Płonąca pułapka: Historia poświęcenia strażaków na tle płomieni

Wprowadzenie: Strażacy jako bohaterowie po 11 września

Po tragicznych wydarzeniach z 11 września strażacy stali się narodowymi bohaterami Stanów Zjednoczonych. Nic więc dziwnego, że bardzo szybko zainteresowali się nimi filmowcy. Już w 2002 roku powstali "Bezimienni bohaterowie", opowiadający o strażakach uczestniczących w akcji ratunkowej w WTC, a dwa lata później Jay Russell przedstawił swoją "Płonącą pułapkę". Film, zapowiadany jako opowieść o codziennym życiu strażaków, w rzeczywistości jest jednak hołdem złożonym ludziom poświęcającym własne życie, ratując innych.

Zarys fabuły filmu "Płonąca pułapka"

Zarys fabuły filmu koncentruje się na postaci strażaka, który zostaje uwięziony na dwudziestym piętrze płonącego wieżowca. Uwięzionemu w pożarze strażakowi wystarcza tlenu tylko na kilka minut. Choć koledzy i szef czynią wszystko, co w ich mocy, by mu pomóc, jego szanse maleją z sekundy na sekundę. Rozgrywa się emocjonująca walka z czasem, własnym strachem i słabością. Przed oczami rannego przesuwa się całe jego dotychczasowe życie.

Jack Morrison jest jednym ze strażaków biorących udział w gaszeniu olbrzymiego pożaru. W pewnym momencie część budynku zawala się, a mężczyzna zostaje uwięziony pod gruzami. Czekając na spieszących mu z pomocą kolegów, Morrison przypomina sobie, jak trafił do straży, oraz wspomina najważniejsze wydarzenia ze swojego życia.

Tematyczne zdjęcie strażaka w płonącym budynku

Kino pożarnicze: Od komedii do dramatu

Jak powszechnie wiadomo, Hollywood bardzo lubi widowiskowe pożary, a jednym z nich był spektakularny pożar Atlanty w „Przeminęło z wiatrem” Victora Fleminga (1939). Samym strażakom poświęcano jednak stosunkowo mało uwagi. W czasach kina niemego strażakami często bywali komicy, jak Buster Keaton czy Charlie Chaplin. Łączono w tych filmach grozę, sentymentalizm i brawurowe, często gagi.

Strażakiem był także John Wayne, który zagrał prawdziwą postać Grega Adaira w „The Hellfighters” (1967) Andrew V. McLaglena, określonym przez krytykę jako „niemrawe widowisko”. Natomiast w katastroficznym „Płonącym wieżowcu” (Towering Inferno, 1974) Johna Guillermina pożar przedstawiono sugestywnie i dość realistycznie, a postać dowodzącego akcją oficera, dzięki znakomitej kreacji Steve’a McQueena, mocno zapadała w pamięć.

Jednym z najbardziej widowiskowych filmów „pożarniczych” był „Ognisty podmuch” (Backdraft, 1991) Rona Howarda z Kurtem Russellem i Robertem De Niro, chwalony za rozmach inscenizacyjny i ganiony za mocno stereotypowy scenariusz. Także „Częstotliwość” (Frequency, 2000) Gregory’ego Hoblita z Jimem Caviezelem i Dennisem Quaidem zdecydowanie skrytykowano za sentymentalne połączenie elementów fantastyki i opowieści rodzinnej.

Pytanie, czy długo oczekiwanym „wielkim filmem strażackim” miała stać się „Płonąca pułapka”, pozostawało otwarte. Z zainteresowaniem oczekiwana była również ekranizacja sztuki teatralnej „The Guys” z Antonym La Paglią i Sigourney Weaver, odwołująca się do wydarzeń 11 września.

Dzień z życia strażaka OSP Krawce - film dla dzieci

Wizja twórców: Autentyzm bez sentymentów

Producent Casey Silver tłumaczył swoje intencje: „Bardzo chciałem, by nasz film był zupełnie niesentymentalny, szczery w ukazywaniu życia codziennego strażaków, jak również ich specyficznej dumy i godności. Oczywiście chodziło nam także o jak najpełniejsze i trzymające w napięciu oddanie walki z żywiołem”.

Silver przedstawił swoje koncepcje scenarzyście Lewisowi Collickowi, który wcześniej pracował między innymi przy takich filmach, jak „Duchy Mississipi” i „Obsesja namiętności”. Collick potraktował zadanie bardzo poważnie i przeprowadził setki wywiadów ze strażakami i ich rodzinami, pytając zarówno o ich najbardziej dramatyczne przeżycia, jak i o prozę dnia codziennego.

Po zgromadzeniu ogromnego materiału wpadł na pomysł nietypowej konstrukcji scenariusza, przedstawiającej Jacka Morrisona, który po raz kolejny znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie i wspomina kluczowe momenty całego życia. Collick opisał Jacka jako „w pewnym sensie postać symboliczną”, wyobrażającą „często spotykany typ strażaka. Kocha żonę, rodzinę, szanuje przyjaciół, ale jest w każdej chwili gotów zaryzykować własnym życiem, jeśli tylko zajdzie taka potrzeba”. Taka konstrukcja tekstu pozwoliła mu wykorzystać wiele opowieści o dramatycznych akcjach, w których często niemożliwe stawało się możliwe.

Scenarzysta chciał oddać specyficzną mentalność i obyczajowość strażaków, którzy wiele czasu spędzają na czekaniu, grze w karty, żartach, lecz tragiczne przejścia podczas akcji pozostają w nich na całe życie. Collick podkreślał, iż jego uwagę zwróciło to, że choć w większości strażacy są bardzo zwyczajnymi ludźmi, to jednak „prawie wszyscy mają jeden wspólny rys charakteru. To po prostu ludzie, którzy chcą być dobrzy, chcą pomagać innym. Mają taką wewnętrzną potrzebę”. Kładł jednak także nacisk na postać Lindy, żony Jacka, która „zakochała się w Jacku od pierwszego wejrzenia, bezwarunkowo”. Nie przypuszczała, jak ciężkie jest życie żony strażaka, niepokój każdego dnia o to, czy mąż wróci do domu, ciągłe koszmary. Lecz „nie należy ona do kobiet, które by skłaniały męża do rezygnacji z tego, co uważa za swoje powołanie. Taka jest większość żon tych ludzi”.

Scenariusz trafił do rąk reżysera Jaya Russella, który po sukcesie „Źródła młodości” szukał kolejnego ciekawego tekstu. Reżyser stwierdził: „Może dlatego, że zrealizowałem sporo filmów i programów dokumentalnych, ten tekst mnie poruszył. Miał w sobie emocjonalną prawdę. Uważałem, że ma intrygującą konstrukcję. Widz poznaje kolejne stopnie strażackiego wtajemniczenia, a także dzieli osobiste dylematy i problemy Jacka. Poza tym, chciałem pokazać to, czego jeszcze w kinie nie pokazano. Wprowadzić widzów w sam środek akcji pożarniczej, w serce ognia”.

Realizacja w "Hollywood Wschodu": Baltimore jako plan zdjęciowy

Nieprzypadkowo zdjęcia miały miejsce w Baltimore, w stanie Maryland. Stworzono tam w ostatnich latach wyjątkowo sprzyjające warunki dla produkcji filmowej. Aris Melissaratos z Maryland Department of Business and Economic Development opowiadał o staraniach w senacie USA, które zaowocowały uzyskaniem znacznych ulg podatkowych. „Mamy zamiar stać się Hollywoodem Wschodu i jesteśmy, moim zdaniem, na dobrej drodze, aby ten cel osiągnąć” - mówił urzędnik. „Ulgi podatkowe są już porównywalne do tych w Kanadzie. W zeszłym roku Maryland, tylko dzięki produkcji filmowej, zarobił około 65 milionów dolarów”.

W Maryland kręcono między innymi „Uciekającą pannę młodą” Garry’ego Marshalla i „Czerwonego smoka”. Tutaj wiele swych niskobudżetowych filmów stworzył John Waters. Natomiast produkcja „Płonącej pułapki”, obok serialu HBO „The Wire”, była jednym z najpoważniejszych przedsięwzięć minionych lat. Zdjęcia trwały 70 dni i rozpoczęły się 26 marca 2003 roku. Ekipa wynajęła ponad 7500 pokoi hotelowych, zatrudniono ponad 400 lokalnych pracowników technicznych i 140 firm.

W filmie wystąpił prawdziwy burmistrz Baltimore, Martin O’Malley, grając… burmistrza, który dekorował orderami strażaków, granych przez Joaquina Phoenixa i Roberta Patricka. „Nie musiałem się specjalnie zmieniać fizycznie ani psychicznie” - żartował O’Malley, który swe aktorskie honorarium, 650 dolarów, przekazał na rzecz straży pożarnej w Baltimore. Nakręcono aż 50 dubli, co burmistrz tłumaczył: „Próbowano po prostu ujęć z różnych kamer, z różnymi filtrami”.

Reżyser Jay Russell kręcił w Maryland jeden ze swoich poprzednich filmów, „Źródło młodości”. „Moim zdaniem, Baltimore ma niepowtarzalny klimat i architekturę” - stwierdził. „Może zresztą mam sentyment do tych miejsc, ponieważ zachowałem dobre wspomnienia z poprzedniej pracy w tych okolicach. Zastanawiałem się nad kręceniem filmu w Bostonie czy Filadelfii. Producenci przekonywali mnie do tańszej Kanady i Toronto. Ale to przecież bardzo amerykańska historia i byłem zdania, że kręcenie w Toronto, które etatowo udaje różne amerykańskie miasta na wschodnim wybrzeżu, wniosłoby element fałszu. W mojej opinii, trzeba dążyć do oddania realiów, bo wtedy jest szansa, że opowieść osiągnie uniwersalny wymiar. Poza tym, tutejsi strażacy wykazali się wielką wolą współpracy. Naprawdę rzadko kiedy, kręcąc film, spotykasz się z postawą: Masz problem? Powiedz tylko, o co chodzi - z pewnością ci pomożemy”.

Płonące budynki i logistyczny koszmar: Autentyzm ognia

Scenariusz zawierał siedem scen wielkich pożarów. Russell zauważył: „Baltimore to miasto w przebudowie, bardzo się zmienia. W związku z tym, wiele budynków stoi pustych, gotowych do rozbiórki. Tak więc, to wymarzona lokalizacja, by kręcić sceny pożarów. Jest tu po prostu co spalić. To też była jedna z ważnych przyczyn, dla których kręciliśmy właśnie tutaj. Poza tym, Baltimore to dla mnie metafora wielkiego amerykańskiego miasta. Są tu historyczne dzielnice, centrum pełne drapaczy chmur i spokojne osiedla podmiejskie”.

Baltimore jest słynne ze swoich tradycji strażackich. Straż powstała tu w 1859 roku, a strażacy stoczyli wielką walkę z żywiołem w 1904 roku, kiedy to niemal całe miasto uległo zniszczeniu. Obecnie w 39 remizach pracuje ponad 1700 strażaków. Jednym z najważniejszych planów zdjęciowych była ponad stuletnia remiza strażacka Gorsuch, zamknięta cztery lata temu. Tu powstała filmowa baza strażacka. A konsultantami zostali pracownicy remizy numer 8 z Baltimore, którzy pojawili się także w małych rolach aktorskich i w epizodach.

Budynek poddano gruntownej renowacji, wstawiono także charakterystyczne metalowe łóżka. W jednej ze zbiorowych scen (pogrzeb na cmentarzu w Baltimore) wzięła udział straż honorowa East Lake Fire Rescue oraz kilkuset prawdziwych strażaków. Miasto zezwoliło też na ich udział w wielu innych scenach zbiorowych w autentycznym ekwipunku.

Scenograf Tony Burrough otrzymał jedyną, ale ważną wskazówkę od reżysera i producentów: miał zadbać nie tylko o wygląd miejsca, w którym uwięziony był Jack, i o frontony budynków w różnych stadiach zniszczenia, ale musiał zwiedzić także wiele domów prawdziwych strażaków, by poznać styl, w jakim są urządzone i wykorzystać to na planie. Liz Shelton, zajmująca się kostiumami, odkryła pewną prawidłowość: „To, że Jack nosi coraz bardziej zniszczony uniform i hełm, nie jest przypadkiem. Taki jest strażacki styl. Nie rozstajesz się ze starymi ubraniami i z wyposażeniem, dopóki nie musisz. Świadczą one o twoim doświadczeniu i trudnych akcjach, w których brałeś udział”.

Jeśli chodzi o realizację scen akcji ogniowych, również postawiono na autentyzm. „Nie ma tu żadnych komputerowych płomieni. Jest prawdziwy ogień i naprawdę płonące budynki. Tyle, że rozpalano „kontrolowane płomienie”, prawdopodobnie największe w dziejach kina. A budynków - ze względów bezpieczeństwa - nie palono doszczętnie”. Reżyser komentował: „Realizując ten film, zrozumiałem doskonale, dlaczego w Hollywood powstało tak mało dobrych filmów o strażakach. Żeby nakręcić wyglądające naturalnie sceny, trzeba nieustannie działać na granicy ryzyka. To logistyczny koszmar, na który właściwie nikt się nie chce zgodzić”. Operator James L. Carter, idąc za sugestiami prawdziwych strażaków, znalazł sposób, by pokazać gęsty, ciemny dym, utrudniający, a czasem wręcz uniemożliwiający orientację. Nie obyło się bez wypadku. Od fruwających drobin żaru zajął się płaszcz Phoenixa. Szybko jednak płonącą odzież udało się ugasić. Mark Yant skomentował ten niebezpieczny incydent: „Przekonanie, że ogień da się w pełni kontrolować, jest po prostu fałszywe. Ogień to ogień”.

Zdjęcie przedstawiające kontrolowany pożar na planie filmowym

Kreacje aktorskie: Joaquin Phoenix i John Travolta

Reżyser Russell podkreślał, że nie chodziło mu tylko o efektowny thriller, lecz o temat „kruchości, ale i ostatecznej mocy więzów rodzinnych, a także refleksji bohaterów nad ich charakterem i znaczeniem w życiu”. Aby zrealizować ten zamiar, potrzebni mu byli aktorzy, którzy nie ulegliby presji melodramatycznych schematów. „Co do Johna, sprawa jest jasna - mówił. - Nie od dziś wiadomo, że jest to aktor, który może zagrać wszystko. Jeśli chodzi o Joaquina, to jest to po prostu aktor antysentymentalny. Ktoś taki był mi bardzo potrzebny, aby film nie utracił delikatnej równowagi. Zawsze podziwiałem jego pracę. Było jasne, że nie potrzebuję w moim filmie sztampowego bohatera kina akcji. Jak wiadomo, Joaquin odbył bardzo długie szkolenie. I, moim zdaniem, nie zagrał strażaka, tylko po prostu na jakiś czas po prostu stał się strażakiem”.

Według Joaquina Phoenixa, główny konflikt filmu przebiegał pomiędzy dwiema rodzinami: prawdziwą rodziną Jacka oraz jego kolegami z remizy, z którymi łączyły go naprawdę mocne więzi. „Moim zdaniem, rodziny strażaków to nie mniejsi bohaterowie niż oni sami. Prawdziwy problem pojawia się przecież dopiero wtedy, gdy Jack zaczyna myśleć, że jego praca rani żonę i dzieci. I że jego idealizm wyrządza im po prostu wielką krzywdę”.

Phoenix spędził sześć miesięcy w Akademii Pożarnictwa i miesiąc w prawdziwej remizie, twierdząc, że nie był to kaprys gwiazdorski, lecz naturalna metoda pracy. Casey Silver zaklinał się, że po tym szkoleniu Phoenix sam wykonał niemal 100 procent pracy przynależnej kaskaderom. Akademia Pożarnictwa z Baltimore wysłała do niego specjalne pismo, w którym informowała go, że pozytywnie zdał testy i gdyby chciał, może podjąć pracę w straży pożarnej w tym mieście.

John Travolta nieustannie podkreślał, że „wspomaga tu tylko Joaquina”. „To on ma rolę, która przyciągnie największą uwagę publiczności” - mówił gwiazdor „Pulp Fiction”. - „Moja rola jest drugoplanowa, naprawdę. Nie powtarzamy tu układu Di Caprio - Hanks ze „Złap mnie, jeśli potrafisz” Stevena Spielberga, gdzie w istocie były to role równorzędne. Ja jestem mentorem bohatera granego przez Joaquina. Scenariusz zainteresował mnie głównie z tego względu, że strażacy są tu przedstawieni jako ludzie z krwi i kości, a nie bohaterowie-ikony. Myślę, że to prawdziwy hołd dla nich, bez zbędnego patosu. Ze względów bezpieczeństwa przeszedłem intensywne szkolenie. Maski tlenowe, rękawice - poznałem ten sprzęt dobrze i wrażenie jest przerażające: jakbyś znajdował się w wielkiej trumnie, a przecież musisz działać”.

„Najbardziej interesujące dla mnie w postaci Kennedy’ego jest to, że popełnił błąd, z którego długo nie zdaje sobie sprawy. Zbytnio zbliżył się do Jacka, stał się mu bliski niemal jak ojciec czy starszy brat” - mówił dalej aktor. - „Jego rodzinę traktuje jak swoją, bo jego własne małżeństwo rozpadło się ze względu na pracę. Jest samotny (bo tak bywa z dowódcami), lecz cierpi z tego powodu. Ale zbyt bliskie emocjonalnie związki z podwładnymi nie są bezpieczne”. Travolta spędził wiele czasu z weteranem straży pożarnej z Baltimore, Markiem Yantem, konsultantem filmu. „Zadziwił mnie dociekliwością i szczegółowością pytań” - wspominał strażak.

Russell doskonale zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, które czyhają na drodze, którą obrał. „Gatunek kina, który uprawiam, i tematy, jakie poruszam, zmuszają mnie do swoistego spaceru po linie. Łatwo z niej spaść i pogrążyć się w wielkiej czułostkowości. Jest na to mnóstwo przykładów. To swoisty hazard: kręcąc film, usiłuję zbliżyć się maksymalnie do tego niebezpiecznego punktu, lecz go nie przekroczyć. Dlatego tak ważne są dla mnie próby z aktorami jeszcze przed zdjęciami. Wspólnie próbujemy znaleźć tę granicę, aby potem nie było przykrych zaskoczeń. W czasie prób wyraźnie widać, jakie środki wyrazu należy zachować, a jakie odrzucić. Mówimy wtedy sobie: to jest w porządku, to jest prawdziwe, na pewno nie staramy się manipulować uczuciami widza. Bo tego zawsze chciałbym unikać”.

Zdjęcie przedstawiające Joaquina Phoenixa i Johna Travoltę w strojach strażackich

Niebezpieczne sytuacje na planie

Podczas przygotowań do kręcenia filmu i już w czasie zdjęć, aktorzy, a zwłaszcza Phoenix i Travolta, przyprawili producentów niemal o zawał serca. Balthazar Getty wspominał: „Postanowiliśmy sprawdzić, jak naprawdę pracują strażacy. Więc dyżurowaliśmy razem z nimi i pojechaliśmy do prawdziwego pożaru. Szczerze mówiąc, było to budzące grozę doświadczenie. Gdy producenci dowiedzieli się o tym, byli po prostu przerażeni. Aktorzy tacy, jak John i Joaquin są ubezpieczani na miliony dolarów. Przecież gdyby im się coś stało, cała produkcja byłaby zagrożona”.

Oceny i odbiór: Pomiędzy hołdem a stereotypem

Na swój film Jay Russell otrzymał dość pokaźny budżet, czego dowodem są doskonale przedstawione i sfilmowane pożary, których w "Płonącej pułapce" z oczywistych względów jest niemało. Niestety, stosunkowo niewielką część z tych funduszy otrzymali scenarzyści, którzy z obiecującego materiału stworzyli patetyczną, pełną stereotypów oraz płytkiego melodramatyzmu, a miejscami zwyczajnie nużącą hollywoodzką produkcję.

"Płonąca pułapka" zapowiadana jest jako film opowiadający o codziennym życiu strażaków. Jednak kadry tej historii zaludniają postaci jednowymiarowe. Jack Morrison średnio co 10 minut przypomina, że strażacy ratują ludziom życie i to jest powód do dumy, wszyscy jego koledzy okazują się bohaterami, a konflikt z żoną bojącą się o jego życie, kończy się z chwilą, kiedy ta mówi, że jest z niego dumna. W rzeczywistości "Płonąca pułapka" składa się ze scen pożarów przeplatanych nudnymi jak flaki z olejem wstawkami obyczajowymi.

Główne role w filmie odtwarzają Joaquin Phoenix i John Travolta, którzy jednak w swoich kreacjach nie wyrastają ponad przeciętność. Trzeba jednak oddać im honor, gdyż scenariusz zwyczajnie nie dawał im większego pola do popisu. Bohaterowie, w których się wcielili, to bowiem bardziej ikony niż prawdziwi ludzie. Mimo licznych tragedii, których są świadkami, poświęceń oraz kłótni z rodzinami ani przez chwilę nie zastanawiają się nad zmianą zawodu, zupełnie jakby byli cyborgami, a nie posiadającymi uczucia istotami z krwi i kości.

"Płonąca pułapka" to niestety kolejna nieudana produkcja powstała dzięki atmosferze panującej w USA po atakach 11 września. O ile pożary są realistyczne, o tyle cały wątek fabularny dotyczący "zwykłego" życia strażaków z rzeczywistością nie ma nic wspólnego.

Ciekawostki i błędy

  • Początkowo kandydatem do głównej roli był Stephen Lang, ale był w trakcie prac nad przedstawieniem teatralnym „The Guys”. Później projektem zainteresował się John Travolta i w końcu on dostał rolę.
  • Po uratowaniu z płomieni dziewczynki Jack ma na głowie krwawiącą ranę. Jednak kilka scen później, kiedy Jack idzie do kościoła, po ranie na głowie nie ma najmniejszego śladu.
  • Większość ekwipunku strażackiego, którym Jack posługiwał się w swych wczesnych latach, nie jest zgodna z rzeczywistym sprzętem strażackim pochodzącym z tamtego okresu (połowa lat 90-ych).

Ranking filmów o strażakach (kontekst)

Dla wszystkich, którzy szukają w kinie mocnych wrażeń, męskiej przyjaźni oraz afirmacji wartości takich jak odwaga i zdolność do poświęceń, istnieje wiele innych propozycji. Na liście najlepszych filmów o strażakach znajdują się produkcje z Hollywood, Azji i Europy. Są dramaty, melodramaty, dreszczowce i filmy akcji. Załapały się komedia familijna oraz dokument. Nie zabrakło miejsca dla klasycznych produkcji ze Steve'em McQueenem ("Płonący wieżowiec"), Johnem Wayne'em ("Ujarzmić piekło") i Kurtem Russellem ("Ognisty podmuch"). Do pierwszej dziesiątki trafił także dreszczowiec "Ci, którzy życzą mi śmierci" z Angeliną Jolie.

tags: #phoenix #strazak #filmweb