Obszar Kisielina, obejmujący zarówno Stary, jak i Nowy Kisielin w Zielonej Górze, był w ostatnim czasie areną kilku tragicznych zdarzeń pożarowych. Od incydentów z ofiarami śmiertelnymi, przez pożary kotłowni i budynków gospodarczych, aż po dramatyczne zniszczenia domów jednorodzinnych, społeczność musiała mierzyć się z poważnymi konsekwencjami tych nieszczęść. Poniżej przedstawiamy szczegółowe informacje dotyczące tych zdarzeń, akcji ratowniczych oraz wsparcia dla poszkodowanych.
Tragiczny pożar w Starym Kisielinie z ofiarą śmiertelną
W nocy z niedzieli na poniedziałek w Starym Kisielinie w Zielonej Górze doszło do pożaru jednego z budynków mieszkalnych, w wyniku którego zginęła jedna osoba. Zgłoszenie o tragicznym pożarze przybudówki wpłynęło do strażaków już po północy. Po dojeździe na miejsce okazało się, że w budynku mieszkalnym pali się jedno z pomieszczeń - przybudówka.

W akcji gaśniczej brały udział cztery zastępy straży pożarnej. Z części głównej budynku ewakuowało się sześć osób, którym nic się nie stało. Niestety, w części budynku, która zajęła się ogniem, odnaleziono ciało ofiary. - Strażacy szybko uporali się z ogniem. Niestety, w spalonym pomieszczeniu znaleziono zwłoki około 60-letniego mężczyzny - przekazał st. kpt. Piotr Kowalski, oficer prasowy Komendy Miejskiej PSP w Zielonej Górze. Okoliczności tragedii są wyjaśniane przez policję pod nadzorem prokuratora.
Incydenty pożarowe w Nowym Kisielinie
Pożar kotłowni z uratowanym kotem
W piątkowe popołudnie, 25 listopada, tuż po godzinie 15:20, dyżurny straży pożarnej w Zielonej Górze otrzymał zgłoszenie o pożarze w budynku mieszkalnym w Nowym Kisielinie, gdzie zapaliła się kotłownia. Do akcji wyruszyły trzy zastępy Państwowej Straży Pożarnej oraz zastęp z jednostki OSP Stary Kisielin. Po dojeździe pierwszego samochodu gaśniczego z budynku wydobywało się dość spore zadymienie. - W budynku znajdowała się jedna osoba. Opuściła ona budynek jeszcze przed przyjazdem zastępów - relacjonował st. kpt. Po kilkunastu minutach działań sytuacja pożarowa została już opanowana.
Ostatecznie kotłownia spłonęła doszczętnie. - Z zadymionego pomieszczenia budynku strażacy wynieśli kota. Cały i zdrowy czworonożny przyjaciel został przekazany szczęśliwej opiekunce - dodał st. kpt. Kaniak. Dokładna przyczyna pożaru nie jest jeszcze znana.

Pożar kurnika w Nowym Kisielinie
Cztery zastępy straży pożarnej gasiły pożar kurnika w zielonogórskim Nowym Kisielinie w sobotę, 18 grudnia. Zgłoszenie o pożarze wpłynęło do dyżurnego zielonogórskich strażaków przed godziną 14:30. Do akcji zadysponowano dwa zastępy Państwowej Straży Pożarnej oraz samochody z OSP Racula i OSP Stary Kisielin. Sytuacja szybko została opanowana, lecz drewniany budynek gospodarczy doszczętnie spłonął.

Pożar domu jednorodzinnego rodziny Cichewicz w Nowym Kisielinie
Dla rodziny państwa Cichewicz z Zielonej Góry (Nowego Kisielina) jeden z najgorszych koszmarów stał się niestety rzeczywistością. W czwartek spalił się ich dom. - Straciliśmy prawie wszystko, ale cieszymy się, że nikomu z nas nic się nie stało - przyznali poszkodowani. W domu, stawianym przez ojca z synami jakieś 20 lat temu, mieszkały trzy rodziny: sześcioro osób dorosłych i czworo dzieci.

Przebieg zdarzenia i akcja ratunkowa
W czwartek po godzinie 16:00 szwagier pani Ewy Cichewicz zobaczył ogień nad dachówką. - Nie zastanawiał się ani chwili, natychmiast zabrał wszystkich domowników na dwór - opowiada pani Ewa. - Wybiegli tak, jak stali. Nie było czasu zastanawiać się nawet, co zabrać. Liczyła się każda sekunda. Niestety okazało się, że na piętrze został pies. Szwagierka zdążyła wrócić jeszcze po ukochanego pupila, ale już w pomieszczeniach było czarno. Na szczęście udało się jej wyjść z domu cało - dodaje.
Ogień rozprzestrzeniał się szybko. Strawił dach, a także część pomieszczeń mieszkalnych. - Sufit spadł na łóżka. Aż strach pomyśleć, co by było, gdyby stało się to w nocy. Nie byłoby mojego szwagra, szwagierki i małej Zuzi. Strażacy powiedzieli, że mieliśmy ogromne szczęście - mówi pani Ewa.
Tragedia podczas gaszenia pożaru - szczegóły katastrofy
Ogrom zniszczeń i wsparcie dla poszkodowanych
Jak poinformował Ryszard Gura, rzecznik zielonogórskiej straży, pożar wyrządził ogromne szkody. Nie jest znana dokładna przyczyna, jednak poszkodowani dopowiadają, że prawdopodobnie poszło od komina. Obecnie mieszkańcy nie mają do czego wrócić. Na pierwszym piętrze niczego nie udało się uratować. Meble, ciuchy, książki, zabawki - wszystko zostało zniszczone. Dachu brak, wszędzie czuć zapach spalenizny. - Następnego dnia próbowaliśmy ratować jeszcze to, co mogliśmy. Pierzemy ciuchy, zabawki, suszymy je i tak w kółko. Nie wiemy, jaki będzie ich stan po tych wszystkich zabiegach - przyznaje pani Ewa.

Na miejscu jeszcze w czwartek pojawił się pracownik departamentu bezpieczeństwa. - Od razu uruchomiliśmy pomoc dla potrzebujących rodzin. Jesteśmy z nimi w stałym kontakcie. W sprawę zaangażowany jest też miejski ośrodek pomocy i departament gospodarki - przyznał Waldemar Michałowski, dyrektor Departamentu Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego w Zielonej Górze. - Pierwszą noc poszkodowani zdecydowali się spać u rodzin. Wiedzą też, że mogą na nas liczyć, jeśli chodzi o zapewnienie noclegu. W takich sytuacjach chcemy również pomóc pod kątem mieszkaniowym. Mamy przygotowane propozycje i będziemy je teraz konsultować. Obecnie uzgadniamy, co jeszcze będzie potrzebne. Sytuacja jest dramatyczna, bo ogień zabrał im cały dorobek życia - dodał dyrektor.
W piątek Caritas Diecezji Zielonogórsko-Gorzowskiej uruchomiła oficjalne subkonto, na które zbierane są pieniądze na odbudowę domu i jego doposażenie. - Chcemy tutaj wrócić. Chcemy mieszkać w naszym rodzinnym domu, ale jeszcze nie wiemy, czy to się uda. Na początku października będzie wykonana ekspertyza, wtedy dowiemy się, czy jest na to szansa. Priorytetem obecnie jest dla nas zabezpieczenie dachu i tego, co nam zostało przed nadchodzącą zimą - dodali poszkodowani.
Mobilizacja społeczności i prośba o pomoc
W sobotę wiele osób zaangażowało się w pomoc przy sprzątaniu i oczyszczaniu domu ze spalonych, zniszczonych, niebezpiecznych rzeczy i elementów. Rodzina mimo ogromnej tragedii, nie rozczula się nad sobą. - Trzeba być silnym i działać. To przecież nasz dom. Tutaj wychowujemy dzieci, spotykamy się, spędzamy najpiękniejsze chwile, żyjemy. Żyliśmy, do tego tragicznego dnia… Wiemy, że nie możemy tego tak po prostu zostawić, albo czekać na jakiś cud. Patrząc teraz na nasz dom, trudno powstrzymać łzy, ale trzeba zebrać w sobie siłę. Trzeba działać i nie poddawać się - przyznaje rodzina Cichowiczów i dziękuje wszystkim za okazaną już do tej pory pomoc.
Co teraz potrzebne jest najbardziej? Nie są to ubrania, jedzenie czy zabawki. Teraz najważniejsze są materiały budowlane czy pieniądze, które pomogą zrealizować remont. Niestety dom nie był ubezpieczony. Jeśli chcesz wspomóc rodziny i pozwolić im wrócić do swojego rodzinnego domu, podajemy numer konta:
Santander Bank (BZ WBK) S.A. II O.