Makabryczne podpalenia w Łodzi

Ostatnie doniesienia z Łodzi wstrząsnęły opinią publiczną, ujawniając szczegóły dwóch brutalnych incydentów podpaleń, które miały miejsce w mieście, jeden z nich na łódzkim Olechowie. Obydwa przypadki charakteryzuje szczególne okrucieństwo i tragiczny finał.

Najnowszy incydent: Podpalenie na przystanku w Łodzi (Marzec 2024)

Okoliczności tragicznego zdarzenia

Kolejne szokujące doniesienia po tragedii, jaka przed kilkoma dniami rozegrała się na jednym z łódzkich przystanków. W środku nocy żywcem spłonął tam mężczyzna. Policja i prokuratura badają okoliczności makabrycznej śmierci mężczyzny na przystanku Pomorska-Konstytucyjna w Łodzi, do którego doszło w nocy z wtorku na środę (19/20 marca). Do zdarzenia doszło w nocy z 19 na 20 marca, a jak wynika z nagrań kamery monitoringu, podejrzany stał niedaleko, patrząc, jak ofiara płonie i nie wzywając pomocy. Chwile grozy uchwyciły kamery monitoringu, a dramatyczny pożar zauważyła i zgłosiła dopiero kobieta, która dostrzegła płomienie z okna swojego mieszkania.

Zrekonstruowana scena podpalenia na przystanku, ukazująca płonącą postać i stojącego obok obserwatora

Podejrzany i przebieg zdarzeń

Podejrzany o dokonanie tej zbrodni, 33-latek, usłyszał zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. W piątek, 22 marca, odbyło się przesłuchanie 33-latka, który jest podejrzany o podpalenie mężczyzny na przystanku, w wyniku czego poszkodowany spłonął. Prokuratura Rejonowa Łódź - Śródmieście przedstawiła zatrzymanemu zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem.

Jak ujawnia Krzysztof Kopania z Prokuratury Okręgowej w Łodzi, zatrzymany 33-latek potwierdził, że był na miejscu zdarzenia, jednak stanowczo zaprzeczył, że to on podpalił pokrzywdzonego. Mężczyzna nie przyznaje się do winy. Podczas przesłuchania 33-latek nie przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu.

Mężczyzna płonął i umierał w mękach na oczach 33-latka. Dlaczego ten nie udzielił mu pomocy, skoro - jak twierdzi - to nie on go podpalił? Podejrzany nie był w stanie tego logicznie wytłumaczyć śledczym. Jak informuje prok. Kopania, dowody wskazują, że podejrzany pozostawał na miejscu zdarzenia do czasu przyjazdu służb ratowniczych, w tym do ukończenia akcji gaśniczej prowadzonej przez straż pożarną.

Wedle ustaleń śledczych, 33-letni mieszkaniec Łodzi przyjechał na ulicę Narutowicza z odległego Olechowa, a później na piechotę przyszedł na Pomorską. Był wcześniej widziany, gdy kupował kilka butelek z piwem w jednym z marketów, które najprawdopodobniej spożył. Na Pomorskiej miał najpierw usiłować podpalić banery wyborcze, ale te działania były bezskuteczne. Ostatecznie, jak informuje prokuratura, zdecydował się podpalić zarost zmarłego, który prawdopodobnie zasnął na miejscu zdarzenia. Gdy pożar objął całe ciało poszkodowanego, domniemany sprawca stał tylko i patrzył na śmierć ofiary, nie wzywając pomocy.

Śledztwo i status podejrzanego

Zarówno oględziny przeprowadzone na miejscu zdarzenia, jak i sekcja zwłok wykazały, że pokrzywdzony zmarł śmiercią gwałtowną na skutek działania bardzo wysokiej temperatury i płomieni. Śledczy zawnioskowali do sądu o umieszczenie zatrzymanego w areszcie tymczasowym. Sąd zadecydował o trzymiesięcznym areszcie dla 33-letniego podejrzanego o zabójstwo. Jak ujawnia prok. Kopania, nie ma przeciwwskazań do tego, by osadzić 33-latka w warunkach aresztu śledczego. Podejrzanemu grozi kara pozbawienia wolności w wymiarze nie niższym niż lat 15, z dożywociem włącznie.

W śledztwie planowane jest poddanie podejrzanego badaniom sądowo-psychiatrycznym. Potrzeba taka podyktowana jest choćby samymi okolicznościami zarzuconej zatrzymanemu zbrodni, jak i ustaleniami dotyczącymi stanu zdrowia psychicznego, o których bliższych informacji przekazać nie można.

Nieustalona tożsamość ofiary

Jak dotąd nie udało się ustalić tożsamości tragicznie zmarłego mężczyzny. Mimo szeroko zakrojonych działań dotychczas nie udało się ustalić tożsamości pokrzywdzonego. Śledczy pobrali od ofiary materiał DNA, ale - jak podkreślają - do badań potrzebna jest próbka, z którą można by go porównać. Z ustaleń śledczych wynika, że był to mężczyzna w średnim wieku, o wzroście 176 cm i zgarbionej posturze. Jest on prawdopodobnie osobą bezdomną.

Osoby mające jakiekolwiek informacje, które mogłyby być pomocne w ustaleniu tożsamości ofiary, proszone są o zgłaszanie się do Prokuratury Rejonowej Łódź - Śródmieście bądź do łódzkiej policji.

Podpalenie na Olechowie w 2017 roku: Sprawa Krzysztofa K.

Okoliczności i zatrzymanie

W maju 2017 roku, dokładnie 30 maja, policjanci otrzymali zawiadomienie o podpaleniu bezdomnego w okolicach ulicy Henryka Brodatego na łódzkim Olechowie. Po interwencji mężczyzna z rozległymi oparzeniami trafił do szpitala w Łodzi; lekarze ocenili, że jego życie było zagrożone. Na miejscu zdarzenia funkcjonariusze przeprowadzili oględziny i rozpoczęli poszukiwania sprawcy. Po intensywnym śledztwie oraz analizie materiałów z monitoringu, tydzień później zatrzymali 38-letniego (w innym miejscu 39-letniego) mężczyznę, Krzysztofa K.

Zdjęcie przedstawiające wejście do sądu w Łodzi

Proces i wyrok

Prokuratura zarzuciła Krzysztofowi K. zbrodnię ze szczególnym okrucieństwem, polegającą na oblaniu alkoholem i podpaleniu innego bezdomnego, 56-letniego Ireneusza K., który płonął jak pochodnia, a potem zmarł. Sąd Okręgowy w Łodzi wydał wyrok 25 lat więzienia dla 39-letniego Krzysztofa K. Wyrok ten nie jest prawomocny, a prokurator, który domagał się dożywocia, nie wyklucza apelacji.

Uzasadniając wyrok w sprawie tragedii, do której doszło 30 maja 2017 roku, sędzia Przemysław Zabłocki zaznaczył: "Oskarżony celowo, a nie przypadkowo, oblał pokrzywdzonego i celowo go podpalił. Działał ze szczególnym okrucieństwem, o czym świadczą wielki ból i cierpienie pokrzywdzonego." Sędzia Zabłocki oznajmił, że kara jest adekwatna do popełnionego czynu.

Sędzia zauważył, że dożywocie jest orzekane, gdy za oskarżonym nie przemawiają żadne okoliczności łagodzące. W tym przypadku były takie okoliczności, gdyż Krzysztof K. po podpaleniu znajomego próbował go ratować poprzez gaszenie wodą. Okoliczności obciążające 39-latka to fakt, że był karany i nietrzeźwy, a swój okrutny czyn dopuścił się z błahych powodów - podejrzewał adwersarza o zabranie pieniędzy.

Krzysztof K. spokojnie przyjął surowy wyrok, a nawet poparł wniosek prokuratury o przedłużenie aresztu, co jest zachowaniem wyjątkowym wśród oskarżonych. Prokurator Marcin Groja nie był do końca usatysfakcjonowany wyrokiem i nie wykluczył apelacji po otrzymaniu pisemnego uzasadnienia.

tags: #podpalenie #czowieka #na #olechowie