W lutym 2011 roku zabytkowy Pałac w Wąsowie, znany również jako Pałac Hardtów, stanął w ogniu, co zapoczątkowało długotrwały i pełen kontrowersji proces sądowy. Spółka powiązana z biznesmenem Krzysztofem S. pozwała Skarb Państwa, zarzucając strażakom brak profesjonalizmu i domagając się wysokiego odszkodowania. Po ponad dekadzie sprawa wciąż nie doczekała się finału.

Historia Pałacu w Wąsowie
Wieś Wąsowo powstała przed siedmiuset laty, gdy Benedyktyni z Lubinia sprowadzili na zachodnie rubieże Wielkopolski osadników. Hardy i pracowity lud szybko odwdzięczył się dobrodziejom, karczując knieje i budując domostwa. Niespełna sto lat później dobra ziemskie należały już do rycerza Pawła z Niegolewa, członka prastarego, wielce zasłużonego wielkopolskiego rodu. Przez następne stulecia majątek Wąsowo przechodził przez ręce wielu szlacheckich wielkopolskich rodzin: Rogowskich, Zakrzewskich czy Raczyńskich.
Barokowo-Klasycystyczna Rezydencja Sczanieckich
W 1781 roku kolejnym właścicielem majątku stał się Sylwester Sczaniecki, starosta średzki i poseł na sejm Rzeczypospolitej Obojga Narodów. W latach 1781-1786 wzniósł on w Wąsowie barokowo-klasycystyczny pałac, który stał się rodową siedzibą Sczanieckich. O świetności dawnych właścicieli przypomina dziś trójkątny fronton z herbami rodowymi Sczanieckich - Ossoria i Skórzewskich - Ogończyk oraz posadowiona w sąsiedztwie rezydencji piękna kaplica w kształcie rotundy, wzniesiona w latach 1786-1790.
Neogotycki Zamek Rodziny Hardtów
Dziejowe zawirowania spowodowały zubożenie wielu polskich rodów, w tym również Sczanieckich. Podupadły majątek Wąsowo nabył w 1860 roku, na skutek obowiązkowego wykupu, kupiec z Tucholi - Ludwik Lewinka, a następnie osiem lat później odsprzedał go berlińskiemu bankierowi Richardowi von Hardt. Mimo istnienia w nabytej majętności obszernego pałacu, nowy właściciel, wychowany być może na romantycznych legendach średniowiecza, wzniósł w latach 1870-1872 okazałą budowlę nawiązującą stylem do zamków z tej epoki. Projektantem pałacu był znany berliński architekt - Gustaw Erdmann. Po śmierci Richarda w 1898 roku majorat utworzony z Wąsowa oraz przynależnych do niego majątków: Chraplewa i Głupoń odziedziczył jego syn Friedrich Wilhelm von Hardt (1855-1938). Na krótko przed 1900 rokiem, na wieść o planowanej w Wąsowie wizycie cesarza Wilhelma II, ówczesny gospodarz rozbudował rezydencję. Dobudowano skrzydło, okazałe wejście i przebudowano wieżę, tworząc wizerunek neogotyckiego zamku pełnego tajemnic i legend. Kolejnym właścicielem pałacu stał się po śmierci Friedricha Wilhelma w 1938 roku jego najstarszy syn Richard von Hardt (1882-1945), który zginął w Wąsowie podczas przemarszu wojsk sowieckich.
Współczesność i Odbudowa
Od 1995 roku Pałac w Wąsowie znajduje się w rękach prywatnych. Został pieczołowicie odrestaurowany i zamieniony na centrum hotelowo-restauracyjne. Po pożarze w 2011 roku, pomimo wielu przeszkód, dzięki zaangażowaniu właścicieli hotelu, w kilka miesięcy udało się odbudować i ponownie udostępnić obiekt. Zrekonstruowano dach, przywrócono dawny wygląd zabytkowych sal oraz wyremontowano część hotelową. Zwieńczeniem odbudowy była rekonstrukcja pałacowej wieży jesienią 2017 roku. W 2012 roku pałac zyskał nowy obiekt - salę konferencyjno-bankietową zwaną „Parkową” o powierzchni 400 m2.
Pożar i Akcja Gaśnicza w 2011 Roku
Pożar w zabytkowym Pałacu Hardtów w Wąsowie wybuchł w sobotni wieczór 19 lutego 2011 roku około godziny 21. Jego pracownicy, zanim wezwali pomoc, przez około 13 minut kasowali ostrzeżenia systemu przeciwpożarowego. Zapewne sądzili, że znowu któryś z nierozważnych gości zapalił papierosa w niedozwolonym miejscu, przez co uruchomiły się czujniki. To opóźnienie okazało się kluczowe dla rozwoju pożaru, ponieważ do czasu przyjazdu strażaków z Nowego Tomyśla zajęty był już dach zabytkowego budynku, a ogień rozprzestrzeniał się bardzo szybko.
Trudne Warunki i Skala Akcji Gaśniczej
Strażacy z komendy powiatowej w Nowym Tomyślu przekonują, że nie było szans na szybkie ugaszenie płonącego pałacu. Mimo że na miejsce zjechało prawie dwustu strażaków z całego regionu, dysponując 44 wozami, w tym ciężkim sprzętem z Poznania, akcję gaśniczą utrudniał silny wiatr i mróz. Panowały niebezpieczne warunki; w pewnym momencie, gdy runął strop, obawiano się nawet o życie dwóch strażaków. Dodatkowo, strażacy mieli trudności z rozstawieniem ciężkiego sprzętu z jednej strony budynku, tam gdzie najpierw pojawił się ogień, z powodu nierówności, rozkopanego i zamarzniętego terenu. Parter pałacu został zupełnie zalany podczas akcji gaśniczej, a po dogaszeniu pożaru, w niedzielę, stała w nim zamarznięta woda.
Wąsowo - Pożar zabytkowego pałacu 19/20 luty 2011
Zniszczenia i Ewakuacja
W wyniku pożaru zniszczone zostały drugie i trzecie piętro pałacu oraz dach. Spłonęło poddasze i wnętrza na piętrach budynku. Zachowały się jednak ceglane mury. Pomimo skali pożaru, na szczęście nikomu nic się nie stało. Ewakuowano kilkanaście osób - głównie personel hotelu i kilkoro gości. Goście, którzy byli w basenie, uciekali na zewnątrz w kąpielówkach. Potężne słupy ognia widać było w nocy z odległości nawet kilku kilometrów. Wstępnie straty oceniono na 15 milionów złotych.

Śledztwo Prokuratury i Pozew Sądowy
Sprawę pożaru badała prokuratura w Nowym Tomyślu. Pod uwagę brano, że pożar wybuchł przez zwarcie instalacji elektrycznej albo przez zaprószenie ognia - jeden z gości przed wyjściem na basen miał zostawić niedopałek papierosa w pokoju. Ostatecznie prokuratura nikomu nie przypisała winy, a śledztwo szybko zostało umorzone.
Pozew przeciwko Skarbowi Państwa i Ubezpieczycielowi
Jednak sprawa się nie zakończyła. W 2012 roku, ponad rok po pożarze, prowadząca pałac spółka Anrest pozwała Skarb Państwa, a w praktyce strażaków. Zarzuciła im brak profesjonalizmu i złe gaszenie wielkiego pożaru. Spółka domagała się prawie 6 mln zł odszkodowania od Skarbu Państwa oraz ponad 4,4 mln zł od firmy ubezpieczeniowej Hestia. W trwającym już dziesięć lat procesie zawodowi strażacy muszą tłumaczyć się z przeprowadzonej akcji gaśniczej.
Kontrowersje wokół Biegłego Sądowego
Kluczowym elementem w sprawie stała się opinia biegłego sądowego. Strażacy znaleźli się w defensywie, gdyż zarzuty właścicieli pałacu podtrzymał Jerzy Kanurski, emerytowany strażak z północnej Wielkopolski. Na biegłego w tej sprawie wyznaczył go prowadzący sprawę sędzia Janusz Jezierski, tłumacząc, że Kanurski, jako emerytowany strażak, nie jest niczyim podwładnym i może wydać niezależną ekspertyzę. Jednak prawnicy reprezentujący strażaków szybko zakwestionowali jego obiektywizm i rzetelność.
Krytyka Akcji Strażaków przez Biegłego
W swojej opinii Kanurski skrytykował strażaków z Nowego Tomyśla. Przekonywał, że kasowanie sygnałów ostrzegawczych przez obsługę pałacu nie miało kluczowego znaczenia. Jego zdaniem "ponad wszelką wątpliwość" akcja strażaków była prowadzona nieprawidłowo: zawinił nadzór, za późno zarządzono ewakuację mienia z pałacu, straż nie dogasiła pożaru i dlatego potem wybuchł drugi pożar. Twierdził też, że strażacy praktycznie wszystkie prądy wody kierowali pod wiatr, a przez to woda leciała na nich i zamarzała na ich mundurach. Strażacy dziwili się takim ocenom Kanurskiego, bo przecież gasili pałac z trzech stron i nie sposób przyjąć, że wiatr wiał w jednej chwili w trzy różne strony. Od czwartej strony, od północy, nie mogli gasić z powodu nierównego, rozkopanego i zamarzniętego gruntu.
Zastrzeżenia do Rzetelności i Obiektywizmu Biegłego
Pozwani strażacy oraz reprezentujący ich prawnicy z Prokuratorii Generalnej podkreślali, że biegły Kanurski jest skrajnie nieobiektywny i nierzetelny. W ich ocenie jego opinia to publicystyka bez żadnych badań i pomiarów. Ponadto wskazali, że Kanurski to były strażak, który z mundurem rozstał się w nienajlepszych okolicznościach, miał konflikt ze związkami zawodowymi, a pracownicy mieli go dość. Były także zastrzeżenia o fachowość jego pracy w jednej z komend, co ostatecznie doprowadziło do jego odejścia na emeryturę w niesławie w 2000 roku. Strażacy obawiali się, że mógłby się mścić na byłym zakładzie pracy. Aby wyjaśnić wątpliwości wobec opinii Kanurskiego, strażacy i ich prawnicy domagali się przesłuchania biegłego przed sądem. Jednak sędzia Janusz Jezierski nie zgodził się na to, uznając, że wystarczy pisemna opinia. Wynagrodzenie dla Jerzego Kanurskiego zostało potem zakwestionowane przez sąd wyższej instancji, który wytknął mu zawyżenie kosztów i czasu poświęconego na opracowania.
Kontrowersyjny Biznesmen Krzysztof S. i jego Związki z Sądem
Z pałacem w Wąsowie od lat związany jest kontrowersyjny biznesmen Krzysztof S. Bywał nazywany "szefem wszystkich szefów", "prezesem", a wielu uważało go za faktycznego właściciela pałacu. Po pożarze powiedział jednak policji, że w spółce Anrest jest wyłącznie dyrektorem, nadzorującym pracowników i rozwiązującym ich prywatne problemy. Być może jego rola jako "tylko" dyrektora wynikała z wcześniejszych długów i rozmaitych kłopotów.
Przeszłość w Elektromisie i Anulowane Wyroki
Krzysztof S. to barwna postać: ślusarz z wykształcenia, a potem biznesmen i menedżer pierwszoligowego klubu piłkarskiego Sokół Miliarder Pniewy. W latach 90. był również związany z poznańskim holdingiem Elektromis i stał się jednym z głównych oskarżonych w sprawie przekrętów, które miał tropić zaginiony dziennikarz Jarosław Ziętara. Chodziło m.in. o wielkie oszustwa celne i podatkowe oraz o przemyt. W pierwszej instancji, w grudniu 2000 roku, w aferze gospodarczej Elektromisu, Krzysztof S. został skazany na karę więzienia w zawieszeniu. Wtedy doszło do niecodziennych wydarzeń. Najpierw jeden z sędziów wydających wyrok ujawnił, że jego znajoma pani adwokat zaproponowała mu "wszystkie pieniądze świata" za uniewinnienie chociaż głównych oskarżonych. Gdy sprawa korupcji wyszła na jaw, adwokaci skazanych nieprawomocnie pracowników Elektromisu wyciągnęli asa z rękawa: w 2001 roku zgłosili zastrzeżenia do obsady sądu, zarzucając, że dwaj sędziowie awansowali do Sądu Okręgowego bez stosownych delegacji. Sąd Najwyższy zgodził się z tymi argumentami. Efekt był taki, że cały proces trzeba było powtórzyć. W ponownym procesie sąd nie zdążył już osądzić oskarżonych, bo zarzuty wobec nich przedawniły się, a Krzysztof S. został oczyszczony z zarzutów.
Transakcje z Poznańskim Sądem i Śledztwo ABW
Tak oczyszczony z zarzutów Krzysztof S. niebawem zawarł transakcję z poznańskim sądem - nie on osobiście, lecz jedna z kontrolowanych przez niego spółek. W 2003 roku spółka Onyks sprzedała poznańskiemu sądowi starą fabrykę lamp przy ul. Kamiennogórskiej, której nikt inny nie chciał kupić, z uwagi na podejrzenia o skażenie chemiczne. Wątpliwej jakości budynek stał się siedzibą jednego z poznańskich sądów rejonowych. Kilka lat po umorzeniu sprawy Elektromisu, już po transakcji z sądem, działalnością Krzysztofa S. zaczęła interesować się Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW). Funkcjonariusze zdobyli nagrania, że w swojej podpoznańskiej willi organizuje zakrapiane imprezy dla prawników: sędziów, adwokatów, a ponoć widziano tam także jednego z prokuratorów pełniących wówczas kierowniczą funkcję. ABW sprawdzała także wątek, czy poprzez zaufanego sędziego Krzysztof S. wyciąga z więzień konkretnych przestępców i skazanych policjantów. Wszystko to miało dziać się pod szyldem załatwiania pracy dla skazanych, a Krzysztof S. dostał nawet medal jako "zasłużony dla więziennictwa". Pytań było więcej, również o to, dlaczego poznański sąd, mimo wątpliwej wiarygodności Krzysztofa S., w kontrolowanym przez niego pałacu w Wąsowie organizował szkolenia i imprezy dla poznańskich sędziów. Ostatecznie wielowątkowe śledztwo ABW, obejmujące również rzekome przekręty finansowe na sprzedaży kart zawodniczych, zakończyło się umorzeniem. Poznańska prokuratura nie chciała stawiać zarzutów, uznając, że brakuje dowodów na przestępstwo, pomimo interwencji ABW w prokuraturze wyższego szczebla.
Obecny Stan Sprawy Sądowej
Sprawa pożaru pałacu i ewentualnej odpowiedzialności strażaków wciąż nie doczekała się finału, choć proces trwa już od ponad dekady. Na razie zakończył się jedynie wątek roszczeń właściciela pałacu i firmy ubezpieczeniowej Hestia.
Ugoda z Ubezpieczycielem i Zredukowane Roszczenia
W marcu 2020 roku, po tym jak sprawa trafiła aż do Sądu Najwyższego, spółka Anrest i firma ubezpieczeniowa Hestia zawarły ugodę przed Sądem Okręgowym w Poznaniu. Hestia wypłaciła 6,8 mln zł. W maju tego roku, po wcześniejszym okresie zawieszenia, na wokandę wrócił wątek roszczeń pałacu wobec strażaków. Anrest, po tym jak dostał znaczną kwotę od Hestii, domaga się od Skarbu Państwa już "tylko" 1,486 mln zł.
Argumenty Stron Procesu
Adwokat Artur Kucznerowicz, pełnomocnik właścicieli pałacu, podczas majowej rozprawy argumentował: „Czekaliśmy, czy Prokuratoria Generalna przystąpi do ugodowego zakończenia sprawy, ale tak się nie stało. Druga strona powinna rzucić ręcznik, bo gdyby na samym początku akcji otoczono źródło ognia, nie spaliłoby się piętro i wieża pałacu. Poza tym strażacy nie ugasili pierwszego pożaru, ale zdali obiekt i zakończyli akcję. Potem wybuchł drugi pożar”. Dodał również: „Rozumiem, że na sali operacyjnej strażacy czuliby się najlepiej, ale to nie jest ich miejsce. Ich miejscem jest działanie w terenie. Na tamten pożar przyjechało dużo strażaków, ale akcję przeprowadzili źli.”
Artur Woźnicki, radca Prokuratorii Generalnej Skarbu Państwa reprezentujący pozwanych strażaków, akcentuje, że powództwo powinno być oddalone, ponieważ nie ma związku między szkodą a zachowaniem strażaków. Podkreślał również, że każda akcja gaśnicza ma swoją nieprzewidywalną dynamikę i łatwo oceniać po fakcie, co można było zrobić lepiej. Zaznaczył, że priorytetem jest bezpieczeństwo strażaków, a nie mienie pałacu. Odniósł się też do stronniczej, zdaniem strażaków, opinii biegłego Kanurskiego, który bagatelizuje fakt kasowania przez 13 minut systemu alarmowego. Mecenas Woźnicki przekonywał: „Podtrzymujemy wniosek o ściągnięcie akt personalnych biegłego, o jego wyłączenie ze sprawy oraz o powołanie instytutu specjalizującego się w badaniu pożarów. Pracownicy pałacu celowo wyłączali system alarmowy, ale biegły Kanurski twierdzi, że nie można mówić o zwłoce. To kwintesencja jego postawy. Ponadto przedstawiciele pałacu nie wskazali podstawy prawnej swojego roszczenia. Nie można oczekiwać też świata idealnego, że straż będzie w stanie zapobiec każdemu zdarzeniu. Inna jest ocena np. staranności lekarza w szpitalu, a inna w trakcie zamachu terrorystycznego.”
Nowe Otwarcie i Długość Procesu
Sprawę, po przejściu w stan spoczynku poprzedniego sędziego, prowadzi teraz sędzia Izabela Korpik. Na niedawnej rozprawie zamierzała przesłuchać biegłego Kanurskiego - to zmiana w postawie sądu, ponieważ poprzedni sędzia oddalał wnioski o bezpośrednie przesłuchanie emerytowanego strażaka. Kanurski nie pojawił się w sali rozpraw. Sędzia Korpik wyznaczyła więc kolejny termin rozprawy na 15 grudnia. Wtedy sąd po raz drugi spróbuje przesłuchać biegłego Kanurskiego. Celem jest rozwianie wątpliwości wobec jego opinii i przeszłości w straży. „Musimy je wyjaśnić. Po jego przesłuchaniu sąd zdecyduje, czy będzie konieczna nowa ekspertyza” - stwierdziła sędzia Izabela Korpik, przyznając, że sprawa, której nie prowadzi od początku, trwa już bardzo długo.