Służba w Ochotniczej Straży Pożarnej (OSP) wiąże się z ogromnym poświęceniem i ryzykiem. Niestety, czasem dochodzi do tragicznych zdarzeń, które wstrząsają lokalnymi społecznościami. Poniższa artykuł przedstawia dwa takie przypadki, które miały miejsce w ostatnim czasie, oraz kontekst działalności OSP w regionie Klucz.

Śmierć Strażaka OSP w Białym Dunajcu
W nocy z 1 na 2 sierpnia 2024 roku doszło do tragedii w Białym Dunajcu na Podhalu, gdzie zmarł 25-letni strażak OSP, Paweł Z. Okoliczności jego śmierci są przedmiotem śledztwa i budzą wiele kontrowersji w lokalnej społeczności.
Paweł Z. - Członek OSP
Paweł od 10 lat był ochotnikiem w OSP Biały Dunajec. Wielokrotnie niósł pomoc poszkodowanym w wypadkach i pożarach, a także brał udział w akcjach poszukiwawczych. Prowadził też stronę internetową jednostki. Mieszkał nieopodal remizy, do której pierwszy spieszył, gdy rozlegały się syreny. Mija siedem miesięcy od śmierci Pawła Z.
Przebieg Tragicznej Nocy
Tragicznej nocy Paweł spędzał czas z kolegami w remizie strażackiej. To tam wszystko się zaczęło. W remizie spotkało się czterech strażaków, którzy mieli przygotować auta na odpust parafialny. Między nimi wywiązała się kłótnia. Według ustaleń Uwagi TVN to starszy kolega miał pobić Pawła.
Dziennikarze stacji dotarli do nagrania z monitoringu, na którym widać rozebranego Pawła, który jest agresywny i zaczepia swoich kolegów. W końcu jeden ze strażaków rzuca się na 25-latka. Następnie domniemany napastnik odprowadza go do domu. Rodzice Pawła podkreślają, że syna tego wieczoru namawiali do przyjazdu koledzy z jednostki, najpierw by umył samochody, a około godziny 22.00 poprosili go o przywiezienie jedzenia. W remizie, oprócz Pawła, było wówczas jeszcze dwóch czy trzech młodszych strażaków i jeden starszy, 41-letni mężczyzna. Paweł miał zostać brutalnie pobity, a według relacji, starszy mężczyzna od dawna "tępił" Pawła, ciągle miał do niego jakieś pretensje, wyśmiewał młodego i rzucał w jego stronę obelgi. Paweł wreszcie mu się postawił. Na nagraniu z monitoringu widać, jak Paweł jest uderzany w głowę - raz, drugi, trzeci. Siedzi przy stole, a jego oprawca krąży wokół niego. W pewnym momencie cios jest tak silny, że 25-latek upada na podłogę. Krwawi. Część obecnych patrzy na to bez reakcji. Wszystko to trwa godzinę. Jak przekazuje rodzina, w końcu zakrwawionego Pawła pod dom odprowadza strażak, krzycząc do jego ojca, by zabrał syna.
Paweł, oszołomiony, ale jeszcze rozmawiający, z krwią cieknącą z nosa (choć bez widocznych obrażeń głowy wówczas), powiedział matce, że go pobili i że nie wie, gdzie jest jego telefon oraz kluczyki do auta. Matka prosiła go, by wszedł do domu, ale on powiedział, że wraca po telefon. Paweł jednak wraca do remizy po kluczyk i telefon. Po pewnym czasie jego matka i siostra odnalazły Pawła w krzakach nieopodal remizy. Leżał na boku, z roztrzaskaną głową, z której lała się krew. Ciężko oddychał. Młody druh w krytycznym stanie trafił do szpitala.
Tygodnik Podhalański: Pożar w Białym Dunajcu
Stan Zdrowia i Śmierć
Młody druh miał rozległe obrażenia głowy, uszkodzone narządy wewnętrzne i złamaną rękę. Dr n. med. przyznała w rozmowie z "Uwagą" TVN, że "Mózg obumarł. Pacjent był w stanie krytycznym, uraz był bardzo duży. Jego stan po zabiegu nie uległ poprawie. Był niewydolny oddechowo, przez cały czas wentylowany mechanicznie". Mimo operacji, życia Pawła nie dało się uratować. Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną śmierci Pawła był krwiak podtwardówkowy mózgu. Początkowo biegli nie wskazali, co go spowodowało, lecz potem stwierdzili, że 25-latek miał uderzyć głową o kamień.
Kontrowersje i Śledztwo
W Białym Dunajcu huczy od plotek. Mieszkańcy mówią o konflikcie, lecz nie wiadomo do końca, co było jego powodem. Jeden z mieszkańców mówił: "Ręką nie uderzył. Załamana była czaszka." Kolejni dodawali, że strażacy byli pijani. Rodzina nie wierzy w teorię o nieszczęśliwym upadku. Uważają, że winna jest przemoc w remizie. Pytają: "Czym on dostał? Wywalił się? Mogę się wywalić, czy pęknie mi czaszka i złamię sobie rękę? Nie wierzę, że on tak nieszczęśliwie się przewrócił. Takie nieszczęścia po ludziach nie chodzą." Matka Pawła nie ma złudzeń i uważa, że wśród strażaków i mieszkańców zapanowała zmowa milczenia. Podkreśliła, że "Nagrania, ślady, obrażenia - dowody są."
Lokalna OSP nie udziela żadnych informacji na temat zdarzenia i prosi o powstrzymanie się od komentarzy. Prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie spowodowania obrażeń ciała i nieumyślnego spowodowania śmierci, jednak na razie nikomu nie postawiono zarzutów. Justyna Rataj-Mykietyn z Prokuratury Okręgowej w Nowym Sączu przekazała, że "W tym momencie materiał dowodowy nie jest wystarczający do sporządzenia postanowienia o postawieniu zarzutów." Obecnie prokuratura czeka na stanowisko biegłych, którzy mają ustalić, w jaki sposób powstał krwiak i czy był wynikiem pobicia. Trójka strażaków, którzy uczestniczyli w spotkaniu w remizie, została zawieszona w obowiązkach. Rodzina czuje ogromną niesprawiedliwość, ponieważ osoby, które pobiły Pawła, są na wolności.
Apel Rodziny o Sprawiedliwość
Rodzina Pawła chce jednego: prawdy i sprawiedliwości. Chcą wiedzieć, co się wydarzyło tragicznej nocy w remizie i przed nią. Chcą bronić godności najbliższego, który sam obronić się nie może. Ojciec zmarłego strażaka, pan Władysław, mówił w "Uwadze" TVN: "Myśmy nie wiedzieli, że oni się biją." Rodzice Pawła zgodnie podkreślili, że strażacy mogli wezwać policję, a przede wszystkim powiadomić rodzinę. Stwierdzają, że "Nawet, jak Paweł zaczął bójkę, to nie zasłużył na śmierć." Paweł wyszedł z obrażeniami, złamaną lewą ręką. W trumnie było widać, jak mocno była złamana, koło nadgarstka, wygięta. Miał spuchniętą głowę i połamaną czaszkę. Matka Pawła z rozpaczą pyta: "Miałam dziecko i nie mam. Miał 25 lat i różne plany. Jak nikt nie udzielił mu pomocy?" Rodzice mężczyzny mieli się dowiedzieć od lekarzy, że został pobity jakimś ciężkim przedmiotem - kluczem, może łomem. Rodzina ma żal do służb o opieszałość w działaniu, o to, że sprawcy pobicia wciąż są na wolności i mogą zacierać ślady. "Naszego syna katowano. On go walił po głowie czymś ciężkim. Wcześniej wielokrotnie musiał dostać w tył głowy. Tam go bili albo i kopali." - dodaje matka. Rodzina domaga się, aby sprawiedliwości stało się zadość: "Syna i brata nam nic nie przywróci, ale chcemy jakiejś sprawiedliwości."
Tragedia w Kluczach: Śmierć 44-letniego Strażaka
W niedzielę, 29 października, doszło do ogromnej tragedii w powiecie olkuskim, w miejscowości Klucze. W rzece Biała Przemsza odnaleziono ciało 44-letniego mężczyzny, który był poszukiwany po zgłoszeniu bliskich zaniepokojonych jego nieobecnością. Zmarły był strażakiem OSP Bukowno Bór.
Okoliczności Odnalezienia Ciała
Ze wstępnych ustaleń wynika, że 44-latek padł ofiarą nieszczęśliwego wypadku. Mężczyzna miał poślizgnąć się na mostku i wpaść do rzeki. Odnalezieniem ciała 44-latka zakończyły się poszukiwania prowadzone w niedzielę, 29 października na terenie powiatu olkuskiego. Zaginięcie mężczyzny zgłosili jego bliscy, zaniepokojeni kilkugodzinną nieobecnością.
Przebieg Poszukiwań
Do poszukiwań zaginionego mieszkańca gminy Bukowno zaangażowano 11 policjantów, 43 funkcjonariuszy Państwowej Straży Pożarnej w Olkuszu oraz Ochotniczych Straży Pożarnych z Klucz, Ryczówka, Rodak, Chechła, Bukowna, Kwaśniowa, a także Specjalistyczną Grupę Ratownictwa Wodno-Nurkowego z jednostki Ratowniczo-Gaśniczej nr 4 z Krakowa. Z ustaleń policji wynikało, że mężczyzna ostatni raz widziany był na terenie jednego z lokali w Kluczach, gdzie organizowano spotkanie. Od momentu zgłoszenia trwały intensywne poszukiwania za zaginionym. Przeszukiwano przyległy teren i pobliski las. Policja dotarła również do nagrania z monitoringu, w którym zauważono niepokojącą sytuację, jak osoba wpada do koryta rzeki Przemsza. W związku z tym podjęto również poszukiwania nurtu rzeki.
Niestety, około godziny 18:30 strażacy z Krakowa wyciągnęli ciało mężczyzny, który odpowiadał rysopisowi zaginionego. Na miejscu trwały oględziny z udziałem prokuratora. Ciało mężczyzny zostało przewiezione do zakładu medycyny sądowej celem ustalenia przyczyn zgonu.

Lokalna Społeczność OSP: Obchody Dnia Strażaka w Chechle (2024)
W dniu 18 maja 2024 roku w Chechle, miejscowości położonej w gminie Klucze, odbyły się Gminne Obchody Dnia Strażaka. Uroczystości rozpoczęły się od przemarszu pocztów sztandarowych jednostek OSP spod remizy do Kościoła pw. Narodzenia Najświętszej Marii Panny w Chechle, gdzie odbyła się msza święta w intencji druhów, którą poprowadził kapelan strażaków ks. Marek Łabuda w asyście proboszcza parafii Chechło ks. Kanonika Marka Szeląga.
Następnie obchody przeniosły się na plac tuż obok remizy strażackiej w Chechle. Uroczysty apel, podczas którego podniesiono na maszt flagę państwową i odegrano hymn państwowy, rozpoczął się meldunkiem złożonym przez dowódcę uroczystości - druha Radosława Muriasa. Wysłuchano również przemówień wygłoszonych przez obecnych gości, w tym poseł Agnieszkę Ścigaj, Starostę Olkuskiego Bogumiła Sobczyka, Przewodniczącą Rady Gminy Klucze Justynę Białaś, Wójta Gminy Klucze Norberta Bienia, a także st. kpt. Pawła Papaja z wydziału do spraw Operacyjno - Szkoleniowych PSP Olkusz oraz Prezesa Zarządu Oddziału Gminnego ZOSP RP w Kluczach - Jana Mola. Wśród zaproszonych gości byli również Radny Gminy Klucze Krzysztof Janda, Sekretarz Gminy Klucze Daniel Hickiewicz, Skarbnik Gminy Klucze Marta Mędrek oraz Kierownik Referatu Organizacyjnego i Zarządzania Kryzysowego Jacek Sierka. Narratorem wydarzenia była druhna OSP Chechło - Karolina Słodowy.
Wójt Norbert Bień, składając życzenia wszystkim strażakom, zaznaczył, że "tu - w Chechle, wszystko się zaczęło", mając na myśli początki tworzenia się ochotniczych drużyn pożarniczych na terenie gminy. Podkreślił, iż samorząd gminny będzie wspierać zarówno OSP Chechło, jak i inne jednostki pożarnicze, pozyskując środki zewnętrzne na ich rozwój i działalność w zakresie bezpieczeństwa. Wspomniał także o potrzebie zaopatrzenia jednostki OSP Chechle w nowszy sprzęt w postaci auta pożarniczego, ponieważ wysłużony Magirus, używany do akcji ratowniczo-gaśniczych, liczy sobie już 50 lat. Wyraził ponadto wdzięczność druhnom i druhom z OSP za niesienie pomocy w sytuacjach zagrożenia zdrowia i życia mieszkańców, a także ich mienia. We wręczeniu odznaczeń wyróżnionym druhom i druhnom uczestniczyli m.in. poseł Agnieszka Ścigaj, Starosta Powiatu Olkuskiego Bogumił Sobczyk, Wójt Gminy Klucze Norbert Bień oraz st. kpt. Paweł Papaj.