Bohaterstwo Paulinki Sroki i jej walka po tragicznym pożarze

portalcenter.cl

Sześcioletnia Paulinka Sroka z Dolędzina na Śląsku to prawdziwa lokalna bohaterka. Jej życie i zdrowie zostały dramatycznie naznaczone przez tragiczny pożar, w którym bez wahania zaryzykowała wszystko, by ratować ukochaną babcię. Od tamtej pory Paulinka i jej rodzina toczą ciężką walkę o powrót do zdrowia i normalności, wspierani przez krakowskich lekarzy.

Thematyczne zdjęcie dziewczynki z widocznymi poparzeniami, ale z uśmiechem na twarzy

Tragedia w Dolędzienie: Wybuch gazu i bohaterski czyn Paulinki

Przebieg zdarzeń i ratunek babci

Do tragedii doszło w październiku ubiegłego roku w Dolędzienie pod Raciborzem, kiedy w domu babci Paulinki wybuchła butla z gazem. „Nie zapomnę tego huku nigdy w życiu” - wspomina Ewa Sroka, mama Pauliny. „W mgnieniu oka całe mieszkanie stanęło w płomieniach.” Dochodziła godzina 16, a rodzina zasiadała do obiadu, gdy potężna eksplozja wstrząsnęła pomieszczeniem. Wyleciały wszystkie okna, a płomienie szybko ogarnęły dom.

Mama Paulinki, pani Ewa (wówczas 32 l.), szybko chwyciła córkę i wyniosła ją z płonącego mieszkania na zewnątrz, a następnie wróciła po czteroletniego syna, Przemka. W tym momencie sześcioletnia Paulinka, choć była już w bezpiecznym miejscu, nie myślała o tym, aby ratować tylko siebie. Zorientowała się, że w mieszkaniu została jej ukochana babcia Maria Janosz (wówczas 61 l.). Dzielna Paulinka skoczyła z powrotem do ognia, ruszyła do stojącego w płomieniach domu i wyciągnęła z niego swoją ukochaną babcię Marysię, wyprowadzając ją na podwórko.

LUBIN. Silna eksplozja, wybuchł gaz w centrum miasta

Konsekwencje heroicznej postawy

Bohaterski czyn Paulinki okazał się jednak dla niej samej tragiczny w skutkach. Dziewczynka doznała bardzo poważnych poparzeń. Poparzeni zostali wszyscy domownicy: Przemek (wówczas 2 l.), jego siostrzyczka Paulinka (6 l.), ich mama Ewa oraz babcia Maria. Tragedia ominęła tylko głowę rodziny - pana Marka Sroki (wówczas 36 l.), który w tym czasie pracował za granicą.

Walka o życie i zdrowie: Hospitalizacja i początek leczenia

Stan Paulinki i śmierć babci

Staruszka i jej wnuczka trafiły do szpitala, ale lekarze nie dawali im dużych szans na przeżycie. Niestety, tak jak przewidywali, starsza pani, babcia Paulinki, zmarła po trzech tygodniach od wypadku. "Babcia nie przeżyła pożaru, a tymczasem górna część ciała Paulinki została dosłownie spalona" - mówi dr med. Jan Skirpan, zastępca ordynatora oddziału Chirurgii Rekonstrukcyjnej i Oparzeń w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie.

Wszyscy poszkodowani w ciężkim stanie znaleźli się w szpitalach. Marek Sroka wspomina smutno: „Niestety, teściowa, babcia dzieci, nie przeżyła wybuchu. Zmarła w szpitalu.”

Długotrwała śpiączka i nadzieja

Stan Paulinki był bardzo ciężki. Przez 60 dni leżała pogrążona w śpiączce farmakologicznej, dzięki czemu jej organizm miał szansę się zregenerować. "Najgorzej jest z Paulinką, jest w śpiączce i czeka na przeszczep skóry" - mówił wówczas Marek Sroka. Po 60 dniach Paulinka wybudziła się ze śpiączki, jednak to był dopiero początek żmudnego i długotrwałego leczenia.

„Najgorsze, czyli piekielny ból i zagrożenie życia, mamy już za sobą” - cieszy się Marek Sroka, tata Pauliny. „Najważniejsze, że córka żyje, jest z nami. Dziękujemy krakowskim lekarzom, że zechcieli pomóc córce” - dodaje wzruszony tata.

Droga do odzyskania sprawności: Operacje i rehabilitacja

Złożone zabiegi w krakowskim szpitalu

Dziewczynka ma ciało poparzone w 40 procentach: olbrzymie blizny pokrywają jej twarz, ręce, szyję i klatkę piersiową. Blizny spowodowały ogromne przykurcze, uniemożliwiające swobodne ruchy. „Jak ją zobaczyłem, wiedziałem, że przed nami miesiące, jeśli nie lata, ciężkich zabiegów” - mówi dr Skirpan.

Lekarze z Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie-Prokocimiu przeprowadzili już pierwsze operacje. „Wycięliśmy blizny z przyśrodkowej części ramienia, łącznie ze stawem łokciowym, pozostawiając nerwy. Następnie nałożyliśmy sztuczną skórę, tzw. integrę” - mówi dr Jan Skirpan, który operuje Paulinkę. Ostatni zabieg, choć nie był łatwy, zakończył się sukcesem. „Jestem zadowolony. W wyniku operacji uzyskaliśmy wyprost ręki i prawidłowe ruchy w stawie łokciowym. Wszystkie mięśnie, które pozostały, prawidłowo pracują” - dodaje dr Skirpan.

Infografika przedstawiająca proces przeszczepu skóry

Plany na przyszłość i wyzwania

Przed Paulinką jeszcze długa droga. Za około trzy tygodnie dziewczynkę czeka kolejny zabieg. Lekarze ściągną z jej ud cienką warstwę skóry i przeniosą ją na rękę. „Dopiero dwa tygodnie po tym przeszczepie będziemy się mogli zabrać za rekonstrukcję nadgarstka i palców” - zaznacza dr Skirpan. "To będzie poważny problem, bo ręce są praktycznie spalone." Lekarze planują operacje obydwu rąk dziewczynki, mając nadzieję, że uda im się usprawnić je do końca roku. Operacja twarzy odbędzie się znacznie później.

Pani Ewa, mama Paulinki, ma nadzieję, że lekarze przywrócą jej córce władzę w obu rączkach i pomogą odzyskać wygląd sprzed tragedii. Nie wiadomo jednak, ile jeszcze operacji Paulinka będzie musiała przejść - może kilka, może nawet kilkanaście, gdyż oprócz rączek ma mocno poparzoną buzię, szyję i klatkę piersiową. Dziewczynka musi być dzielna, a rodzice cierpliwi, ponieważ Paulinkę czeka wiele zabiegów rekonstrukcyjnych i plastycznych, a rodziców - wydatki na maści i opaski uciskowe.

Paulinka w drodze do szkoły: Powrót do normalności

Wsparcie rodziny i nauczycieli

Mimo dramatycznych przeżyć, Paulinka chodzi i mówi. Ale w mocno poparzonych, zdeformowanych rączkach ma silne przykurcze i nie może nimi ruszać. „Nawet soczku swojego ulubionego nie jest w stanie wziąć” - nie kryje łez matka. Ewa Sroka, mama Paulinki, opowiada, że jej córka i tak chce iść do szkoły, choć wie, że nie będzie łatwo. „Gdy poszła do przedszkola, inne dzieci przestraszyły się i płakały. Dla Paulinki było to duże przeżycie.” Na szczęście nauczyciele dobrze sobie poradzili i pomogli Paulince. Wezwali psychologa, a wychowawczyni zrobiła przedstawienie o Kopciuszku, przebrała dzieci, i potem one powoli zaakceptowały Paulinkę.

Marzenia o pisaniu i rysowaniu

Prawa ręka ma być operowana wcześniej, bo Paulinka marzy o tym, by zacząć nią pisać już we wrześniu, kiedy pójdzie do szkoły. „Chcemy, by mogła pisać, rysować jak inne dzieci” - mówi dr Skirpan. Lekarze z Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie-Prokocimiu są dobrej myśli, choć wiedzą, że każda operacja jest dopiero pierwszym krokiem na długiej liście kolejnych.

Apel o pomoc dla Paulinki i jej rodziny

Potrzeba wsparcia finansowego

Życie Marka Sroki i jego rodziny z niewielkiego Dolędzina zmieniło się w ułamku sekundy. W czasie wybuchu pana Marka nie było w mieszkaniu, a teraz na jego barki spadł cały ciężar opieki nad rodziną. Pan Marek potrzebuje wszelkiej pomocy. Do Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich, gdzie przebywa jego żona i córka, ma grubo ponad sto kilometrów. Jeździ też na konsultacje z Przemkiem do szpitala w Katowicach, a to spore wydatki. Na dodatek remontu wymaga zniszczone po eksplozji mieszkanie. „Nie wiem, kiedy będę mógł wrócić do pracy” - mówi. Rodzinie pomaga ksiądz Joachim Kroll, proboszcz parafii z Modzurowa, wsi sąsiadującej z Dolędzinem. To właśnie on zadzwonił do szpitala w Prokocimiu i poprosił o pomoc dla Pauliny.

Dane do wpłat

Wszyscy, którzy chcieliby wspomóc rodzinę Marka Sroki i pomóc Paulince w jej trudnej walce, mogą wpłacić pieniądze na konto parafii św. Trójcy w Modzurowie:

19 8475 0006 2002 0013 5135 0003

O postępach leczenia dziecka będziemy informować na bieżąco.

tags: #paulinka #sroka #pozar