Tragiczne wydarzenia z udziałem społeczności romskiej w regionie Nowego Sącza

W ostatnich latach region Nowego Sącza był świadkiem szeregu tragicznych wydarzeń, które dotknęły lokalną społeczność romską. Od pożarów z ofiarami śmiertelnymi, przez akty wandalizmu, po historyczny kontekst dyskryminacji i zagłady. Niniejsza artykuł przedstawia kronikę tych zdarzeń oraz szerokie tło historyczne, mające wpływ na postrzeganie i losy Romów na Sądecczyźnie.

Tragedia w Maszkowicach: Śmierć 3-letniego Santino

Pożar w osadzie romskiej i akcja ratunkowa

Dnia 7 grudnia, około godziny 13:39, do służb ratunkowych wpłynęło zgłoszenie o pożarze w jednym z domów w osadzie romskiej w Maszkowicach, gmina Łącko. Paliło się wnętrze domu wraz z całym jego wyposażeniem. W pożarze zginął 3-letni chłopiec, Santino, który spał w swoim łóżeczku, gdy ogień pojawił się w nielegalnej przybudówce, w której mieszkała jego rodzina. Mama chłopca była w innej części domu, u teściowej. Wyszła na chwilę z sześciomiesięczną wówczas córeczką Nadią na ręku, by zagrzać jej mleko, a ojciec był na terenie osiedla. W tym czasie wydarzyła się tragedia.

Pożar rozprzestrzenił się bardzo szybko, a temperatura wewnątrz budynku była tak wysoka, że początkowo nie dało się do niego wejść. Ochotnicy nie mogli przedostać się do wnętrza budynku ze względu na duży ogień. Strażacy zaryzykowali, ale po chwili musieli się wycofać. Kiedy temperatura nieco spadła, weszli ponownie. W środku znaleźli zwłoki, jak się później okazało, trzyletniego chłopca. Zwęglone ciało udało się wyciągnąć z budynku dopiero po półtorej godzinnej akcji. Strażacy wynieśli trzy butle z gazem, które na szczęście nie wybuchły. Na miejscu zdarzenia pracowało 9 zastępów straży pożarnej z Nowego Sącza, Jazowska, Łącka, Kadczy, Zagorzyna i Maszkowic.

The aftermath of a house fire in a Roma settlement in Maszkowice, showing firefighters and damaged structures.

Śledztwo prokuratury i wsparcie dla rodziny

Prokurator Rejonowy w Nowym Sączu, Jarosław Łukacz, podjął decyzję o wszczęciu śledztwa w sprawie pożaru. Postępowanie jest prowadzone w sprawie nieumyślnego sprowadzenia zdarzenia (pożaru) zagrażającego życiu lub zdrowiu wielu osób, następstwem którego była śmierć małoletniego dziecka. Śledztwo ma przede wszystkim odpowiedzieć na pytanie, jakie były przyczyny tego pożaru i ewentualnie ustalić osoby winne tej tragedii. Przeprowadzono oględziny miejsca zdarzenia, przesłuchano świadków i zlecono sekcję zwłok chłopca. Czekano na opinię, która miała odpowiedzieć na pytanie, co było bezpośrednią przyczyną zgonu.

Prokuratura Rejonowa w Nowym Sączu prowadzi postępowanie w związku ze spowodowaniem zdarzenia zagrażającego życiu lub zdrowiu wielu osób, w ramach którego wyjaśniana jest również kwestia samowoli budowlanej. Wójt Jan Dziedzina wielokrotnie ostrzegał, że samowole budowlane mogą doprowadzić do tragedii. Na razie nie wiadomo jednak, czy nielegalna przybudówka miała związek z pożarem.

Wielopokoleniowa rodzina, która w pożarze straciła dach nad głową, wprowadziła się do nowego kontenera mieszkalnego, postawionego dla nich przez gminę Łącko. Wójtowi Janowi Dziedzinie udało się go kupić za rządowe pieniądze, pozostałe z programu na rzecz integracji społeczności romskiej. Kontener kosztował 364 tysiące złotych. Parterowy budynek z mieszkalnym poddaszem wyróżnia się na tle pozostałych budowli romskiej osady. Podzielony został na trzy osobne mieszkania, każde z salonem połączonym z aneksem kuchennym i łazienką na parterze, oraz dodatkowym pokojem na piętrze. Wnętrza wyposażone są w nowe meble i białe ściany, a także centralne ogrzewanie.

Wspomnienia i prośby o pomoc

Mieszkańcy osady romskiej w Maszkowicach wciąż nie mogą otrząsnąć się po ubiegłorocznym pożarze. Maria Szczerba, babcia Santino, przyznała, że choć mają piękne łazienki i warunki, o jakich wcześniej mogliby pomarzyć, nie potrafią się z tego w pełni cieszyć. Stwierdziła, że jej wnuczek miał całe życie przed sobą i nie może pogodzić się z jego śmiercią. Andrzej Szczerba, dziadek chłopca, powiedział: „Zgodziłbym się żyć w najgorszych warunkach, gdyby to tylko przywróciło życie mojego wnuka”.

Teraz w miejscu, gdzie stało łóżeczko chłopca, Romowie budują kapliczkę. Mówią: „Będziemy się modlić do naszego aniołka, by nad nami czuwał”. Nieśmiało proszą jeszcze o niewielką pomoc, brakuje im talerzy i garnków, przydałaby się też pościel. Najbardziej jednak potrzebne jest łóżeczko, ponieważ mała wnuczka śpi w wózku, a ma już prawie roczek. Wkrótce ma urodzić się kolejny wnuk.

A memorial or kapliczka built in a Roma settlement, possibly at the site of the fire.

Podpalenie grobu Romów w Łososinie Górnej

Akt wandalizmu i reakcja rodziny

Na cmentarzu parafii Wszystkich Świętych w Łososinie Górnej doszło do dewastacji romskiego grobowca. Mieczysław Szczerba, prezes stowarzyszenia "Bergitka Roma", zastał zwęglone resztki wiązanek, pękniętą od gorąca nagrobną płytę i porozrzucane znicze. W tym miejscu spoczywa jego brat, Leszek, pochowany zaledwie dziewięć miesięcy wcześniej, oraz sześciu innych Romów.

Rodzina zmarłego i społeczność romska z Koszar są przekonane, że grobowiec podpalono celowo. Mieczysław Szczerba sugeruje, że to było celowe działanie, ponieważ widać, że ktoś dorzucał do ognia suche bukiety ściągnięte ze śmietnika obok. Rodzina zmarłego twierdzi, że pożar na cmentarnym grobowcu to nie był głupi wybryk czy zwykły akt wandalizmu, a przemyślane działanie wymierzone przeciwko mniejszości romskiej. Mężczyzna przypomina sobie, że niedawno jakiś chłopak odgrażał się im na cmentarzu. O sprawie powiadomiono limanowską policję, a śledczy z wydziału kryminalnego zabezpieczyli ślady na cmentarzu.

Damaged gravestone on a cemetery, with visible signs of fire and debris.

Reakcje społeczne i duchownych

Bracia zmarłego, Marek i Sławomir, mieli żal do miejscowego proboszcza, księdza Stanisława Kowalika, że nie przyszedł na cmentarz i nie ogłosił tej sprawy wiernym z ambony. Proboszcz zasłaniał się brakiem czasu, twierdząc, że Romowie przyszli do niego na chwilę przed mszą, zachowywali się głośno, a później musiał iść na zapowiadaną wcześniej kolędę. Uważa, że Romowie podeszli do sprawy zbyt emocjonalnie i być może do zaprószenia ognia doszło przez przypadek. Przekonuje, że w jego parafii nie ma dyskryminacji czy prześladowania Romów.

Jeden z miejscowych strażaków OSP relacjonował, że koledzy zauważyli duży ogień i dym, myśląc, że pali się kościół. Ostatecznie ogień został ugaszony. Sołtys z Łososiny Górnej, Monika Pytel, dowiedziała się o zdarzeniu od nas i uważa, że ogień wybuchł przypadkowo, wskazując, że Romowie dbają o to, by na grobach było bardzo dużo zniczy i kwiatów.

Duszpasterz Romów w Polsce, ksiądz Stanisław Opocki, był zaskoczony i zbulwersowany wiadomościami z Łososiny Górnej. Stwierdził, że jeśli to działanie celowe, to nie można tego określić inaczej niż wandalizm, chuligański wybryk, godny potępienia. Podkreślił, że Romowie bardzo szanują zmarłych, a podpalenie grobu to u nich niewybaczalny afront, uderzenie w ich kulturę i sacrum. Rzecznik policji w Limanowej, Stanisław Piegza, zaznaczył, że eksperci określą przyczynę pojawienia się ognia i nie można wykluczyć żadnej wersji, w tym tej, że pożar był przypadkowy na skutek wywrócenia się znicza od podmuchu wiatru.

Seryjne podpalenia w Nowym Sączu i okolicach

W Nowym Sączu i okolicach grasują seryjni podpalacze, którzy zazwyczaj podkładają ogień w pustostanach. Co kilka dni strażacy wyjeżdżają na akcję, a tylko w kwietniu straż pożarna odebrała aż 20 zgłoszeń. Jak ustalili specjaliści, we wszystkich przypadkach było to podpalenie. Piromani są najbardziej aktywni w okolicach Starego Sącza i Popowic. Po serii podpaleń strażacy nawiązali współpracę z policją. Strażacy ostrzegają przed ogniem, zwłaszcza na terenach górzystych, gdzie ogień rozprzestrzenia się jeszcze szybciej. Przy silnym wietrze pożar może rozprzestrzenić się z ogródków działkowych na teren zabudowań mieszkalnych.

Historyczny kontekst i stereotypy Romów na Sądecczyźnie

Pochodzenie i wczesne osadnictwo

Tematyka losów ludności romskiej na Sądecczyźnie nie była nigdy szeroko poruszana przez regionalistów, choć ukazały się pojedyncze artykuły i publikacje poświęcone ich wizerunkowi i problemom. Romski Holokaust (Porajmos) w historii II wojny światowej to wciąż biała plama, choć nieliczni Romowie pozostawili swoje relacje, będące bezcennym źródłem.

Od samego początku "inność" społeczności romskiej związana była z jej pochodzeniem, kulturą, stylem życia i jedzeniem. Już w dawnych wiekach pisano o indyjskich korzeniach tej grupy, choć teorie te ewoluowały. Możemy przypuszczać, że w regionie Romowie pojawili się w XV wieku, prawdopodobnie z Węgier. W XVI wieku odnotowano wieś Cyganowice (Czigunowycze) pod Starym Sączem, gdzie Jerzy Ficowski dopatruje się początków osadnictwa grupy Bergitka Roma, czyli Cyganów Karpackich, z którymi związani są dzisiejsi Romowie zamieszkujący Sądecczyznę.

Map of historical Roma migration routes into Central Europe, highlighting the Carpathian region.

Dyskryminacja i stereotypy na przestrzeni wieków

Dyskryminujące Romów przepisy wprowadziła już cesarzowa Maria Teresa, w ramach oświeceniowej polityki państwa austro-węgierskiego. W 1782 roku Józef II wydał szereg rozporządzeń, które miały przymusowo ucywilizować Cyganów, zakazując im używania różnobarwnej odzieży, mówienia w języku romani oraz posiadania koni. Romowie uciekali zarówno przed tymi przepisami, jak i przed prześladowaniami, nadal zajmując się tradycyjnymi zajęciami i zdobywając uznanie jako muzycy.

Od XIX wieku w prasie, docierającej także na Sądecczyznę, przedstawiano Romów negatywnie. W 1857 roku "Gazeta Lwowska" porównywała ich fizycznie do „murzynów”, zarzucano im kradzieże koni, oszustwa, a nawet kradzież dzieci. Pomimo tych stereotypów i braku religijności, ich wróżby i zioła cieszyły się popularnością. Okres międzywojenny zerwał z krzewieniem tych negatywnych stereotypów w prasie, ale utrwalane przez pokolenia przekonania były już nieodwracalnie zagnieżdżone w powszechnej świadomości.

Porajmos - Zagłada Romów w czasie II wojny światowej

II wojna światowa stała się najczarniejszą kartą w dziejach Romów. Hitler uważał ich, podobnie jak Żydów i ludność czarnoskórą, za zagrożenie dla czystości rasy. „Kwestią cygańską” zajął się dr Robert Ritter, który badał liczebność Romów i ich cechy. Pseudoteorie, takie jak wrodzona zdolność do kradzieży, doprowadziły do decyzji o likwidacji ludności romskiej.

Zapisy dyskryminujące Romów znalazły się już w ustawach norymberskich. 17 października 1939 roku Himmler zakazał Cyganom opuszczania miejsc zamieszkania i nakazał sporządzić rejestry. 27 kwietnia 1940 roku polecił wysyłanie Romów do obozów koncentracyjnych lub gett żydowskich. Większość z nich poniosła śmierć w licznych egzekucjach, a nie w obozach pracy. Niemcy obawiali się umieszczania Romów w obozach ze względu na ich świetną orientację w terenie.

The Forgotten Victims Of World War II - Europe's Gypsies in World War II - War Documentary

Relacje świadków i eksterminacja pozaobozowa

Antoni Goga z Rytra wspominał, że po początkowo względnym spokoju, około 1941 roku Niemcy zaczęli stosować represje, zatrzymywali tabory, zabierali dobytek i wywozili do obozów. W okolicach Bochni doszło do tragedii, gdzie Niemcy rozstrzelali czworo najstarszych Romów, pobito kobiety i dzieci, a wozy i konie zostały zabrane. Następnie około 40 osób przewieziono do aresztu w Tarnowie, a później do żydowskiego getta.

Na południu Polski znane są przykłady eksterminacji Romów, np. w Szczurowej koło Brzeska, gdzie rozstrzelano 98 osób. W 1942 roku w Żabnie zabito 47 Romów. Niemcy robili to z przekonaniem, wierząc, że nie strzelają do ludzi. Relacja Mojżesza Bergmana opisuje dużą egzekucję w Krzyżówce, gdzie Żydów i Romów zmuszono do kopania mogił, a następnie rozstrzelano.

Obóz w Auschwitz-Birkenau - Zigeunerlager

Prawdziwym symbolem eksterminacji Romów stał się obóz KL Auschwitz II-Birkenau, gdzie znajdował się sektor cygański - Zigeunerlager. Tutaj śmierć spotkała wielu Romów z Sądecczyzny. Pierwsze większe transporty romskie do obozu trafiły w 1943 roku. Obóz cygański, będący dawnymi stajniami kawaleryjskimi, był terenem wyjątkowo nieprzyjaznym do życia. Był to Familienlagier, czyli obóz rodzinny, jednak warunki były katastrofalne. Romowie byli oznaczani czarnymi trójkątami i literą „Z” od Zigeuner. Mimo że początkowo nie pracowali, po wybuchu chorób byli zatrudniani do prac. Społeczność romska pochodziła z różnych krajów, a w 1943 roku liczyła niemal 20 tysięcy ludzi.

W obozie panowały straszne warunki sanitarne, szerzyły się choroby takie jak tyfus plamisty, gruźlica i świerzb. Od marca do września 1943 roku zmarło 7 tysięcy osób. 2 sierpnia 1944 roku Niemcy przystąpili do likwidacji obozu cygańskiego, wywożąc część Romów do innych obozów. Likwidację nadzorował dr Mengele. Niewielu sądeckich i limanowskich Romów przeżyło to piekło, a trauma często sprawiała, że nie chcieli mówić o wydarzeniach wojennych.

tags: #podpalenie #cyganow #nowy #sacz