Wielki Pożar Rzymu w 64 roku n.e. pozostaje jednym z najbardziej dramatycznych wydarzeń w historii Imperium Rzymskiego, a jego następstwa miały fundamentalne znaczenie dla wczesnego chrześcijaństwa. Katastrofa ta stała się pretekstem do pierwszych zorganizowanych prześladowań wyznawców Chrystusa, oskarżonych o wzniecenie ognia, co na zawsze naznaczyło ich obraz w pamięci historycznej.

Początki chrześcijaństwa i jego droga do Rzymu
Początki chrześcijaństwa związane są z Jerozolimą, gdzie święty Szczepan usiłował swoim nauczaniem zreformować judaizm. Zaszedł w ten sposób za skórę Sanhedrynowi - żydowskiej Wysokiej Radzie - który w 36 roku skazał apostoła na ukamienowanie. Obawiano się, że nowa wiara może podkopać ich pozycję, dlatego pozwolono, by tłum wyprowadził Szczepana za miasto i dokonał egzekucji. Proponowane przez pierwszych chrześcijan innowacje w wierze zdecydowanie nie przypadły do gustu ówczesnym władzom społeczności żydowskiej w Judei. Animozje między wyznawcami nowej i starej religii postanowił wykorzystać Herod Agryppa I, pragnący zjednać sobie przychylność lokalnej ludności. Władca skazał na śmierć świętego Jakuba i planował uczynić to samo ze świętym Piotrem, któremu zgodnie z tradycyjnymi przekazami cudem udało się uniknąć egzekucji. Strategia eliminacji przywódców chrześcijańskich doprowadziła do wyparcia z regionu dużej liczby wiernych.
Religijni uchodźcy dotarli do Fenicji, na Cypr i do Antiochii, a niedługo później do Rzymu. To właśnie w stolicy imperium, w drugiej połowie I wieku naszej ery, za panowania Nerona, rozpoczął się okres najbardziej nasilonych prześladowań i największego okrucieństwa wobec „spadkobierców” nauk Chrystusa.
Panowanie Nerona i jego kontekst polityczny
Despotyczne rządy cesarza Nerona, trwające od 54 roku, nie niosły mieszkańcom Rzymu spokoju. Neron usunął Brytanika, nadopiekuńczą matkę Agrypinę i żonę Oktawię, a także prześladował senatorów. Władca zamiast pokładać wysiłki w sprawnym rządzeniu Imperium, preferował zabawy - pojawiał się jako woźnica w cyrku, a wiosną 64 roku wystąpił publicznie jako pieśniarz w Neapolu. Tego typu rządy nie podobały się zwolennikom „mores maiorum”, czyli osobom preferującym sposób życia ustalony przez dawnych cnotliwych Rzymian. By zdobyć sobie popularność wśród ludu rzymskiego Neron wydawał wielkie sumy na igrzyska i rozdawnictwo zboża. Dzięki temu lud miał zapewnioną zabawę, a cesarz wspomagał ich w codziennym życiu. Mimo to, w opinii ludu nic nie działo się bez przyczyny; taki kataklizm jak pożar musiał powstać, ponieważ cesarz rozgniewał bogów.
Niewielu jednak wie, iż Neron był jednocześnie ulubieńcem tłumu, któremu dostarczał rozrywki. Był w miarę utalentowanym poetą i aktorem, kochającym kulturę hellenistyczną - grał na lirze, powoził rydwanami i śpiewał.
Wielki Pożar Rzymu w 64 roku n.e.
W pierwszych dniach lipca 64 roku cesarz Neron opuścił Rzym z powodu upałów i udał się do pobliskiego Ancjum. Tu doszła do niego wiadomość, że w stolicy wybuchł pożar. Ogień pojawił się w nocy z 18 na 19 lipca w okolicy Cyrku Wielkiego (Circus Maximus), gdzie znajdowały się kramy pełne łatwopalnych towarów, w szczególności oliwy i tkanin, oraz sklepiki z jedzeniem, gdzie używano drewna lub węgla drzewnego. Pożar rozniósł się z łatwością, a południowo-wschodni wiatr strawił dużą część miasta. Z powodu wąskich i krętych ulic ówczesnego Rzymu oraz blisko stojących drewnianych budynków, żywioł rozprzestrzeniał się w niesamowitym tempie. Straż przeciwogniowa (vigiles) była bezradna wobec ognia, który udało się opanować dopiero po sześciu dniach. Z czternastu dzielnic jedynie dwie pozostały nienaruszone, dziesięć zostało zniszczonych, a trzy kompletnie spłonęły. Był to największy kataklizm w historii Wiecznego Miasta.
Neron powrócił do Rzymu, gdy ogień obejmował już część jego pałacu. Zajął się wówczas zwalczaniem szkód wyrządzonych przez kataklizm: pomagał bezdomnym i głodnym, otwierając im swe ogrody i obniżając ceny zboża. Często wychodził też na wieże w dawnych ogrodach Mecenasa, by stamtąd obserwować akcję ratunkową. Sam Neron pomagał w gaszeniu pożaru i zarządzał oddziałami straży. Ludzie wpadali w szał, na ulicy powstał zamęt, dochodziło do stratowań, a ilość ofiar była niezliczona. Przepadły również ważne dla Rzymian miejsca, takie jak kaplica Westy, sanktuarium Herkulesa, Świątynia Jowisza Statora czy dom Oktawiana Augusta. Resztki murów i sczerniałe zgliszcza stanowiły smutny pomnik tamtych wydarzeń.

Oskarżenia wobec Nerona i szukanie kozła ofiarnego
Po pożarze szybko ukuto pogłoskę, że Neron, patrząc na płonący Rzym z wieży, miał deklamować poemat „Zdobycie Troi”. Mówiono także, że cesarz umyślnie kazał podpalić miasto, aby dokonać przebudowy zgodnie ze swymi upodobaniami, co potwierdzał fakt, iż Neron nakazał odbudowę miasta, gdzie wybudował sobie olbrzymi pałac, tzw. „Złoty Dom” (Domus Aurea), który swoim przepychem miał przyćmić inne budowle. Wybudowanie miasta stwarzało wiele trudności - pieniądze ściągano również z prowincji, co prowadziło do zamieszek, np. w Judei, Galii i Hiszpanii.
Plotki na temat cesarza, wysuwane przez jego wrogów i znajdujące łatwy posłuch wśród ludności, zmusiły go do poszukania „kozła ofiarnego”, by zmazać tę „haniebną pogłoskę”. Idealnym celem okazali się chrześcijanie, do których ludność i tak podchodziła z dużą dozą nieufności. Chrześcijanie, w pierwszym okresie określani jako „superstitio” (zabobon), byli wówczas niewiele znaczącą sektą, szerzącą się zwłaszcza wśród biedoty miejskiej. Poganie uważali ich za wrogów rodzaju ludzkiego, ponieważ oczekiwali końca świata, po którym miało nastąpić prawdziwe Królestwo Boże.
Jest prawdopodobne, że pomysł prześladowania chrześcijan podsunęła Neronowi cesarzowa Sabina Poppea. Sama była prozelitką sympatyzującą z wyznawcami judaizmu i możliwe, że z tego kręgu dotarły do niej informacje o szerzącej się w Rzymie nowej i niebezpiecznej religii. Chrześcijanie, inaczej niż Żydzi, prowadzili zakrojoną na szeroką skalę pracę misyjną wśród pogan, co mogło budzić większy niepokój władz. Istniało wyraźne rozgraniczenie pomiędzy judaizmem a chrześcijaństwem, które nie było już tak widoczne w czasie następnych prześladowań.
Brutalność neronowych prześladowań
Oskarżenie chrześcijan o „nienawiść do rodzaju ludzkiego” doprowadziło do fali krwawych represji, prześladowań i zabójstw. Neron przekształcił egzekucje wyznawców wiary chrześcijańskiej w prawdziwe widowiska, które musiały mieć odpowiednią oprawę. Jako pierwsze miejsce kaźni wykorzystał stadion, którego budowę około 40 roku naszej ery rozpoczął w Watykanie Kaligula. Za pomocą tortur zdobywano obciążające zeznania.
Kary dla skazańców były niezwykle okrutne. Okryci skórami dzikich zwierząt ginęli rozszarpywani przez psy albo przybici do krzyżów, albo przeznaczeni na pastwę płomieni; gdy zabrakło dnia, palili się, służąc za nocne pochodnie w ogrodach Nerona na Watykanie. Motyw podpalania nieszczęśników miał się wywodzić ze znanego wówczas „prawa odpłaty”, czyli karania winnych dokładnie tym samym, czym zawinili. Oprócz tych „atrakcji” czekały na chrześcijan jeszcze występy na scenie, gdzie odgrywali sceny mitologiczne, podczas których byli poniżani i znieważani. Należy zaznaczyć, że w antycznym Rzymie palenie żywcem było karą dla podpalaczy, a ukrzyżowanie karą dla najniższych warstw społecznych. Jedynym zarzutem, który Neron postawił skazanym na śmierć, było bycie chrześcijaninem.

Wielu nawróconych na nową religię straciło z tego powodu życie. Tacyt w swoich relacjach używa sformułowania „wielka rzesza” w odniesieniu do ofiar prześladowań, wśród których przeważali żydowscy konwertyci. Jedną z ofiar antychrześcijańskiej kampanii Nerona padł święty Paweł, który przez wzgląd na rzymskie obywatelstwo został skazany na śmierć przez ścięcie. Świętego Piotra spotkała o wiele bardziej okrutna kara. Trudno jednak jednoznacznie stwierdzić, co w podaniach o męczarniach pierwszych wyznawców Jezusa jest prawdą, a co tylko udramatyzowaną przesadą. Tą wersją zasugerował się między innymi Henryk Sienkiewicz, pisząc „Quo vadis”, choć zdaniem współczesnych historyków wizja autora nie do końca pokrywa się z rzeczywistością. Prześladowania były początkowo ograniczone tylko do samego miasta Rzym.

Dalsze prześladowania i legalizacja chrześcijaństwa
Śmierć Nerona bynajmniej nie zakończyła fali prześladowań. Stopniowy rozwój sekt chrześcijańskich, ich niepodległość aparatowi władzy oraz nielojalność wobec kultury, wiary i polityki rzymskiej doprowadziły do poszerzania się represji. Rzymianie byli sceptycznie i wrogo nastawieni do nowo powstałej religii. Dostrzegali w niej przede wszystkim sektę żydowską, w efekcie narodziły się podejrzenia, że chrześcijanie w trakcie swoich nocnych zebrań dokonywali pogańskich rytuałów: zabijania dzieci, picia ich krwi, uprawiali magię i czcili osły. Mimo że trudno było dowieść prawdziwości owych podejrzeń, w połowie II wieku zdarzały się sytuacje, kiedy rozsierdzeni tymi bestialskimi (i wydumanymi) praktykami ludzie atakowali domy domniemanych chrześcijan i ograbiali ich z majątku.
Za panowania cesarza Domicjana wierni, którzy nie składali swoim bogom ofiar, w świetle prawa nie wyznawali żadnej religii, a tego przepisy zabraniały i surowo za to karały. Krzywym okiem patrzono również na rzekome chrześcijańskie rytuały. Prześladowania miały na celu rozładowanie napięć zagrażających porządkowi publicznemu, a masy z łatwością uznawały chrześcijan winnymi wykroczeń, które pociągały za sobą gniew bogów i stanowiły powód głodu, powodzi, epidemii czy innych katastrof.
Przykład dla szarych obywateli szedł z góry - również władze były mocno zaangażowane w prześladowania. Panujący w III wieku cesarz Maksymilian Trak, by ukrócić „nielegalne” praktyki religijne, postanowił więzić chrześcijańskich duchownych, a także karać ludzi, którzy nie wyznają publicznie rzymskich bogów. Z kolei za panowania Dioklecjana odebrano przywileje i wolność wszystkim, którzy odmówili złożenia ofiar „starym” bogom. W 303 roku na mocy edyktu zniszczono chrześcijańskie świątynie i spalono księgi oraz zabroniono wyznawcom nowej religii organizowania zgromadzeń.
Podejrzewani i prześladowani wyznawcy nowej religii zamykali się we własnych kręgach, co jeszcze umacniało władze w przekonaniach o słuszności czynionych im zarzutów. To również - zdaniem niektórych historyków - miało paradoksalnie umacniać chrześcijan w wierze. W końcu umęczony na krzyżu zginął sam Jezus, a po nim, za krzewienie jego nauk, umierali apostołowie. Przynajmniej część nawróconych interpretowała zatem prześladowania jako podążanie śladami zbawiciela. Żyjący na przełomie II i III wieku chrześcijański autor Tertulian wzniośle zanotował: „W nich uwidacznia się obecność Chrystusa”. Nie pragnienie męczeństwa spowodowało prześladowania, ale to prześladowania przyniosły kult męczenników.
Kres mordowaniu chrześcijan w starożytnym Rzymie położył dopiero w 313 roku Edykt mediolański, na mocy którego ich religia została „zalegalizowana”. Dzięki nowemu prawu, ogłoszonemu przez Konstantyna Wielkiego, władającego częścią zachodnią imperium, oraz Licyniusza, sprawującego pieczę nad częścią wschodnią, wkrótce chrześcijaństwo stało się powszechnym wyznaniem. Konstantyn Wielki uczynił to zresztą również ze względów politycznych, uznając, że właśnie organizacja kościelna może stać się podporą w walce o władzę.
Historyczne debaty i hipotezy dotyczące pożaru
Dziś nie do końca wiadomo, kto stał za pożarem Rzymu w 64 roku. Czy zamieszany był w to cesarz? Czy chrześcijanie byli tylko kozłem ofiarnym? Żadna z wersji wypadków nie znajduje do dziś pełnego potwierdzenia. Neron rozpoczął prześladowania chrześcijan z przyczyn nie religijnych czy moralnych, lecz wyłącznie politycznych i przypadkowych. Wiara, ideały, obyczaje chrześcijan nic go nie obchodziły, podobnie zresztą jak nie budziły zainteresowania jeszcze dużo później niemal nikogo z warstw wyższych. Chrześcijanie byli w oczach władzy podejrzani i uchodzili za tajne stowarzyszenie ludzi przeciwnych państwu, porządkowi społecznemu i tradycjom. Potwierdzali to pośrednio, odmawiając składania ofiar przed podobiznami cesarzy, powołując się na swoje zasady religijne, a także odmawiali służby w armii.
Historycy starożytni różnie przedstawiali przyczyny pożaru i odpowiedzialność za niego:
- Swetoniusz w swoich „Żywotach cezarów” zwala winę na Nerona, pisząc nawet, że ludzie nie śmieli przeszkadzać podpalaczom cesarza. Podkreślał, że Neron, czując odrazę do szpetoty dawnych budowli i ciasnoty ulic, spalił stolicę.
- Tacyt w swoich „Rocznikach” (księga XV) podaje teorię, że Neron, chcąc odciągnąć od siebie podejrzenia, winą za pożar obarczył chrześcijan, co spowodowało falę krwawych represji. Tacyt, który pisał zaledwie 50 lat po zajściu, miał dostęp do wiarygodnych informatorów, choć jego prace reprezentowały interesy klasy senackiej, wrogiej jedynowładztwu cesarza. Współczesne badania sugerują, że fragmenty jego dzieła dotyczące chrześcijan mogły być modyfikowane w późniejszych wiekach.
- Kasjusz Dion, piszący sto lat później, twierdził, że Neron postanowił zniszczyć Rzym, aby zrealizować plan przebudowy.
Współcześni badacze przedstawiają różne hipotezy:
- Teoria przypadkowego pożaru: W Rzymie często wybuchały pożary mniejsze lub większe, co wynikało z zabudowy i surowców wykorzystywanych do budowy domów. W dzielnicach biedoty domy stały bardzo blisko siebie, zakłady rzemieślnicze znajdowały się na parterach, gdzie często dochodziło do zapłonów. Mogła wystarczyć jedna przypadkowa iskra, aby doprowadzić do pożaru. Pożar mógł wybuchnąć przypadkowo, co często się zdarzało w takim rodzaju zabudowy.
- Teoria oskarżająca Nerona: Neron miał własną wizję architektoniczną i projektował budowę swego pałacu, tzw. Domus Aurea, co wymagało dużej przestrzeni. Niektórzy oskarżali Nerona o to, że z tego powodu nakazał spalić miasto. Jednak argumentem przeciwko tej tezie jest fakt, że pożar strawił także jego pałac i cenne greckie dzieła sztuki.
- Teoria oskarżająca chrześcijan/sekty: Niewielu historyków popiera teorię, że chrześcijanie świadomie wzniecili pożar, choć niektórzy sugerują, że któraś z sekt z Bliskiego Wschodu mogła podpalić Rzym, oczekując w ten sposób końca świata.
Klemens, biskup Rzymu, w swojej korespondencji z Koryntem, powstałej około 20 lat po pożarze, nie wspomina o podpaleniu stolicy przez Nerona ani o zrzuceniu winy na chrześcijan. Podobnie Tertulian, pisząc o prześladowaniach sto lat później, nie wspomina o Neronie jako podpalaczu. To wskazuje, że wczesne chrześcijańskie źródła niekoniecznie utrwalały tę narrację w takiej formie, jaką znamy z późniejszych przekazów. Niemniej jednak, gdy patrzy się z wielkiej perspektywy dziejowej, trudno nie dojść do wniosku, że gdyby nie ów przypadkowy pożar stolicy za Nerona i gdyby nie jego decyzja o obciążeniu winą chrześcijan, losy nowej religii potoczyłyby się zupełnie inaczej. Najprawdopodobniej groziłoby jej rozpłynięcie się wśród mnóstwa innych, konkurujących ze sobą wierzeń i kultów, do których Rzymian cechowała pewna obojętność. Historia ludzkości niejako utkana jest z paradoksów, a sprawa Nerona i jego roli w dziejach chrześcijaństwa stanowi tu przykład wyjątkowo pouczający.
tags: #oskarzenie #chrzescian #o #podpalenie