Podpalenie mieszkania w Oleśnicy - dramatyczne skutki dla rodziny
W sobotę około godziny 21:00 nieznany sprawca dokonał podpalenia w jednym z budynków na parterze przy ulicy Rzemieślniczej w Oleśnicy, w województwie dolnośląskim. W wyniku tego zdarzenia pokrzywdzone zostały troje dzieci, które Zespół Ratownictwa Medycznego przetransportował do szpitala. Pożar szybko rozprzestrzenił się na cały parter, a klatka schodowa została całkowicie zadymiona, co wymusiło zarządzenie ewakuacji.
Jak dowiedział się reporter RMF MAXX, przyczyną zdarzenia było podpalenie. Około godziny wcześniej na pobliską stację paliw wszedł zdenerwowany mężczyzna, który krzyczał, że zamierza coś podpalić i że pewna kobieta "musi za to zapłacić", używając przy tym wulgarnych słów. Następnie sprawca zrealizował swoje groźby, udając się do pobliskiego bloku. Obficie polał benzyną drzwi jednego z mieszkań, a następnie je podpalił.
Prawdopodobnie doszło do pomyłki lokali, ponieważ w mieszkaniu, które zostało podpalone, nie mieszka żadna kobieta. Kiedy wybuchł pożar, okazało się, że w lokalu mieszka mężczyzna, który na szczęście nie przebywał w środku w momencie zdarzenia. Mężczyzna oświadczył, że nie zna potencjalnego sprawcy.
Dodatkowo, pracownica stacji paliw poinformowała policjantów o wizycie nietypowego klienta. St. sierż. Walczak przekazała, że poszkodowana została rodzina mieszkająca kilka pięter wyżej, ponieważ dym przedostał się do ich mieszkania. Rodzina znalazła schronienie u sąsiadki. Niestety, dzieci zdążyły nawdychać się szkodliwego dymu. W szpitalu pozostało dwoje dzieci w wieku siedmiu i trzynastu lat.
Trwają poszukiwania podpalacza. Nieoficjalnie źródła podają, że jest nim 30-letni mężczyzna, który w momencie zdarzenia miał na sobie czarną kurtkę i nosił zarost.

Marsz Niepodległości 2020 - podpalenia i akty wandalizmu
Marsz Niepodległości w Warszawie w 2020 roku wywołał obawy wielu osób. Zamiast spokojnego przemarszu ku czci rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, uczestnicy byli świadkami starć z policją, wszechobecnej agresji oraz rzucania w powietrze butelek, kamieni i rac. Te ostatnie, odpalane przez narodowców, były celowo kierowane w budynki mieszkalne, co dokumentują liczne nagrania dostępne w internecie.
Jedna z rac spowodowała pożar mieszkania przy Alei 3 Maja. Wydaje się, że Marsz Niepodległości przestał być świętem patriotyzmu, jedności i troski o rodaków, niezależnie od ich poglądów. Z roku na rok wydarzenie staje się coraz bardziej niebezpieczne, a przemarsze z okazji 11 listopada służą do odpalania rac oraz okazywania nienawiści do policji i grup społecznych, które budzą niechęć.
W tym roku w Warszawie było wyjątkowo "gorąco", i to dosłownie. Przy Alei 3 Maja demonstranci, idąc w stronę Ronda Waszyngtona, obrzucili pobliski budynek mieszkalny odpalonymi racami. Na jednym z dostępnych filmów słychać okrzyk: "Nie gaś tego. Niech płonie ta k***a". Na szczęście pożar udało się opanować i nikt nie odniósł obrażeń.
Na innym nagraniu widać kolejny blok, w który rzucano odpalonymi racami, tym razem z poziomu ulicy. Jeden z mieszkańców relacjonował: "No, jest coraz lepiej. Właśnie ci cholerni 'patrioci' przechodząc z racami jak zwykle obok mojego domu podpalili jedno z mieszkań. Do pierdla z nimi wszystkimi! Zdelegalizować ten cholerny 'marsz nienawiści'!".
Podczas Marszu Niepodległości dochodziło do licznych aktów wandalizmu, a nawet zamieszek. Uczestnicy rzucali racami i petardami w okna nie tylko prywatnych mieszkań, ale także innych obiektów. Jak informował obecny na miejscu reporter PAP, policja interweniowała w tłumie demonstrantów. Po konfrontacji z policją przy bramie Empiku, tłum demonstrantów przełamał barierki i ruszył w kierunku ulicy Nowy Świat.
Rzecznik stowarzyszenia Marsz Niepodległości, Damian Kita, stwierdził w rozmowie z PAP, że za zamieszki podczas Marszu Niepodległości odpowiada "prowokacyjna postawa policji oraz działania zamaskowanych aktywistów tzw. Antify".

Podpalenie pracowni artysty podczas Marszu Niepodległości - wyrok sądu
Podczas Marszu Niepodległości w Warszawie nieustaleni sprawcy rzucili racę na balkon jednego z mieszkań w budynku przy moście Poniatowskiego. Była to pracownia znanego artysty fotografa, wybitnego znawcy twórczości Stanisława Ignacego Witkiewicza. Straż pożarną powiadomili sąsiedzi. W pracowni miały znajdować się cenne fotografie oraz reprodukcje obrazów Witkacego.
Jednakże, jak później wyjaśniono, w pracowni nie przechowywano dzieł sztuki Witkacego. Znajdowały się tam banery na wystawy z reprodukcjami. Uszkodzone zostały okna i podłoga, a wyważono drzwi. Celowano zapewne dwa piętra wyżej, gdzie na balkonie wisiały banery nawiązujące do Strajku Kobiet.
Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia, po jednej rozprawie, wydał wyrok skazujący wobec 37-letniego Piotra K. Mężczyzna był oskarżony o to, że 11 listopada poprzedniego roku, podczas Marszu Niepodległości, podpalił racą mieszkanie w al. 3 Maja w Warszawie. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia w Warszawie wyrokiem z dnia 17 czerwca 2021 r. uznał oskarżonego Piotra K. za winnego popełnienia zarzucanego mu czynu i wymierzył mu karę 10 miesięcy pozbawienia wolności.
Wyrok zapadł na pierwszym terminie rozprawy. 37-letni Piotr K. został oskarżony o spowodowanie pożaru poprzez rzucenie racą w kierunku balkonu mieszkania w al. 3 Maja, na którym wisiała tęczowa flaga i banner Strajku Kobiet. Nie trafił tam, gdzie chciał, niszcząc elewację lokalu, drzwi balkonowe i próg lokalu zajmowanego przez artystę Stefana Okołowicza.
Oskarżyciel uzyskał opinię biegłego z zakresu pożarnictwa, który potwierdził, że w mieszkaniu doszło do pożaru na skutek podpalenia racą. Według eksperta, pożar zagrażał życiu i zdrowiu wielu osób oraz mieniu w wielkich rozmiarach. Prokuratura Rejonowa Śródmieście-Północ w Warszawie uznała, że Piotr K. był sprawcą tego zdarzenia.
Analiza zabezpieczonych danych doprowadziła do zatrzymania Piotra K. 13 listopada 2020 r. w Białymstoku. Jak informowała wówczas Komenda Stołeczna Policji, funkcjonariusze ustalili tożsamość 36-latka. Zatrzymanie miało miejsce w ostatniej chwili, gdyż 36-latek szykował się do wyjazdu z kraju. W samochodzie i mieszkaniu podejrzanego zabezpieczono dwa telefony i laptop, których zawartość została przeanalizowana. Policjanci przejęli także dwie flary ręczne, racę "Fontanna", petardy i gaz pieprzowy.
Śledczy ustalili, że po Marszu Niepodległości Piotr K. wrócił do rodzinnego Białegostoku. Gdy dowiedział się, że jest typowany przez policję jako sprawca pożaru, szykował się do wyjazdu do Brukseli, gdzie prowadził firmę i pracował.
Piotr K. nie przyznał się do winy i składał wyjaśnienia, z których wynikało, że raca, od której zapaliło się mieszkanie w al. 3 Maja, nie była rzucona przez oskarżonego, tylko "kogoś za jego plecami". Mężczyzna twierdził, że jego raca odbiła się od kamienicy i spadła na ziemię.
Prokuratura przesłuchiwała w charakterze świadków znajomych Piotra K., którzy 11 listopada 2020 roku byli z nim w Warszawie na Marszu Niepodległości. Mężczyźni - podobnie jak oskarżony - utrzymywali, że do pożaru przyczynił się "człowiek w ciemnej odzieży". Świadkowie przyznali, że oni także rzucali racami, ale ich celem nie było zniszczenie cudzego mienia, tylko "kolorowej szmaty".

Inne przypadki podpaleń mieszkań i ich skutki
W Tychach, 30 lipca 2018 roku, doszło do pożaru mieszkania przy ulicy Czereśniowej 17. Pożar, który wybuchł 26 lipca, mógł objąć cały blok. Lokatorce bloku i jej konkubentowi prokurator zarzucił podpalenie mieszkania. Oboje podejrzani wrócili do nadpalonego mieszkania, gdzie oczekują na akt oskarżenia i proces. Grozi im wyrok do 8 lat więzienia. Na razie objęci zostali dozorem policyjnym.
Policjanci zatrzymali w tej sprawie 40-letnią kobietę i jej 39-letniego konkubenta. Prokurator rejonowy w Tychach informuje, że pogorzelisko badał biegły. Podejrzani tłumaczyli swoje zachowanie brakiem wiedzy na temat przyczyn wywołania pożaru. Jedno z nich rozpaliło w mieszkaniu ognisko, a później wspólnie podsycali płomień, np. papierami. Kobieta była trzeźwa, jej konkubent nie.
Dziesięć miesięcy więzienia i nakaz pokrycia strat oraz kosztów sądowych - to wyrok dla 36-latka związanego ze środowiskiem pseudokibiców, który podczas Marszu Niepodległości w Warszawie w 2020 r. doprowadził do pożaru mieszkania znawcy twórczości Witkacego, Stefana Okołowicza. Mężczyzna spędzi w więzieniu 10 miesięcy. Do pożaru doszło po tym, jak w trakcie Marszu Niepodległości w 2020 r. rzucano racami. Jak podaje profil OMZRiK, rzucających było więcej, krzyczeli "niech się k***a pali!" i celowali w okno piętro wyżej, gdzie powiewała tęczowa flaga. Zapalona raca była przyczyną pożaru w pracowni znawcy twórczości Witkacego Stefana Okołowicza.
Przedstawiciele organizacji OMZRiK, choć uważają, że wyrok powinien być surowszy, przyjęli decyzję sądu z satysfakcją. Zwracają uwagę, że kibol dostał karę z niższej półki widełek przewidzianych za ten czyn, skazano go za stworzenie zagrożenia dla życia i zdrowia wielu osób, za co grozi od 6 miesięcy do nawet 8 lat pozbawienia wolności. W komentarzach przeważają jednak opinie, że sąd potraktował podpalacza zbyt pobłażliwie.
Kilka godzin po pożarze w mieszkaniu przy Alei 3-ego Maja, dziennikarze OKO.press dotarli do jego właściciela. Stefan Okołowicz powiedział, że w mieszkaniu byli już funkcjonariusze policji, którzy dokonali oględzin i spisali straty. Większość napraw będzie musiał wykonać we własnym zakresie.
W Radomiu, 8 stycznia 2026 roku, Sąd Rejonowy tymczasowo aresztował na okres 3 miesięcy Bartłomieja S., lat 40, podejrzanego o usiłowanie zabójstwa żony i innej kobiety w wyniku podpalenia drzwi mieszkania, w którym przebywały kobiety, przy ul. Limanowskiego. Zdarzenie to spowodowało pożar zagrażający życiu i zdrowiu wielu osób oraz mieniu w wielkich rozmiarach, narażając pokrzywdzone i innych mieszkańców budynku wielorodzinnego na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia.
Podejrzany używając kanistra z benzyną dokonał podpalenia drewnianych drzwi wejściowych do lokalu od strony klatki schodowej, w którym przebywały pokrzywdzone kobiety. Na skutek akcji służb ratunkowych zamierzonego celu nie osiągnął. Zatrzymany został następnego dnia i doprowadzony do Prokuratury Rejonowej Radom - Zachód w Radomiu. Bartłomiej S. przyznał się do podpalenia drzwi lokalu mieszkalnego swojej żony, z wykorzystaniem cieczy łatwopalnej przyniesionej w kanistrze. Decyzją sądu podejrzany na etapie śledztwa pozostanie tymczasowo aresztowany.
W Wołominie, Sąd zastosował najsurowszy środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na okres 3 miesięcy wobec 39-letniego Pawła K. Mężczyzna najprawdopodobniej dokonał umyślnego podpalenia budynku, w wyniku którego spaleniu uległa konstrukcja jego dachu oraz powstało zadymienie budynku w zabudowie bliźniaczej, czym naraził osoby w nim zamieszkałe na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia. Jeden z mieszkańców, 51-letni mężczyzna, mimo podjętych działań ratowniczo-medycznych zmarł na miejscu zdarzenia.
Do zdarzenia doszło w godzinach wczesnoporannych. Jeden z mieszkańców Kobyłki powiadomił telefonicznie funkcjonariuszy z miejscowej jednostki o pożarze budynku jednorodzinnego w zabudowie bliźniaczej. Na miejsce zostały skierowane służby ratownicze. Gdy funkcjonariusze dotarli na miejsce, strażacy prowadzili działania związane z gaszeniem pożaru oraz akcję reanimacyjną jednego z mieszkańców. Okazało się, że był to mężczyzna, który zauważył pożar, obudził wszystkich mieszkańców i bezpiecznie wyprowadził ich na zewnątrz. On też wezwał pomoc, po czym zasłabł i stracił przytomność. Niestety, prowadzone działania medyczne nie przywróciły 51-latkowi funkcji życiowych, a lekarz stwierdził jego zgon.
Czynności w tej sprawie przejęli policjanci z komisariatu w Kobyłce. Przesłuchano poszkodowanych mieszkańców oraz zatrzymano 39-latka podejrzewanego o umyślne podpalenie budynku. Zebrany materiał dowodowy wskazywał, że to on może być odpowiedzialny za zaistniałą sytuację. Paweł K. został przesłuchany, usłyszał zarzuty podpalenia budynku mieszkalnego, w wyniku którego spaleniu uległa konstrukcja jego dachu oraz powstało zadymienie budynku, czym naraził osoby w nim zamieszkałe na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia oraz nieumyślnego spowodowania śmierci człowieka. Sąd rejonowy w Wołominie na wniosek prokuratora zastosował wobec Pawła K. tymczasowe aresztowanie na okres 3 miesięcy.
tags: #okonin #podpalenie #mieszkania