Tragiczny pożar hurtowni w Białymstoku: śmierć strażaków i długie dochodzenie

Początek i przebieg pożaru

W czwartek, 25 maja 2017 roku, około godziny 18:40, białostoccy strażacy otrzymali informację o pożarze magazynu na białostockim osiedlu Dojlidy, przy ul. Poziomej 2. Zgłoszenie pochodziło od właściciela hali, która dawniej należała do zakładów mięsnych PMB, a w momencie zdarzenia mieściła hurtownię sztucznych kwiatów oraz składowano w niej m.in. opony.

Pożarem objęte były dwie kondygnacje dwukondygnacyjnej hali. Płonęły głównie materiały z tworzyw sztucznych, które paliły się bardzo intensywnie, wytwarzając nie tylko dużą ilość czarnego dymu, ale także bardzo wysoką temperaturę. W powietrzu unosił się zapach spalonego plastiku, a w środku panowało ogromne zadymienie i słaba widoczność, co utrudniało działania gaśnicze.

Pożar był niezwykle intensywny, a jego opanowanie zajęło ponad 3,5 godziny. W akcji uczestniczyło w sumie ponad 100 strażaków i 31 pojazdów ratowniczych. Początkowo na interwencję wyjechało osiem zastępów straży pożarnej, ale w trakcie akcji, widząc, że sprzętu i wody jest za mało, dysponowano kolejne jednostki. Ostatecznie w działaniach brały udział 23 zastępy straży pożarnej - zarówno zawodowej, jak i ochotniczej - z Białegostoku i okolic. Rzecznik Komendy Miejskiej PSP w Białymstoku, Paweł Ostrowski, relacjonował: "Kiedy przyjechaliśmy na miejsce, pożar był mocno rozwinięty, weszliśmy do środka i rozpoczęliśmy działania gaśnicze i na parterze, i na piętrze (...). Wszędzie tam składowane były tworzywa sztuczne."

płonąca hala magazynowa w Białymstoku, widoczny duży kłąb czarnego dymu

Tragedia na służbie

Niestety, w trakcie działań gaśniczych doszło do wielkiej tragedii. Dwóch strażaków poniosło śmierć na służbie. Byli to 26- i 29-letni funkcjonariusze białostockiej Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej nr 1. Jak poinformował mł. brygadier Leszek Suski: "Niestety w trakcie działań gaśniczych doszło do wielkiej tragedii. Dwóch naszych kolegów poległo na służbie."

Okoliczności śmierci były dramatyczne. Podczas rozpoznania prowadzonego na piętrze, strażacy weszli na podwieszany sufit, który zawalił się pod ich ciężarem. Jeden z mężczyzn zmarł w wyniku upadku, natomiast drugiego zabiła niezwykle wysoka temperatura, która sięgała nawet 800 stopni Celsjusza. Komendant wojewódzki PSP w Białymstoku, Jarosław Wendt, potwierdził wieczorem informację o śmierci strażaków, dodając, że przyczyny wypadku będą wyjaśniane w dochodzeniu.

Był to pierwszy tak dramatyczny wypadek z udziałem podlaskich strażaków od 1992 roku, czyli od chwili powołania Państwowej Straży Pożarnej. Po śmierci mundurowych straż w całej Polsce ogłosiła żałobę, a do Białegostoku przyjechał Komendant Główny PSP, który powołał specjalny zespół do zbadania okoliczności zdarzenia. Wyrazy współczucia rodzinom zmarłych strażaków złożyli m.in. szef MSWiA Mariusz Błaszczak oraz prezydent Białegostoku Tadeusz Truskolaski.

ilustracja przedstawiająca dwóch strażaków podczas akcji gaśniczej, symboliczne tło z ogniem

Wielomiesięczne śledztwo i zarzuty

Niezależnie od wewnętrznej komisji powołanej przez Komendanta Głównego PSP, śledztwo w sprawie tragedii prowadziła Prokuratura Okręgowa w Białymstoku. Zebranie materiału dowodowego trwało ponad trzy lata, co było spowodowane m.in. koniecznością przesłuchania ponad stu świadków, w tym przede wszystkim strażaków.

Duże trudności napotkano również w uzyskaniu kompleksowej opinii biegłych z zakresu pożarnictwa. Początkowo zadania podjął się zespół z warszawskiej Szkoły Głównej Służby Pożarniczej, ale wkrótce się wycofał. Okazało się, że członkowie tego zespołu byli jednocześnie w komisji wewnętrznej PSP, a ich opinia byłaby powieleniem już istniejących wniosków. Dodatkowo, sami strażacy nie chcieli być "sędziami we własnej sprawie".

Ostatecznie, sporządzenie ekspertyzy zlecono Centrum Badań Kryminalistycznych "Modus Spectrum" w Szczecinie. Jak poinformował Łukasz Janyst, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Białymstoku, opinia wpłynęła pod koniec 2019 roku, była obszerna i specjalistyczna. Jej treść była początkowo niejawna, do czasu zapoznania się z nią przez prokuratora referenta i pełnomocników pokrzywdzonych.

Opanowanie procesu dochodzenia karnego: od dowodów do aresztowania

Na podstawie zebranych dowodów śledczy uznali, że podejrzanym w sprawie jest dowódca akcji gaśniczej w hali magazynowej przy ul. Poziomej. Prokuratura postawiła mu zarzut nieumyślnego niedopełnienia obowiązków, skutkującego nieumyślnym narażeniem strażaków na utratę zdrowia lub życia. W uzasadnieniu wskazano, że dowódca akcji nie zebrał od użytkownika budynku dostatecznych informacji na temat konstrukcji i umiejscowienia podestu technicznego oraz sufitu. Krótko mówiąc, nie rozpoznał zagrożenia, które pozwoliłoby właściwie zabezpieczyć podwładnych.

Prokurator Janyst podkreślił, że było to "narażenie", a nie "spowodowanie śmierci", i to "nieumyślne", co wpłynęło na lżejszy ciężar gatunkowy zarzutu. Oskarżonemu grozi grzywna, kara ograniczenia wolności, a nawet dwa lata więzienia.

tags: #pmb #bialystok #pozar