Sprawa zbrodni miłoszyckiej, w której oskarżony został strażak z Jelcza-Laskowic, Norbert Basiura, budzi wiele kontrowersji i jest intensywnie komentowana w mediach. Proces dotyczy zabójstwa i gwałtu na piętnastoletniej Małgorzacie K., do którego doszło w noc sylwestrową z 1996 na 1997 rok. Zbrodnia ta stała się powszechnie znana również z powodu niesłusznego skazania i osiemnastu lat spędzonych w więzieniu przez Tomasza Komendę.

Rola Norberta Basiury w noc sylwestrową
W czasie sylwestrowej dyskoteki w Miłoszycach, gdzie zamordowano Małgorzatę K., Norbert Basiura pełnił funkcję ochroniarza. Nie był on jednak oficjalnie zatrudniony; w zamian za pomoc mógł korzystać z baru i za darmo wchodzić na imprezy. Posiadał kurtkę z napisem „Alcatraz”, co było nazwą dyskoteki. Jak sam zeznał w śledztwie, na tę kurtkę „podrywał dziewczyny”.
Pierwsze przesłuchania i zatrzymanie
Rok temu Norbert Basiura został zatrzymany pod zarzutem udziału w zbrodni miłoszyckiej. Zatrzymanie nastąpiło rano, na wniosek Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej we Wrocławiu. Wzywając go na przesłuchanie, śledczy nie podejrzewali, że to on okaże się jednym ze sprawców zbrodni. Norbert Basiura został zatrzymany, gdy po nocnej zmianie w straży pożarnej wracał autobusem, w którym dorabiał jako kierowca w przewozach lokalnych. Policja zatrzymała go w Jelczu-Laskowicach, informując o badaniu trzeźwości, lecz następnie poprosiła go o wysiadanie z autobusu.
Na pierwszym przesłuchaniu w prokuraturze dowiedział się, że na odzieży Małgorzaty K. znaleziono ślady jego DNA oraz ślady nasienia. Koronnym dowodem oskarżenia są właśnie ślady jego nasienia znalezione na ubraniu ofiary.
Wersje obronne i przesłuchania
W obliczu zarzutów, Norbert Basiura poprosił o kolejne przesłuchanie, nagrane na wideo, które później odtworzono w sądzie. Relacjonował, że na dyskotece dziewczyny „tuliły się” do ochroniarzy i że mógł całować się z jakąś dziewczyną, z którą „posunęli się za daleko”, co mogło skutkować pozostawieniem śladów nasienia na jej ubraniu, choć bez współżycia czy gwałtu. Sugerował, że być może była to Małgorzata, choć nigdy tego faktu tak nie skojarzył. Kilka razy podkreślał, że to nie jest to, co pamięta, tylko „jedyne logiczne wytłumaczenie” tego, co się stało. W innym miejscu tego samego przesłuchania opowiadał jednak o szczegółach rzekomego „całowania się”, wspominając o innej parze w tym samym miejscu.
Na kolejnym przesłuchaniu, podczas posiedzenia o tymczasowy areszt, Basiura poszedł jeszcze dalej, mówiąc o „seksie niepłciowym” z jakąś dziewczyną, zastrzegając jednak, że jej nie gwałcił i nie było żadnego współżycia. Podkreślił, że na pewno nie było go na posesji obok dyskoteki „Alcatraz” w Miłoszycach, gdzie znaleziono ciało Małgorzaty i ślady brutalnego zgwałcenia. „Ja bym ją ratował, nie gwałcił” - podkreślił, nawiązując do swojej roli strażaka. Wcześniej działał już w Ochotniczej Straży Pożarnej.
Zmiana linii obrony
W sądzie Norbert Basiura tłumaczył, że wersję z „całowaniem się” i „seksem niepłciowym” wymyślił, aby bronić się przed szokującymi dla niego zarzutami gwałtu i morderstwa. Twierdził, że taką linię obrony podpowiedział mu policjant podczas rozmowy w prokuraturze, w dniu zatrzymania. Przekonywał, że próbował ratować się przed poważnymi zarzutami, nie wiedząc, co robić, stąd ta „dziwna opowieść”. Dziś kategorycznie pamięta, że na pewno w czasie domniemanego „całowania” nie zostawiał śladów nasienia na ubraniu żadnej dziewczyny. W czerwcu, na poprzedniej rozprawie, Norbert Basiura przekonywał, że seks uprawiał tylko z własną żoną.
Postępowanie sądowe i wyrok
Na sali sądowej odtworzono nagrane na wideo przesłuchania ze śledztwa. Mimo to, Norbert Basiura nigdy nie przyznał się do winy, od początku procesu utrzymując, że to on jest pokrzywdzonym. Obrona żądała nowych badań genetycznych, kwestionując wiarygodność tych, które stanowią podstawę oskarżenia.

Dwa lata temu Norbert Basiura i Ireneusz M. zostali skazani przez sąd pierwszej instancji. Sąd uznał ich za winnych udziału w zbrodni. Basiura usłyszał wyrok 15 lat więzienia, a Ireneusz M. 25 lat. Wyrok ten został utrzymany przez wszystkie instancje, choć mężczyźni nadal twierdzą, że są niewinni.
Wyjście na wolność przed uprawomocnieniem wyroku
Norbert Basiura, skazany nieprawomocnie na 25 lat więzienia za gwałt i zabójstwo 15-letniej Małgorzaty z Miłoszyc, wyszedł na wolność. Decyzję podjął Sąd Apelacyjny we Wrocławiu, przychylając się do wniosku obrony. Sąd uznał, że nie zachodzi obawa matactwa ze strony Norberta Basiury i mężczyzna może oczekiwać na rozstrzygnięcie apelacji na wolności. Obrona wnioskowała o wypuszczenie go z aresztu tymczasowego, argumentując, że Basiura był dotąd wolnym człowiekiem, bez żadnych środków zapobiegawczych, i zawsze stawiał się na rozprawy, w tym na ogłoszenie wyroku. Ireneusz M., skazany wraz z Basiurą, pozostaje w areszcie.
Status zawodowy Norberta Basiury
Norbert Basiura przez 15 lat pełnił zawód strażaka. Podkreślał: „Pomagałem ludziom, a nie szkodziłem”. Komendant dolnośląskiej straży pożarnej umorzył postępowanie w sprawie Norberta Basiury. Dzięki temu, Norbert Basiura, który wciąż przebywa na wolności do czasu uprawomocnienia się wyroku, może wracać do służby w Państwowej Straży Pożarnej.
Wątpliwości i dyskusje wokół sprawy
Mimo wyroków, sprawa wciąż budzi wątpliwości. Basiura utrzymuje, że jest niewinny: „Nie zabiłem. Nie znałem tej dziewczyny. Nie odprowadzałem jej. Nigdy nie byłem na podwórku, gdzie została znaleziona. Nie zgwałciłem jej i jej nie zabiłem”. Wskazuje, że w tej sytuacji „wszystko zostało obrócone przeciwko niemu” i kwestionuje wyniki badań DNA, prosząc o ponowne ich przeprowadzenie. Prokuratura uważa jednak, że ma bardzo mocne dowody na winę obu oskarżonych. Z opinii biegłych wynika, że na odzieży ofiary - majtkach, sukience, biustonoszu, sznurówkach oraz na czapce zabezpieczonej na miejscu zdarzenia - znajduje się materiał genetyczny obu oskarżonych.
Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro zaznaczył, że zatrzymanie Basiury nie kończy sprawy, ponieważ w zbrodnię miłoszycką może być zamieszana jeszcze jedna osoba. Śledczy poszukują kolejnej osoby, która mogła mieć związek z tym przestępstwem. Zatrzymanie Norberta Basiury było efektem tytanicznej pracy prokuratorów z Wrocławia, którzy wytypowali i przesłuchali wszystkich mężczyzn z Miłoszyc i okolic, którzy w chwili zbrodni mieli ponad 15 lat, pobierając od każdego próbki do badań genetycznych.
Kontekst sprawy Tomasza Komendy
Zbrodnia miłoszycka jest nierozerwalnie związana z tragiczną historią Tomasza Komendy. Do zbrodni doszło w nocy z 31 grudnia 1996 roku na 1 stycznia 1997 roku w Miłoszycach. 15-letnia Małgorzata K. po zabawie sylwestrowej została znaleziona martwa na podwórku jednej z posesji. Sekcja zwłok wykazała, że dziewczyna została wielokrotnie zgwałcona przez prawdopodobnie czterech sprawców, a następnie zostawiona naga na śniegu, co doprowadziło do jej śmierci wskutek wyziębienia organizmu i odniesionych ran.
W 2003 roku Tomasz Komenda został skazany na 15 lat więzienia za gwałt i zabójstwo, a rok później kara została zaostrzona do 25 lat. Sprawa otarła się o Sąd Najwyższy, ale wyrok się nie zmienił. Komenda spędził w więzieniu 18 lat, mimo że jak się później okazało, był niewinny. Dopiero w 2017 roku nowi śledczy ponownie zbadali ślady z miejsca zbrodni i odkryli, że żaden z nich nie należy do Tomasza Komendy. W 2018 roku Komenda został uniewinniony i wyszedł na wolność. Zmarł kilka dni temu na nowotwór, w wieku 47 lat. Do dziś nikt nie poniósł odpowiedzialności za jego krzywdę, a wszystkich morderców Małgorzaty nie udało się odnaleźć. Dwaj skazani mężczyźni - Norbert Basiura i Ireneusz M. - nadal twierdzą, że są niewinni, a szanse na znalezienie pozostałych sprawców z każdym dniem maleją.