Globalna scena jest świadkiem różnorodnych "pożarów" - od dosłownych incydentów na morzach i w zakładach przemysłowych, po złożone napięcia geopolityczne, zmieniające układy sił. W ostatnich tygodniach uwagę świata przykuły pożary na statkach handlowych w regionie Pacyfiku oraz istotne przetasowania w europejskiej architekturze bezpieczeństwa.
Pożar na statku "Morning Midas" w pobliżu Alaski
Dym wydobywający się z pokładu samochodowego statku "Morning Midas" dostrzeżono krótko po północy 3 czerwca, kiedy jednostka znajdowała się niespełna 500 km od brzegów Alaski. Armator statku, brytyjska firma Zodiac Maritime, potwierdził, że pożar wybuchł w sekcji przewożącej pojazdy elektryczne. Na razie potwierdzono, że pożar wybuchł na pokładzie, na którym ulokowane były samochody elektryczne, w tym 65 całkowicie elektrycznych aut oraz 681 hybrydowych z łącznej liczby 3 159 przewożonych pojazdów. "Morning Midas" wypłynął z Chin do Meksyku 26 maja. Osiem dni po rozpoczęciu 19-dniowej podróży, 3 czerwca około północy (UTC), na jednym z pokładów zauważono dym. Załoga natychmiast rozpoczęła procedury gaśnicze z wykorzystaniem systemów przeciwpożarowych na pokładzie.
Początkowo załoga próbowała gasić pożar za pomocą posiadanych środków i systemów przeciwpożarowych zainstalowanych na statku, lecz szybko zorientowała się, że walka skazana jest na porażkę. Mimo ich wysiłków, sytuacji nie udało się opanować. Po wezwaniu pomocy cała załoga, licząca 22 członków, opuściła statek w szalupie ratunkowej, a następnie została podjęta z wody przez jeden z trzech statków handlowych, które ruszyły na pomoc płonącej jednostce. Dwudziestu dwóch marynarzy ewakuowano na jeden z dwóch statków handlowych, które ruszyły na pomoc płonącej jednostce, płynącej pod banderą Liberii z Chin do Meksyku. Nikt nie odniósł obrażeń. Na dzień dzisiejszy nie wiadomo, w jakim stanie są przewożone samochody i czy uda się uratować statek oraz jego zawartość. Na miejscu jest holownik oraz służby ratunkowe. Będą podejmowane próby dostarczenia płonącego statku do portu, gdzie są większe możliwości walki z takim pożarem. Pożar nadal trawi statek "Morning Midas", a los tysięcy nowych samochodów na pokładzie jest nieznany. Przyczyna pożaru nie została na razie ustalona.

Seria incydentów: Pożary na statkach z samochodami elektrycznymi
Pożar na "Morning Midas" to najnowszy z serii incydentów na statkach przewożących samochody elektryczne. Najsłynniejszy taki pożar miał miejsce na Atlantyku trzy lata temu - wtedy zapalił się statek "Felicity Ace", przewożący 4000 luksusowych samochodów takich marek jak Porsche, Lamborghini i Bentley. W 2022 roku na Atlantyku doszło do pożaru statku "Felicity Ace", przewożącego 4 tysiące aut, w tym modele Porsche, Bentleya i Lamborghini. Mimo prób holowania jednostka zatonęła po dwóch tygodniach. Do podobnego zdarzenia doszło w 2022 roku, kiedy 16 lutego wybuchł pożar na Felicity Ace, płynącym z Niemiec do Stanów Zjednoczonych. Ostatecznie jednostka zatonęła 1 marca około 220 mil od Azorów. W związku z rosnącym ryzykiem, niektóre firmy, jak norweska Havila Kystruten, odmawiają teraz przewozu pojazdów elektrycznych, uznając ryzyko za zbyt duże.
Pożar rafinerii ropy naftowej w Ekwadorze
Największa rafineria ropy naftowej w Ekwadorze wstrzymała w poniedziałek pracę z powodu pożaru. Pożar w rafinerii w pobliżu miasta Esmeraldas na północnym wybrzeżu Ekwadoru wybuchł w poniedziałek rano czasu miejscowego. Jest to największy tego typu zakład w kraju, zdolny przetwarzać 110 tys. baryłek ropy dziennie. Ogień został opanowany, ale dla bezpieczeństwa ewakuowano wszystkich pracowników zakładu - poinformował państwowy koncern naftowy Petroecuador. Nie ma ofiar śmiertelnych ani rannych. Trwa postępowanie mające wyjaśnić przyczyny zdarzenia - podkreślono w komunikacie. Według dziennika "El Universo" ewakuowano też co najmniej cztery pobliskie placówki edukacyjne.

Przetasowania Geopolityczne w Europie: Wycofanie Wojsk USA z Niemiec
W Europie, równolegle do incydentów na Pacyfiku, dokonują się znaczące zmiany w układzie sił wojskowych. Szef Pentagonu Pete Hegseth podjął decyzję o wycofaniu ok. 5 tys. żołnierzy z Niemiec - poinformował rzecznik resortu Sean Parnell. "Minister Wojny nakazał wycofanie około 5 tys. żołnierzy z Niemiec. Decyzja ta jest następstwem gruntownej analizy rozmieszczenia sił (...) w Europie i wynika z potrzeb oraz warunków panujących na miejscu" - poinformował Parnell w wydanym oświadczeniu. Departament Obrony USA poinformował, że operacja wycofywania amerykańskich żołnierzy z Niemiec zostanie zakończona w ciągu najbliższych 6-12 miesięcy. Rzecznik potwierdził te informacje w odpowiedzi na pytanie PAP, jednak nie odpowiedział na pytanie, dokąd przeniesione zostaną wojska i jakich baz ma dotyczyć decyzja.
Przyczyny i kontekst decyzji
Do ogłoszenia decyzji dochodzi dzień po tym, jak prezydent Trump zapowiedział, że rozważa taki ruch, sugerując, że jest to odwet za postawę Niemiec wobec wojny USA z Iranem i krytykę interwencji ze strony niemieckich władz, w tym kanclerza Friedriecha Merza. "Fredrich Merz powinien więcej czasu spędzać na doprowadzeniu do końca wojny w Ukrainie i na naprawie swojego kraju, zamiast przeszkadzać tym, którzy pozbywają się zagrożenia ze strony Iranu" - oświadczył w czwartek amerykański przywódca. Szef niemieckiego rządu stwierdził w poniedziałek, że konflikt między Stanami Zjednoczonymi a Iranem prawdopodobnie nie zakończy się szybko. Według portalu Politico, decyzja Trumpa miała zaskoczyć urzędników w Pentagonie, którzy nie planowali takiego ruchu. Trump sugerował też, że podobne decyzje podejmie prawdopodobnie wobec Hiszpanii i Włoch, gdzie również znajdują się ważne bazy sił morskich i powietrznych USA. Jak dotąd te zapowiedzi jeszcze nie zostały zrealizowane.
Trump wielokrotnie krytykował postawę sojuszników z NATO w obliczu wojny z Iranem, zarówno jeśli chodzi o użycie baz w niektórych państwach Europy, za co kierował pretensje zwłaszcza do Hiszpanii, Włoch, Wielkiej Brytanii i Niemiec, jak i brak pomocy w sprawie odblokowania cieśniny Ormuz. Amerykański prezydent wielokrotnie mówił, że choć USA pomagały sojusznikom, to sojusznicy im nie pomagają i zawiedliby także w ważnej sytuacji. Na początku kwietnia dziennik „Wall Street Journal” podał, że USA rozważają opcję „ukarania” sojuszników, takich jak Hiszpania czy Niemcy, za brak wystarczającej pomocy w wojnie z Iranem poprzez przesunięcie wojsk z baz w tych krajach do państw takich jak Polska, Rumunia, Litwa, czy Grecja. Później Reuters napisał, że Trump rozmawia z doradcami na temat wycofania części wojsk USA z Europy z powrotem do kraju. Z kolei według ubiegłotygodniowych doniesień serwisu Politico w Białym Domu powstała lista „grzecznych i niegrzecznych” krajów NATO. Trump zarzucał Berlinowi niewypełnianie zobowiązań wobec NATO. W 2020 r. Trump zapowiedział wycofanie 9,5 tys. żołnierzy z Niemiec, jednak te plany nie zostały wówczas zrealizowane.

Skala i konsekwencje wycofania
Jak dotąd w Niemczech stacjonowało ok. 36 tys. amerykańskich żołnierzy, a większy kontyngent gości jedynie Japonia (ok. 45 tys.). Według telewizji CBS, która powołuje się na anonimowych urzędników ministerstwa, część sił zbrojnych, które są wycofywane z Europy, może wrócić do Stanów Zjednoczonych, a następnie zostać wysłana za granicę, prawdopodobnie w region Indo-Pacyfiku. Decyzja o wycofaniu dotknie jednej brygady bojowej w Niemczech, po tym jak liczba zespołów w Europie wzrosła po inwazji Rosji na Ukrainę. Zrezygnowano również z planowanego wcześniej rozmieszczenia batalionu artylerii dalekiego zasięgu. Na początku br. Kongres uchwalił zapisy w ramach corocznej ustawy o budżecie Pentagonu, które zabraniają redukcji amerykańskich sił zbrojnych w Europie poniżej poziomu 76 tys. na więcej niż 45 dni, dopóki szef Pentagonu i szef Dowództwa Europejskiego (EUCOM) nie przedstawią Kongresowi oddzielnych raportów uzasadniających podjęcie decyzji. Według agencji Reutera, pod koniec ub.r. liczba wojsk stacjonujących w Europie na stałe wynosiła ok. 68 tys., lecz nie uwzględniała ona m.in. ok. 10 tys. żołnierzy w Polsce będących tam w większości w ramach obecności rotacyjnej.
Reakcja Niemiec
"Europejczycy muszą wziąć większą odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo" - stwierdził niemiecki minister obrony Boris Pistorius, reagując w ten sposób na decyzję Pentagonu o wycofaniu pięciu tysięcy amerykańskich żołnierzy z Niemiec. "Można było to przewidzieć" - dodał, zwracając uwagę na współpracę m.in. z Amerykanami. Szef niemieckiego resortu obrony dodał, że w jego kraju stacjonuje obecnie "prawie 40 tysięcy" amerykańskich żołnierzy. Ściśle współpracujemy z Amerykanami (rozmieszczonymi w bazach) w Ramstein, w Grafenwoehr, we Frankfurcie i w innych miejscach na rzecz pokoju i bezpieczeństwa w Europy, na rzecz Ukrainy i wspólnego odstraszania - powiedział Boris Pistorius. Zapowiedział przy tym, że będzie omawiał kolejne zadania. W odpowiedzi na ostrą krytykę Waszyngtonu dotyczącą wydatków na obronność, europejscy członkowie NATO, w tym Niemcy, zobowiązali się do przejęcia większej odpowiedzialności za własną obronę.
Wojska amerykańskie wycofują się z Niemiec: co to oznacza dla NATO | DW News
tags: #pac #europejski #pozar