W nocy z 24 na 25 sierpnia Poznań stał się areną dramatycznych wydarzeń. W wyniku tragicznego pożaru, który wybuchł w kamienicy przy ulicy Kraszewskiego 12, życie straciło dwóch strażaków, 14 osób odniosło obrażenia, a dziewięć rodzin pozostało bez dachu nad głową. Ta tragedia wstrząsnęła całą Polską.
Chwile grozy: Noc 24 na 25 sierpnia przy Kraszewskiego 12
Noc z 24 na 25 sierpnia rozpoczęła się jak każda inna dla mieszkańców kamienicy przy ulicy Kraszewskiego 12 w Poznaniu. Alicja, Krzysztof, Artur i Weronika byli w swoich mieszkaniach, nieświadomi nadchodzącego koszmaru. Pan Krzysztof, sąsiad i współwłaściciel kamienicy, został zaalarmowany przez czujkę w swoim domu, która wykryła dym. To wydarzenie zapoczątkowało błyskawiczną ewakuację.
Pani Alicja Świder, mieszkanka kamienicy i właścicielka salonu kosmetycznego „Inspiracja” na parterze, opowiada o tych chwilach: „Mieszkałam dwa piętra wyżej, a na parterze miałam salon kosmetyczny. Jednocześnie straciłam dach nad głową i źródło dochodu. Jednak najważniejsze, że moja córka żyje, ja żyję i nasz piesek. Udało nam się uciec w porę, tuż przed wybuchem”. Alicja planowała iść spać, ale przypadek sprawił, że nie włączyła trybu samolotowego w telefonie. To pozwoliło panu Krzysztofowi, sąsiadowi z dołu, zadzwonić do niej około 23:50 i poinformować o zadziałaniu czujników dwutlenku węgla i dymie. Sąsiad poprosił Alicję, by zeszła do salonu i sprawdziła sytuację. „Otworzyłam drzwi i kraty, już wtedy wydobywał się ogromny dym. Szybko została wezwana straż pożarna. Jak wyszłam na zewnątrz to dym leciał już mocno przez kratki wentylacyjne” - wspomina.
Szybko stało się jasne, że źródło pożaru znajduje się w piwnicy. „Szybko pobiegłam na górę, wzięłam córkę i psa i zbiegłam na dół. Nie wzięłam nawet torebki, byłam na boso. Nie zakładałam, że to może się tak rozwinąć, miałam nadzieję, że to da się opanować” - przyznaje Alicja. Pan Krzysztof natychmiast zareagował, zbudził sąsiadów i wyprowadził ludzi na zewnątrz.

Eksplozje i ich tragiczne konsekwencje
Minuty dzieliły mieszkańców od wybuchów, które na zawsze zmieniły ich życie. Pan Krzysztof wrócił ze swoim sąsiadem, panem Arturem, po jego psy. Szli gęsiego. Gdy nastąpił wybuch, łuna ognia okaleczyła obu mężczyzn. Alicja stała kilkaset metrów od domu, gdy doszło do eksplozji. „Cud, że te odłamki szkła na nas nie poleciały. Na szczęście nam się nic nie stało, ale dużo osób, które stały obok mnie, zostały trafione, krew się lała. Tego wybuchu nigdy nie zapomnę” - mówi.
Weronika, mieszkająca wraz z Grzegorzem na samej górze spalonej kamienicy, zdołała zabrać z mieszkania tylko nerkę, paszport, portfel, telefon i piżamę. „Wszyscy zdążyliśmy się ewakuować przed wybuchem. Osoby, które trafiły do szpitala, stały przed budynkiem. Byli cali pocięci szkłem. Dwóch mężczyzn było bardzo mocno poharatanych” - relacjonuje Weronika.
Jeden z mieszkańców, który prosił o anonimowość, opowiedział o dramatycznych momentach po ewakuacji: „Tak stoję około 40 minut na zewnątrz, żartujemy z lokatorami, że jutro czeka nas czyszczenie i tym podobne. Nie zdawaliśmy sobie sprawy, co się w ogóle wydarzy”. W pewnym momencie podszedł do niego sąsiad i razem przeszli na drugą stronę ulicy. „Wtedy doszło do pierwszej eksplozji. Rzuciło mną o ziemię, kiedy wstałem, doszło do drugiego wybuchu” - wspomina najgorszy moment tej nocy, dodając, że był obsypany szkłem i krwawił z głowy. Osoby stojące bliżej budynku nie miały tyle szczęścia. Eksplozje były tak silne, że zrzucały hełmy z głów strażaków, a ich huk był słyszalny nawet na sąsiednich ulicach. Marcin Kubicki, mieszkający na ulicy Słowackiego, kilkaset metrów od kamienicy, usłyszał wybuch, a następnie zobaczył dym i łunę ognia, czując intensywny zapach gazu.
Wybuch i pożar kamienicy w Cieszynie. Są zaginieni i ranni @TVN24
Zniszczone lokale usługowe i utracone mienie
Na parterze budynku znajdowało się kilka lokali usługowych, które również poniosły dotkliwe straty. Oprócz salonu kosmetycznego „Inspiracja” pani Alicji, mieściły się tam restauracja śniadaniowa, PZU oraz firmy Gravis i Lupo. Ta ostatnia zajmowała się m.in. regeneracją baterii i sprzedażą akumulatorów. Wojciech, jeden z mieszkańców, relacjonował, że „najgorzej było w tej restauracji Święty. Potrząsnęło całą kamienicą. Tynk spadł”.
Pracownica restauracji „Święty” w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” mówiła: „Szykowałam się o 7 do pracy, gdy dowiedziałam się o pożarze. Spłonęło wszystko. W piwnicy kamienicy była część gastronomiczna i cukiernia Świętego, mieliśmy wiele drewnianych elementów wystroju”. Pani Alicja nie kryje, że noc wybuchu była najgorszą w jej życiu: „Wyszłyśmy z kamienicy tak, jak stałyśmy, straciłyśmy więc wszystko. I salon, i mieszkanie. Staramy się pozbierać myśli i nie pozwolić, by obrazy tego horroru odebrały nam resztki nadziei. Straciłam wszystko...”
Bohaterska ofiara: Śmierć dwóch strażaków
Niestety, dwa wybuchy, które nastąpiły już w trakcie akcji gaśniczej, odcięły drogę ucieczki strażakom znajdującym się w środku. W pożarze zginęło dwóch funkcjonariuszy Państwowej Straży Pożarnej. Wiceszef MSWiA Wiesław Leśniakiewicz poinformował w niedzielę: „To byli doświadczeni ratownicy. Zginął nasz 34-letni kolega z 12-letnim stażem. Zginął też 33-letni kolega z 11-letnim stażem, który osierocił dwójkę dzieci. Ci strażacy oddali swoje życie, by próbować ocalić innych”.
Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji, Tomasz Siemoniak, ogłosił nazwiska ofiar: ogn. Patryk Michalski i ogn. Łukasz Włodarczyk. „Z ogromnym smutkiem przyjąłem wiadomość o śmierci ogn. Patryka Michalskiego i ogn. Łukasza Włodarczyka. Ci doświadczeni funkcjonariusze KGPSP zginęli podczas akcji gaśniczej w Poznaniu, niosąc pomoc innym. Ich bohaterstwo, heroizm, a także służba Rzeczypospolitej nie zostaną zapomniane. Rodzinom i bliskim poległych strażaków składam wyrazy najgłębszego współczucia. Zapewniam o wsparciu naszego państwa. To wielka strata dla całej Braci Strażackiej w Polsce” - komentował Siemoniak.

Ogn. Patryk Michalski: Życie poświęcone służbie
Ogn. Patryk Michalski, 34-letni strażak, urodził się w Lipnie i od najmłodszych lat przejawiał zainteresowanie służbą innym. Jego kariera w Państwowej Straży Pożarnej rozpoczęła się 1 lutego 2012 roku we Włocławku. Od 2017 roku służył w Poznaniu, nieustannie podnosząc swoje kwalifikacje. Ukończył szkolenia podstawowe i uzupełniające, a także studia w Wyższej Szkole Informatyki i Umiejętności we Włocławku. Specjalizował się w ratownictwie wodno-nurkowym. Jego umiejętności znalazły odzwierciedlenie w bohaterskiej postawie podczas katastrofy lotniczej w Kłecku, gdzie wykazał się niezwykłą ofiarnością, ratując życie pilota. Msza żałobna za ogn. Patryka Michalskiego odbyła się w poznańskiej katedrze, a strażak spoczął na cmentarzu Miłostowo.
Ogn. Łukasz Włodarczyk: Inspiracja ojca i zaangażowanie w ratownictwo
Drugi z tragicznie zmarłych strażaków, ogn. Łukasz Włodarczyk, pochodził z Wolsztyna. Od najmłodszych lat inspirowany był służbą ojca, emerytowanego funkcjonariusza PSP. Jego kariera strażacka rozkwitła w Poznaniu, gdzie od 2013 roku pełnił służbę w Jednostce Ratowniczo-Gaśniczej nr 1. Łukasz Włodarczyk był mężem i ojcem dwójki dzieci. Rozwijał swoje umiejętności i wiedzę, kończąc studia na kierunku Ratownictwo Medyczne oraz Dziennikarstwo i Komunikacja Społeczna. Był zaangażowany w akcje humanitarne, szczególnie podczas konfliktu na Ukrainie, brał udział w praktykach w Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego, a także w niezliczonych akcjach ratowniczych. Ogn. Łukasz Włodarczyk pierwsze kroki w pożarnictwie stawiał w jednostce Ochotniczej Straży Pożarnej w Tuchorzy. Uroczystość pogrzebowa ogn. Łukasza Włodarczyka odbyła się w Kościele pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Tuchorzy.
Reakcje i hołdy
Tragedia wstrząsnęła całą Polską, a kondolencje napływały z różnych stron. Posty w serwisie X zamieścili między innymi premier Donald Tusk oraz prezydent Andrzej Duda. Strażacy z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej nr 2 w Poznaniu, gdzie służył Patryk Michalski, są pogrążeni w smutku i żałobie. „Nasza jednostka jest pogrążona w smutku i żałobie. Nasz dowódca ma sporo spraw do załatwienia związanych z tą tragedią. Chcemy porozmawiać o tym, co się stało między sobą. Proszę nas zrozumieć” - przekazał jeden ze strażaków JRG 2. Widać, że utrata kolegów, z którymi na co dzień byli bardzo zżyci, mocno ich dotknęła.
Hołd tragicznie zmarłym strażakom oddali również strażacy z Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej z Nowego Tomyśla wraz z przedstawicielami Komendy Powiatowej Policji i burmistrzem miasta. Burmistrz Nowego Tomyśla, Marcin Brambor, przekazał: „Z ogromnym żalem przyjąłem wiadomość o śmierci dwóch strażaków z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej nr 1 i Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej nr 2 Komendy Miejskiej PSP w Poznaniu, którzy stracili swoje życie, niosąc pomoc podczas akcji gaszenia pożaru w kamienicy przy ulicy Kraszewskiego. Jeden ze strażaków był mieszkańcem naszej gminy. Jest to niewyobrażalna strata. Bliskim oraz przyjaciołom zmarłych przekazuję wyrazy głębokiego współczucia. Cześć ich pamięci!”. Strażacy z Ochotniczej Straży Pożarnej z Tuchorzy również uczcili minutą ciszy zmarłych kolegów, szczególnie wspominając Łukasza Włodarczyka: „Strażak to superbohater, który nie nosi peleryny. Nie unosi się pychą. Jego heroizm okryty jest skromnością. Jest dla społeczeństwa Aniołem Stróżem, który zawsze jest pierwszy na miejscu zdarzenia. (...) Tak niestety było tym razem... Pod gruzami kamienicy w Poznaniu zginął w tragicznych okolicznościach mieszkaniec naszej wsi, nasz kolega i wieloletni członek naszej jednostki - OSP Tuchorza - ś.p. druh Łukasz Włodarczyk”.
Prezydent Poznania poinformował o wystawieniu księgi kondolencyjnej w holu urzędu miasta przy Placu Kolegiackim 17, gdzie można składać wpisy poświęcone pamięci poległych strażaków.
Pomoc poszkodowanym: Ranni i rodziny bez dachu nad głową
W wyniku pożaru ucierpiało łącznie 11 strażaków i 3 osoby postronne, znajdujące się w pobliżu kamienicy. Poszkodowani początkowo trafili do szpitali w Poznaniu, w tym do Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego, Szpitala Wojewódzkiego, Centrum Medycznego HCP i Wielospecjalistycznego Szpitala Miejskiego im. J. Strusia, z oparzeniami ciała i stłuczeniami. Troje z nich - dwóch strażaków i jedna osoba postronna - wymagało przewiezienia do specjalistycznych placówek w innych częściach Polski. Jeden mężczyzna z oparzeniami obejmującymi około 60 procent ciała trafił do szpitala w Nowej Soli, gdzie przebywa na oddziale chirurgii oparzeń oraz pod opieką specjalistów z oddziału intensywnej opieki medycznej.
Życiu dwóch strażaków, którzy trafili do Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich, nic nie zagraża. Jednak jak poinformował dyrektor naczelny CLO dr Mariusz Nowak, „po takim urazie trzeba sobie zdać sprawę z jednej rzeczy, że ta trauma będzie, i będzie dość długotrwała”. Oparzenia strażaków nie wymagają leczenia operacyjnego, a po przyjęciu zostali poddani leczeniu w komorze hiperbarycznej, które będzie kontynuowane.
Wsparcie dla mieszkańców Poznania
W kamienicy przy ul. Kraszewskiego 12 mieszkało dziewięć rodzin, łącznie 25 osób, które w jednej chwili straciły wszystko. Miasto od początku starało się objąć ich opieką. Magdalena Pietrusik-Adamska, dyrektor Wydziału Zdrowia i Spraw Społecznych Urzędu Miasta Poznania, poinformowała, że część poszkodowanych została przewieziona do hostelu na ul. Łozową. „Dużo z osób, które zostały zmuszone do opuszczenia swojego miejsca zamieszkania, trafiły do rodzin czy bliskich” - dodała. Osoby poszkodowane mogą również liczyć na wsparcie psychologów w hostelu oraz w kilku lokalizacjach Poznania.

Pracownicy Biura Spraw Lokalowych spotykają się z przedstawicielami dziewięciu rodzin, aby zbadać ich sytuację mieszkaniową i udzielić wsparcia. Prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak podkreślał, że miasto otoczyło opieką poszkodowanych, pomagając m.in. w wyrobieniu dokumentów, w tym dla osób z Ukrainy, dla których proces ten jest dużo trudniejszy. Zapewnił również, że wszystkie poszkodowane osoby i rodziny mogą otrzymać wsparcie socjalne w Miejskim Ośrodku Pomocy Rodzinie.
W pomoc zaangażowała się także Agata Sobczyk, wojewoda wielkopolska, informując o dotacji celowej w wysokości 76 500 zł na zabezpieczenie doraźnych potrzeb. Pomoc dla pogorzelców płynie również od sąsiadów, mieszkańców Poznania i ludzi z całej Polski. Wsparcie oferuje wiele fundacji. Siepomaga.pl zorganizowała zbiórkę dla poszkodowanych strażaków i ich rodzin pod adresem: www.siepomaga.pl/pozar-poznan. Wolontariusze ze Stowarzyszenia Inicjatyw Społecznych zorganizowali zbiórkę rzeczową. Dary można przynosić do siedziby stowarzyszenia w podziemiach ronda Kaponiera. Również Caritas Archidiecezji Poznańskiej prowadzi działania pomocowe. Poznanianie natychmiast pokazali, że mają wielkie serca, a mieszkańcy z całej Polski aktywnie wspierają poszkodowanych.