Czerwiec 1976 roku to jeden z tragicznych „polskich miesięcy” w historii Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej (PRL), charakteryzujący się wybuchem masowych strajków i protestów po ogłoszeniu drastycznych podwyżek cen urzędowych. Protesty te, krwawo tłumione przez komunistyczne władze, zapoczątkowały nowy etap w walce społeczeństwa z reżimem i przyczyniły się do powstania zorganizowanej opozycji demokratycznej.

Kontekst gospodarczy i polityczny przed Czerwcem 1976
Edward Gierek przejął władzę w Polsce w 1970 roku, a początek jego „epoki” zapamiętany został jako czas dużych inwestycji, budowy infrastruktury i ogólnego podniesienia poziomu życia zwykłych Polaków. Ten gierkowski „cud gospodarczy” był w dużej mierze realizowany dzięki zaciąganiu licznych i potężnych zagranicznych kredytów. Płace w tym okresie wzrosły o blisko 40%, a dochód narodowy o 60%. Znacząco wzrosła również dostępność różnego rodzaju produktów konsumpcyjnych, w tym samochodów, które były niemal niedostępne w czasach rządów Władysława Gomułki. Jednocześnie blisko 30% społeczeństwa żyło poniżej minimum socjalnego.
Życie na kredyt nie mogło jednak trwać wiecznie. W połowie lat 70. chwilowy „boom” zaczął wyhamowywać, a ok. 1975 roku pojawiły się pierwsze niepokojące przejawy recesji. Bardzo szybko rosło zadłużenie państwa. Edward Gierek zdawał sobie sprawę z nadchodzących problemów. Nastroje społeczne wciąż były w miarę dobre, co wynikało między innymi z zamrożenia od 1971 roku cen wszystkich podstawowych produktów. Już pod koniec 1975 roku władze musiały jednak ogłosić, że podwyżki cen niektórych produktów są nieuniknione.
Zapowiedź podwyżek i przygotowania władz
Komuniści postanowili przygotować społeczeństwo do zbliżających się podwyżek cen urzędowych. Ludziom tłumaczono, że podwyżki są konieczne i wynikają „ze wzrostu cen na światowych rynkach”. Władze, licząc się z możliwością społecznego buntu, podjęły działania wyprzedzające. W maju w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych (MSW) rozpoczęto realizację operacji „Lato 76”. Sprawdzano gotowość jednostek Milicji Obywatelskiej (MO) i tworzono specjalne grupy śledcze mające wyławiać „prowodyrów” ewentualnych zajść. Władze były zdeterminowane, aby nie powtórzył się scenariusz z grudnia 1970 roku, dlatego oddziałom Zmotoryzowanych Odwodów Milicji Obywatelskiej (ZOMO) zakazano użycia broni palnej, a decyzje o jej użyciu mógł podjąć osobiście jedynie szef MSW.
24 czerwca 1976 roku premier Piotr Jaroszewicz podczas przemówienia w Sejmie, transmitowanego przez radio i telewizję, ogłosił w zawoalowany sposób drastyczną podwyżkę cen detalicznych wielu artykułów żywnościowych. Formalnie zapowiedział zgłoszenie projektu podwyżek cen pod „konsultacje społeczne”, choć w rzeczywistości władze wydrukowały już nowe cenniki. Podwyżki były znaczne: mięso i ryby miały zdrożeć o 69%, nabiał o 64%, ryż o 150%, a cukier o 90%. Podwyżka miała być wprowadzona już w poniedziałek 28 czerwca, co dawało zaledwie trzy dni na rzekome „konsultacje”. Miały ją łagodzić rekompensaty do płac, które jednak okazały się niesprawiedliwe: zarabiający poniżej 1300 zł mieli otrzymać 240 zł, natomiast zarabiający powyżej 6000 zł - 600 zł. Ten sposób wprowadzania podwyżek, wraz z niesprawiedliwymi rekompensatami i fikcyjnymi konsultacjami, przyczynił się do sprowokowania wybuchu społecznego niezadowolenia.
Ówczesny redaktor naczelny „Polityki” Mieczysław Rakowski notował w swoich „Dziennikach politycznych 1976-1978”: „W południe spotkałem się z Andrzejem Werblanem. Informuje mnie, że kilka dni temu był świadkiem rozmowy, z której wynikało, że wcale nie myślano o rzeczywistych konsultacjach. To zrozumiałe. Szumnie zapowiadane konsultacje ze społeczeństwem nigdy nie były traktowane serio. Zbierano najwyżej aktyw i informowano go o pewnych zamierzeniach. Już w czasie dyskusji nad projektem poprawek do konsytuacji, o których tak wiele mówiono i pisano w prasie, od początku do końca były zwyczajną lipą.”
Fala protestów 25 czerwca 1976 roku
Dzień po wystąpieniu Jaroszewicza, 25 czerwca, strajki i demonstracje uliczne wybuchły w całej Polsce. Według różnych statystyk Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, w protestach uczestniczyło od 70 do 80 tysięcy osób w co najmniej 90-112 zakładach pracy na terenie 24 województw. Najdramatyczniejszy przebieg miały w Radomiu, Ursusie i Płocku.
Protest w Radomiu
W Radomiu strajk rozpoczęli robotnicy Zakładów Metalowych im. gen. Waltera. Wyszedłszy ze swojej fabryki na ulice, ruszyli w stronę gmachu Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (KW PZPR), powiadamiając po drodze pracowników innych zakładów. Do protestu przyłączyły się załogi 25 najważniejszych przedsiębiorstw miasta, łącznie około 17 tysięcy osób. W kulminacyjnym momencie na ulicach Radomia demonstrowało około 20-25 tysięcy ludzi. Demonstranci, którzy weszli do budynku KW PZPR, nakłonili I sekretarza Janusza Prokopiaka do przekazania do Warszawy żądania odwołania podwyżki.
Po dwóch godzinach oczekiwania okazało się, że w budynku nie ma już przedstawicieli partii, gdyż zostali ewakuowani przez funkcjonariuszy MO i Służby Bezpieczeństwa (SB). Wzburzony tłum zaczął niszczyć wyposażenie, a przed godziną 15:00 gmach KW PZPR został podpalony. Atakowano również budynek Wojewódzkiej Komendy MO i Urzędu Wojewódzkiego, doszło także do dewastacji sklepów i kradzieży.

W odpowiedzi na zamieszki, funkcjonujący w MSW sztab operacji „Lato 76” skierował do Radomia oddziały ZOMO z Warszawy, Łodzi, Kielc i Lublina oraz słuchaczy Wyższej Szkoły Oficerskiej MO w Szczytnie. Wieczorem zwarte oddziały MO liczyły około 1550 funkcjonariuszy. Doszło do gwałtownych walk ulicznych, w czasie których młodzi ludzie wznosili barykady, rzucali kamieniami, cegłami, wyrwanym brukiem, a nawet butelkami z benzyną. MO posługiwała się pałkami, armatkami wodnymi i gazami łzawiącymi. W ich początkowej fazie, w tragicznym wypadku, zginęło dwóch demonstrantów - Jan Łabęcki i Tadeusz Ząbecki - zabici przez rozpędzoną przyczepę wypełnioną betonowymi płytami, którą spychali w kierunku zbliżających się zomowców. Oddziały milicji opanowały sytuację w mieście dopiero późnym wieczorem.

Protest w Ursusie
W Zakładach Mechanicznych Ursus pod Warszawą od rana strajkowało niemal 90% załogi. Robotnicy, udając się pod gmach dyrekcji, usłyszeli jedynie wezwania do powrotu do pracy. Wyszli więc na pobliskie tory kolejowe, łączące Warszawę z Łodzią, Poznaniem i Katowicami, aby poinformować innych mieszkańców Polski o strajku. Ponad tysiąc osób siedzących na torowisku tworzyło żywą zaporę, zatrzymując pociągi. Aby na trwałe zablokować tory, demonstranci próbowali przeciąć szyny palnikiem acetylenowym, a gdy to się nie udało, rozkręcili je i w powstałą wyrwę zepchnęli lokomotywę. Interwencja milicji nastąpiła około godziny 21:30.

Rocznica strajków w Ursusie, Radomiu i Płocku z 1976 r. Bogdan Bujak dla Historia toczy się dziś
Protest w Płocku
W Płocku strajk zaczął się 25 czerwca rano w Mazowieckich Zakładach Rafineryjnych i Petrochemicznych. Po zakończeniu pierwszej zmiany, około godziny 14:00, przy jednej z bram doszło do spontanicznego wiecu, w którym wzięło udział kilkaset osób. Część z nich ruszyła w kierunku gmachu KW PZPR. Około godziny 17:00 tłum przed siedzibą partii liczył 2-3 tysiące osób. Do zebranych przemówił I sekretarz KW Franciszek Tekliński. Część manifestantów ruszyła też w stronę innych zakładów, ale ich pracownicy nie przyłączyli się do protestu. Po ogłoszeniu komunikatu o odwołaniu podwyżki budynek KW obrzucono kamieniami, wybito kilka szyb i zaatakowano radiowóz straży pożarnej. Wieczorem, około godziny 21:00, demonstrantów zaatakowały oddziały ZOMO z Łodzi.

Szeroki zasięg strajków
Czerwiec 1976 to fala strajków i demonstracji ulicznych, jakie miały miejsce 25 czerwca 1976 roku, obejmująca około 70-80 tys. osób w co najmniej 90 zakładach pracy na terenie 24 województw. Chociaż w pamięci społecznej najsilniej zapisały się wydarzenia z Radomia, Ursusa i Płocka, wystąpienia społeczne i strajki miały miejsce również w innych miastach. Strajkowano między innymi:
- W Gdańsku: Stocznia Gdańska im. Lenina (około 10 tys. pracowników), Gdańskie Zakłady Mechanizacji Budownictwa ZREMB, Gdańskie Przedsiębiorstwo Instalacji Sanitarnych, Gdańskie Przedsiębiorstwo Budownictwa Przemysłowego.
- W Pruszczu Gdańskim: Przedsiębiorstwo Remontowo-Montażowe, Fabryka Aparatury Mleczarskiej, Przedsiębiorstwo Remontowo-Montażowe Przemysłu Okrętowego „Budimor”.
- W Elblągu i okolicach: blisko 7 tys. osób w dziesięciu zakładach, m.in. w elbląskich zakładach „Zamech”, w Elbląskim Przedsiębiorstwie Budowlanym, w Fabryce Mebli im. Wielkiego Proletariatu, Zakładach Napraw Samochodowych, Spółdzielni Pracy „Plastik”, Zakładach Armatury Samochodowej „Polmo”, Zakładach Naprawczych Mechanizacji Rolnictwa, Zakładach Odzieżowych „Truso”, Fabryce Makaronów w Malborku.
- W Łodzi: 3,6-3,8 tys. robotników w zakładach im. Obrońców Pokoju, zakładach odzieżowych „Emfor” im. Małgorzaty Fornalskiej, fabryce dywanów „Dywilan”, zakładach dziewiarskich „Femina”, przędzalni bawełny im. gen. Waltera, zakładach „Poltex” - oddziałach przy ul. Strzelczyka, w zakładach PZL „Delta”, „Polmo”, „Prema-Hydros”, fabryce transformatorów „Elta”.
- W Szczecinie: Stocznia Remontowa „Gryfia”, Pomorskie Przedsiębiorstwo Budowy Elektrowni i Przemysłu, Szczecińskie Przedsiębiorstwo Budownictwa Ogólnego nr 3, centralne warsztaty Wojewódzkiego Przedsiębiorstwa Komunikacji Miejskiej, a ponadto w Elektrowni „Dolna Odra” koło Gryfina.
- W Warszawie i województwie warszawskim: około 17 tys. osób w piętnastu zakładach, m.in. w Fabryce Wyrobów Precyzyjnych im. gen. Świerczewskiego.
- W mniejszych miejscowościach, m.in. w Świdnickiej Fabryce Urządzeń Przemysłowych, Głuszyckich Zakładach Przemysłu Bawełnianego „Piast”, w Świebodzicach w zakładach „Mera-Refa”, Fabryce Urządzeń Klimatyzacyjno-Wentylacyjnych „Klimator” i fabryce „Defalin”.
- W województwie poznańskim: Poznańska Fabryka Łożysk Tocznych oraz w Fabryce Narzędzi Chirurgicznych „Chifa” w Nowym Tomyślu.
- Pojedyncze akcje strajkowe przeprowadzono m.in. w Białej Podlaskiej (Huta Szkła), Białymstoku (Fabryka Przyrządów i Uchwytów „Ponar-Bial”, Baza Remontowa PKS, Przedsiębiorstwo Ceramiki Budowlanej, Białostockie Zakłady Przemysłu Bawełnianego „Fasty”, Zakłady Wytwórcze Maszyn i Urządzeń Przemysłu Spożywczego „Spomasz” oraz Białostockie Zakłady Graficzne), Bydgoszczy (zakłady „Stomil”), Starachowicach (Fabryka Samochodów Ciężarowych), Krakowie (Krakowskie Zakłady Armatur), Kraśniku (Fabryka Łożysk Tocznych), Opolu (Zakład Elektrotechniki Motoryzacyjnej i Opolski Kombinat Budowlany), Radomsku (Fabryka Mebli im. Gwardii Ludowej), Stalowej Woli (huta), Włocławku (Baza Techniczna „Mostostalu”) i Wyszkowie.
Fala strajków z 25 czerwca 1976 roku była porównywalna ze strajkami z grudnia 1970 roku i stycznia-lutego 1971 roku. „Przerwy w pracy” nie ograniczyły się do jednego regionu kraju i groziły szybkim rozszerzeniem. Władze PRL, przestraszywszy się, że strajki rozleją się wkrótce na cały kraj i obawiając się powtórzenia scenariusza z grudnia 1970 roku, jeszcze 25 czerwca wieczorem zdecydowały o wstrzymaniu podwyżki. Decyzję ogłosił w wieczornym przemówieniu telewizyjnym premier Piotr Jaroszewicz.
Janusz Zabłocki, wówczas poseł koła „Znak”, notował w swoich „Dziennikach”: „Tegoż wieczoru w telewizji nieoczekiwane wystąpienie premiera Jaroszewicza odwołujące podwyżkę cen. Nie sądziłem, że sytuacja jest aż tak poważna: spodziewałem się raczej, że w proponowanych zasadach podwyżki cen zajdą jakieś modyfikacje, ale sama podwyżka zostanie wprowadzona w przewidywanym terminie. Przecież cały dzisiejszy dzień - aż do tego wystąpienia premiera - we wszystkich zakładach i instytucjach usilnie pracowano nad przygotowaniem list dodatków do płac, stanowiących rekompensatę, które miały być wypłacone pracownikom w poniedziałek. Nie brano - jak widać - pod uwagę innego scenariusza jak tylko ten, że konsultacje społeczne przyniosą potwierdzenie rządowych propozycji, a sobotnie posiedzenie sejmu je ostatecznie zaklepie. Tymczasem cała robota na nic. Stąd w opinii głęboki wstrząs i zaskoczenie.”
Brutalne represje i propaganda
Kierownictwo partyjno-państwowe wzięło odwet na protestujących, zwłaszcza w Radomiu i Ursusie. Zatrzymanych przewożono do komend MO i aresztów, gdzie przechodzili przez tzw. „ścieżki zdrowia” - szpalery milicjantów, którzy okładali ich pałkami, bili i kopali. Brutalność milicji kierowała się również przeciwko zwykłym przechodniom. Piotr Wójcik, zatrzymany w Radomiu, wspominał: „Rzuciło się na mnie pięciu i przykuli mnie do kaloryfera, bili mnie wszyscy naraz tak, że szybko straciłem przytomność… używali pałek, bijąc rączką, która miała zatopiony ołów, kopali mnie po całym ciele.”

Śmiertelnie pobito dwie osoby. Jedną z nich był Jan Brożyna, prawdopodobnie śmiertelnie pobity przez patrol MO, o którego zabójstwo oskarżono świadków tego wydarzenia. Drugą śmiertelną ofiarą czerwcowych represji był ksiądz Roman Kotlarz z podradomskiej parafii Pelagów, który 25 czerwca przez przypadek znalazł się wśród demonstrantów, a później w czasie mszy świętej publicznie modlił się w intencji robotników. Właśnie dlatego był nachodzony i brutalnie bity przez funkcjonariuszy SB, co zapewne przesądziło o jego śmierci, choć ustalenie bezpośrednich sprawców nie jest możliwe.
Przed sądami i kolegiami do spraw wykroczeń stanęło kilkuset zatrzymanych w Radomiu, Ursusie i Płocku. W sumie do Kolegiów ds. Wykroczeń skierowano 353 wnioski o ukaranie zatrzymanych, w tym 214 w Radomiu, 131 w Warszawie i 8 w Płocku. Orzeczono 314 kar aresztu, w tym 250 na trzy i 50 na dwa miesiące.
W Radomiu w trybie przyspieszonym postawiono przed sądem 51 osób, z czego 42 skazano na kary więzienia (28 osób na pięć miesięcy do roku, a 14 na 2 do 3 miesięcy aresztu). W zwykłym trybie w Radomiu osądzono 188 osób. W lipcu i sierpniu 1976 roku odbyły się cztery procesy pokazowe, w których wobec oskarżonych zastosowano zasadę „odpowiedzialności zbiorowej”. Prokuratura i sądy dbały o to, aby nie mówić o prawdziwych przyczynach udziału skazanych w protestach, przedstawiając ich jako chuliganów i kryminalistów. Osiem osób skazano na drakońskie kary od 8 do 10 lat więzienia, jedenaście na kary po 5-6 lat, a pozostałych na kary od 2 do 4 lat więzienia.
W procesie ursuskim siedem osób skazano na kary od 3 do 5 lat więzienia. W Płocku sądzono 34 osoby, spośród których 18 skazano na kary od 2 do 5 lat, 15 na kary w zawieszeniu, a 1 osobę uniewinniono. Łącznie za udział w proteście 25 czerwca 1976 roku osądzono 272 osoby. „Wyroki i orzeczenia zapadające na zamówienie władz politycznych po stłumieniu czerwcowego protestu były w istocie kpiną ze sprawiedliwości i praworządności, nawet w świetle ówcześnie obowiązującego prawa.”
Represje stosowano również wobec zakładów pracy. Dyscyplinarne zwolnienia objęły w skali całego kraju co najmniej 1,5 tys. nierzadko przypadkowych osób, które na skutek obowiązującego zakazu przez kilka miesięcy nie mogły podjąć innego zatrudnienia. Znacznie szerszy zasięg miały represje administracyjne i finansowe.
26 czerwca Edward Gierek podjął decyzję o zorganizowaniu w całej Polsce akcji propagandowych, które miały zademonstrować siłę i jedność partii oraz wykazać, że komuniści wciąż mają silne poparcie społeczne. Gierek wydał dyspozycje zwołania wielotysięcznych wieców i uruchomienia kampanii propagandowej, która miała służyć zademonstrowaniu jedności i siły partii, poparcia dla jej przywódców, potępieniu demonstrantów z Radomia i Ursusa, napiętnowanych mianem „warchołów”, a wreszcie spacyfikowaniu społecznego niezadowolenia. Była to ostatnia propagandowa kampania nienawiści, która odbywała się w prasie, radiu i telewizji oraz w formie wielotysięcznych wieców na głównych placach i stadionach miast, nierzadko w surrealistycznej i ponurej atmosferze. Jej szczególnie wyrafinowaną kulminacją był seans nienawiści na stadionie klubu sportowego „Radomiak” w Radomiu, mieście, które w zamyśle inicjatorów kampanii miało zostać okryte hańbą.
Podczas wiecu na stadionie „Radomiaka” jego uczestnicy potępili protestujących robotników, nazywając ich chuliganami i warchołami. Wiec zwołano na żądanie Edwarda Gierka, który 26 czerwca 1976 roku w czasie narady z szefami wojewódzkich organizacji partyjnych stwierdził: „Trzeba będzie zebrać tam radomiaków i powiedzieć im, jak my ich nienawidzimy, jacy to są łajdacy, jak oni swoim postępowaniem szkodzą krajowi. Uważam, że im więcej będzie słów bluźnierstwa pod ich adresem […] tym lepiej dla sprawy. To musi być atmosfera pokazywania na nich jak na czarne owce, jak na ludzi, którzy powinni się wstydzić, że w ogóle są Polakami, że w ogóle po świecie chodzą.”

Konsekwencje i dziedzictwo Czerwca 1976
Niepowodzenie operacji wprowadzenia podwyżki cen zachwiało autorytetem całej ekipy Edwarda Gierka, a w szczególności pozycją premiera Piotra Jaroszewicza, firmującego podwyżkę przed społeczeństwem. Edward Gierek zaczął tracić także zaufanie „radzieckich”, jak w kręgach kierowniczych PZPR nazywano kierownictwo Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego (KPZR), która również nie zgodziła się na kolejne protesty w Polsce. Nieudana próba wprowadzenia podwyżki cen była pierwszym symptomem kryzysu ekonomicznego, narastającego w drugiej połowie lat 70. Rezygnacja z podwyżki przesądziła o narastaniu trwałej nierównowagi rynkowej, co było jednym z pierwszych przejawów kryzysu, w jakim pogrążała się gospodarka PRL.
Surowe represje wymierzone w uczestników czerwcowych protestów kontrastowały z dotychczasowym, względnie liberalnym wizerunkiem ekipy Gierka. Te ostatnie, obliczone na spacyfikowanie buntowniczych nastrojów w społeczeństwie, przyniosły nieoczekiwany przez komunistów skutek - powstanie zorganizowanej opozycji. Trwająca od jesieni 1976 do marca 1977 roku akcja zbierania podpisów pod listami do władz z wnioskiem o powołanie komisji sejmowej służyła nagłośnieniu sprawy represjonowanych robotników i była ważnym sprawdzianem dla formujących się wówczas środowisk opozycyjnych. Wiele osób ze środowisk opozycyjnych i niezależnych pospieszyło represjonowanym z pomocą prawną, finansową, a niejednokrotnie i medyczną.
We wrześniu 1976 roku powstał Komitet Obrony Robotników (KOR), co było pośrednią konsekwencją protestów. Ludzie różnych środowisk ideowych zjednoczyli się wokół wspólnego celu, jakim była pomoc represjonowanym przez reżim osobom. Był to początek formowania się demokratycznej opozycji. Niebawem tworzono kolejne ugrupowania opozycyjne.
Edward Gierek, oceniając sytuację po Czerwcu 1976 roku, stwierdził: „Myślę, że w gruncie rzeczy pierwszy żałobny dzwon dla ekipy Gierka już zadzwonił, wprawili go w ruch robotnicy z Ursusa, Radomia, Płocka i innych miast, kolejarze z całej Polski, słowem tłumy, które się wreszcie wściekły.” Nieudana próba wprowadzenia podwyżki cen nie doprowadziła wprawdzie do zmiany na szczytach władzy, jak stało się w grudniu 1970 roku, ale niewątpliwie podważyła autorytet rządzących. Nadchodzącego nieubłaganie końca epoki Gierka nie mogły powstrzymać organizowane masowo wiece poparcia dla towarzysza Edwarda, potępienia dla „chuliganów i warchołów”, ani ofensywa propagandowa w mediach, ani represje wobec uczestników protestów.
Wydarzenia z 25 czerwca 1976 roku w dziejach protestów społecznych przeciwko polityce władz PRL zapisały się trwale, ale pamiętane są często w sposób wybiórczy, nie oddający rzeczywistej skali sprzeciwu wobec planowanych przez władze podwyżek. Wydarzenia z Radomia i Ursusa zostały wyeksponowane przez komunistyczną propagandę po to, by narracja o zamieszkach, podpaleniach oraz sabotażu „przykryła” o wiele liczniejsze akcje strajkowe w niemal połowie kraju, mające przebieg pokojowy. W publicznym odbiorze czerwcowe protesty miały się zapisać jako pojedyncze, odizolowane przypadki działalności „warchołów” i „chuliganów”.
tags: #podpalenie #gmachu #czerwiec #76