Artykuł przedstawia szczegółową relację z wydarzeń związanych z podpaleniem domu dyrektorki Urzędu Kontroli Skarbowej w Bydgoszczy, Agaty Kasicy, w grudniu 2003 roku, w którym śmierć poniósł jej mąż. Opisane są kolejne etapy śledztwa, od początkowego umorzenia, przez jego wznowienie, aż po aresztowania wykonawcy i identyfikację domniemanych zleceniodawców.
Tragiczny pożar w 2003 roku
W nocy z 21 na 22 grudnia 2003 roku doszło do pożaru jednorodzinnego domu dyrektorki Urzędu Kontroli Skarbowej w Bydgoszczy, Agaty Kasicy, oraz jej męża Kazimierza. Posesja znajdowała się przy ulicy Grajewskiej w bydgoskiej dzielnicy willowej. Nieznany sprawca podrzucił kanister z benzyną do pomieszczeń na parterze budynku, a następnie go podpalił.

Agata Kasica zdołała wydostać się na zewnątrz przez balkon na piętrze, uciekając przed płomieniami. Jej 68-letni mąż, Kazimierz Kasica, podjął próbę gaszenia pożaru, w wyniku czego został ciężko poparzony. Przewieziono go natychmiast do specjalistycznej kliniki w Siemianowicach Śląskich, jednak mimo wysiłków lekarzy, zmarł po tygodniu.
Początek śledztwa i umorzenie sprawy
Schwytanie sprawcy podpalenia uznano wówczas za priorytet. Parlamentarzyści apelowali do ministra sprawiedliwości o osobisty nadzór nad śledztwem, a także obiecano nagrodę w wysokości 50 tys. zł za informacje, które pomogą wyjaśnić zagadkę. Śledczy niemal od razu podejrzewali, że było to podpalenie. Monika Chlebicz, rzecznik prasowy bydgoskiej KWP, wyjaśniła, że powołano kilku biegłych, m.in. z dziedziny pożarnictwa i medycyny sądowej, oraz uzyskano ekspertyzy fizykochemiczne.

Mimo zebranych dowodów, pierwsze dochodzenie w tej sprawie utknęło w martwym punkcie i zostało umorzone w 2005 roku z powodu braku wykrycia podpalacza.
Wznowienie śledztwa i przełom po latach
Dziewięć lat po tragedii, na początku listopada 2012 roku, prokuratura bydgoska poinformowała o znaczącym przełomie w śledztwie. Śledztwo zostało wznowione, a policja zatrzymała 48-letniego bydgoszczanina Krzysztofa J., domniemanego podpalacza. Krzysztofa J. zatrzymano na terenie Niemiec i przewieziono do aresztu w Koszalinie, gdzie oczekiwał na proces w związku ze sprawą włamania do muzeum, z którą również miał związek.

Monika Chlebicz, rzeczniczka kujawsko-pomorskiej policji, podkreśliła, że przesłuchanie zatrzymanego oraz zebrane przez policję dowody pozwoliły na postawienie mu zarzutów związanych z pożarem. Mężczyznę podejrzewanego o związek ze sprawą podpalenia domu dyrektorki Urzędu Kontroli Skarbowej doprowadzono do prokuratury w Bydgoszczy. Marek Dydyszko, zastępca Prokuratora Okręgowego w Bydgoszczy, potwierdził doprowadzenie mężczyzny z Aresztu Śledczego w Koszalinie.
Zarzuty i profil Krzysztofa J.
W listopadzie 2012 roku Krzysztof J. usłyszał zarzut podpalenia domu Agaty i Kazimierza Kasiców oraz związany z tym zarzut zabójstwa Kazimierza Kasicy. Sąd Okręgowy w Bydgoszczy podjął decyzję o trzymiesięcznym areszcie dla zatrzymanego. Domniemany podpalacz okazał się osobą wielokrotnie notowaną za przestępstwa kryminalne w Polsce i Niemczech, w tym za kradzieże. W opinii prokuratury, Krzysztof J. był jedynie wykonawcą zlecenia.
Identyfikacja zleceniodawców podpalenia
Prokuratura Okręgowa w Bydgoszczy zidentyfikowała zleceniodawców podpalenia domu szefowej policji skarbowej i postawiła im zarzuty. Już w maju 2011 roku przedstawiono im zarzuty poszukiwania osoby gotowej do zniszczenia mienia oraz nakłaniania do zniszczenia mienia, za co grozi im kara od trzech miesięcy do pięciu lat pozbawienia wolności. Rzecznik bydgoskiej prokuratury, Jan Bednarek, zaznaczył, że dla dobra śledztwa nie ujawniano żadnych szczegółów tej sprawy.
Powołując się na anonimowe źródło, "Gazeta Wyborcza" ujawniła, że podpalenie domu miał zlecić znany w Bydgoszczy przedsiębiorca działający w branży paliwowo-motoryzacyjnej, Andrzej D. Zarówno on, jak i jego wspólnik, który wyszukał osobę gotową podłożyć ogień, pozostali na wolności, gdyż - jak zaznaczył rzecznik prokuratury - nie zachodziła obawa mataczenia z ich strony.
Reakcja Andrzeja D. i zeznania świadka
Andrzej D. kategorycznie zaprzeczył zarzutom, określając je jako pomówienie. Stwierdził: "To pomówienie. Nie mam z tym nic wspólnego." Przyznał jednak, że był przesłuchany w tej sprawie. D. opowiedział o konfrontacji ze świadkiem, który wcześniej miał wskazać go jako inicjatora podpalenia. Według D., ten człowiek, rzekomo świadek koronny, w obecności prokuratora i patrząc mu w oczy, przyznał, że wskazał niewłaściwą osobę. Andrzej D. podkreślił, że ma w biznesowym środowisku nieposzlakowaną opinię i nie miał zatargów z UKS, dodając: "Nie mogę pozwolić, by padł na mnie cień podejrzeń."
Nowe dowody i apel pokrzywdzonej
Wiosną 2013 roku ujawnił się nowy świadek w sprawie, Eugeniusz K. Przekazał on "Expressowi Bydgoskiemu" informacje, że pamiętnej nocy, około godziny 2, widział pędzący w kierunku ulicy Nakielskiej zielony polonez caro. Świadek zastanawiał się, czy był to samochód, którym uciekał podpalacz. Twierdził, że zgłosił się do policji zaraz po pożarze, jednak przez dziesięć lat nikt go w tej sprawie nie przesłuchał. Jan Bednarek krótko potwierdził: "Mogę potwierdzić, że mamy już zeznania tego nowego świadka."
Śledczy z Prokuratury Okręgowej w Bydgoszczy byli w fazie kończenia postępowania w sprawie pożaru. Agata Kasica wyraziła nadzieję na całkowite wyjaśnienie sprawy: "Chcę tylko, by wyjaśniono tę sprawę raz na zawsze."
tags: #podpalenie #domu #dyrektora #uks #bydgoszcz