Tragedia w Kościele św. Józefa w Gdańsku w 1945 roku: Zbrodnia i poszukiwanie prawdy

27 marca 1945 roku, w obliczu zbliżającej się Armii Czerwonej, ponad sto osób znalazło schronienie w gdańskim kościele św. Józefa. Niestety, dla wielu z nich stał się on śmiertelną pułapką, gdy świątynia została podpalona przez radzieckich żołnierzy. Ta tragiczna zbrodnia wojenna od dziesięcioleci pozostaje w pamięci mieszkańców i jest przedmiotem intensywnych badań historycznych, mających na celu wyjaśnienie losu ofiar i ustalenie prawdy.

Zniszczony po wojnie kościół św. Józefa w Gdańsku

Świadectwo tragicznych wydarzeń z 27 marca 1945 roku

Relację z tamtych dramatycznych dni spisano m.in. na podstawie wspomnień ówczesnego wikariusza, księdza Georga Kleina. Jego zapiski, opublikowane w 1993 roku przez Horsta Ponczka, stanowią kluczowe świadectwo zbrodni dokonanej przez czerwonoarmistów podczas szturmu Armii Czerwonej na Śródmieście Gdańska.

Przebieg wydarzeń według ks. Kleina

  • Schronienie ludności cywilnej: Kobiety, dzieci i starcy schronili się ze strachu na plebanii i w kościele. Tam, wraz z ludźmi z okolicy, spędzili noc z poniedziałku 26 marca na wtorek 27 marca.
  • Wkroczenie Armii Czerwonej: Nad ranem 27 marca zapanowała "przejmująca cisza". Po ostrożnym wyjściu na piwniczne schody świadkowie usłyszeli ciężkie kroki wchodzących do domu żołnierzy. Pierwsi żołnierze sowieccy pojawili się gotowi do strzału i zabrali zegarki.
  • Rabunki i przemoc: Żołnierze zaczęli biegać po plebanii i kościele, szybko wychodząc z łupami i robiąc miejsce dla innych. Świadkowie byli sparaliżowani i wycofali się do na wpół spustoszonego pokoju. Jeden żołnierz wszedł za nimi, grożąc gestami, wyrzucił ich z domu i zmusił 18-letnią dziewczynę do pozostania. Po jakiejś chwili dziewczyna pojawiła się na dworze "wzburzona, potargana i milcząca".
  • Eskalacja agresji: Pojawiły się inne grupy żołnierzy, już pod wpływem alkoholu, który podobno znaleźli w piwnicy pobliskiego Ratusza Staromiejskiego. Popędzili cywilów wrzaskiem, śmiechem i szturchaniem z powrotem na plebanię oraz do kościoła.
  • Groźby i przygotowania do podpalenia: Każdemu, kto chciał wyjść, żołnierze grozili pepeszami. Następnie przyjechał samochód wyładowany bańkami. Jedną z nich wciągnęli do kościoła, drugą do plebanii. Dało się wyczuć zapach benzyny, i "odtąd wiedzieliśmy, co nas czeka".
  • Zabójstwo i podpalenie: Jakaś kobieta, która była w kościele, wypadła i została natychmiast zastrzelona. Chwilę później pijany żołnierz wszedł do kościoła. Ks. Klein widział z plebanii, jak "w świątyni buchnęły płomienie i słyszeliśmy krzyki i płacz znajdujących się wewnątrz ludzi". Żołnierz wyszedł i zamknął za sobą drzwi.
  • Uratowanie z plebanii: Tymczasem proboszcz parafii, ks. Klemens Fedtke, dostrzegł z niewidocznego okna na tyłach plebanii, jakiegoś, jak się wydawało, jeszcze trzeźwego oficera. Proboszcz gestami zwrócił jego uwagę na to, co się działo na dziedzińcu kościoła. Gdy jeden z żołnierzy chciał wejść do plebanii, zapewne żeby i tu podłożyć ogień, oficer pojawił się na dziedzińcu, przepędził żołnierzy i wyrzucił cywilów na dwór.

Inny świadek, Jan Małgorzewicz, potwierdza datę 27 marca 1945 roku jako dzień tragedii. Choć istnieją różnice w datowaniu (historyk Maciej Żakiewicz podaje 28 marca, a prof. Wiesław Gruszkowski - 26 marca), dzień 27 marca jest najczęściej wskazywany w relacjach.

Gdańsk 1945 - Kronika

Poszukiwanie ofiar i śledztwo Instytutu Pamięci Narodowej

Po wielu latach od wojny ojcowie oblaci, którzy odbudowali kościół, podjęli inicjatywę upamiętnienia i identyfikacji ofiar. Ojciec Tomasz Ewertowski, rektor kościoła św. Józefa w Gdańsku i ekonom tutejszego klasztoru oblatów, podkreślał: "Jeden z uczynków miłosierdzia to zmarłych pogrzebać. Zanim jednak to się stanie, potrzebne byłoby zaangażowanie specjalistów od badania DNA". Według szacunków, 27 marca 1945 roku w kościele zginęło ponad sto osób. O. Ewertowski sugerował, że wśród nich mogli być zarówno niemieccy mieszkańcy Gdańska, jak i Polacy, ponieważ kościół św. Józefa przez lata uchodził za jeden z polskich kościołów w Gdańsku, gdzie szukano schronienia również w czasie II wojny światowej.

Odkrycie szczątków i rozpoczęcie śledztwa IPN

W 2018 roku, podczas prac remontowo-konserwatorskich w kościele św. Józefa przy ul. Elżbietańskiej, pod posadzką odkryto krypty, a w nich potężny stos nadpalonych kości ludzkich. To makabryczne odkrycie, zgadzające się z przekazami świadków, dało nadzieję na wyjaśnienie losu ofiar. Instytut Pamięci Narodowej w Gdańsku wszczął wówczas śledztwo dotyczące zbrodni wojennej dokonanej na ludności cywilnej mieszkańców Gdańska. Prokurator Tomasz Jankowski z IPN, p.o. naczelnika Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Gdańsku, określił zbrodnię jako zabójstwo nieustalonej liczby osób (od kilkudziesięciu do 100) poprzez podpalenie kościoła pw. św. Józefa.

W ramach śledztwa planowano ekshumację i badania, mające na celu identyfikację ofiar. O. Ewertowski starał się zainteresować sprawą Oddział IPN w Gdańsku. Instytucja zwracała uwagę na to, że IPN zajmuje się przede wszystkim nieznanymi miejscami pochówku ofiar terroru komunistycznego z lat 1944-1956, głównie obywateli polskich. W przypadku ofiar z kościoła św. Józefa, ze względu na prawdopodobną niemiecką narodowość większości, wskazywano na Fundację "Pamięć" (przedstawicielstwo Niemieckiego Ludowego Związku Opieki nad Grobami Wojennymi) jako właściwszą instancję. Zgodnie z polsko-niemiecką umową o grobach wojennych, Fundacja "Pamięć" uzależniała swój udział w pracach ekshumacyjnych od woli ze strony IPN. Gdański IPN zadeklarował natomiast wsparcie w sprawach naukowych, np. w przygotowaniu ekspertyz historycznych.

Dr hab. med. Zbigniew Jankowski, kierownik Katedry i Zakładu Medycyny Sądowej Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, informował o możliwości przeprowadzenia badań szczątków kostnych i DNA. Podkreślał jednak, że szanse na badania DNA byłyby niewielkie ze względu na spore koszty i brak baz danych do porównania. Większe szanse istniałyby na przeprowadzenie badań z udziałem antropologa, który mógłby określić liczbę ofiar, ich płeć oraz wiek. Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków w Gdańsku zadeklarował zapewnienie nadzoru archeologicznego w przypadku ekshumacji.

Badania archeologiczne i antropologiczne w kościele św. Józefa

Zaskakujące wyniki ekshumacji i badań IPN

Ekshumacja szczątków w podziemiach kościoła św. Józefa w Gdańsku, prowadzona w dniach 14-22 listopada 2022 roku w ramach śledztwa IPN, przyniosła zaskakujące wnioski. Przebadano kości należące do co najmniej 55 mężczyzn i 38 kobiet. Jednakże, analizy antropologiczna, kryminalistyczna i archeologiczna wykluczyły, że szczątki te należały do ofiar zbrodni z 1945 roku.

Jak poinformował historyk Krzysztof Filip z Oddziałowego Biura Badań Historycznych IPN w Gdańsku, biegli stwierdzili, że profil biologiczny i zaobserwowane zmiany patologiczne na elementach szkieletów pozwalają stwierdzić, iż badane szczątki pochodzą prawdopodobnie z populacji historycznych wcześniejszych niż XX wiek. Prokurator Tomasz Jankowski z IPN dodał, że zaobserwowane ślady działania wysokich temperatur powstały prawdopodobnie dłuższy czas po śmierci osób, kiedy ciała były już w stanie zeszkieletowanym. Wnioski te doprowadziły do przekonania, że odnalezione kości pochodziły najprawdopodobniej z dawnych pochówków w krypcie kościoła, a nie od ofiar pożaru z 1945 roku.

Hipotezy dotyczące losu ofiar z 1945 roku

Wobec braku szczątków ofiar pożaru z 1945 roku w miejscu odkrycia, pojawiło się kilka hipotez wyjaśniających ich zniknięcie:

  • Usunięcie podczas odbudowy: Szczątki mogły zostać usunięte z kościoła podczas prac odgruzowywania i rozbiórki zniszczonych elementów, a następnie odbudowy kościoła, przeprowadzonymi na przełomie 1946 i 1947 roku przez Gdańską Dyrekcję Odbudowy. Prace te, prowadzone od 15 lutego 1947 roku do 13 sierpnia 1948 roku, objęły odgruzowywanie i rozbiórkę.
  • Zacieranie śladów przez Armię Czerwoną: Inną możliwością jest celowe pozbycie się dowodów zbrodni przez Armię Czerwoną. Krzysztof Filip z IPN zasugerował, że w tym czasie w Motławie pływało wiele ciał, nie tylko topielców czy zgwałconych kobiet, które popełniły samobójstwo, co oznacza, że ciała ofiar mogły zostać wrzucone do rzeki.

Kwerenda historyczna przeprowadzona przez gdański oddział IPN w oparciu o odnalezione materiały archiwalne nie pozwoliła na ustalenie miejsca położenia szczątków ofiar podpalenia. Wykluczono natomiast ich obecność w kościele. Śledztwo zostało zakończone, a w najbliższym czasie nie są planowane dalsze prace biegłych w kościele. Nie są natomiast wykluczone dalsze czynności historyków zgłębiających przedmiotowe zagadnienie.

Mapa Gdańska z 1945 roku, wskazująca lokalizację kościoła św. Józefa i Motławy

Utrwalenie pamięci

Mimo braku odnalezienia szczątków ofiar, pamięć o tragedii z 1945 roku jest pielęgnowana. W 2000 roku, w kościele odbudowanym po wojnie przez zakon oblatów, poświęcono epitafium ku czci spalonych żywcem. Aktu tego dokonał biskup Zygmunt Pawłowicz, co przyczyniło się do utrwalenia pamięci o wydarzeniach, które przez lata okresu PRL były niemal zapomniane. Tragedia ze św. Józefa w Gdańsku nadal wymaga dalszych poszukiwań i prac historyków oraz śledczych, aby w pełni wyjaśnić losy wszystkich ofiar.

tags: #podpalenie #kosciola #sw #jozefa