Przedsięwzięcie Michała Walczaka i Macieja Łubieńskiego, znane jako „Pożar w Burdelu”, stało się fenomenem, który szybko zyskał uznanie warszawskiej publiczności, w tym hipsterów, klasy średniej oraz znanych postaci życia kulturalnego i publicznego. Twórcy ci zaoferowali odtrutkę na przaśność polskich kabaretów telewizyjnych, odkryli nowe oblicza często niezauważanych aktorów, a także stworzyli jedyny w swoim rodzaju serial kabaretowo-teatralny. Odważyli się na tematy, z których nikt wcześniej nie żartował, robiąc to z wdziękiem, choć chwilami wulgarnie, ale nieodparcie śmiesznie. Jak żartobliwie stwierdzili sami twórcy, cytując Jerzego Stuhra z „Seksmisji”: „Ja tu widzę niezły burdel!” - co w ich przypadku stało się określeniem sporego sukcesu, który definiują jako możliwość zagrania w jednym dniu w areszcie na Rakowieckiej i na scenie Nowego Teatru Krzysztofa Warlikowskiego.

Początki na Chłodnej 25
Pierwsza zapowiedź „Pożaru w Burdelu” pojawiła się na blogu Chłodnej 25 pod koniec września 2012 roku. Skromny plakat i notka prasowa zapowiadały „najlepszy towar w mieście […] profesjonaliści, amatorzy, transwestyci i upadli celebryci. Kryzys nie oszczędza nikogo. Przyjdź i zobacz, jak nisko można upaść”. W owym czasie kryzys finansowy szalał na świecie od 2007 roku, choć Polska, nazywana przez rząd „zieloną wyspą gospodarczej Europy”, jeszcze odczuwała go mniej. Rok 2012 w Polsce odznaczył się protestami w sprawie ACTA i szaleństwem piłkarskiego Euro 2012, co znacząco odbiło się na finansowaniu kultury.
Warszawa bawiła się w najlepsze, m.in. w klubokawiarni Chłodna 25 prowadzonej przez Grzegorza Lewandowskiego. W kawiarni, gdzie nad barem wisiały słowa Tadeusza Kantora: „Każda rewolucja artystyczna zaczyna się w kawiarni”, mieściło się centrum niezależnego życia artystycznego stolicy. Na scenie w piwnicy klubokawiarni pojawiała się grupa Klancyk, rozkręcając scenę improwizacji, oraz Rafał Rutkowski z Teatru Montownia z przedstawieniem „To nie jest kraj dla starych ludzi”, stworzonym wspólnie z Michałem Walczakiem. Sukces tego spektaklu z 2008 roku zaowocował kolejnymi: „Ojciec polski” (ponownie z tekstem Walczaka) i „Seks polski” (autorstwa Macieja Łubieńskiego).
Twórcy i ich współpraca
Spotkanie Walczaka z Łubieńskim, w gruncie rzeczy nieuniknione w „małej wiosce”, jaką jest Warszawa, nastąpiło przy pracy nad „Seksem polskim”. Michał Walczak, absolwent SGH, a następnie wiedzy o teatrze i reżyserii w Akademii Teatralnej, miał już na koncie sukcesy dramaturgiczne jako autor sztuk takich jak „Piaskownica”, „Podróż do wnętrza pokoju” i „Kopalnia”. Maciej Łubieński, historyk z wykształcenia, pracował wcześniej w „Vivie”, TVN Warszawa i Radiu Roxy, gdzie przygotowywał skecze antenowe z Rafałem Rutkowskim. Gdy Walczak zadzwonił do niego z pomysłem stworzenia niezobowiązującej trupy teatralnej, Łubieński wspomina: „W sumie - co ja miałem do stracenia? Poszedłem.”
Okoliczności powstania Kabaretu
W 2012 roku na Chłodnej 25, mimo wcześniejszych sukcesów i nagród (m.in. Wdecha od „Gazety Wyborczej”), narastały problemy. Bujne życie towarzyskie generowało hałas i palenie papierosów na zewnątrz, a mieszkańcom wspólnoty nie podobała się sprzedaż alkoholu, która była kluczowym źródłem utrzymania dla kawiarni z ambicjami kulturalnymi. Na początku 2012 roku wygasła koncesja na sprzedaż alkoholu, a mieszkańcy nie wyrazili zgody na jej przedłużenie. Jednym ze sposobów ratowania Chłodnej było stworzenie bezalkoholowego Klubu Komediowego, w którym działalność rozpoczął „Pożar w Burdelu”. Rafał Rutkowski z entuzjazmem opisywał atmosferę miejsca: „Uwielbiam tę zatęchłą piwnicę. Jest syfek, troszeczkę zasmarkana kurtynka, plastikowe niewygodne krzesła, wszystko jak trzeba. Atmosfera undergroundowa w dobrym tego słowa znaczeniu.”
Artyści i ich kreacje
W pierwszych przedstawieniach „Burdelu” na Chłodnej, pod hasłem „Najlepszy towar w mieście”, występowali: Anna Smołowik, Monika Babula, Agnieszka Przepiórska, Andrzej Konopka, Maciej Łubieński i Mariusz Laskowski. Większość z nich przybyła do Warszawy z różnych stron Polski, nieliczni, jak Maciej Łubieński czy Agnieszka Przepiórska, byli warszawiakami z urodzenia. Aktorzy ci, często po części nadal szukający swojej drogi, rozczarowani dotychczasowymi doświadczeniami lub znużeni pracą na etacie, przyjęli propozycję Walczaka. Działali bez większych oczekiwań, czym może zakończyć się stworzenie niezależnej trupy kabaretowej na trudnym warszawskim rynku teatralnym, gdzie każdego wieczoru do wyboru jest kilkanaście propozycji rozrywki.
Pierwsze przedstawienia charakteryzował radosny chaos, potęgowany bliskim kontaktem z widzami. Teksty Walczak i Łubieński pisali w błyskawicznym tempie, dając aktorom zaledwie kilka dni na próby. Z braku miejsca cała Burdel Trupa siedziała i przebierała się na scenie, czasem czytając z kartek, myląc się i zapominając tekstów, co wywoływało radość widowni. Publiczność na Chłodnej, nauczona interakcji przy pokazach Klancyka, głośno komentowała i wchodziła w dialog z aktorami. Siłę „Burdelu” budowały nie tylko teksty nawiązujące do aktualnych wydarzeń w stolicy, ale przede wszystkim wdzięk i zaangażowanie aktorów, czego przykładem była piosenka Anny Smołowik, bisująca miłosne wyznanie do Ryana Goslinga, która z czasem zdobyła ponad dwieście tysięcy wyświetleń na YouTube.
Nieodłącznym elementem przedstawień był erotyzm, dodawany przez burleskę Betty Q i jej następczynie, prezentujące striptiz artystyczny, wpisany kontekstowo w przewodni temat każdego spektaklu.
Postacie i ich mitologie
Walczak i Łubieński stworzyli nośne dla współczesności typy, czerpiąc po części z prywatnych doświadczeń swoich aktorów:
- Samotna Matka aka Dzika Agnes aka HGW (Agnieszka Przepiórska) - korzystała z osobistych doświadczeń, portretując m.in. prezydent Warszawy Hannę Gronkiewicz-Waltz.
- Paula z Wilanowa aka Dziewczyna z Charlotte (Monika Babula) - reprezentująca warszawską klasę średnią, zmagającą się z kredytami i życiem w stylu eko.
- Lena Piękniewska aka Charlotte aka Trasa Toruńska aka Konstytucja - wzruszająca publiczność przejmującymi piosenkami.
- Profesor Max Hardkor aka Ostatni Hetero (Maciej Łubieński) - naczelny intelektualista „Burdelu”, cierpiący na brak seksu, podrywający kobiety na aluzje literackie.
- Doktor Janusz Fak aka Pałac Kultury (Oskar Hamerski) - naczelny psychoterapeuta Warszawy, który nieoczekiwanie ujawnił swoją vis comica.
Dla Andrzeja Konopki powstała postać Duszpasterza Hipsterów, nawiązująca do jego doświadczeń z małego miasteczka i Kościoła katolickiego. Samotna Matka odzwierciedlała wybór Agnieszki Przepiórskiej, która zrezygnowała z występów po kraju na rzecz częstszego przebywania z synem, a dramatyczne songi Leny Piękniewskiej inspirowane były m.in. jej zaangażowaniem w kwestie żydowskie.
Mitologia współczesnej Warszawy
Aktorzy „Pożaru w Burdelu”, w większości „słoiki”, nie bali się z tego żartować, a jednocześnie, w odróżnieniu od tych, którzy traktują stolicę wyłącznie jako miejsce zarobku, wyjątkowo trafnie i z czułością budowali mitologię współczesnej Warszawy. W pierwszym wielkim hicie Anna Smołowik śpiewała o trasie wybranej dla Ryana Goslinga: „Pokażę Ci Warszawę, Plan B i Łazienki, Przekąski Zakąski, metro i Powązki, Instytut Teatralny i Dworzec Centralny, a na koniec zwiedzania Muzeum Powstania”.
Przy okazji rock-opery „Noc w Pałacu” z czułością spojrzeli na Pałac Kultury, który w piosence śpiewanej przez Oskara Hamerskiego, na przekór wszystkim wrogom, zapewniał „jestem Polakiem, warszawiakiem” i kierował mocne słowa w stronę rosnących wokół niego szklanych wieżowców. Spektakl w praskim „Koneserze” był ukłonem w stronę niedocenianej, prawej strony Wisły, dzięki hitowi disco polo Przemysława Bluszcza i Tomasza Drabka pt. „Praski miś” oraz protest songowi „East Coast West Coast” o budowie drugiej linii metra, służącej głównie lewobrzeżnej Warszawie.

Inspiracje i styl
Walczak i Łubieński otwarcie czerpali inspiracje z kabaretów międzywojennych (Momus, Qui Pro Quo) oraz PRL-owskich (Kabaret Dudek, Kabaret Olgi Lipińskiej), reagując żywo na bieżącą rzeczywistość. Kolejne przedstawienia „Burdelu” stały się przeglądem wydarzeń z pierwszych stron „Gazety Stołecznej”: od budowy drugiej linii metra, przez podpalanie „Tęczy” na placu Zbawiciela, po pożar mostu Łazienkowskiego.
Andrzej Konopka kpiąco zapowiadał Burdel Trupę: „Zapierdalamy po cienkiej czerwonej linii między tradycją teatru wspólnoty Jerzego Grotowskiego a tradycją teatru komercji Michała Żebrowskiego”. Twórcy śmiali się sami z siebie, nakłuwając ambicje artystyczne polskich twórców teatru. Jednym z przebojów Anny Smołowik była piosenka „Chcę na etat”, odzwierciedlająca marzenia o bezpiecznym życiu i dochodach, choć większość Burdel Trupy nie jest zatrudniona na stałe w żadnym teatrze. Obaj autorzy czerpią z bogactwa polszczyzny mówionej, nie bojąc się wulgaryzmów. Ich największym atutem są autentycznie brzmiące dialogi, pisane pod aktorów, którzy dzięki swoim osobowościom i scenicznej inteligencji potrafią nadać skeczom i piosenkom indywidualny charakter.
Sukces teatralny i wejście w mainstream
Obietnica Michała Walczaka, że „Warszawa padnie u Waszych stóp”, rok po pierwszych występach stała się rzeczywistością. „Burdel” przeniósł się wraz z Grzegorzem Lewandowskim do Baru Studio na placu Defilad, gdzie miała miejsce premiera rock-opery „Noc w Pałacu”. Następnie grupa zakotwiczyła się w Teatrze WARSawy, gdzie przygotowała przedstawienie „Gorączka powstańczej nocy”, uznane za jedną z najważniejszych premier 2013 roku. Odważnie zmierzyli się w nim z mitologią Powstania Warszawskiego, konfrontując powstańców z hipsterską Warszawką.
Efektem tego były: książka ze scenariuszem przedstawienia, płyta z piosenkami, nagroda Wdechy od „Gazety Wyborczej” dla wydarzenia artystycznego roku 2013, a także zaproszenia na kolejne spektakle do Nowego Teatru, Muzeum Historii Żydów Polskich i na Open’er Festival w Gdyni. „Burdel” wszedł do mainstreamu, a klasa średnia uznała, że wypada w nim bywać, płacąc nawet sto złotych za miejsce przy stoliku pod sceną. Piosenka „Gdzie jesteś sponsorze?”, skierowana właśnie w ich stronę, była zapowiedzią rosnącej niezależności finansowej grupy. Bilety na przedstawienia znikały w kilka dni, a na widowni zaczęły pojawiać się znane osoby życia publicznego, takie jak Małgorzata Omilanowska, Michał Boni, Tomasz Raczek czy Marcin Meller, które swoimi zachwytami nakręcały rosnącą popularność. Ewolucja przedsięwzięcia spowodowała naturalnie odpływ części alternatywnej publiczności z Chłodnej, która zarzucała im chwilami „zdradę ideałów”, co odnowiło odwieczny polski spór między „biednymi, ale niezależnymi” a „bogatymi, którzy się sprzedali”.
Debiut telewizyjny i kontrowersje: „Fabryka patriotów”
W poniedziałek, 26 lutego 2018 roku, o godzinie 21:30, stacja TVN pokazała specjalne widowisko teatralno-muzyczne grupy „Pożar w Burdelu” zatytułowane „Fabryka patriotów”. Przedstawienie to, trwające półtorej godziny, składało się z krótkich, chaotycznych scen, rozgrywających się w tytułowej „Fabryce Patriotów”, instytucji prowadzonej przez postać zwaną Burdeltatą (szefa „Pożaru w Burdelu”), który zostaje ministrem kultury i rozrywki w rządzie Mateusza Morawieckiego.

Kontrowersyjna treść
W widowisku „Fabryka patriotów” kpiono z niektórych inicjatyw rządu, m.in. programu 500+, a także z tradycyjnych wartości. Żartowano również z mediów, w tym z niektórych gwiazd TVN i TVP, niedawnej kary nałożonej na TVN przez KRRiT (cofniętej w połowie stycznia 2018 r.) oraz obecności muzyki disco polo w TVP. W spektaklu pojawiły się m.in.:
- Piosenki z przekleństwami (niezagłuszonymi podczas emisji w TVN).
- Patriotyczne plemniki i żarty z „wciągania prochów przodków”.
- Hippisowska piosenka śpiewana przez „Wandę, przyjaciółkę papieża”.
- Piosenka martwego płodu występującego wspólnie z prof. Chazanem.
- Rozmowa z Donaldem Trumpem (granym przez Andrzeja Seweryna).
- Żarty z antysemityzmu.
- Kwestia: „A co to za zdzira?! - A to Polska właśnie”.
Wśród bohaterów pojawiła się m.in. minister seksu, Michalina Wisłocka (zagrana przez Katarzynę Kwiatkowską). Na scenie wystąpił również Maciej Stuhr. W pierwszych rzędach na widowni zasiadły gwiazdy TVN, takie jak Piotr Kraśko, Katarzyna Kolenda-Zaleska, Karolina Korwin-Piotrowska, Magda Mołek, Dawid Woliński i Michał Piróg.
Statystyki oglądalności
Średnia widownia widowiska „Fabryka patriotów” w TVN wyniosła 851 tys. osób. Przełożyło się to na 6,58 proc. udziału stacji w rynku telewizyjnym wśród wszystkich widzów, 6,67 proc. w grupie komercyjnej 16-49 oraz 6,69 proc. w grupie 16-59 (dane Nielsen Audience Measurement, udostępnione portalowi Wirtualnemedia.pl przez Havas Media Group). Przynajmniej przez 1 minutę audycję kabaretową obejrzało 3,57 mln osób w grupie 4+ (w 16-49 było to 1,53 mln, a w 16-59 - 2,16 mln).
Dla porównania, średnia oglądalność czwartej serii programu „Druga szansa”, pokazywanej jesienią poprzedniego roku niemal w tym samym paśmie, wyniosła 1,73 mln widzów, co przełożyło się na 13 proc. udziału w rynku telewizyjnym. Jakub Radziwilski, media investment manager w Universal McCann, ocenił, że program miał słabą oglądalność: „Zanotował dużo słabsze wyniki, niż zazwyczaj generuje to pasmo w TVN. Widać, że program nie zaciekawił widza, gdyż oglądalność spadała z minuty na minutę, a program startował z niezłym poziomem widowni po dobrze oglądanych »Milionerach«”. Dodał również, że na słabszy wynik mógł mieć wpływ dobry start nowego serialu TVP „Za marzenia”, emitowanego równolegle, który przyciągnął do Dwójki średnio 3,2 mln widzów, co dało antenie 22,94 proc. udziału w rynku.

Krytyka i reakcja TVN
Widowisko spotkało się z natychmiastową lawiną krytyki w mediach społecznościowych i ze strony dziennikarzy. Ocenili oni, że spektakl był niesmaczny i oparty na prostackich żartach. W recenzjach pisano: „Miało być z dystansem. Żarty z lewaków, feministek, obrońców konstytucji, z wyśmiewania prawicy - wszystko aż krzyczało 'mamy dystans do siebie, nic nam nie robią hejterzy'. Szkoda tylko, że dowcipy krążące wokół tych samych tematów z czasem robiły się coraz bardziej czerstwe.” Niektórzy komentatorzy wyrażali zdumienie, że szefostwo stacji, zwłaszcza dyrektor Edward Miszczak, liczyło na sukces, porównując to do „Ucha prezesa”, które uznawali za produkcję o nieosiągalnym dla TVN poziomie artystycznym.
Dyrektor programowy TVN Edward Miszczak informował wcześniej, że stacja pokaże pojedynczy event „Pożaru w Burdelu”, zaznaczając: „Jeśli kolaudacja wypadnie pozytywnie i publiczność program zaakceptuje, to planujemy kilka odcinków takiego show”. Jednak wyniki i opinie widzów nie pozostawiły wątpliwości. Bogdan Czaja, wicedyrektor programowy stacji, określił wyniki jako „nieco rozczarowujące” i przyznał w rozmowie z „Press”: „Chyba nie będziemy już wracać do takiej formuły”. Dodał: „Nigdy nie zakładaliśmy, że „Fabryka patriotów” będzie hitem oglądalności, to nie jest tego typu program. [...] Natomiast chyba nie będziemy już wracać do takiej formuły, jednak ta teatralno-musicalowa forma nie najlepiej się przekłada na widowisko telewizyjne”. Czaja nie wykluczył jednak dalszej współpracy z twórcami „Pożaru”, podkreślając, że „zarówno autorzy, jak i ekipa aktorska to są zdolni ludzie”. Stacja TVN ostatecznie wycofała się z planów produkcji cyklicznego programu.
tags: #ogladalnosc #pozar #w #burdelu