Historia cerkwi w Polsce naznaczona jest zarówno długotrwałym dziedzictwem kulturowym, jak i tragicznymi wydarzeniami, takimi jak pożary czy celowe burzenia. Od przypadków wandalizmu po zorganizowane akcje państwowe - los drewnianych i zabytkowych świątyń prawosławnych i grekokatolickich często był burzliwy. Poniższy artykuł przedstawia wybrane incydenty i kontekst historyczny tych wydarzeń.
Tragiczny Pożar Cerkwi w Komańczy (2006)
Kolejna cerkiew odeszła w przeszłość przez pożar. Wiadomości o pożarze cerkwi w Komańczy, podane tekstowo w TV Regionalnej, były lakoniczne, lecz szybko okazało się, że świątynia prawdopodobnie doszczętnie spłonęła. Pożar wybuchł przed godziną 18. Strażacy walczyli jeszcze o ocalenie zabytkowej dzwonnicy, którą ostatecznie udało się uratować.

Drewnianą cerkiew pod wezwaniem Orędownictwa Matki Boskiej wybudowano jako grekokatolicką w 1805 roku. Od 1963 roku była to cerkiew prawosławna. Wśród zniszczonych elementów znalazł się między innymi ikonostas z 1832 roku, którego autorem był Afanasy Rudziłowicz. Dla wielu było to straszna wiadomość; jak zauważył jeden z komentujących, cerkwie, tak jak ludzie, też umierają nagle. Inny użytkownik wyraził swój smutek, wspominając, że zaledwie nieco ponad miesiąc wcześniej doświadczył ogromnie miłego przyjęcia w innej prawosławnej cerkwi, w Morochowie, a w Komańczy był zaraz potem, ale do cerkwi nie podszedł, bo "makabrycznie lało".
Dyskusja o Odbudowie i Przyczyny Pożaru
Wkrótce po tragedii rozpoczęła się dyskusja na temat możliwości odbudowy. Pojawiły się opinie, że 204-letniej komanieckiej cerkwi nie da się odbudować, a ściany można co prawda zrekonstruować, ale "atmosfery" już nie. Inna informacja, od Jula z Klubu Otryckiego, przekazana "Krakowskiemu Dziennikowi Polskiemu", wskazywała, że ikonostas ocalał. Stowarzyszenie Drewniany Dom już rozmawiało z władzami duchownymi Cerkwi Prawosławnej w sprawie odbudowy - rekonstrukcji cerkwi. Okazało się, że istnieje pełna dokumentacja inwentaryzacyjna, a nadleśnictwo w Komańczy zadeklarowało pomoc w postaci drewna. Powstał pomysł utworzenia komitetu odbudowy i potrzeby lobbingu w odpowiednich instytucjach.
Zwolennicy rekonstrukcji, w tym portal beskid-niski.pl, argumentowali, że taka cerkiew po prostu nie może "ot tak sobie, zniknąć". Odbudowa miała być wiernym (w miarę możliwości) odtworzeniem obiektu, co jest lepsze niż tylko szkice i zdjęcia. Przypomniano, że już w 1800 roku w Komańczy spłonęła drewniana cerkiew, a na jej miejscu postawiono tę, która spłonęła w 2006 roku, i nikt nie mówił wtedy o "atrapie". Obiekt ten był nie tylko zabytkiem, ale także obiektem kultu, ogromnie ważnym dla mieszkańców.
Początkowe spekulacje dotyczące przyczyn pożaru obejmowały zwarcie instalacji elektrycznej lub niedogaszone świece po wizycie grupy turystów. Jednakże, szybko okazało się, że wersje te zostały wykluczone. Na zdjęciach zrobionych w cerkwi nie widać było włączonej elektryczności, a upadek świec zapalonych przez grupę również wykluczono. Pojawiły się informacje, że z grupą turystów do cerkwi dostali się obcy, a w ciągu około 50 minut od wyjścia księdza z cerkwi ktoś podpalił świątynię. To zrodziło podejrzenia o celowe podpalenie.
W dalszym toku śledztwa okazało się, że motywem mogło być ukrycie lub zatarcie śladów włamania. Dwóch mężczyzn, 24-letni Janusz O. i Ryszard P., zostało zatrzymanych. Janusz O. początkowo przyznał się do podpalenia cerkwi po nieudanej próbie włamania, mając nadzieję znaleźć pieniądze. Wziął ze sobą szmatę i łatwopalny płyn, by zatrzeć ślady. Później wycofał się z tych wyjaśnień, twierdząc, że został zmuszony do ich złożenia przez policjantów. Sąd jednak uznał jego pierwsze zeznania za kluczowe i wskazał, że to Ryszard P. zaproponował włamanie, ale prawdziwym powodem była chęć zniszczenia cerkwi. Okazało się również, że w Komańczy występowały pewne "naprężenia" między Łemkami a ludnością polską, co mogło stanowić dodatkowy, choć nieoficjalny, kontekst zdarzenia.
Inne Współczesne Incydenty Pożarowe i Wandalizmu
Pożar w Komańczy nie był niestety jedynym tego typu incydentem w Polsce. Wiele osób zauważyło, że "coś za często słychać o spalonych cerkwiach".
- Cerkiew w Opace: Kilka lat przed pożarem w Komańczy, cerkiew w Opace na Roztoczu miała lekko osmolaoną jedną ścianę - widać, że ktoś próbował ją podpalić. Kilka lat później spłonęła całkowicie, a była to budowla wyjątkowa.
- Drewniany kościółek w Bytomiu: Kilkanaście lat przed Komańczą spłonął drewniany kościółek w parku w Bytomiu. Złapano nawet podpalacza.
- Cerkiew w Smolniku: Kilka lat wcześniej trójka młodych ludzi paliła ognisko około pół metra od cerkwi w Smolniku, tłumacząc, że chcą rozpalić ognisko pod daszkiem, bo pada deszcz.
- Kaplica Ikony Matki Bożej „Wszystkich Strapionych Radość” w Knorydach: Pożar kaplicy zgłoszono po północy. Drewniany budynek, wzniesiony w 1872 roku, był cały w ogniu. Wewnątrz znajdowało się wiele ikon. Wstępny szacunek strat to 50 tys. złotych, ale trudniej oszacować straty duchowe. Kaplica stoi na łące w miejscu, z którego wypływa cudowne źródełko nazywane "krynicą", będące świętym miejscem prawosławia. Według legendy, Matka Boża ukazała się tam niewidomemu chłopcu, zostawiając ślad stopy na kamieniu, z którego wytrysnęło źródełko o uzdrawiającej mocy. Kamień ten, podobnie jak sama kaplica, ma duże znaczenie kultowe i historyczne dla lokalnej społeczności.
- Kradzież i podpalenie w Szczecinku: Policjanci ze Szczecinka zatrzymali 17-latka podejrzanego o włamanie do cerkwi grekokatolickiej i podpalenie jednego z pomieszczeń. Sprawcy po wyłamaniu drzwi zabrali drewniany krzyż oraz elementy wyposażenia łazienki, a w pomieszczeniu piwnicznym podpalili materiały budowlane. Młodemu człowiekowi grozi kara do 8 lat pozbawienia wolności.
Brak odpowiednich zabezpieczeń przeciwpożarowych dla zabytkowych obiektów bywa problemem, a koszty takich zabezpieczeń (rzędu 30-50 tys. zł) często są trudne do pozyskania. Często też właściciele lub zarządcy takich obiektów nie zdają sobie sprawy z konsekwencji braku ubezpieczenia, co w przypadku pożaru prowadzi do utraty praktycznie wszystkiego. Dyskusje publiczne, takie jak te na Onecie, często wykazują głuchą złość i zaciskanie pięści w obliczu kolejnych aktów wandalizmu.
Historyczny Kontekst: Akcja Burzenia Cerkwi Prawosławnych w II Rzeczypospolitej (1938)
Niezwykle bolesną kartą w historii prawosławia w Polsce, wykraczającą poza pojedyncze incydenty, była zorganizowana akcja burzenia prawosławnych cerkwi na południowym Podlasiu i Chełmszczyźnie wiosną i latem 1938 roku. Akcja ta, choć wciąż mało znana opinii publicznej, była konsekwencją polityki wyznaniowej i narodowościowej II Rzeczypospolitej, prowadzącą do utożsamienia religii z narodowością i konfrontacyjnej postawy Kościoła katolickiego wobec Prawosławia, jak opisuje Paweł Borecki w tekście "Prześladowania religijne prawosławnych w II RP".
Tło Polityczne i Wyznaniowe
Odrodzona w 1918 roku Rzeczpospolita Polska była państwem wielonarodowościowym i wielowyznaniowym. Prawosławie stanowiło drugie co do wielkości wyznanie, skupiając w 1921 roku 3,8 mln wiernych, w tym 1,5 mln Ukraińców, 900 tys. Białorusinów i ok. 700 tys. tzw. "tutejszych". Składało się z 5 diecezji i ok. 1500 parafii (w 1935 r. - 1304 parafie i ok. 1800 duchownych), położonych głównie na terenie byłego zaboru rosyjskiego. Władze polskie postrzegały Kościół prawosławny jako pozostałość struktur Cesarstwa Rosyjskiego. Dekret z 16 grudnia 1918 r. przejmował w zarząd państwowy majątek pocerkiewny, traktując go na równi z reliktami instytucji zaborczych. Pomimo dość liberalnych przepisów Konstytucji marcowej, państwo polskie głęboko ingerowało w życie wewnętrzne Cerkwi. Dekret Prezydenta RP z 18 listopada 1938 r. o stosunku Państwa do Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego był najbardziej rygorystyczny i represyjny spośród wszystkich przepisów o stosunku państwa do kościołów i związków wyznaniowych wydanych w okresie międzywojennym. Przewyższał on nawet osławiony dekret Rady Państwa z 10 lutego 1953 r. o obsadzaniu duchownych stanowisk kościelnych. Politykę wyznaniową II Rzeczypospolitej cechowała generalnie nieufność wobec prawosławia, jego hierarchii i kleru.
Fale „Rewindykacji” Świątyń
W okresie międzywojennym doszło do trzech fal "rewindykacji" prawosławnych świątyń:
- Lata 1918-1924: Była to częściowo "naturalna" i żywiołowa reakcja Polaków na dziesięciolecia ucisku narodowościowego ze strony prawosławnej carskiej Rosji. Katolicy zajmowali cerkwie na podstawie decyzji władz centralnych lub lokalnych, a często z własnej inicjatywy. Do 1924 r. Kościół Katolicki rewindykował 175 świątyń pounickich i 140 połacińskich. Symbolem tego okresu była rozbiórka, po ponad czteroletnich publicznych dyskusjach, Soboru Aleksandra Newskiego w Warszawie na Placu Saskim w 1923 roku.
- Od 1929 roku: Rozpoczęła się droga sądowa, gdy w sierpniu 1929 r. episkopat rzymskokatolicki złożył 755 pozwów do sądów okręgowych o zwrot 202 obiektów połacińskich oraz 553 pounickich. Roszczenia dotyczyły około połowy posiadanych jeszcze przez prawosławie świątyń i klasztorów. Sąd Najwyższy w wyroku z 23 stycznia 1934 r. uznał jednak drogę sądową za niewłaściwą. W 1929 r. aktualny stał się problem burzenia cerkwi na Lubelszczyźnie. Tamtejszy wojewoda Antoni Remiszewski planował zburzenie 97 "zbędnych" świątyń. Zdołano zniszczyć 23 ze względu na narastające protesty miejscowej ludności. Mimo to, w latach 1918-1933 Kościół prawosławny stracił około 500 cerkwi, z czego 346 na Chełmszczyźnie i Podlasiu. 137 świątyń wyświęcono na kościoły katolickie, 104 zamknięto, a 91 zniszczono.
- Od 1936 roku: Ostatnia fala "rewindykacji prawosławnych świątyń i dusz" została zapoczątkowana w 1936 r. Polityka państwa wobec Prawosławia uległa wówczas wyraźnemu zaostrzeniu, ściśle powiązanemu z polityką narodowościową. Wojsko stało się jedną z głównych instytucji zaangażowanych w kształtowanie tej polityki. Dążono do spolszczenia życia religijnego poszczególnych wyznań, a za najlepszą gwarancję polonizacji uznano przyjęcie katolicyzmu w obrządku łacińskim.
Akcja Burzenia Cerkwi w 1938 Roku
Najbardziej spektakularnym i brutalnym momentem akcji polonizacyjno-rewindykacyjnej stało się burzenie cerkwi latem 1938 roku. Państwo Polskie podjęło wówczas otwartą walkę z prawosławiem. Akcję, pod kierownictwem wojska, zaczęto przygotowywać już wiosną 1938 r. Od połowy marca przystąpiono do zamykania cerkwi, likwidowano oficjalnie istniejące parafie, usuwano tzw. "duchownych nieetatowych" i zabraniano tworzenia stowarzyszeń prawosławnych. Prasa prorządowa pisała o "zagrożeniu ukraińskim na Chełmszczyźnie", a Kościół prawosławny był oskarżany o działalność rusyfikacyjną i ukrainizacyjną. Stosowano szykany, szantażowano ludzi, uzależniając czynności administracyjne od przejścia na katolicyzm, a wobec sprzeciwiających się stosowano groźby i represje. Organizowano oficjalne uroczystości przejścia prawosławnych na katolicyzm z udziałem wojska i administracji państwowej. Proceder burzenia prawosławnych obiektów sakralnych trwał od maja do 16 lipca 1938 r., a jego koniec nie był wynikiem protestów, lecz osiągnięcia założonych celów. Oficjalna argumentacja dla niszczenia cerkwi głosiła, że są to "niepotrzebne, niszczejące cerkwie, pobudowane w celach rusyfikacyjnych", mające przypominać czasy niewoli.

Według danych Urzędu Wojewódzkiego w Lublinie, zburzono 127 świątyń, w tym 91 cerkwi, 10 kaplic, 26 domów modlitw. Jedną cerkiew pozostawiono w stanie ruiny. Cztery cerkwie i cztery kaplice przekazano Kościołowi katolickiemu. Na Lubelszczyźnie w użytkowaniu Kościoła Prawosławnego pozostało zaledwie 49 cerkwi parafialnych i 5 filialnych oraz jeden klasztor. Akcja ta była aktem bezmyślnego wandalizmu, burzono zabytki kultury materialnej, w tym najstarsze na terenie ówczesnego Państwa Polskiego pomniki architektury cerkiewnej. Zniszczono świątynie z XVI wieku (m.in. w Białej Podlaskiej z 1582 r., w Zamościu z 1589 r., w Kołnyce z 1578 r.) oraz zrujnowano cerkiew w Szczebrzeszynie pochodzącą z 1184 roku. Zburzono nawet 20 cerkwi wzniesionych już po zakończeniu I wojny światowej. Nie liczono się przy tym z potrzebami religijnymi ludności, gdyż spośród zburzonych czynnych cerkwi tylko pięć znajdowało się w parafiach, które liczyły poniżej tysiąca wiernych.
Akcja była dokładnie zaplanowana przynajmniej na szczeblu administracji województwa lubelskiego i nadzorowana przez Komitet Koordynacyjny Dowództwa Okręgu Korpusu II w Lublinie pod kierownictwem gen. Mieczysława Smorawińskiego. W prace Komitetu Koordynacyjnego wzięli udział przedstawiciele ponad 20 polskich organizacji społecznych, władz administracyjnych i profesorowie Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Najwyższe władze II Rzeczypospolitej, w tym Prezes Rady Ministrów Felicjan Sławoj-Składkowski oraz Generalny Inspektor Sił Zbrojnych marszałek Edward Rydz-Śmigły, wiedziały o akcji i przynajmniej milcząco na nią przyzwalały. Metropolita Dionizy, zwierzchnik Kościoła Prawosławnego w Polsce, wysłał do nich dramatyczny telegram z prośbą o wstrzymanie działań, lecz bezskutecznie. Cenzura blokowała publikacje informacji i krytycznych opinii na temat burzenia cerkwi. Rozbiórkę organizowały zarządy gminne na polecenie starostów, a wykonywały ją oddziały straży pożarnej, wojskowe oddziały saperów, wynajęci robotnicy, a nawet więźniowie, pod osłoną wojska i policji. Zdarzały się przypadki bezczeszczenia świątyń i cmentarzy, a wobec ludności, nawet biernie obserwującej akty wandalizmu, stosowano przemoc: bito pałkami, kolbami karabinów, szczuto psami. W kilkunastu przypadkach doszło do czynnych wystąpień wiernych w obronie cerkwi, które były brutalnie tłumione "ze strugami krwi".
Akcja ta była całkowicie bezprawna i sprzeczna z konstytucyjnymi gwarancjami wolności sumienia i wyznania. Potwierdziło to orzeczenie Sądu Okręgowego w Zamościu, uniewinniające chłopów z Chmielek, gdzie sędzia Stanisław Markowski stwierdził, że "zamknięcie i zburzenie prawosławnej cerkwi nie miało ani prawnych, ani formalnych podstaw". Prezes Prokuratorii Generalnej, prof. Stanisław Bukowiecki, był gotów uznać ewentualne roszczenia majątkowe Kościoła Prawosławnego z tytułu zniszczenia obiektów sakralnych. Perspektywa wypłaty wielomilionowych odszkodowań przez państwo była jednym z głównych powodów uregulowania statusu prawnego Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego w latach 1938-1939.
Pamięć i Upamiętnienie
Tragiczne wydarzenia z 1938 roku są przypominane i upamiętniane. Książka historyka Grzegorza Kuprianowicza pt. "1938. Akcja burzenia cerkwi prawosławnych na Chełmszczyźnie i południowym Podlasiu" jest ważnym opracowaniem tego tematu. Z okazji 70. rocznicy akcji w 2008 roku prezydent Lech Kaczyński napisał, że "w działaniach władz każdego państwa podstawowe prawa i wartości nie mogą być pomijane czy ignorowane" i wyraził ubolewanie z powodu zła, które zostało wyrządzone. Prawosławny arcybiskup lubelsko-chełmski Abel podkreślił, że akcja ta była krzywdą materialną i moralną, która przyczyniła się do obecnego szczątkowego stanu Kościoła prawosławnego na tych terenach. Zorganizowano nabożeństwa, sympozja naukowe i wystawy poświęcone temu wydarzeniu.
Święta Góra Grabarka: Pożar i Odnowa Sanktuarium
Święta Góra Grabarka jest najważniejszym sanktuarium prawosławia w Polsce, nazywanym "prawosławną Częstochową". Jest to miejsce o wspaniałym klimacie i nieuchwytnej mocy, działające jak magnes na wiernych. Już od kilkuset lat ludzie podążają na Grabarkę, zwłaszcza na święto Przemienienia Pańskiego (18-19 sierpnia).
Historia Sanktuarium
Zdania historyków co do najstarszych dziejów Góry Grabarki są podzielone. Jedni łączą ją z kultem ikony Spasa (Chrystusa Zbawiciela), inni powstanie sanktuarium wiążą z początkiem XVIII wieku. Słynąca z cudów ikona Zbawiciela prawdopodobnie znajdowała się w pobliskim Mielniku. Miejscowa tradycja mówi, że kult ikony Zbawiciela zapoczątkowali mnisi. Góra Grabarka zasłynęła w 1710 roku, kiedy epidemia cholery dziesiątkowała mieszkańców okolic Siemiatycz. Pewien starzec miał objawienie, że ratunek znajdą na wzniesieniu na uroczysku Suminszczyzna. Przybyli więc na tę górę z krzyżem, pobożną modlitwą o ocalenie i zostali wysłuchani. W podziękowaniu Bogu za cud wzniesiono tam pierwszą drewnianą kapliczkę p.w. Przemienienia Pańskiego. Nie wiadomo, kto ją wybudował, ani jak wyglądała. Na jej miejscu w 1789 roku wzniesiono nową, większą cerkiew Przemienienia Pańskiego, która stała się miejscem kultu Chrystusa Zbawiciela. Cerkiew Przemienienia Pańskiego przetrwała wiele zawieruch wojennych i powstańczych. Była przebudowywana, remontowana i upiększana, m.in. w 1963 roku zakończyły się w niej prace ikonograficzne.
Pożar Głównej Cerkwi w 1990 Roku i Jej Odbudowa
Niestety, cerkiew Przemienienia Pańskiego nie przetrwała tragicznej nocy z 12 na 13 lipca 1990 roku. Wtedy podpalono drewnianą, ponad stuletnią cerkiew. Spłonęła doszczętnie, łącznie z dzwonami. Ocalała jedynie środkowa część Ewangelii i dwie ikony - św. Mikołaja i Chrystusa Zbawiciela. Był to ogromny cios dla prawosławnej społeczności. Jeden z komentujących przywołał historię pani Zosi, która nosiła ze sobą kawałek spalonego drewna z tej cerkwi, przekazany jej przez matkę jako pamiątkę.
Jeszcze w tym samym roku wmurowano kamień węgielny pod budowę nowej świątyni. Nowa cerkiew została wyświęcona w 1998 roku. J.E. Metropolita Sawa zwrócił się do wiernych z prośbą, aby wraz z krzyżami na święto Przemienienia przynosili ze sobą kamienie, co symbolicznie włączyło społeczność w proces odbudowy. Nowa cerkiew wyglądem nawiązuje do spalonej świątyni. Jest przestronniejsza, murowana, ale oszalowana drewnem. Autorami rekonstrukcji są architekci Jan Pawlicki i Krzysztof Rymsza-Mazur. Jan Pawlicki jest wnukiem Adama Stalony-Dobrzańskiego, który rozpisał starą cerkiew. Polichromie wykonał Jarosław Wiszenko z Mielnika, a ikony w ikonostasie napisali Michał i Barbara Pieczonkowie z Warszawy. Drewniane i miedziane elementy rzeźbiarskie, w tym dokładną rekonstrukcję Carskich Wrót, stworzył Wieczysław Szum z Siemiatycz.

Monaster i Życie Duchowe na Grabarce
W 1947 roku na Świętej Górze powstał pierwszy powojenny prawosławny żeński klasztor świętych Marty i Marii. Obowiązki przełożonej powierzono ihumenii Marii (Komstadius). W 1949 roku utworzono na Grabarce samodzielną parafię. W 1956 roku wyświęcono nową cerkiew ku czci ikony Bogurodzicy Wszystkich Strapionych Radość. Święta Góra Grabarka nazywana jest Górą krzyży i modlitwy, gdyż pielgrzymi przynoszą ze sobą tysiące krzyży, małe - te indywidualne, większe - przynoszone przez pielgrzymki zakładowe. Każdy z nich symbolizuje prośby o zdrowie, pomoc w trudnych chwilach czy spokój dusz zmarłych, a także podziękowania.
Oprócz tradycji dorocznego pielgrzymowania na święto Spasa, od maja 1980 roku odbywają się również młodzieżowe pielgrzymki paschalne, co dało początek Bractwu Młodzieży Prawosławnej. Grabarkę odwiedzali zwierzchnicy Kościołów prawosławnych, m.in. patriarcha Konstantynopola Bartłomiej I, zwierzchnik Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego patriarcha moskiewski i całej Rusi Cyryl I, a w 2016 - patriarcha Antiochii Jan X. W 2000 roku mnisi z Góry Athos podarowali Grabarce kopię cudotwórczej Iwierskiej Ikony Bogurodzicy, której historia sięga IX wieku.
Zasady Zwiedzania i Szacunek dla Miejsca
Grabarka to przede wszystkim miejsce święte, religijne, gdzie obowiązuje cisza, spokój, powaga, zaduma oraz odpowiedni strój i zachowania. Pielgrzymi często obchodzą cerkiew na kolanach. Należy szanować zakazy robienia zdjęć wewnątrz cerkwi i fotografowania mniszek. Ważne jest, aby pamiętać, że Grabarka jest dla prawosławnych tym samym, czym Częstochowa dla katolików - a nie tylko miejscem turystycznym. Nie należy wchodzić za ikonostas ani obrażać i komentować panujących w tym miejscu zwyczajów i tradycji. W dni powszednie można zwiedzać miejsce od 10 do 17, w niedzielę i święta (prawosławne) od 13 do 17. Warto zadzwonić i upewnić się, zwłaszcza w przypadku grup zorganizowanych.
tags: #podpalenie #cerkwii #w #polsce