Paweł Kukiz, znany muzyk i polityk, wielokrotnie wyrażał swoje opinie na ważne tematy społeczne i polityczne, a także dzielił się osobistymi doświadczeniami. Od walki o zmiany ustrojowe, przez refleksje nad trudną historią, po poruszające komentarze dotyczące tragedii narodowych i osobiste zmagania ze zdrowiem, jego postać wzbudzała szerokie dyskusje i emocje.
Reakcje na tragedię w Koszalinie
Współczucie i krytyka hejtu
W obliczu tragicznego pożaru w escape roomie w Koszalinie, w którym zginęło pięć nastolatek, Paweł Kukiz wyraził głębokie współczucie rodzinom ofiar. "Wciąż nie mogę się otrząsnąć po wczorajszej tragedii w Koszalinie… Sam mam trzy córki i pamiętam sytuację, kiedy jedną z atrakcji urodzinowych którejś z nich była ich wizyta w „pokoju zagadek”…" - napisał polityk Kukiz ‘15. Podkreślił również: "Ogromnie i szczerze współczuję Rodzicom… Wasz ból i mnie mocno przeszywa…".
Kukiz był także zszokowany poziomem chamstwa i nieczułości, jaki pojawił się w komentarzach internautów po tragedii. "Czytam w internecie doniesienia o tym dramacie. I przeraża jedno - ogrom zbydlęcenia wielu komentujących. Okrutne słowa, zero empatii, dno… Przerażająca i dla mnie nie do pojęcia «wolność słowa»…" - stwierdził. Internauci przyznali mu rację, wyrażając swoje oburzenie pojawiającymi się po śmierci nastolatek komentarzami.

Okoliczności pożaru i śledztwo
Tragedia w koszalińskim escape roomie, gdzie w pożarze zginęło pięć nastolatek - Amelia, Małgosia, Karolina, Wiktoria i Julia - wstrząsnęła Polakami. Prokuratura Okręgowa w Koszalinie wszczęła śledztwo w kierunku spowodowania pożaru skutkującego śmiercią osób, co jest czynem zagrożonym karą do 12 lat pozbawienia wolności. Zatrzymano właściciela obiektu. Na niedzielę w Koszalinie ogłoszono dzień żałoby.
Z informacji prokuratury wynika, że nastolatki zmarły w wyniku zatrucia się tlenkiem węgla. Śledczy wykluczyli instalację elektryczną jako przyczynę i źródło pożaru, upatrując go raczej w urządzeniach gazowych. "Bezpośrednią przyczyną ognia, jak wynika ze wstępnych ustaleń, było jakieś rozszczelnienie butli, które zostały zainstalowane w piecykach tego budynku" - przekazał prokurator Ryszard Gąsiorowski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koszalinie.
Jak ustalili śledczy, w poczekalni pokoju gier znajdowały się cztery urządzenia grzewcze na gaz, najprawdopodobniej tam rozpoczął się pożar, który odciął pracownika od możliwości odblokowania drzwi. Pracownik, który miał czuwać nad uczestnikami gry, doznał obrażeń, z których można wnioskować, że nie pozostał bezczynny, jednak został wprowadzony w stan śpiączki farmakologicznej. Prokuratura ustala, kto był odpowiedzialny za dostarczenie i instalację gazu w butlach, ponieważ gaz nie pochodził z sieci.
Komendant Główny PSP, gen. Leszek Suski, wskazał na wiele niedociągnięć w obiekcie. Urządzenia ogrzewcze były prawdopodobnie zbyt blisko materiałów palnych, znaleziono świece, a instalacje elektryczne były prowadzone w sposób prowizoryczny. Pomieszczenie, w którym doszło do tragedii, miało zaledwie 7,3 m kw. W regulaminie firmy była informacja, że osoby niepełnoletnie mogą przebywać w tym pomieszczeniu i brać udział w zabawie pod opieką osoby dorosłej. "Do tragedii doszło przede wszystkim na skutek braku zapewnienia właściwej ewakuacji osób, które tam w środku się znajdują" - ocenił gen. Suski.
Kontrowersje wokół pamięci historycznej
Wypowiedzi Pawła Kukiza o „Żołnierzach Wyklętych”
Paweł Kukiz wywołał falę emocji swoją wypowiedzią, w której zasugerował, że zanim będziemy domagać się rozliczeń od UPA, powinniśmy uporać się z pamięcią o „żołnierzach wyklętych”. Stwierdził, że wśród nich byli też tacy, którzy pod sztandarem „Bóg - Honor - Ojczyzna” dokonywali zbrodni na ludności cywilnej, wymieniając przykłady Romualda Rajsa „Burego” i Józefa Kurasia „Ognia”.
Intencją Kukiza było, jak się wydaje, skłonienie do większego zrozumienia dla losu Ukraińców podczas II wojny światowej. Nie oznaczało to relatywizacji zbrodni UPA, gdyż bilans rzezi wołyńskiej pozostaje bardzo ciężki, lecz próbę wyciągnięcia ręki poprzez uznanie, że w formacjach służących w czasach wojny byli ludzie różni, co mogłoby być polskim wkładem w oczyszczenie atmosfery.
Niestety, muzyk, walcząc z kliszami, sam posłużył się uproszczeniem. Zestawienie w jednym szeregu „Burego” z „Ogniem” było niefortunne, z czego Kukiz częściowo się wycofał. Komentatorzy zauważali, że jego wypowiedź, choć gdzieś u spodu zawierała sensowną myśl, sama była przykładem chaosu. Takie podejście, zdaniem niektórych, mogło raczej pogłębiać kryzys demokracji przedstawicielskiej, niż ją leczyć, zwłaszcza w kraju, gdzie dyskusję często zastępują podejrzenia i oskarżenia.

Złożoność oceny historycznej
Inicjatywa Kukiza, mimo dobrych intencji, miała według niektórych inną wadę: sprowadzała złożoną historię do komiksowego podziału na „dobrych” i „złych” „żołnierzy wyklętych”. Aby rozumieć historię, nie wystarczy sprzeciwiać się fałszerzom, trzeba także strzec się przed schematami.
Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych jest słuszną i spóźnioną inicjatywą mającą na celu oddanie honoru ludziom, którzy stawiali opór sowietyzacji Polski. Trzeba jednak rozumieć, że ci ludzie, często bardzo młodzi, znaleźli się w sytuacji bez dobrego wyjścia, która niejednokrotnie pchała ich - szczególnie u schyłku konspiracji - do czynów moralnie wątpliwych. Wojna partyzancka nie jest zajęciem dla grzecznych chłopców, a stara maksyma głosi, że „kto szybciej strzela, ten dłużej żyje”.
Józef Kuraś „Ogień” doświadczył strasznych rzeczy od Niemców, potem od polskich komunistów. Stawił im opór i wymierzał sprawiedliwość tym, którzy uprawiali rozbój, podszywając się pod partyzantów. Faktem jest również, że jego ludzie dokonali masakry kilkunastu Żydów-uciekinierów pod Krościenkiem. Podobnie tragiczny był los Jana Wąchały „Łazika” czy Juliana Zapały „Lamparta”. Historia, jak mówili klasycy, nie jest biała ani czarna, ale szara, o różnych, nieraz bardzo odległych od siebie odcieniach.
Działalność polityczna i wizja zmian
Walka o jednomandatowe okręgi wyborcze i referendum
Paweł Kukiz konsekwentnie walczy o upodmiotowienie Polski na arenie międzynarodowej i zmianę systemu politycznego. Pod koniec czerwca w Lubinie, podczas spotkania zwolenników jednomandatowych okręgów wyborczych (JOW), podkreślił, że problemem Polski jest ustrój, który umożliwia sprzedaż kraju obcemu kapitałowi. Jego priorytetem jest zmiana ordynacji wyborczej, której można dokonać w referendum.
Kukiz nazwał referendum nieoczekiwanym „prezentem od władzy”. "Musimy to wykorzystać, bo ta szansa może się nie powtórzyć. Kiedy usłyszałem, że prezydent Komorowski rozpisuje referendum, to pomyślałem, że system się pogubił, co jest z ogromną korzyścią dla obywatela" - powiedział. Podkreślił, że wywalczenie JOW spowoduje, że posłowie będą odpowiedzialni przed wyborcami. Liczy na to, że obywatele zdadzą sobie sprawę, że stoją przed historyczną szansą obalenia „układu magdalenkowego”. "Jeśli ten system będzie trwał, to ich dzieci będą za granicą" - ocenił. Artysta przypomniał, że podczas referendum przed wejściem do Unii Europejskiej frekwencja nieznacznie przekroczyła 50 proc., wyrażając nadzieję na podobne zaangażowanie. Zaznaczył, że zrobi wszystko, aby próg frekwencji został przekroczony.
Krytyka „systemu” i budowanie ruchu politycznego
Muzyk ostrzegł, że "jeśli władza nie uszanuje woli narodu, to może być różnie", nazywając władzę arogancką. "Warszawa jest jak Monako w Polsce, inne ciało, dwory, arystokracja, media, oni nie mają pojęcia, jak wygląda życie na prowincji. Różnie może być, może ja sprowokuję jakieś rzeczy" - dodał. Na konferencji prasowej po spotkaniu w Lubinie, Kukiz był pytany o listy wyborcze powstającego wokół niego ruchu przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi. Odpowiedział, że pokaże „twarze z list” wyborczych do końca lipca, ale jednocześnie chciałby tę prezentację przeciągać jak najdłużej. "Walczymy z systemem. System zrobi wszystko, gdy pozna nasze metody, by nas spacyfikować. Więc im szybciej pokażemy swoje metody, to system będzie miał więcej czasu na tę pacyfikację" - mówił.
Kukiz odniósł się też do własnego zaproszenia na swoje przyszłe listy byłych konkurentów w walce o fotel prezydencki. "Paweł Tanajno przyjął propozycję. Dziś będę dzwonił do Grzegorza Brauna. Mam SMS od Magdaleny Ogórek, że wróciła z urlopu i też do niej zadzwonię. Marian Kowalski też wie o tym zaproszeniu. Łączy nas chęć zmiany systemu" - powiedział.
Opinie na temat dezubekizacji i polityków
Paweł Kukiz nie krył oburzenia w związku z doniesieniami o zatrudnianiu byłych funkcjonariuszy służb PRL, takich jak Jan Kudrelek, który miał pracować w centrali Służby Kontrwywiadu Wojskowego. "Bierzecie takie kreatury różne, a prawdziwych specjalistów, fachowców wywalacie na bruk" - mówił w rozmowie z Moniką Olejnik. Stwierdził, że zatrudnianie człowieka z przeszłością esbecką wskazuje albo na poważne problemy w służbach, albo na bałagan. Krytykował również sposób obniżania wysokości emerytur funkcjonariuszom służb PRL, argumentując, że ustawa dezubekizacyjna to "branie odpowiedzialności zbiorowej", które określił jako "mentalny bolszewizm". "Dla mnie nie do pomyślenia jest, by pani z wydziału paszportowego została pozbawiona emerytury, a pan Grzegorz Piotrowski (zabójca księdza Jerzego Popiełuszki - red.) morderca, bandyta chodził sobie na wolności" - zarzucił.
W zdecydowanych słowach skrytykował także plany Jarosława Gowina utworzenia nowej partii, nazywając go "koniunkturalistą". "To człowiek, który pod hasłami wolnorynkowymi mówi, że będzie wzmacniał obóz władzy, a obóz władzy ma rys socjalistyczny. Ten, kto się da na to nabrać, jest frajer. Gowin będzie za każdym, kto daje mu jakąś pozycję i możliwość zatrudniania swoich w spółkach Skarbu Państwa" - krytykował wicepremiera.
Incydent podczas koncertu
Odnosząc się do incydentu podczas jednego z koncertów, Paweł Kukiz zaznaczył, że był na nim "panem i władcą". Posiadał umowę, która wykluczała udział mediów w więcej niż dwóch piosenkach. "Gdyby tu było normalne prawo, to byłby pozew sądowy, ale ja zdaję sobie sprawę z tego, że sądy działają opieszale i na wyrok będę czekał 15 lat, to nie robię nic" - zaznaczył. Dodał: "Może to było nazbyt ekspresyjne podejście, ale to jest koncert rockowy".
Osobista przemiana i troska o zdrowie
Decyzja o zmianie stylu życia
Pobyt w szpitalu całkowicie odmienił Pawła Kukiza (54 l.), skłaniając go do diametralnej zmiany stylu życia. Poseł przyznał, że bardzo przestraszył się o swoje zdrowie. We wrześniu na kilka tygodni trafił do szpitala, gdzie przeszedł m.in. bronchoskopię. Do tej pory przez około 40 lat wypalał dziennie dwie paczki papierosów, ale lekarze kategorycznie zakazali mu dalszego palenia. Jeszcze w szpitalu palił po dwa papierosy dziennie, by stopniowo ograniczać nałóg i nie wywołać szoku dla organizmu, jednak po opuszczeniu lecznicy ostatecznie rzucił go.
"Nie chcę się zarzekać, że definitywnie, ale chciałbym nie palić jak najdłużej, najchętniej już do końca życia" - zaznacza Kukiz, twierdząc, że ma bardzo silną motywację. "Specjalnie pochwaliłem się tym publicznie, żeby wiedzieć, że nie mogę złamać danego słowa". Paweł Kukiz ma też zamiar zadbać o kondycję. "Postanowiłem wziąć się za siebie! Odstawiłem niezdrowe energetyki. Mam w domu różne urządzenia, takie jak bieżnia czy atlas do ćwiczeń, a w hotelu sejmowym jest również siłownia czy basen" - wylicza. "Chciałbym zaczynać każdy dzień od 30 minut ćwiczeń" - zdradził swój pomysł na aktywne życie.
