W czerwcu 2017 roku Łodzią wstrząsnęła wiadomość o makabrycznej śmierci bezdomnego mężczyzny. Sprawca, Piotr K., oblał ofiarę benzyną i podpalił, działając ze szczególnym okrucieństwem. Zbrodnia ta, do której doszło u zbiegu ulic Tuwima i Przędzalnianej, w pobliżu placu budowy, spotkała się z szerokim rezonansem społecznym i doprowadziła do skazania sprawcy na 25 lat pozbawienia wolności, a wyrok ten został podtrzymany przez Sąd Najwyższy.

Okoliczności tragedii
Przebieg zdarzeń
Tragedia rozegrała się w nocy z 26 na 27 czerwca 2017 roku, około godziny 1:00. 35-letni Piotr K. pokłócił się ze swoją partnerką i opuścił wspólnie zamieszkiwane mieszkanie. Późnym wieczorem dotarł w rejon skrzyżowania ulic Tuwima, Wierzbowej i Przędzalnianej. Tam, w pobliżu częściowo ogrodzonego placu budowy, znajdował się kontener zajmowany przez robotników. Piotr K. wszedł do kontenera, wyszedł, pokręcił się po rejonie budowy, a następnie oddalił się. Wrócił po około godzinie i natknął się na leżącego na chodniku Witolda M., bezdomnego mężczyznę, który był nietrzeźwy i najprawdopodobniej usnął. Według prokuratury, Piotr K. najpierw oblał leżącego benzyną silnikową, a następnie podpalił go płonącymi papierowymi ręcznikami. Witold M. zaczął płonąć.
Świadkowie i próba ratunku
Płonącego mężczyznę zauważył Tomasz S., funkcjonariusz policji mieszkający w kamienicy naprzeciwko placu budowy, który był już po służbie. Widząc przez okno słup ognia, natychmiast wybiegł z pomocą. Próbował ugasić jęczącego z bólu Witolda M., jednak jego działania okazały się bezskuteczne. Człowiek umierał w męczarniach na oczach funkcjonariusza. Pokrzywdzony zginął na miejscu wskutek poważnych i rozległych poparzeń.
Strażnik kolejowy publicznie upokorzył pasażera Nie wiedział, że wszystko nagrywano
Wyniki sekcji zwłok
W wyniku przeprowadzonej sądowo-lekarskiej sekcji zwłok ustalono, że zgon nastąpił na skutek rozległych obrażeń termicznych (oparzenia IV stopnia) obejmujących około 85% powierzchni ciała. Lekarz obecny na miejscu zdarzenia stwierdził, że ofiara najprawdopodobniej zginęła w płomieniach. Tożsamość ofiary początkowo nie była znana; ustalono jedynie, że był to prawdopodobnie bezdomny mężczyzna, często widywany w okolicach miejsca zdarzenia. Później ustalono, że ofiarą był Witold M., który stał się bezdomnym po tym, jak niemal na jego oczach zabito nożem jego ojca. Jego matka, Barbara K., zeznała, że syn wyprowadził się z domu i zerwał kontakty z rodziną po traumatycznym wydarzeniu.
Śledztwo i zatrzymanie sprawcy
Początkowe ustalenia i monitoring
Już kilka tygodni przed tragedią policjanci zauważyli, że w okolicy ulicy Tuwima 79 dochodzi do częstych podpaleń, a nawet pożarów. W związku z tym zainstalowano w pobliżu dodatkową kamerę. To dzięki zapisom zabezpieczonego monitoringu udało się sporządzić rysopis podejrzanego o zabójstwo, który otrzymał każdy z policjantów w Łodzi. Początkowo policja zatrzymała do wyjaśnienia czterech mężczyzn, jednak policyjne ustalenia nie potwierdziły ich udziału w przestępstwie. Zostali oni przesłuchani w charakterze świadków, a ich zeznania przyczyniły się do zatrzymania 35-latka.
Zatrzymanie i przesłuchanie Piotra K.
Piotr K. został zatrzymany po kilku dniach na przystanku MPK. W czwartek usłyszał zarzuty popełnienia ze szczególnym okrucieństwem zbrodni zabójstwa. Prokurator wystąpił do sądu o tymczasowy areszt. Podczas przesłuchania formalnie nie przyznał się do winy. Podał, że w przeddzień doszło do konfliktu między nim a partnerką, po czym opuścił jej mieszkanie. Nocą tułał się po okolicy. Otworzył kontener budowlany, zamierzał tam spać, ale potem wyszedł. Gdy wrócił, podpalił chusteczkę i, jak twierdził, rzucił ją na leżące przy kontenerze szmaty. Wówczas, według jego relacji, doszło do gwałtownego wybuchu ognia, po czym uciekł z miejsca zdarzenia. Rzecznik prokuratury zaznaczył, że śledczy nie mają wątpliwości, iż ofiara została polana łatwopalną cieczą, o czym świadczy gwałtowność wybuchu i skala powstałych w bardzo krótkim czasie obrażeń, skutkujących niemal natychmiastową śmiercią. W kontenerze znajdowała się benzyna i to prawdopodobnie ona została wykorzystana do popełnienia zbrodni.

Proces sądowy i wyrok
Akt oskarżenia i zarzuty
Prokuratura Rejonowa Łódź - Widzew skierowała do Sądu Okręgowego w Łodzi akt oskarżenia przeciwko 35-latkowi (później 36-letniemu w czasie procesu), zarzucając mu zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem. Oskarżonemu groziło dożywocie.
Przebieg rozprawy
Proces Piotra K. rozpoczął się w łódzkim Sądzie Okręgowym ponad rok po tragicznych wydarzeniach. Oskarżony, który zawodu jest krawcem, nie przyznał się do winy, twierdząc o przypadkowym podpaleniu i odmówił składania zeznań. W tej sytuacji sędzia Joanna Krakowiak odczytała jego wyjaśnienia ze śledztwa. Wynikało z nich, że Piotr K. przypadkowo upuścił ogień na stare szmaty i ubrania leżące na chodniku, nie wiedząc, że wśród nich znajduje się człowiek. Odpowiadając na pytania obrońcy, adwokata Tomasza Lipartowskiego, oskarżony doprecyzował wyjaśnienia ze śledztwa: "Na zewnątrz kontenera podpaliłem papierowe chusteczki. Skierowałem się w stronę ulicy. Po drodze odpadały płonące kawałki. Jeden z nich upadł na leżące na chodniku szmaty. Nastąpił wybuch i ogień dość wysoko podskoczył" - oznajmił Piotr K., dodając, że zaraz potem odszedł w stronę Dworca Fabrycznego.
Strażnik kolejowy publicznie upokorzył pasażera Nie wiedział, że wszystko nagrywano
Badania psychiatryczne i opinie biegłych
W toku postępowania 35-latek (później 36-latek) poddany został obserwacji sądowo-psychiatrycznej. Zgodnie z opinią biegłych w chwili popełnienia zarzucanego mu czynu był poczytalny. Opinia biegłego z zakresu pożarnictwa wskazała, że poszkodowany został oblany płynem bezpośrednio przed podpaleniem, co przeczyło wersji oskarżonego.
Wyrok i uzasadnienie
Sąd Okręgowy w Łodzi skazał Piotra K. na 25 lat pozbawienia wolności za zabójstwo bezdomnego ze szczególnym okrucieństwem. Uzasadniając wyrok, sąd zwrócił uwagę, że oskarżony w części potwierdził przebieg zdarzenia, przyznając się do podpalenia papierowych ręczników i rzucenia ich na ofiarę, jednak zaprzeczył, aby wcześniej oblał ją benzyną. Sędzia Joanna Krakowiak podkreśliła, że sąd nie ma wątpliwości co do działania oskarżonego, ponieważ Piotr K. chciał dokonać podpalenia swojej ofiary i wiedział, że może ją zabić. Miał zdolność do ocenienia konsekwencji swojego działania. Sąd uznał, że kwalifikacja czynu, jaką zastosowała prokuratura, jest adekwatna do zdarzenia, a wysokość kary - 25 lat więzienia - jest odpowiednia do winy.
Apelacja i decyzja Sądu Najwyższego
Sąd Najwyższy utrzymał wyrok łódzkiego sądu, skazującego 38-letniego Piotra K. na 25 lat więzienia. Rozstrzygając ostatecznie tę głośną sprawę, Sąd Najwyższy oddalił kasację obrońcy skazanego. Sędzia Tomasz Artymiuk uzasadniając decyzję, przyznał, że w tej sprawie doszło do naruszenia prawa procesowego, jednak naruszenie to nie miało istotnego wpływu na treść zaskarżonego orzeczenia. Sąd zwrócił też uwagę, że opinie biegłych w obu instancjach zgodnie wskazały, iż stwierdzone u skazanego zaburzenia nie miały przełożenia na kwestię poczytalności. Sąd Okręgowy w Łodzi nie dał wiary wyjaśnieniom Piotra K., uznając go za winnego zabójstwa bezdomnego ze szczególnym okrucieństwem.
tags: #podpalenie #bezdomnego #na #tuwima #w #lodzi