Marcyporęba, gmina Brzeźnica, była przez pewien czas nękana serią tajemniczych pożarów. Po wielomiesięcznym postępowaniu sąd wydał prawomocny wyrok w sprawie strażaka-podpalacza, który odpowiadał za te incydenty.

Siedem obiektów strawionych przez ogień
Cztery lata temu Marcyporęba, położona w powiecie wadowickim, była nękana pożarami. Łącznie spłonęło aż siedem obiektów, w tym stodoły i zabudowania gospodarcze. Mimo że o działalności podpalacza wiedziało wielu mieszkańców, nikt nie reagował na te zdarzenia.
Działalność podpalacza i jego zaskakujące zachowanie
Sprawcą okazał się Zbigniew P., strażak z Ochotniczej Straży Pożarnej (OSP) w Marcyporębie. Zatrzymano go po kolejnej "gorącej nocy", kiedy podpalił aż trzy stodoły, a następnie... sam gasił pożary.
Jak ustalono, Zbigniew P. podpalał najczęściej po pijanemu. Co więcej, mężczyzna wcale się nie krył ze swoimi czynami. Przykładem jest pierwsze podpalenie, kiedy wieczorem w barze poinformował kolegów, że w nocy podpali jedną ze stodół. I zrobił to. Później, już jako strażak ochotnik, sam gasił pożar, będąc oczywiście po pijanemu, ponieważ nie zdążył wytrzeźwieć. Podobnie wyglądały pozostałe podpalenia.
Współudział i bierność świadków
Sąd ustalił, że o autorze kolejnych podpaleń doskonale wiedzieli przynajmniej niektórzy strażacy ochotnicy z Marcyporęby. Co więcej, cieszyli się, kiedy uczestniczyli w akcjach gaśniczych, a później wspólnie z podpalaczem pili alkohol. Podczas jednej z imprez, jeden z kolegów podpalacza z OSP wręcz zachęcał go słowami: "Rysnąłbyś coś, bo już dawno się nie paliło" i wręczył mu zapalniczkę. Kilka godzin później w Marcyporębie paliła się kolejna stodoła. Akcja gaśnicza trwała kilka godzin, a uczestniczyły w niej nie tylko miejscowa OSP, ale także strażacy z innych jednostek. Po powrocie z akcji w remizie Zbigniew P. oddał koledze zapalniczkę.
Sąd ustalił, że mężczyzna podczas kolejnych podpaleń kierował się jedną zasadą: nie podpalał stodół należących do rodziny i do członków OSP.
Seria pożarów terroryzuje wieś. Płoną auta, ściółka leśna, baraki
Zatrzymanie i prawomocny wyrok
W końcu Zbigniew P. wpadł w ręce policji. Od tej pory mieszkańcy Marcyporęby śpią już spokojnie.
W areszcie Zbigniew P. przebywał 13 miesięcy. Po wielomiesięcznym postępowaniu usłyszał w sądzie karę 2 lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na 5 lat. Sąd postanowił także, że mężczyzna musi zapłacić odszkodowanie poszkodowanym w wysokości około 110 tys. zł. Ustanowiono mu także kuratora sądowego na 5 lat. Niedawno sąd okręgowy odrzucił apelację i wyrok jest już prawomocny.
Za podżeganie i pomocnictwo w podpaleniu trzech stodół skazany został także Wiktor G. Usłyszał wyrok 8 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu oraz nakaz zapłaty 1/3 wartości spalonych stodół.
tags: #podpalenie #kobiety #marcyporeba