Pierwsze wozy strażackie na miejscu tragedii 11 września w World Trade Center

Dzień 11 września 2001 roku zapisał się w historii jako data tragicznych zamachów terrorystycznych, kiedy to uprowadzone przez terrorystów pasażerskie samoloty uderzyły w nowojorskie wieże World Trade Center oraz Pentagon. W atakach zginęło w sumie 2977 osób, nie licząc porywaczy, a rannych zostało 6291 osób. 26 osób nadal uważa się za zaginione. Spośród ofiar, 412 osób było pracownikami służb ratowniczych w Nowym Jorku, którzy odpowiedzieli na wezwania pomocy i ruszyli do akcji ratowniczej. Nowojorska Straż Pożarna (FDNY) straciła tego dnia 343 funkcjonariuszy, co stanowi najwięcej wśród wszystkich służb ratowniczych. W szeregach FDNY służyli wtedy również Polacy - co najmniej dwudziestu chłopaków polskiego pochodzenia. 11 września to dzień, w którym każdego roku oddajemy cześć ofiarom, a także bohaterom, którzy poświęcili swe życie, niosąc pomoc drugiemu człowiekowi.

Pierwszy alarm: Relacja Stanleya Trojanowskiego z Engine 238

Dzień 11 września 2001 roku zapowiadał się spokojnie. To był piękny, słoneczny wtorek. Stanley Trojanowski przyjechał do jednostki Engine 238 na Greenpoincie jak zwykle około ósmej, czyli godzinę przed rozpoczęciem pracy. Odbył rutynowe rozmowy z kolegami, którzy właśnie kończyli swoje zmiany, omawiając wydarzenia nocy i zadania na dzień. Sprawdzali też wozy i sprzęt. Przed godziną dziewiątą Trojanowski sprawdzał swój wóz strażacki, gdy nagle kolega, odpoczywający w pobliżu w pokoju wypoczynkowym, krzyknął przerażony, by wszyscy przybiegli i zobaczyli, co się dzieje. Była 8:52. Na ekranie telewizora, ustawionego na lokalny kanał informacyjny, pokazywano wieże World Trade Center w kłębach dymu, a komentarze były chaotyczne.

Zdjęcie historyczne przedstawiające dymiące wieże World Trade Center

Centrum dowodzenia zadzwoniło o 9:05, gdy wóz był już gotowy do wyjazdu. Jednostka Engine 238 była unikatowa - tylko oni w mieście mieli wóz o pojemności 12 tysięcy litrów do gaszenia pianą, która jest niezbędna przy pożarach benzyny. Porucznik Glenn Wilkinson wydał komendę: „Do wozu”. Strażacy wskoczyli do pojazdu. Byli w połowie mostu, gdy radio podało informację o drugim uderzeniu w północną wieżę WTC. Wóz dotarł w rejon ulic Liberty i West, gdzie znajdował się punkt dowodzenia. Dookoła wszystko było zakorkowane samochodami straży, policji i pogotowia.

Akcja ratunkowa w płonącej wieży

Załoga Engine 238 szła po schodach, mijając schodzących w dół pracowników. Ci krzyczeli, że to szaleństwo, że strażaków posyłają na śmierć. Po dotarciu na miejsce okazało się, że żaden hydrant na piętrze nie działał, a szybami windowymi lała się płonąca benzyna. Rozpoczęła się ewakuacja przerażonych ludzi. Wtedy coś wstrząsnęło budynkiem i nastąpiła seria eksplozji. Wyleciały wszystkie szyby w hallu. Strażacy wybiegli na zewnątrz i zobaczyli, że WTC-2 już nie ma - była tylko góra dymiącego gruzu. Glenn Wilkinson liczył ludzi. Brakowało jednego. Zapytał, kto go widział ostatni i gdzie, po czym pędził z powrotem do budynku.

#19 USA - Historia STRAŻAKA który brał udział w akcji ratunkowej 11 września! TRAUMA do końca życia!

Około 21:55 jeden z kolegów krzyknął: „Chłopaki, znalazłem Glenna!” Był jakieś 70 metrów od miejsca, gdzie stał wieżowiec. Dokopał się do zwłok porucznika. Na plecach była butla tlenowa. Odgarniając gruz, kolega zobaczył pierwszą cyfrę jej numeru - „5”.

"118": symbol poświęcenia

Jednym z najbardziej symbolicznych obrazów tamtego dnia jest zdjęcie wozu strażackiego "118", pędzącego w stronę dymiących się wież WTC. Zrobił je Aaron McLamb, naoczny świadek wydarzeń z 11 września 2001 r. McLamb dotarł do swojego miejsca pracy w pobliżu Mostu Brooklyńskiego, kiedy pierwszy samolot rozbił się o Północną Wieżę World Trade Center. Osiemnaście minut później, z okna swojego dziesiątego piętra, obserwował, jak drugi samolot wbija się w Wieżę Południową. "Ten widok był surrealistyczny" - powiedział w wywiadzie dla New York Daily News. "Nie było nic słychać. Jedyną rzeczą, którą mogliśmy usłyszeć, były syreny wozów strażackich jadących przez most" - dodał. Następnie zrobił niezapomniane zdjęcie wozu strażackiego "118", pędzącego ku przeznaczeniu, z dymiącymi w tle wieżami Twin Towers.

Ikoniczne zdjęcie wozu strażackiego

Załoga 118: bohaterowie z Brooklynu

We wtorek rano strażacy z załogi "118" stacjonowali w remizie przy Middagh St., gotowi do akcji. Chwilę po uderzeniu drugiego samolotu w wieżę nadeszło wezwanie do miejsca katastrofy. Strażacy Vernon Cherry, Leon Smith, Joey Agnello, Robert Regan, Pete Vega i Scott Davidson wskoczyli do wozu strażackiego.

  • Vernon Cherry: Planował przejść na emeryturę z końcem roku. 49-latek pracował jako strażak przez prawie 30 lat. Był nie tylko jednym z niewielu czarnoskórych strażaków w Nowym Jorku w 2001 r., ale również utalentowanym piosenkarzem.
  • Leon Smith: Dumny członek Vulcan Society, organizacji zrzeszającej czarnoskórych strażaków. Zawsze chciał pomagać ludziom, a w FDNY pracował od 1982 r.
  • Joseph Agnello: Cieszył się na zbliżające się 36. urodziny, był ojcem dwóch młodych synów.
  • Porucznik Robert "Bobby" Regan: Rozpoczął swoją karierę jako inżynier budowlany, ale dołączył do FDNY, kiedy urodziła się jego córka, aby spędzać z nią więcej czasu.
  • Pete Vega: Spędził sześć lat w Siłach Powietrznych Stanów Zjednoczonych, służąc podczas operacji Pustynna Burza. Strażakiem został w 1995 r., a w 2001 r. ukończył studia licencjackie w City College of New York.
  • Scott Davidson: Ojciec gwiazdy programu Saturday Night Live Pete'a Davidsona, rozpoczął karierę strażaka zaledwie rok przed Vegą. Był znany ze swojego humoru i dobrego serca.

Ostatni przejazd i poświęcenie

McLamb jako nastolatek chciał zostać strażakiem, dlatego często zatrzymywał się przy remizie Middagh St., by podziwiać ciężarówki straży pożarnej. Wiedział więc, że za chwilę przejadą przez most, zmierzając w kierunku WTC. "Pamiętam, jak powiedziałem jednemu z moich kolegów - nadjeżdża »118«" - wspomina McLamb. Robiąc zdjęcie, nie wiedział, że będzie ono symbolizować poświęcenie setek osób, które udzieliły pierwszej pomocy podczas ataków z 11 września. Na zawsze upamiętnił ostatni przejazd zespołu "118". Żaden z sześciu strażaków nie wydostał się tego dnia spod gruzów zawalonych wież.

#19 USA - Historia STRAŻAKA który brał udział w akcji ratunkowej 11 września! TRAUMA do końca życia!

Po przejechaniu mostu "118" wjechała do hotelu Marriott World Trade Center. Sześciu strażaków wbiegło po schodach i pomogło spanikowanym ludziom w ucieczce. Bobby Graff, jeden z uratowanych, powiedział: "Wiedzieli, co się dzieje. Nie zamierzali wyjść, dopóki wszyscy nie wydostaną się [z WTC]. Musieli tego dnia uratować kilkaset osób. Wiem, że uratowali mi życie". Ostatecznie ponad 900 osób zostało uratowanych tego dnia. Kiedy jednak wieże WTC się zawaliły, pod ruinami zginęły setki strażaków, w tym sześciu członków "118". Wszystkie ich ciała, z wyjątkiem jednego, zostały odnalezione miesiące później, niektóre leżały obok siebie. Z tego powodu Agnello, Vega i Cherry zostali pochowani w sąsiednich kwaterach na brooklyńskim cmentarzu Green-Wood Cemetery. Żona Joey'a Agnello powiedziała: "Znaleziono ich obok siebie, więc powinni pozostać obok siebie".

Dziedzictwo i pamięć

Tydzień po atakach McLamb przyniósł do remizy stos swoich wywołanych zdjęć z tego dnia. Pozostali strażacy z Brooklyn Heights rozpoznali na nich znaki firmowe "118". "Kiedy zdaliśmy sobie sprawę, przeszły nas dreszcze" - powiedział emerytowany strażak John Sorrentino w wywiadzie dla New York Daily News. McLamb przekazał swoje zdjęcie do New York Daily News, a kilka dni później znalazło się ono na pierwszej stronie gazety. Podobnie jak inne słynne zdjęcia z ataku terrorystycznego z 11 września, zdjęcie zniszczonego wozu strażackiego reprezentuje teraz patriotyzm i tragedię tego wrześniowego dnia. "Mówi się, że obraz jest wart tysiąca słów. Myślę, że nie ma żadnego słowa, które opisywałoby ten obraz" - powiedział Sorrentino.

Wizerunek tablicy pamiątkowej z nazwiskami strażaków poległych 11 września

W starej remizie strażackiej tablica dyżurów pozostała nietknięta od tamtego wrześniowego poranka, a nazwiska sześciu mężczyzn wciąż są wypisane kredą obok ich przydziałów. Ich portrety również zostały powieszone, obok Roberta Wallace'a i Martina Egana, dwóch innych strażaków z tej remizy, którzy zginęli tego dnia. Gwiazda programu Saturday Night Live Pete Davidson, który miał zaledwie siedem lat, kiedy zmarł jego ojciec Scott Davidson, ma tatuaż z numerem odznaki swojego taty - 8418. Jak powiedział Sorrentino: "To, co wydarzyło się tamtego dnia, nigdy nie zostanie zapomniane. I ci ludzie nigdy nie zostaną zapomniani."

tags: #pierwszy #woz #strazacki #world #trade #center