Historia najstarszych strażaków w Polsce: Pamięć i pasja na służbie

Polska może poszczycić się wieloma bohaterskimi strażakami, a wśród nich są prawdziwi nestorzy, którzy poświęcili dziesiątki lat swojego życia ratowaniu innych. Ich historie to świadectwo niezwykłej pasji, poświęcenia i nieustannej gotowości do służby. Przedstawiamy sylwetki jednych z najstarszych i najbardziej zasłużonych strażaków w Polsce, których wiek i staż służby budzą podziw i inspirację.

zdjęcie starszego strażaka w mundurze z odznaczeniami

Stanisław Piasta: 100 lat życia w służbie i pracy

Pan Stanisław Piasta, urodzony 15 lipca, ukończył 100 lat, osiągając wiek, którego można tylko pozazdrościć. Jest on jednym z najstarszych strażaków w Polsce, a jego historia jest niezwykle ciekawa.

Wczesne lata i służba wojskowa

Ukończył szkołę podstawową w Bolesławcu, gdzie na jego świadectwie przeważały same piątki, w tym z takich przedmiotów jak ćwiczenia cielesne i robótki ręczne. Przed wybuchem II wojny światowej pan Stanisław wyjechał na Śląsk w poszukiwaniu pracy. Został wcielony do wojska, walczył na froncie i brał udział w kampanii wrześniowej.

Kariera w straży pożarnej

W poszukiwaniu bardziej opłacalnego zajęcia, zmuszony sytuacją rodzinną, zdecydował się na służbę w straży pożarnej. Kurs przygotowawczy ukończył w Bielsku-Białej i Szczyrku. Od 1961 roku pracował jako zawodowy strażak, aż do 1981 roku, kiedy to odszedł na zasłużoną emeryturę. Pan Stanisław pracował na stanowisku kierowania, gdzie przyjmował telefony i rozsyłał jednostki na akcje.

Recepta na długowieczność

Jaka jest jego recepta na długowieczność? Jak sam mówi: - „Praca, praca i jeszcze raz praca. Do tego unikanie hulanek i papierosów. Alkohol - tak, ale w małych ilościach. Lampka koniaku do urodzin to wszystko”. Pan Stanisław ma kochającą rodzinę, która wspierała go przez całe życie.

#18 Szokujące Wyznania Byłego Strażaka! Dawid Muchlewicz

Płk. Władysław Pilawski: Nestor polskiego pożarnictwa

Niestety, w nocy z piątku na sobotę zmarł płk. Władysław Pilawski, strażak legenda i nestor polskiego pożarnictwa. Urodził się w 1913 roku w Czarnkowie, a jego życie było nierozerwalnie związane ze strażą pożarną.

Powołanie od najmłodszych lat

Bycie strażakiem miał we krwi - jego ojciec również działał w ochotniczej straży pożarnej. Sam Pilawski wstąpił do straży w 1934 roku, rok po maturze. Trenował od dziecka, a jako harcerz i gimnazjalista donosił strażakom z OSP wodę i mokre ręczniki, pomagał im przy gaszeniu pożarów. - „Jeździłem z ojcem wozem konnym jako dziecko. Już wtedy wiedziałem, że chcę być strażakiem” - mówił Pilawski „Wyborczej” w 2014 roku, tuż po swoich 100. urodzinach.

Waldemar Bałkowiec: Pasja, profesjonalizm i „złota godzina”

Aspirant sztabowy Waldemar Bałkowiec to kolejny przykład strażaka z powołania. Jego miłość do zawodu i poświęcenie ludziom są inspirujące.

Niezłomna służba

Aspirant sztabowy Waldemar Bałkowiec wyjaśnia, że ze służby chciał odejść jeden raz. Jednak żona zapytała go, co będzie robił, a gdy odpowiedział, że nie wie, usłyszał od niej, by nie rezygnował. - „Bycie strażakiem, to jest to, co bardzo lubię. To moja pasja. Pomaganie ludziom, to dla mnie wyjątkowe doświadczenie. Za każdym razem, kiedy wyjeżdżałem do akcji, starałem się najlepiej, jak potrafię. Zawsze straż pożarna była na pierwszym miejscu w moim życiu. Podejmowałem dodatkowe prace, ale nie były tak istotne, jak służba” - mówi Waldemar Bałkowiec.

Ewolucja straży pożarnej

Wspomina też pierwsze lata w straży pożarnej. - „Kiedy skończyłem służbę w wojsku, wszyscy koledzy krzyczeli «zero mundurów», ja wchodziłem w drugi mundur. Nie wiedziałem, co mnie czeka. Nigdy się nie bałem zdobywania nowej wiedzy i umiejętności. Straż pożarna 40 lat temu wyglądała zupełnie inaczej. Chodziliśmy w mundurze moro, koszulach i krawatach. W tym jeździło się do akcji, po nałożeniu hełmów. Na samochody zakładaliśmy siatki maskujące, miało nas nie być widać i nie słychać. Nasze działania miały być tajne. Nie wolno było powiedzieć, nawet gdzie się zamawiało obiad” - opowiada Waldemar Bałkowiec. Wyjaśnia, że był pierwszym zawodowym strażakiem w Międzyrzecu Podlaskim, choć wcześniej zawodowa straż istniała już w Radzyniu Podlaskim i Białej Podlaskiej.

zdjęcie strażaków w starych mundurach z lat 70-tych/80-tych

Trudne akcje i "złota godzina"

Do akcji wyjeżdżało zazwyczaj dwóch strażaków. Jako dowódca służył przez wiele lat w Międzyrzecu Podlaskim, a kolejno w Białej Podlaskiej, gdzie wyjeżdżał wyłącznie do dużych akcji. - „Pożar jest szczególnie trudny, gdy giną dzieci. Do dziś pamiętam akcję, w której zginęło czworo dzieci. To było po pół roku służby. Pojechaliśmy we dwóch, ja i kierowca. Z akcji najgorszy jest dla mnie moment, kiedy jest wypadek i na miejsce przyjeżdża rodzina. Moment krzyku najbliższych jest najtrudniejszy” - przyznaje. Dodaje, że każda akcja, z której strażacy wracają w pełnej ekipie, jest wspaniała, a szczególnie cieszy go też to, jak uda się uratować komuś życie. - „Jako człowiek, który interesuje się historią, boleśnie odebrałem akcję, kiedy spalił się cały kościół w Dołdze, ale zostały wówczas stacje drogi krzyżowej, to było dla mnie wyjątkowe, bo fragmenty ścian, gdzie wisiały stacje, się zachowały” - mówi Waldemar Bałkowiec. Wprowadził też jako dowódca w Międzyrzecu Podlaskim „złotą godzinę”, podczas której, od godz. 9:00 do 10:00, strażacy uczyli się. - „Strażacy podnoszą swoje kwalifikacje, uczestniczą w kursach, chociaż nie muszą. Jestem z nich dumny” - zaznacza. Uważa, że należy być przede wszystkim sobą; nie jest ważne, żeby wszyscy postępowali tak samo. - „Każdy trochę się różni, ale to właśnie buduje jakość danego zespołu” - wskazuje. Jego zdaniem, im strażak jest lepiej wyszkolony, tym mniej potrzebuje odwagi w działaniu. - „Jeżeli czynności jak wchodzenie po drabinie, ratownictwo medyczne, są powtarzane, działamy z wiedzą. Niewiele jest wtedy momentów, w których potrzebujemy odwagi” - wyjaśnia. Wskazuje też, jak poznać strażaka: - „Jeżeli pali się dom lub zdarzył się wypadek, to strażak nie ucieka, tylko idzie pomagać, w przeciwieństwie do tych, którzy uciekają z tego miejsca. Strażacy postępują inaczej niż większość” - mówi Waldemar Bałkowiec.

Pożegnanie ze służbą i rola w rodzinie

Nie ukrywa, że gdyby ponownie miał wybrać, wybrałby bycie strażakiem. - „Każdego dnia dostawałem trudne zadania, niemal nie do wykonania. Pokazałem, że dałem radę, że umiem się odnaleźć w nowym zespole. Mam to szczęście, że mam gdzie wracać, bo mam żonę i dzieci” - podkreśla. Jak wskazuje, do każdej akcji podchodził profesjonalnie i nie trzeba było po bialskich strażakach niczego poprawiać. - „Mam też ogromną satysfakcję z tego, jak służyłem i mogłem pomóc wielu osobom, poprzez pracę w straży pożarnej. Każda akcja była inna, ale z każdej trzeba wyjechać z satysfakcją, że się pomogło na ile to było możliwe. Cieszę się, że kończę pracę jako dowódca największej jednostki w powiecie bialskim” - podsumowuje Waldemar Bałkowiec.

Oddany związkowiec, mąż i ojciec

Waldemar Bałkowiec był także oddanym związkowcem. W związku zawodowym Strażaków Florian działał trzydzieści lat, będąc zaangażowanym w jego działalność. Zawsze prezentował nieprzejednane stanowisko wobec strony służbowej, stojąc po stronie pracowników i członków ZZS Florian, będąc głosem załóg wszędzie tam, gdzie pełnił funkcję przewodniczącego związku, jak podkreślają koledzy, m.in. aspirant sztabowy Leszek Kostrow, Dariusz Łazarczyk i Wiesław Puchalski. Zdzisława Bałkowiec, żona Waldemara, przyznaje, że jej mąż wiele poświęcił dla służby, co odczuła też cała rodzina. - „Mąż w straży był macho, natomiast w domu był ciepły i wrażliwy dla mnie i dzieci. Często spędzaliśmy Wigilię czy święta wielkanocne bez Waldka, to było nie tylko dla niego, ale też dla nas trudne. Kiedy jeździł na szkolenia, wszystko było na mojej głowie, z kolei, kiedy wyjeżdżał do akcji przeżywałam stres i niepokój, bo martwiłam się o męża” - wspomina. Martyna Kotulska, córka Waldemara Bałkowca, wskazuje, że praca strażaka jest bardzo inspirująca. - „Obecnie sama pracuję na rzecz państwa. Praca taty była dla mnie zawsze ważna, wiedziałam, że musi służyć państwu, narodowi. Dlatego też zaczęłam pracę na rzecz innych, bo tato zawsze był dla mnie wzorem do naśladowania. Wskazywał odpowiednią drogę. Mieliśmy rozmowy o tym, że trzeba wykazywać się odwagą, z rodzeństwem lubiliśmy wysłuchiwać jego historii, które opowiadał po akcjach. To było dla nas pasjonujące, uczył nas też życiowego spokoju, tego, że powinniśmy podchodzić z dystansem do wielu spraw, na chłodno. Nigdy nie mieliśmy do taty żalu, że musi jechać na akcję, doceniliśmy każdą chwilę spędzoną razem. Jest ciepłym, wspierającym, kochanym tatą” - mówi Martyna Kotulska.

rodzinne zdjęcie strażaka z żoną i dziećmi

Adam Bilski: 90 lat w służbie i harcerstwie

21 maja druh Adam Bilski z Praszki skończył równo 90 lat, stając się najstarszym wiekiem i stażem druhem Ochotniczej Straży Pożarnej w Praszce. Urodził się 21 maja 1931 r. w Praszce.

Rozwój OSP Praszka i odznaczenia

- „Zastałem jednostkę strażacką, w której był tylko jeden samochód, był to Star 20. Natomiast zostawiałem naszą praszkowską straż z trzema samochodami” - mówi Adam Bilski. - „Co ciekawe, mieszkając całe życie w Praszce, byłem komendantem gminny aż w 3 województwach!” - śmieje się 90-letni strażak. Do 1974 roku Praszka należała do województwa łódzkiego, od 1975 r. do częstochowskiego, a od 1999 r. należy do opolskiego. W 2019 roku Adam Bilski został odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi przez prezydenta Andrzeja Dudę. Jest także Honorowym Obywatelem Miasta Praszki i honorowym naczelnikiem OSP Praszka.

Harcerz i strażak z powołania

Od 1945 roku był harcerzem w reaktywowanym hufcu ZHP w Praszce, organizował obozy harcerskie i prowadził drużynę do 1949 roku, kiedy władze komunistyczne rozwiązały ZHP. Wówczas zaciągnął się do Ochotniczej Straży Pożarnej w Praszce. W latach 1973-2006 pełnił funkcję komendanta miejsko-gminnego OSP. W 1996 r. został mianowany dożywotnio Honorowym Naczelnikiem OSP w Praszce. Przez trzy kadencje był członkiem Zarządu Wojewódzkiego ZOSP RP w Częstochowie, a po reformie administracyjnej w 1999 r. był także członkiem Sądu Honorowego Zarządu Wojewódzkiego ZOSP RP w Opolu. W swojej rodzinnej Praszce był pierwszym laureatem Praszkowskiego Koziołka, nagrody dla wybitnych mieszkańców miasta nad Prosną. W 2010 r. Rada Miejska w Praszce na uroczystej sesji przyznała mu honorowe obywatelstwo Praszki. Zdobył wiele odznaczeń, m.in.: Krzyże Zasługi - Brązowy (1977), Srebrny (1982), Złoty (2019) oraz Medal Honorowy im. Józefa Tuliszkowskiego (2002).

Rodzinna tradycja i Muzeum w Praszce

- „To moja największa duma, że strażakami zostali moi 2 synowie: Marian i Wiktor, 3 wnuków: Łukasz, Ryszard i Adaś oraz 3 wnuczki: Basia, Patrycja i Natalia” - mówi Adam Bilski. Jego wnuczka Barbara Wiatr pracuje w Komendzie Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej w Opolu jako starszy specjalista ds. kształcenia z ratownictwa medycznego. - „Od dzieciństwa wyrastałam w strażackiej atmosferze! Pamiętam, jak jako dziecko jeździłam rowerem do remizy, żeby ręcznie włączyć syrenę alarmową! Pamiętam te wszystkie imprezy rodzinne, na których w pewnym momencie zostawały tylko kobiety, bo wszyscy mężczyźni w rodzinie to strażacy, więc w środku obiadu musieli jechać do akcji!” - mówi Barbara Wiatr. W Muzeum w Praszce można aktualnie oglądać wystawę strażackich pamiątek druha Adama Bilskiego, na której zaprezentowane są m.in. mundur galowy, medale, odznaczenia, dyplomy, dokumenty i zdjęcia związane z jego działalnością. Ochotnicza Straż Pożarna w Praszce to najstarsza jednostka w powiecie oleskim, założona w 1882 roku, 30 lat po wielkim pożarze, który strawił większą część Praszki. Dzisiaj OSP w Praszce należy do Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego i dysponuje nowoczesnym sprzętem, w tym trzema wozami strażackimi: Volvo FL 280 (rocznik 2019), Mercedes Atego (rocznik 2013) oraz autodrabiną Mercedes SD 30.

#18 Szokujące Wyznania Byłego Strażaka! Dawid Muchlewicz

Kazimierz Moździerz: Cichy bohater z Trójcy

Kazimierz Moździerz ma 92 lata i jest jednym z najstarszych strażaków w Polsce. Jego chęć niesienia pomocy i działalność na rzecz rozwoju straży pożarnej jest godna podziwu.

Tworzenie historii w OSP Trójca

Dołączył do straży pożarnej w 1946 roku i wraz z tatą stworzył Ochotniczą Straż Pożarną w Trójcy na Dolnym Śląsku. - „To trzeba było działać i się myślało, jak to zrobić, żeby to wyszło na dobre” - przyznał w wywiadzie dla Dzień Dobry TVN. - „Do pożaru zawsze byłem chętny czy to w nocy, czy w dzień - obojętnie kiedy. Czy głodny, czy nie głodny. Jak zawyła syrena, to ja momentalnie stawałem na nogi. Raz na przykład trzy doby byłem przy pożarze. W kierunku do Bogatyni. Jak wracałem, to w samochodzie zasypiałem. Zjechałem na bok, dwie godziny pospałem za kierownicą i dopiero przyjechałem do remizy. Dobry strażak to tylko człowieka cieszy, że pomaga, a szczególnie przy takich groźnych sytuacjach, jak kogoś się uratuje. Wtedy człowiek ma zadowolenie.”

Przykład dla innych

Skromny, pracowity, uczynny człowiek - tak opisywany jest Kazimierz Moździerz. Strażaka nazwać można cichym bohaterem, który swoje życie poświęcił niesieniu pomocy innym, ratowaniu ich w trudnych sytuacjach. Jest człowiekiem, który jest przykładem dla następnych pokoleń. - „Nie może usiedzieć na miejscu, przybiega na remizę, chociażby się zapytać «do czego jedziecie»” - zauważył Arkadiusz Furmaniak, prezes zarządu oddziału gminnego OSP RP w Zgorzelcu. - „To jest takie fajne, budujące przede wszystkim dla młodych strażaków, którzy mogą brać z niego przykład.” - „Wszyscy mieszkańcy Trójcy, szczególnie ci starsi mówią, że na dziadka zawsze można liczyć” - powiedział Bartosz Moździerz, wnuczek Kazimierza.

Bycie strażakiem rodzinną tradycją

Wieloletni strażak zdołał podzielić się swoją pasją z rodziną i zachęcił kolejne pokolenie mężczyzn ze swojej rodziny do służby w jednostce ochotniczej w Trójcy. - „Bez wątpienia dziadek był takim największym motorem napędowym tego wszystkiego i tej rodzącej się pasji. Uważam, że straży pożarnej nie można nazwać hobby, to już jest pasja. Tu oddajemy kawał życia dla tej jednostki, dla straży i ratowania innych ludzi, mienia, zdrowia i życia” - przyznał Adrian Moździerz, wnuk Kazimierza, strażak OSP w Trójcy. - „Wydaje mi się, że część jakaś na pewno przeszła w genach” - ocenił swoje powołanie do straży drugi wnuk Kazimierza, Bartosz Moździerz, który również jest strażakiem OSP w Trójcy. - „Bo jakby nie było, gdyby nie pradziadek Antoni, który stworzył tę straż i dziadek, który był prezesem i wszystko kontynuował, to na pewno by mnie tutaj nie było.”

tags: #najstarszy #strazak #na #swiecie