Sprawa Dawida Szydły, 29-letniego Polaka z Chełmka, syna byłej premier Beaty Szydło, stała się głośna pod koniec sierpnia 2017 roku. Media na Bałkanach i w Polsce obiegła wówczas wiadomość o pożarze lasu w Czarnogórze, za który został on później skazany. Incydent miał miejsce, gdy Dawid Szydło zgubił się w lesie w okolicach Baru i na polecenie służb ratunkowych rozpalił ognisko.
Dramatyczne zagubienie w czarnogórskich górach
Do zdarzeń, które doprowadziły do skazania 29-latka, doszło 29 sierpnia 2017 roku. Dawid Szydło udał się do Czarnogóry razem z Oratorium św. Jana Bosko z Oświęcimia w ramach wyjazdu zorganizowanego na zakończenie wakacji. Tego dnia miał samotnie wyjść na górę Szuszeń, znajdującą się niedaleko hotelu, aby sprawdzić teren przed grupową wyprawą na większy szczyt Rumię. Podczas drogi powrotnej ze szczytu Szuszeń, która okazała się bardzo zaniedbana i wymagająca, zabłądził. Stoczył się w dół zbocza w gęste chaszcze, z których nie mógł się wydostać. Około godziny 12, po sześciu godzinach od wymarszu, dotarł do pionowej, dziesięciometrowej skalnej ściany, której nie był w stanie pokonać. Z prawej i lewej strony otaczały go kłujące krzaki, przez które ciężko było się przedrzeć.

W pewnym momencie jego noga nadepnęła na splątane rośliny, pod którymi znajdowała się kilkumetrowa dziura. Wpadł, przekoziołkował i spadł prawie 5 metrów po zboczu, zawisając głową w dół z uwięzioną w zaroślach nogą. Znalazł się w miejscu, z którego nie był w stanie się wydostać. Jedyną możliwością oswobodzenia się była 15-20 metrowa przepaść za jego plecami. Polakowi skończyła się woda i było bardzo upalnie. Zdesperowany skontaktował się telefonicznie z koleżanką, a następnie z rezydentem, który zawiadomił policję. Następnie Dawid Szydło zadzwonił pod numer alarmowy 112.
Kontakt ze służbami ratunkowymi i pierwsze ognisko
Rozmawiając z panią z dyspozytorni, Dawid Szydło informował o swojej niekomfortowej sytuacji i sugerował sprowadzenie helikoptera, jednak usłyszał, że to się nie opłaca. Po około półtorej godzinie przyjechali strażacy, ale nie byli w stanie go zlokalizować, mimo że z miejsca, w którym tkwił, widział swój hotel i małe punkciki ratowników. Pierwsze polecenia, jakie otrzymał od strażaków, brzmiały: „Pomachaj do nas”, a później, aby ściągnął koszulkę, zawiesił ją na kiju i pomachał. Pomimo tego, ratownicy nie potrafili go odnaleźć.
Kiedy zapadła decyzja o rozpaleniu ognia? Pierwsze ognisko zapalił tuż przed zmrokiem na polecenie tamtejszych strażaków. Dawid Szydło, będąc skautem, wiedział, jak się do tego zabrać. Ułożył niewielki krąg z kamyków, wrzucił chrust i przygotował zielone liście, które miały dać biały dym. W momencie podłożenia ognia, od razu zobaczył, jak pod wpływem olejków eterycznych ogień wybuchł. Natychmiast zaczął go gasić, gdyż chodziło tylko o dym, który miał być zauważony. Niestety, nikt nie zauważył dymu. Po 10-15 minutach padła komenda, żeby rozpalić większe ognisko. Dawid Szydło zaprotestował, widząc, jak szybko iskry przeskakują na sąsiednie drzewa, i przypominając sobie, że od dwóch miesięcy w Barze nie padał deszcz, co czyniło warunki ekstremalnie niebezpiecznymi.
Rozprzestrzenienie się pożaru i ucieczka przed ogniem
Mimo początkowych wątpliwości strażaków i propozycji, by został na noc, plan zmieniono. Otrzymał informację, że grupa ratunkowa nie wie, gdzie go szukać, i musi jak najszybciej rozpalić ogień, by został zauważony, tym bardziej że zmierzchało. Przekonywał strażaków za pośrednictwem rezydenta, że to zbyt niebezpieczne, ale usłyszał polecenie, by zapalił ognisko stojąc niżej, bo wtedy ogień pójdzie w górę, a jemu nic się nie stanie. Otrzymał zapewnienia, że „jak się coś spali, to spalą się tylko krzaki, a na ten moment jest najważniejsze, żeby cię znaleźć i stamtąd ściągnąć”.

Zaufawszy strażakom, kiedy po raz drugi zapalił ogień, w ciągu zaledwie dwóch, trzech sekund „wszystko wybuchnęło w górę”, momentalnie pojawił się wielki słup ognia, a od niego zaczęły zajmować się kolejne krzaki i drzewka. Nie minęła nawet minuta, kiedy dostał telefon z dołu, że strażacy zauważyli dym i może gasić ogień, na co nerwowo odpowiedział: „ale jak?!”. Nie było już możliwości, by to opanować. Strażacy poinstruowali go, by się nie ruszał, obiecując, że ekipa już znalazła drogę i zaraz go wydostaną. Niestety, po zmierzchu zmienił się kierunek wiatru, płomienie zaczęły zawracać w jego stronę, a sytuacja robiła się coraz bardziej niebezpieczna.
Leśnicy i strażacy kontra ogień. Kulisy akcji gaśniczej
Dopiero, kiedy ogień zaczął zawracać, Dawid Szydło po raz pierwszy dojrzał latarki ratowników. Krzyczeli do niego komendy w języku serbskim, z których zrozumiał, że musi skakać w przepaść, która była za nim, bo inaczej spłonie. Zadzwonił pod 112, a pani dyspozytorka potwierdziła najgorsze przypuszczenia: ratownicy nie mogli dotrzeć do miejsca, w którym utknął, ponieważ było zbyt wysoko, a także nie mieli przy sobie żadnego specjalistycznego sprzętu. Musiał podjąć najtrudniejszą decyzję w życiu. Postanowił zsunąć się po pionowej ścianie na plecach, licząc, że rośliny zamortyzują upadek. W sumie przeleciał w ten sposób 15-20 metrów w dół w linii prostej. Na dole całe ubranie, łącznie z plecakiem, było rozerwane, a ciało mocno poranione. Po zejściu ze stromego zbocza, uratowali go dwaj myśliwi, którzy byli zaalarmowani przez Polaków szukających swojego towarzysza.
Konsekwencje prawne i proces w Czarnogórze
Po uratowaniu, Dawid Szydło od razu został przewieziony na policję, gdzie miał złożyć zeznania. Już następnego dnia został przesłuchany i aresztowany na 30 dni pod zarzutem spowodowania zagrożenia dla zdrowia publicznego. Początkowo oskarżono go o umyślne spowodowanie pożaru i stworzenie zagrożenia dla zdrowia i życia ludzi, co w Czarnogórze jest zagrożone karą czterech lat więzienia. Według czarnogórskich służb, pożar spowodował szkody sięgające 38 tysięcy euro, choć lokalne władze oszacowały straty nawet na 68 tys. euro. Nikomu jednak nic się nie stało, nie spłonął również żaden budynek mieszkalny. Pożar pochłonął kilkanaście kilometrów kwadratowych tamtejszych lasów, a koszty jego ugaszenia wyniosły kilkadziesiąt tysięcy euro. Była to jedna z największych akcji ratunkowych w historii tego kraju.
Proces Dawida Szydły trwał osiem miesięcy. W 2018 roku czarnogórski sąd skazał go za nieumyślne spowodowanie pożaru i podpalenie lasu w Barze na rok bezwzględnego pozbawienia wolności. Dawid Szydło z Chełmka złożył apelację od wyroku, ale sąd podtrzymał wyrok. Uzasadnienie nie od razu dotarło do Polski. Mimo wiszącego nad nim widma roku za kratkami, żył normalnie. Wrócił na studia, na pierwszy rok malarstwa na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Oddał się swojej drugiej pasji - teatrowi - i stworzył grupę teatralną przy Miejskim Ośrodku Kultury, Sportu i Rekreacji w Chełmku, z którą wystawili już dwie sztuki.
Transfer wyroku do Polski i ułaskawienie prezydenckie
7 marca 2019 roku krakowski sąd, na mocy konwencji Rady Europy o przekazywaniu osób skazanych z 1983 roku, zdecydował o przeniesieniu wyroku do Polski. Polski sąd zdecydował o przejęciu odbycia kary na terenie kraju i odsiadce 10 miesięcy bliżej rodzinnego domu. Od 14 czerwca 2019 roku mężczyzna przebywał w Zakładzie Karnym w Wadowicach, z którego został później przeniesiony do więzienia w Trzebini. To właśnie podczas pobytu w drugim zakładzie karnym złożył wniosek o zastosowanie prawa łaski oraz prośbę o zamianę kary więzienia na dozór elektroniczny. Na początku lipca Kancelaria Prezydenta RP poinformowała, że rozpoczęto wdrożenie procedury udzielenia prawa łaski. W sierpniu Dawid Szydło opuścił zakład karny na czas rozpatrywania wniosku o ułaskawienie.
15 października Sąd Okręgowy w Krakowie przekazał Dawidowi Szydle informację o postanowieniu prezydenta Andrzeja Dudy, który zdecydował się na zastosowanie prawa łaski. Decyzję Andrzej Duda podpisał 20 września 2019 roku. Jak czytamy w postanowieniu, prezydent, podejmując decyzję o skorzystaniu z prawa łaski, miał na uwadze względy humanitarne, a w szczególności: tragiczny splot zdarzeń, które doprowadziły do nieumyślnego zdarzenia, dotychczasową niekaralność, odbycie części kary pozbawienia wolności, obecne zachowanie i wiek osoby skazanej. Dawid Szydło osobiście skomentował decyzję prezydenta: „Bardzo się cieszę, ogromnie dziękuję prezydentowi Andrzejowi Dudzie za taką decyzję oraz wszystkim, którzy przez ten cały czas mi pomagali, wspierali mnie i moją rodzinę. Dziękuję za wszelkie ofiary i modlitwy. Mam nadzieję, że to faktycznie już koniec... i początek nowego rozdziału”.
Refleksje Dawida Szydły po ułaskawieniu
Dawid Szydło odsiedział niespełna cztery miesiące z zasądzonego roku. Po ułaskawieniu, skomentował, że w pełni wolny będzie dopiero za trzy lata, ponieważ jego kara nie została anulowana, a zawieszona. Przyznał, że liczył na całkowite ułaskawienie i oczyszczenie z „absurdalnych zarzutów”, a informację o ułaskawieniu przyjął „raczej na chłodno”, czując zmęczenie całą sytuacją, która zabrała mu 2,5 roku życia. Wyraził jednak nadzieję, że ludzie poznają prawdę, a nie będą opierać się wyłącznie na doniesieniach prasowych.