Tragiczne pożary w Norwegii z udziałem Polaków

W ostatnich latach Norwegia była świadkiem kilku tragicznych pożarów, w których poszkodowani zostali polscy pracownicy. Incydenty te, mające miejsce w Drammen, Bergen i Porsgrunn, ujawniły nie tylko skalę ryzyka związanego z warunkami mieszkaniowymi imigrantów, ale także skomplikowane wyzwania stojące przed służbami ratunkowymi i konsularnymi.

Pożar w Drammen: Siedem ofiar śmiertelnych

Przebieg tragedii i akcja ratunkowa

Siedmiu Polaków poniosło śmierć w tragicznym pożarze drewnianego domu w norweskim Drammen, oddalonym o około 40 km od Oslo. Pożar wybuchł około godziny 5 w niedzielę rano, zaskakując ofiary podczas snu. Ogień strawił budynek zamieszkany, zdaniem policji, przez 24-25 polskich obywateli, którzy przebywali czasowo w Norwegii, pracując w Drammen. Władze przypuszczają, że w budynku mogło przebywać nawet około 30 Polaków, z których część była gośćmi na prywatnej uroczystości odbywającej się nocą w budynku. Uratowani twierdzą, że ogień prawdopodobnie pojawił się na parterze, w rejonie tablicy z bezpiecznikami.

Z pożaru uratowało się 15 osób, w tym dwoje rannych, których przetransportowano do szpitali. Stan zdrowia jednej z osób, która ratowała się, skacząc z trzeciego piętra płonącego domu, był nadal krytyczny. Akcja na miejscu pożaru trwała cały dzień. Zgliszcza domu zostały zabezpieczone przez służby porządkowe, a akcja poszukiwania i identyfikacji ofiar podjęta w poniedziałek. Ratownicy dostali się na najwyższe, trzecie piętro budynku, dzięki wysięgnikowi strażackiemu. Media norweskie określiły dramat w Drammen jako najtragiczniejszy pożar w kraju od 20 lat.

fotografia spalonego drewnianego domu po pożarze w Drammen, z widocznymi służbami ratunkowymi

Potwierdzenie ofiar i śledztwo

W poniedziałek rano ekipa policyjna wspierana przez techników kryminalistycznych przybyłych z Oslo rozpoczęła poszukiwania ciał ofiar. Wkrótce po godzinie 10.00 znaleziono pierwsze ciała; wszystkie na najwyższym piętrze. Początkowo media otrzymały mylną informację o odkryciu sześciu ciał, którą po pewnym czasie skorygowano do pięciu. Ostateczna liczba siedmiu ofiar, podana podczas wieczornej konferencji prasowej w Drammen, wynikała z faktu, że już w niedzielę znaleziono dwie pierwsze ofiary. Ciało jednej z nich udało się tego samego dnia wydobyć, drugie natomiast pozostało we wnętrzu grożącego w każdej chwili zawaleniem spalonego domu.

Szef miejscowej policji Jan Erik Stroem oświadczył: „Uważamy, że to te siedem osób poniosło śmierć”. Polski konsul Marek Pędzich odczytał listę siedmiu nazwisk polskich obywateli, którzy zaginęli. Jak wynika z informacji policji, żadnego ze znalezionych ciał nie udało się jeszcze zidentyfikować. Przyczyny pożaru nie są jeszcze znane, a eksperci kryminalistyczni z Oslo mają pomóc w dochodzeniu.

Wsparcie dla poszkodowanych

Jak poinformował rzecznik MSZ Piotr Paszkowski, w spalonym budynku mieszkało 24 Polaków, z których dwie osoby w momencie wybuchu pożaru prawdopodobnie przebywały w Polsce. W budynku nie było obywateli innych państw. 13 osób nie odniosło obrażeń i zostało ewakuowanych przez służby ratownicze. Dwie osoby ranne, jedna przebywała w szpitalu w Drammen, a druga została przewieziona w stanie ciężkim do specjalistycznej kliniki w Bergen.

Trzynaście osób, którym udało się uciec z płonącego budynku, znalazło się w hotelu w Drammen. Piotr Kobza, chargé d'affaires ambasady RP w Oslo, zapewnił, że osoby te objęto opieką. Jest możliwość zorganizowania im przejazdu do Polski, jeśli wyrażą takie życzenie. Osobom tym umożliwiono stały kontakt z polskim duchownym i udzielono innej niezbędnej pomocy. Pomoc zadeklarowali także Polacy mieszkający w okolicy. Działała grupa kryzysowa złożona z przedstawicieli ambasady RP, Kościoła katolickiego oraz władz samorządowych.

Poszkodowani pochodzili z rejonu Płocka i byli pracownikami firmy "Mikos Consens" sp. z o.o., której właścicielem jest jeden z uratowanych, Andrzej Mikos. Właściciel budynku wyjaśnił, że dom został wynajęty przez spółkę Proffjob, zajmującą się werbunkiem polskich pracowników do pracy w Norwegii. Jej przedstawiciel potwierdził, że w domu mieszkali zapewne sami Polacy.

Warunki zamieszkania i bezpieczeństwo

W kontekście tragicznych zdarzeń, Per Døviken z oddziału straży pożarnej w Drammen, zwrócił uwagę na problem prowizorycznych warunków mieszkaniowych. Opisał on miejsca takie jak "szopy", w których "prawie nie ma sprzętu gaśniczego". Wskazywał na prowizoryczne rozwiązania, takie jak "garnki i sztućce na ziemi", "rozłożonych na podłodze" i "na gwoździach wbitych w ściany". Według Døvikena, kwestie bezpieczeństwa przeciwpożarowego są sprawą decydującą i wymagają natychmiastowych działań. Podkreślił również potrzebę zapewnienia alternatywnego lokum dla osób mieszkających w takich warunkach, zanim zostaną nałożone upomnienia czy grzywny, lub skierowana sprawa na policję. W miejscach tych, od ziemi do dachu było około 4 do 5 metrów, co utrudniało ewentualną ewakuację.

Zatrucie Polaków w Norwegii. Zobacz najnowsze ustalenia reportera Uwagi!

Pożar w Bergen: Dwóch Polaków wśród ofiar

Okoliczności pożaru i poszkodowani

W norweskiej miejscowości Bergen spłonął dom, w którym mieszkało 20, a według późniejszych danych - 24 Polaków. Ministerstwo Spraw Zagranicznych potwierdziło, że w pożarze zginęło dwóch polskich obywateli. Firma Pro Puro, zatrudniająca Polaków, poinformowała, że ofiary to 27- i 34-latek, którzy pozostawili rodziny w kraju. Dwaj zaginieni Polacy mieszkali na poddaszu budynku.

Serwis mojanorwegia.pl informował, że pożar wybuchł około godziny 2.40 w nocy, na czwartym piętrze znajdującego się w dzielnicy Laksevag drewnianego budynku, który poprzednio służył jako dom studencki i spłonął doszczętnie. Pożar rozpoczął się najprawdopodobniej od skrzynki bezpieczników. Mieszkańcy próbowali ugasić ją gaśnicą, jednak bezskutecznie. Większość rannych to ofiary, które skakały z okien, ratując się przed ogniem, co spowodowało u czterech z nich złamania kończyn i konieczność hospitalizacji.

zdjęcie pogorzeliska domu w Bergen, z widocznym dymem lub zniszczeniami

Pomoc konsularna i społeczna

Straż Pożarna została zawiadomiona około czwartej nad ranem przez norweskich mieszkańców sąsiedniego domu, którzy usłyszeli krzyki i poczuli dym. W akcji ratowniczej pomagała Polka Jolanta Franaszczuk, pełniąc rolę tłumacza. Dzięki niej dowiedziano się od ocalałych lokatorów, że pożar rozpoczął się od skrzynki bezpieczników, którą starano się bezskutecznie ugasić. 16 ewakuowanymi osobami zaopiekowały się norweskie władze miejscowej gminy.

Polacy mieszkający w domu stracili cały dobytek. Urzędnicy gminy Bergen musieli dać im nawet ubrania. Konsul RP w Norwegii, Marek Pędzich, w rozmowie z TVN24, podkreślił: „Ci ludzie stracili wszystko, gmina musiała dać im nawet ubrania”. Pędzich poinformował również, że ambasador jest w drodze do poszkodowanych, aby pomóc im w wyrobieniu nowych dokumentów. O godzinie 15:00 dwóch polskich konsulów z Oslo udało się na miejsce tragedii, spotkało się z poszkodowanymi i ustaliło zakres potrzebnej pomocy oraz sposób jej udzielenia. 16 osób zostało objętych opieką psychologów.

Trudności w dochodzeniu

Na razie nie wiadomo, co było dokładną przyczyną pożaru. Miejscowa policja napotkała trudności w ustaleniu szczegółów tragedii, ponieważ ocalali Polacy nie znali języka norweskiego ani angielskiego. W związku z tym wezwano dodatkowych tłumaczy, aby ułatwić komunikację i dochodzenie. Eksperci kryminalistyczni z Oslo mieli pomóc w badaniu przyczyn pożaru.

Pożar w Porsgrunn: Podejrzenia o podpalenie

Incydent w barakach

Wczesnym rankiem 13 października 2013 roku, około godziny czwartej nad ranem, wybuchł pożar w barakach przy ulicy Torsbergvegen w dzielnicy Knarrdalstrand w Porsgrunn. W obiekcie mieszkało pięciu Polaków, z czego trzech było na miejscu, gdy pojawił się ogień. Straż Pożarna otrzymała zawiadomienie o pożarze w zamieszkałych przez Polaków barakach również około godziny czwartej rano. Baraki, które spłonęły, znajdowały się w okolicy zwanej Knarrdalstrand.

Zespół baraków miał dwa piętra, ale ludzie mieszkali tylko na pierwszym. Po godzinie przeszukiwania budynku przez nurków dymowych, strażacy i policjanci zyskali pewność, że w środku nie było więcej osób. Według słów właściciela, w baraku mieszkało pięć osób, z czego udało się skontaktować z czterema. Strażacy opanowali pożar i nie było zagrożenia, że ogień się rozprzestrzeni.

Śledztwo i kontekst lokalny

Policja nie chciała na razie wypowiadać się na temat przyczyn pożaru. Nieoficjalnie jednak, jak przyznał jeden z poszkodowanych, Michał, ludzie podejrzewali, że doszło do podpalenia i że podpalacz mógł kręcić się po zachodniej stronie Porsgrunn, za rzeką. Przyczyny pożaru miały być badane w najbliższych dniach. Co więcej, incydent ten był powiązany z serią innych zdarzeń w okolicy - to zaledwie kilkaset metrów od sklepu spożywczego Amira Ahmadi, który spalił się 11 nocy wcześniej. Tej samej nocy wybuchł również pożar w stojącym nieopodal kontenerze, co dodatkowo wzmacniało podejrzenia o celowe działanie.

mapa Porsgrunn z zaznaczonymi miejscami pożarów w barakach i sklepie spożywczym

tags: #norwegia #pozar #polacy