Wypadek autobusu OSP Chocznia w Wadowicach
W sobotę (22.02) po godzinie 13:00 na ulicy Piłsudskiego w Wadowicach, w rejonie skrzyżowania z ulicami Nadbrzeżną i Postawie doszło do groźnego wypadku. Na wadowickiej obwodnicy, w rejonie skrzyżowania z ulicami Nadbrzeżną i Podstawie, zderzył się autobus OSP Chocznia z samochodem osobowym.

Szczegóły kolizji
Jadący obwodnicą w stronę Andrychowa autobus marki Bova OSP Chocznia (na szczęście bez pasażerów) zderzył się z wyjeżdżającym z ulicy Podstawie Volkswagenem Passatem. Uderzenie było bardzo mocne: lewy bok osobówki został uszkodzony, podobnie jak przód autobusu.
Poszkodowani i konsekwencje
Dwie osoby zostały poszkodowane w zdarzeniu. Kierujący Volkswagenem z poważnymi obrażeniami trafił do wadowickiego szpitala, zawieziony przez karetkę. Ratownicy medyczni z drugiej karetki zajęli się kierowcą autobusu, który po zderzeniu poczuł się źle. On na szczęście nie odniósł żadnych obrażeń. Jak dowiedzieliśmy się w Komendzie Powiatowej Policji w Wadowicach, niestety mężczyzna kierujący Volkswagenem Passatem zmarł w czwartek (27.02) w szpitalu, nie odzyskując do końca przytomności.
Wstępne ustalenia i dochodzenie
Jak wstępnie ustalono, kierujący Volkswagenem Passatem, wyjeżdżając z drogi podporządkowanej, nie ustąpił pierwszeństwa przejazdu i doprowadził do zderzenia czołowo-bocznego z autobusem. Kierowcy Volkswagena została pobrana krew na zawartość alkoholu w organizmie. Sprawa jest wyjaśniana przez odpowiednie służby.
Problemy techniczne i spór po zakupie autobusu
Inna sprawa dotyczy autobusu nabytego przez Ochotniczą Straż Pożarną w Choczni, w którym po zakupie doszło do poważnej awarii silnika. Mowa o pojeździe, który, jak zapewniał sprzedający, był w pełni sprawny.

Nabycie i wstępna awaria
Marcin Kieszniewski odpowiedział na ogłoszenie dotyczące sprzedaży autobusu. Po jego nabyciu doszło w nim do poważnej awarii silnika. "Doszło do pęknięcia bloku silnika - mówi Marcin Kieszniewski. Trasa, z której już nie wrócił."
Ekspertyza techniczna i ukryte wady
Ekspertyza techniczna wykazała szereg ukrytych wad oraz skrajnie zużyte podzespoły. Według rzeczoznawcy z firmy AutoConsulting, elementy te „wykluczały normalną i zgodną z przeznaczeniem eksploatację autobusu”. Wskazano na wycieki oleju w komorze silnika, które mogły stanowić bezpośrednie zagrożenie pożarem. Rzeczoznawca stwierdził również, że autobus nie spełnia normy emisji głośności i nie był dopuszczony do ruchu.
Wersja nabywcy - Marcin Kieszniewski
Marcin Kieszniewski jest wzburzony odkryciami rzeczoznawcy, szczególnie faktem, że olej gromadził się w miejscu instalacji pożarowej. "To bezpośrednie zagrożenie pożarem. Jest znacznie więcej [wad]: klocki, nieszczelność. Było to zagrożenie nie tylko dla mnie, ale i dla pozostałych uczestników ruchu drogowego" - podkreśla Kieszniewski. Próby polubownego rozwiązania problemu nie przyniosły skutku. Nabywca twierdzi, że kupił autobus, który został przedstawiony jako w pełni sprawny.
Wersja sprzedającego - Marcin Balon (AutoConsulting)
Marcin Balon, przedstawiciel sprzedającego, twierdzi, że nie ma sobie nic do zarzucenia. "Przed sprzedażą autobus był cały czas użytkowany i sprawował się znakomicie, a jego dobry stan potwierdzały przeglądy techniczne. Pan Kieszniewski jeździł tym autobusem przed zakupem. Mógł sprawdzić od A do Z - podkreśla Marcin Balon. Wedle naszej wiedzy był sprawny technicznie." Balon dodaje również, że to kupujący "ingerował w silnik przed jego awarią", a po ponownym złożeniu silnika "doszło do jego zatarcia". "Dlatego my nie poczuwamy się do odpowiedzialności" - podsumowuje Marcin Balon, odrzucając propozycję rozwiązania problemu, w ramach której sprzedający miałby naprawić silnik, a pojazd miałby być jeżdżący. "Jestem niepoważny - mówi Marcin Balon. Tak skończyła ostatnia nasza rozmowa."
Dalsze kroki i konsekwencje
Sprawa, po doniesieniach złożonych przez nabywcę autokaru, będzie wyjaśniania teraz przez różne instytucje. Kto tu ma rację? Rozstrzygnięcie tego sporu wymaga dalszego dochodzenia i analizy dowodów.