - jeńców radzieckich - w liczbie około 2 tysięcy, dotarł do obozu w październiku 1941 roku, wcześniej przetrzymywano ich we wsi Dziesiąta pod Lublinem, przylegającej do terenów powstającego obozu. Od 1 listopada 1941 roku do 9 kwietnia 1943 roku obóz był oficjalnie obozem jenieckim - Kriegsgefangenenlager der Waffen SS in Lublin (KLG Lublin).

Pierwszych więźniów politycznych, czyli osoby uznane za wrogów państwa niemieckiego, osadzono 27 listopada 1941 roku. Byli to trzej polscy lekarze i jeden narodowości czeskiej, wcześniej więzieni w obozie koncentracyjnym Sachsenhausen. Pierwsi polscy Żydzi, w liczbie 120, trafili do obozu 12 grudnia 1941 roku, ujęci w nocnej obławie w Lublinie. Jeszcze w tym samym miesiącu umieszczono blisko 400 chłopów aresztowanych w różnych wioskach Lubelszczyzny. 8 stycznia 1942 roku uwięziono pierwszych więźniów Zamku Lubelskiego. 9 kwietnia 1943 roku Majdanek stał się obozem koncentracyjnym (Konzentrationslager der Waffen SS in Lublin) o charakterze zbrodniczego, do apokaliptycznych rozmiarów, ośrodka natychmiastowej zagłady.

Więźniów zabijano podczas tortur, w komorach gazowych cyklonem B i tlenkiem węgla. Rozstrzeliwano ich (3 listopada 1943 roku zginęło 18,4 tysiąca więźniów pochodzenia żydowskiego) i wieszano, a zamordowanych palono. Obfite żniwo zbierała śmierć wskutek karygodnych warunków sanitarnych, niedożywienia, chorób i wycieńczenia.

Straż pożarna obozu, wzorem innych hitlerowskich obozów koncentracyjnych, znajdowała się na terenie koszar obozowej SS. Jej stan osobowy, złożony z więźniów, był odpowiednio przeszkolony, a służba w tej straży była uważana za łagodniejszą w stosunku do tego, czego doświadczali więźniowie na blokach. Jednak załoga obozu bardzo często w porze ciszy nocnej zarządzała tzw. blokowe alarmy pożarowe dla więźniów, co stanowiło dolegliwy składnik wachlarza represji. W sezonie ogrzewczym obowiązywały dyżury przy piecach w blokach.

Na Majdanek trafiali również zakładnicy w odwecie za pożary. Na przykład, 7 września 1942 roku uwięziono 108 mieszkańców Goraja, a w październiku tego roku do obozu trafiło 13 zakładników z pięciu podlubelskich wsi w odwecie za pożar folwarku w Brzeziczkach oraz sześciu chłopców z powiatu krasnostawskiego po pożarze suszarni tytoniu.

Komendantami obozu byli kolejno: Karl Koch (były komendant Sachsenhausen i Buchenwald), Max Koegel (od 8 sierpnia 1942 roku, były komendant kobiecego obozu w Ravensbrück), Hermann Florstedt (od listopada 1942 roku) oraz Martin Weiss (od listopada 1943 roku do kwietnia 1944 roku), który kierował tą "fabryką śmierci".

Widok na obóz koncentracyjny na Majdanku, przedstawiający baraki i pola

Zamek Lubelski: Główne Więzienie Śledcze Sipo i SD

Główne więzienie śledcze Policji Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa (Gefängnis der Sicherheitspolizei und des Sicherheitsdienst, Sipo, SD) Dystryktu Lublin utworzono na Zamku Lubelskim. To ponure miejsce kaźni i masowych egzekucji zostało uruchomione na początku listopada 1939 roku, a zlikwidowano je 22 lipca 1944 roku, wobec zbliżania się Armii Czerwonej i Ludowego Wojska Polskiego. Więzienie zajmowało gmach wzniesiony na ocalałych fragmentach i ruinach średniowiecznego piastowskiego Zamku Królewskiego. Obok warszawskiego Pawiaka, krakowskiego więzienia na Montelupich czy fortów poznańskich, należało do największych i najstraszliwszych na całych okupowanych ziemiach polskich. Przetrzymywano tu głównie Polaków i polskich Żydów.

Ogniwem tego zbrodniczego mechanizmu był sąd specjalny, który procedował w trybie urągającym jakimkolwiek zasadom prawa. Osadzonych na Zamku Lubelskim przesłuchiwano w areszcie Gestapo, w gmachu dawnego Urzędu Ziemskiego, zwanego Pod Zegarem w Lublinie.

Miejsc kaźni na terenie okupacyjnego Lublina było jednak więcej. Prócz więzienia na Zamku Lubelskim, aresztu Gestapo i ich placówek, zlokalizowano dla niemieckiej machiny śmierci: podobóz Majdanka, obóz pracy na terenie byłej wytwórni samolotów (który z czasem stał się podobozem Majdanka), siedem obozów pracy Służby Budowlanej - Baudienst, sześć obozów pracy oraz dwa obozy przejściowe.

Za murami: życie i wojna w średniowiecznych zamkach | Bardzo długi film dokumentalny

Więzienia i Obozy na Zamojszczyźnie

Dawny skład amunicji w Zamościu został w czasie wojny zamieniony na więzienie śledcze i obóz przejściowy (Gefangenen-Durchgangslager Sipo) oraz areszt policji bezpieczeństwa, stając się miejscem straceń ludności Zamojszczyzny. Założone 19 czerwca 1940 roku, istniało do 22 lipca 1944 roku. Przez tę katownię przeszło około 50 tysięcy osób, z których zginęło 6-8 tysięcy. Wiele z nich wywieziono do obozów koncentracyjnych, głównie do Auschwitz i na Majdanek. Przebywający w więzieniu byli poniżani i pozbawiani godności.

Kolejny obóz w Zamościu, założony pod koniec 1940 roku jako obóz pracy, od wiosny do jesieni 1942 roku działało w nim komando złożone z 300 jeńców francuskich z obozu jenieckiego Stalag 325 w Rawie Ruskiej. Obóz pełnił także funkcję obozu przejściowego dla osób wywożonych na roboty przymusowe do Rzeszy.

Od grudnia 1942 roku do sierpnia 1943 roku działał tu obóz przejściowy (Umsiedlungslager) dla wysiedlanej w ramach Akcji Zamość ludności polskiej z Zamojszczyzny, biłgorajskiego i tomaszowskiego. Akcją wysiedleńczą objęto około 110 tysięcy mieszkańców 297 wsi, w tym 30 tysięcy dzieci. Osoby te kierowano potem na roboty przymusowe do Rzeszy, do obozów pracy przymusowej, bądź koncentracyjnych - najczęściej Auschwitz i Majdanek. Na miejsce polskiej ludności sprowadzono ludność niemiecką i niemieckiego pochodzenia z Besarabii, Bośni, Słowenii, Ukrainy, Węgier oraz z Rzeszy.

W czerwcu i lipcu 1944 roku, podczas pacyfikacji wsi południowej Zamojszczyzny, obóz był miejscem koncentracji ludności polskiej, także dzieci. Przeprowadzano selekcje, egzekucje oraz przesłuchania. Przez obóz przeszło 24 tysiące osób.

Inna akcja wysiedleńcza ludności polskiej, nazwana Ukraineaktion, została przeprowadzona od 15 stycznia do końca marca 1943 roku. Objęła ona polską ludność ze 116 wsi w powiatach biłgorajskim i hrubieszowskim, na jej miejsce sprowadzono ludność ukraińską.

Obóz w rejonie obecnych ulic Lubelskiej i Okrzei w Zamościu, przeznaczony dla wysiedlanej ludności z Zamojszczyzny, istniał od grudnia 1942 roku do stycznia 1944 roku. W obozie przeprowadzano selekcję ludzi, z których część kierowano na roboty przymusowe do Rzeszy lub do obozu Auschwitz. Przez obóz przeszło 30 tysięcy dzieci, z których część poddano później germanizacji.

Obóz Zagłady w Bełżcu i Obóz Pracy w Poniatowej

Obóz natychmiastowej zagłady ludności żydowskiej w Bełżcu działał od marca 1942 roku do wiosny 1943 roku. Zlokalizowany był w pobliżu stacji kolejowej o tej samej nazwie. Został uruchomiony 5 maja 1942 roku i zlikwidowany po buncie więźniów 14 października 1943 roku. W obozie zamordowano 435-450 tysięcy osób, a zginęło 180-250 tysięcy. Wśród ofiar byli strażacy z polskich OSP, narodowości żydowskiej, z wspomnianych terenów. Przed wojną w niejednej miejskiej OSP działało wielu Żydów. W załodze obozu byli Niemcy i Austriacy z SS, a strażnikami Ukraińcy.

Obóz w Poniatowej uruchomiono przed 9 lipca 1941 roku, po rozpoczęciu niemieckiego najazdu na ZSRR, dla jeńców radzieckich. Jesienią 1942 roku obóz został założony, a do 15 lutego 1944 roku podlegał SS. Następnie stał się filią Majdanka. Więziono w nim Żydów. Więźniowie w liczbie 2-4 tysięcy pracowali na potrzeby fabryki samolotów "Heinkel". Obóz zlikwidowano po zabiciu pozostałych przy życiu 10 tysięcy więźniów 3 listopada 1943 roku.

Aparat Okupacyjny i Organizacja Pożarnictwa

Administracja Cywilna i Policyjna

Po zakończeniu wojny obronnej, część ziem polskich zajętych przez Niemcy została włączona do przygranicznych wschodnich prowincji hitlerowskiej III Rzeszy. Większa część została - na podstawie bezprawnego dekretu Adolfa Hitlera z 12 października 1939 roku - włączona do Generalnego Gubernatorstwa (GG). Z chwilą wejścia w życie dekretu, 26 października 1939 roku, dokonano podziału administracyjnego GG na cztery dystrykty: Kraków, Lublin, Radom i Warszawa.

Do Dystryktu Lublin, który początkowo miał 26 848 km², a od 1942 roku 26 560 km², weszły powiaty: bialski, biłgorajski, chełmski, hrubieszowski, część garwolińskiego, janowski, krasnostawski, kraśnicki, lubartowski, lubelski, łukowski, część niżańskiego, puławski, radzyński, tomaszowski, włodawski, zamojski oraz miasta: Lublin i od 1 stycznia 1940 roku Chełm. Taki podział obowiązywał od 28 grudnia 1939 roku.

Mapa dystryktu Lublin Generalnego Gubernatorstwa

Cywilne władze powiatów GG znalazły się w rękach urzędników niemieckich. Administracją gminną kierowało 245 burmistrzów i wójtów, z których 120 było Polakami, 55 Ukraińcami, 24 Niemcami, a trzech Białorusinami. Administracją dystryktu kierowali kolejno gubernatorzy: Friedrich Schmidt (do 20 lutego 1940 roku), Ernst Zörner (do 10 kwietnia 1943 roku) i dr Richard Wendler (od 26 maja).

Niemcy stworzyli mocno rozbudowany aparat policyjny. Na czele Policji Porządkowej (Ordnungspolizei, Orpo) Dystryktu Lublin kolejno stali Gerret Korsemann, Walther Griphan i Hermann Kintrup. Częścią tej policji była polska policja (Polnische Polizei, granatowa), żandarmeria i policja ukraińska. W 1942 roku w 27 jednostkach PP służyło 1315 policjantów granatowych, w żandarmerii służyło 441 żandarmów w 47 jednostkach, a 131 policjantów ukraińskich w 4 jednostkach. Siły te wspierały skoszarowane jednostki, których stan odpowiadał w przeliczeniu 10 batalionom piechoty, oraz jednostki Wehrmachtu. Rosnąca działalność polskiego zbrojnego ruchu oporu zmusiła okupanta do poważnego wzmocnienia swych sił.

Struktury Pożarnicze Pod Okupacją

Po podbiciu Polski, straże pożarne nie zaprzestały swej działalności, zwłaszcza zwalczania pożarów. Jednocześnie, na podstawie rozporządzenia wykonawczego z 13 listopada 1939 roku, zostały one objęte nadzorem przez właściwe terenowo okupacyjne organy policji i administracji.

W lutym 1940 roku rozpoczęła działalność Urząd Komisaryczny Kierownika Technicznego Polskich Straży Ogniowych (od maja 1940 roku - Kierownik Techniczny Pożarnictwa na terenie GG), na czele którego stanął płk poż. Jerzy Lgocki. Przystąpiono do budowy struktur i systemu ochrony przeciwpożarowej w myśl polskich doświadczeń, z uwzględnieniem niemieckich przepisów. Wszelkie kroki w tym względzie uzgadniano z kierownikiem Oddziału Straży Pożarnej w Urzędzie Głównodowodzącego Policją Porządkową GG (Befehlshaber der Ordnungspolizei Abteilung Feuerwehr) - ppłk. Policji Ogniowej (Fuerschutzpolizei) Lotharem Garskim z Berlina. Po nim oddziałem kierowali: mjr Policji Ogniowej inż. bud. Ulrich Meinl z ZSP w Berlinie i ppłk Policji Ogniowej inż. (nazwisko nie zostało podane).

W dystryktach GG powołano terenowe organy ochrony przeciwpożarowej, czyli instruktorów (technicznych doradców gubernatorów dystryktów ds. pożarnictwa, niem. der Distriktsinstruktor für des Feuerlöschwesen) oraz instruktorów powiatowych (technicznych doradców ds. pożarnictwa, niem. Kreisinstruktor für der Feuerlöschwesen). Na stanowisko instruktora pożarnictwa dystryktu powoływał, na wniosek komendanta policji porządkowej dystryktu, rząd Generalnej Guberni, kierowany od maja 1940 roku przez dr. praw Josefa Bühlera. Kandydatura taka była uzgadniana z Kierownikiem Technicznym Pożarnictwa.

W strukturze komend policji porządkowej (Kommendeur der Ordnungspolizei im Distrikt) dystryktów znajdowały się oddziały straży pożarnych. Lubelskim oddziałem kierował por. (nazwisko nie zostało podane). W biurach instruktorów dystryktów zatrudnionych było po pięć-osiem osób, w tym dwóch oficerów, referent do spraw zaopatrzenia wodnego, księgowy oraz pracownicy biurowi. Biuro Instruktora Pożarniczego Dystryktu w Lublinie mieściło się początkowo w Komendzie Policji Porządkowej (tamże - Komenda Polskiej Policji), u zbiegu ulic Leszczyńskiego i Wieniawskiej, a następnie przy ulicy Zamojskiej 11.

Losy Instruktorów Pożarnictwa

Pierwszym instruktorem Dystryktu Lublin został mjr poż. Longin Jaroszewski, który przed wojną był inspektorem wojewódzkim w Lublinie. Jego brat, Szymon Jaroszewski, przed wojną był inspektorem naczelnym ZSP RP, a w Komendzie Głównej Strażackiego Ruchu Oporu „Skała” został II szefem jej sztabu - zginął w obozie Auschwitz. W 1942 roku mjr poż. L. Jaroszewski objął ZSP w Częstochowie, a na jego miejsce przyszedł mjr poż. Mieczysław Stylski - przedwojenny inspektor wojewódzki w Stanisławowie. Przez pewien czas pracował w Biurze Zarządu Głównego ZSP RP, a we wrześniu 1939 roku pełnił służbę w Szefostwie Służby Przeciwpożarowej stolicy. Po wojnie został zweryfikowany w randze ppłk poż., ze starszeństwem od 1 lipca 1943 roku.

W Biurze Instruktora Dystryktu pracował również por./kpt. poż. Władysław Pilawski. Przed wojną pełnił służbę jako instruktor powiatowy równolegle w Rawiczu i Krotoszynie w województwie poznańskim, a od 1 kwietnia 1939 roku był referentem do spraw wyszkolenia i techniki pożarniczej Okręgu Wielkopolskiego ZSP RP. Uczestniczył w kampanii wrześniowej na Lubelszczyźnie. Wobec zakazu przyjmowania Polaków do straży pożarnych, wyjechał na teren GG. Tam znalazł zatrudnienie jako zwykły strażak w Oddziale Doświadczalnym, który powstał w siedzibie byłego Centralnego Ośrodka Wyszkolenia Pożarniczego. Był konsultantem Jerzego Lgockiego. W 1943 roku został oddelegowany do Centralnej Szkoły Pożarniczej w Warszawie, gdzie objął szefostwo kursu oficerskiego, jednocześnie prowadząc wykłady i będąc kierownikiem zajęć praktycznych. Po wojnie zweryfikowany w randze mjr. poż.

Zdjęcie historyczne przedstawiające polskiego strażaka ochotnika z okresu wojny

Współczesne Przypadki Prawne Polskich Strażaków

Sprawa Druha Edwarda Pruśniewskiego: Wypadek podczas Akcji Ratowniczej

Współczesne dyskusje na temat odpowiedzialności prawnej strażaków często koncentrują się na przypadkach, gdzie ich działania w służbie prowadzą do niezamierzonych konsekwencji. Jednym z takich przypadków jest sprawa druha Edwarda Pruśniewskiego, strażaka-ochotnika z Bielawy w powiecie Piaseczyńskim, który został skazany na karę bezwzględnego pozbawienia wolności za wypadek drogowy, który spowodował 30 listopada 2014 roku, prowadząc wóz bojowy do akcji ratowniczej.

Wniosek o ułaskawienie, złożony przez Kancelarię Prawną LexKała, zyskał szerokie poparcie, w tym Zarządu Głównego Związku Ochotniczych Straży Pożarnych, reprezentowanego przez Premiera Waldemara Pawlaka, Klubu Generalskiego PSP, ponad 20 osób ze świata polityki oraz ponad 5,5 tysiąca osób prywatnych, które podpisały petycję do Prezydenta. Poseł dr hab. Józef Brynkus, członek Parlamentarnego Zespołu do spraw Ochotniczej Straży Pożarnej i Ochrony Przeciwpożarowej, podkreślił swoje zaangażowanie w bezpieczeństwo obywateli oraz los strażaków. 27 marca Prezydent RP postanowił wszcząć postępowanie ułaskawieniowe w trybie art. 567 par. 2 kodeksu postępowania karnego, zwracając się do Prokuratora Generalnego o przygotowanie wniosku ułaskawieniowego i skompletowanie akt sądowych wraz z koniecznymi opiniami sądów orzekających.

Druh Edward Pruśniewski, jadąc na wezwanie do akcji pożarowej, kierował wozem bojowym OSP w Bielawie. Wóz ten był prawidłowo oznakowany i używał pełnej, koniecznej w takich okolicznościach sygnalizacji. Kierujący był trzeźwy i w pełni sprawny. Podkreślono, że fakt przekroczenia dozwolonej prędkości, będący częstym zjawiskiem w przypadku pojazdów uprzywilejowanych w trakcie wykonywania działań bojowych, a szczególnie ratowniczych, nie powinien stanowić jedynego formalnego uzasadnienia dla tak surowego wyroku. Również omijanie pojazdów przez zjechanie na przeciwległy pas ruchu, wobec pełnego sygnalizowania przejazdu uprzywilejowanego (sygnalizacja świetlna, dźwiękowa i dodatkowo włączona tuba ostrzegająca mijane pojazdy), nie było działaniem nieprawidłowym. Ofiara wypadku, kobieta kierująca samochodem osobowym, została uznana za współwinną zdarzenia. Poseł Brynkus zwrócił uwagę na wątpliwości związane z opinią biegłego i argumentacją sądu, iż jednostka jechała tylko do palącego się garażu, co nie wytrzymuje krytyki.

65-letni Edward Pruśniewski, odznaczony najwyższym wyróżnieniem korporacyjnym - Złotym Znakiem Związku OSP - to strażak-ochotnik z ponad trzydziestoletnim stażem, który jako kierowca wozu bojowego OSP brał udział w około 2000 akcjach. Jak zauważył poseł, w tym przypadku doszło do drastycznego przekroczenia adekwatności kary w stosunku do winy, bowiem największą karą dla druha Pruśniewskiego jest sama świadomość przyczynienia się - bez jakiegokolwiek zamiaru z jego strony - do zaistnienia tragicznego zdarzenia. Dla zachowania proporcji w karaniu sprawców zdarzeń drogowych, których sądy często skazują na znacznie niższe kary, nawet w przypadkach jednoznacznego sprawstwa, sprawa druha Edwarda Pruśniewskiego jest monitorowana od 4 lat.

Wóz strażacki OSP w akcji ratowniczej

Strażak-Podpalacz z Ostrowa Wielkopolskiego

Sąd Rejonowy w Ostrowie Wielkopolskim skazał 34-letniego (w innej części tekstu 27-letniego) byłego strażaka-ochotnika na 2 lata i 8 miesięcy więzienia za wzniecenie pięciu pożarów. Mężczyzna tłumaczył się, że podkładał ogień, ponieważ chciał, by jego jednostka brała udział w akcjach gaśniczych. Wyrok, który zapadł w ostrowskim sądzie, jest nieprawomocny. Jak poinformował Maciej Meler, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim, 34-latek będzie musiał również zapłacić nawiązkę w wysokości 100 tysięcy złotych na rzecz poszkodowanych.

Do zdarzeń doszło ponad sześć lat temu, kiedy mężczyzna był członkiem jednej z Ochotniczych Straży Pożarnych w powiecie ostrowskim. Na terenie podostrowskich miejscowości Skrzebowa, Sobótka, Górzno i Szczurawice dokonał podpalenia łącznie 2610 sztuk balotów słomy oraz wywołał pożar dwóch budynków gospodarczych. Straty spowodowane działaniami byłego strażaka to ponad milion złotych. Sąd Rejonowy skazał oskarżonego na 2 lata i 8 miesięcy bezwzględnego więzienia oraz orzekł 5-letni zakaz pełnienia funkcji strażaka ochotnika i zakaz udziału w akcjach ratowniczo-gaśniczych.

Symboliczna grafika przedstawiająca wymiar sprawiedliwości lub sąd

Były Zastępca Komendanta PSP Skazany za Jazdę pod Wpływem Alkoholu

Były zastępca Komendanta Wojewódzkiego Państwowej Straży Pożarnej w Łodzi został skazany za jazdę pod wpływem alkoholu. Miał w organizmie 1,7 promila alkoholu. Sąd nałożył na niego siedem miesięcy ograniczenia wolności oraz zakaz prowadzenia pojazdów przez cztery lata.

Do zatrzymania 49-letniego kierowcy doszło we wrześniu ubiegłego roku na ulicy Olechowskiej w Łodzi, gdzie przekroczył dozwoloną prędkość (jechał 62 km/h w miejscu, gdzie obowiązywało ograniczenie do 40 km/h). Policjanci zdecydowali się na kontrolę, która wykazała, że mężczyzna był nietrzeźwy. Wyrok w tej sprawie zapadł pod koniec kwietnia przed Sądem Rejonowym Łódź-Widzew. Mężczyzna został skazany na siedem miesięcy ograniczenia wolności, co oznacza obowiązek wykonywania nieodpłatnej pracy przez 25 godzin miesięcznie. Dodatkowo sąd nałożył zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych na cztery lata oraz nakazał wpłatę 5 tysięcy złotych na fundusz pomocy pokrzywdzonym. Jeszcze przed wyrokiem sądu zastępca komendanta został odwołany i zwolniony ze służby.

Ochrona Prawna Funkcjonariuszy i Ratowników

Nowe Przepisy i Wzrost Bezpieczeństwa

Nowe przepisy, które weszły w życie 2 stycznia, znacząco wzmacniają ochronę wszystkich, którzy każdego dnia ryzykują zdrowie i życie, niosąc pomoc innym - od lekarzy i pielęgniarek po ratowników górskich i wodnych. Atak na ratownika medycznego, policjanta, strażaka czy strażnika miejskiego może zakończyć się nawet 5 latami więzienia.

Bezpieczeństwo jest priorytetem, a na przemoc wobec osób, które pomagają innym, nie ma przyzwolenia. Kara od 3 miesięcy do 5 lat więzienia grozi za atak na policjanta, strażaka, ratownika medycznego lub osobę ratującą innych (np. powstrzymuje napastnika, rozdziela bójkę, ratuje w pożarze). Taką samą ochroną jak funkcjonariusze publiczni zostali objęci także obywatele podejmujący interwencję. Każda osoba, która podczas interwencji zostanie znieważona (np. wyzwiska, zniewagi), będzie traktowana jak funkcjonariusz publiczny, a sprawą szybko zajmie się prokuratura.

Za agresywne zachowanie w miejscu publicznym, np. w szpitalu czy urzędzie, grozi kara aresztu, ograniczenia wolności, grzywny od 1000 do 5000 złotych lub 1000 złotych mandatu. Taka sama kara będzie grozić za zakłócanie spokoju i porządku publicznego pod wpływem alkoholu lub narkotyków i innych środków odurzających. Sąd będzie musiał opublikować wyrok, czyli ujawnić osobę sprawcy. Jeśli ktoś zostanie przyłapany na gorącym uczynku, policja ma obowiązek, a nie tylko możliwość, zatrzymać go i doprowadzić do sądu, gdzie sąd w trybie przyspieszonym osądzi sprawcę.

Symboliczna grafika przedstawiająca ochronę prawną ratowników w postaci tarczy

tags: #polski #strazak #wiezienie