Pożary szybów naftowych to jedne z najbardziej niszczycielskich i trudnych do opanowania katastrof w przemyśle wydobywczym. Mogą być wynikiem awarii technicznych, klęsk żywiołowych, zaniedbań lub celowych działań wojennych. Skutki takich incydentów są często katastrofalne, zarówno dla środowiska, jak i dla lokalnych społeczności. Historia odnotowała wiele dramatycznych przykładów walki z żywiołem, w których uczestniczyli zarówno wyspecjalizowani strażacy, jak i wojsko, stosując niejednokrotnie innowacyjne i odważne metody.

Współczesne incydenty: Pożar szybu w Ust-Kutsku
Współczesne techniki gaszenia pożarów szybów naftowych często wymagają zaangażowania specjalistycznego sprzętu i sił wojskowych. Przykładem jest incydent, który miał miejsce 30 maja na polu naftowym Ust-Kutskij na obszarze Syberii Wschodniej. Doszło tam do pożaru jednego z szybów naftowych należących do Irkuckiej Kompanii Naftowej (IKN).
Strażakom zakładowym IKN nie udało się samodzielnie ugasić źródła ognia. W związku z tym, piątego czerwca firma zwróciła się z prośbą do ministerstwa obrony o skierowanie do działań pododdziałów artyleryjskich Centralnego Okręgu Wojskowego. Żołnierze wraz z armatą przeciwpancerną MT-12 Rapira przybyli na miejsce wieczorem siódmego czerwca.
Po przygotowaniu stanowiska ogniowego, oddalonego o 180 metrów od miejsca pożaru, rozpoczęto ostrzeliwanie szybu. Płomień udało się zredukować po kilku wystrzałach. Według komunikatu spółki nikt nie ucierpiał. Warto zaznaczyć, że MT-12 Rapira to 100-milimetrowa artyleria przeciwpancerna, której użycie w akcjach gaśniczych świadczy o skali problemu i braku standardowych rozwiązań.

Wyzwania tradycyjnego wydobycia: Przykład Indonezji
Nie wszystkie szyby naftowe działają z wykorzystaniem nowoczesnych technologii. W wielu odległych regionach świata nadal praktykuje się tradycyjne, często niebezpieczne metody wydobycia ropy. Przykładem są szyby naftowe w Indonezji, które „utknęły w przeszłości”. Od ponad 100 lat wydobycie to jest najbardziej lukratywnym zajęciem w tej odległej części Indonezji, gdzie ziemia została zniszczona przez toksyczne wycieki. Pracownicy ryzykują życie, aby wydobyć to, co jeszcze pozostało.
Ryzyka i warunki pracy
Wielu pracowników, jak Pauni, który nauczył się wydobywać ropę, gdy miał zaledwie 19 lat, czuje się „zmuszonych do wykonywania tej pracy”. Stare, toksyczne szyby wciąż istnieją, mimo że pracownicy nie są właścicielami tej ropy. Wiele z 700 szybów naftowych w pobliżu jego wioski na Jawie Wschodniej zostało zbudowanych przez Holendrów pod koniec XIX wieku.
Podstawowe narzędzia, na których polegają pracownicy, są improwizowane i rustykalne, często składające się z silnika wymontowanego ze starej wywrotki. Muszą naciskać pedał gazu i hamulec, aby zanurzyć i wynurzyć rurę zwaną szlamówką. Potrzebują wystarczająco długiej liny, aby opuścić szlamówkę aż do złoża ropy. Kiedy szlamówka dociera na dno, otwory otwierają się, wpuszczając ropę. Następnie, gdy lina zaczyna swoją drogę w górę, otwory zamykają się, zatrzymując ropę wewnątrz rury. Pauni używa ciężkiego żelaznego pręta do prowadzenia szlamówki w dół, czasami nosząc maskę dla ochrony przed rozpryskującą się cieczą.
Jednak najbardziej obawia się możliwej eksplozji. Stary sprzęt może się przegrzać i zapalić. W czerwcu 2024 roku pożar w innym odwiercie na Sumatrze zabił czterech pracowników, co świadczy o ciągłym zagrożeniu. Trudno jest również utrzymać te odwierty w dobrym stanie przez długi czas; jeżeli rura złamie się w otworze, trudno ją wyprostować.

Kontekst historyczny i ekonomiczny
Około 200 lat temu, przed powstaniem szybów naftowych, ropa naftowa naturalnie wydobywała się tutaj z ziemi. W 1887 roku Holendrzy, którzy skolonizowali Indonezję, rozpoczęli wiercenia na dużą skalę. Wraz ze światowym wzrostem popytu na ropę naftową, wydobycie w Indonezji również się rozwinęło, a ziemia ta zmieniła się nie do poznania.
Wydobywanie ropy stało się najbardziej lukratywną pracą, ale nie było jej tak dużo jak wcześniej. Kiedy Pauni rozpoczął tę pracę w 2004 roku, mógł wydobywać do 3400 litrów ropy dziennie. Teraz wydobycie 210 litrów zajmuje mu tydzień, co skłania do refleksji, że "ten szyb nie sprawi, że będziemy bogaci."
Mimo że robotnicy są właścicielami ziemi, państwowa firma Pertamina posiada prawo do całej ropy znajdującej się pod ziemią. Zgodnie z prawem pracownicy muszą sprzedawać swoją ropę firmie za pośrednictwem przedsiębiorstwa należącego do lokalnej władzy. Najnowsze szacunki z 2014 roku wykazały, że państwowa firma traciła prawie 11 milionów dolarów rocznie na rzecz pracowników, którzy sprzedają swoją ropę niezależnie.
Nawet po sprzedaży na czarnym rynku pracownicy zarabiają tylko około 12 dolarów tygodniowo, co jest bardzo niską kwotą. Pauni płaci swojemu siostrzeńcowi Joko dodatkowe 6 dolarów tygodniowo za wożenie ropy do rafinerii. Joko, który zajmuje się tym już od 16 lat, pyta retorycznie: „Co innego mógłbym robić?”
Sąsiad Pauniego, Jaenuri, przetwarza ropę w rzemieślniczej rafinerii przy użyciu tradycyjnych technik. Pracuje 13 godzin dziennie, nosząc ważące dziewięć kilogramów pojemniki wypełnione ropą naftową. Ropę wlewa do 230-litrowych beczek, a następnie rozpala podziemny piec. Temperatura musi osiągnąć co najmniej 300 stopni Celsjusza, aby rozpoczął się proces parowania, kluczowy do rafinacji. Przez cały dzień pracownicy wdychają opary, będące połączeniem azotu, metanu i tlenku węgla, które mogą powodować raka i uszkodzenia mózgu. Cały dzień pracy przynosi tylko jedną beczkę oleju napędowego, wystarczającą na trzykrotne zatankowanie samochodu. Miejscowi kupują taką ropę za około 60 centów za litr, czyli dwa razy więcej, niż zapłaciłaby Pertamina.
Indonezja ma pod ziemią wystarczające rezerwy ropy naftowej, by zasilać cały kraj przez co najmniej cztery lata, mimo to importuje około połowy zużywanej ropy. Rzemieślnicy nie mogą kopać nowych szybów na własnej ziemi, zamiast tego muszą zezwolić dużym firmom na wiercenie na ich terenie, zgodnie z prawem przyjętym przez kraj w 2001 roku. W tym samym roku firma ExxonMobil odkryła pobliskie pole naftowe i wkrótce podpisała umowę, aby pomóc Pertaminie w jego rozwoju, wykupując wcześniej 3000 drobnych właścicieli ziemskich. Zakład rozpoczął wydobycie w 2008 roku i obecnie produkuje około 200 tysięcy baryłek rocznie, co stanowi około jednej czwartej krajowego wydobycia ropy naftowej.
Oto Jak Powstaje I Jak Się Wydobywa Gaz Ziemny
Skutki środowiskowe
Ropa naftowa, która wyciekła z szybów, zanieczyściła okoliczną ziemię i wodę. Pracownicy wyrażają smutek i żal, ponieważ tereny stały się jałowe. Rekultywacja tych obszarów jest niezwykle trudna, zwłaszcza biorąc pod uwagę niskie zarobki z wydobycia, które ledwo pokrywają codzienne wydatki.
Historyczne katastrofy pożarowe w Europie
Borysław: Miasto ropy i ognia
Początki i rozwój przemysłu
Bogactwem galicyjskiego Borysławia były złoża ropy naftowej, odkryte w trzeciej dekadzie XIX wieku, kiedy miasto leżało na terenie zaboru austriackiego. Około 1840 roku funkcjonowało tam kilka małych szybów, ale już pod koniec XIX wieku było ich kilkanaście tysięcy. W międzywojniu Borysław urósł do miana trzeciego miasta w Polsce pod względem zajmowanego obszaru, po Warszawie i Łodzi, stopniowo wchłaniając okoliczne wsie. Jedną z nich były Tustanowice, gdzie działał znany w Polsce szyb Oil City. Koncentracja przemysłu naftowego narażała region na częste pożary.
Pożary i zamieszki społeczne
W mieście, co kilka lat, wybuchały groźne pożary. Duży pożar powstał w 1873 roku, jednakże jego przyczyna była inna - doszło do zamieszek spowodowanych drastycznym rozwarstwieniem zamożności pomiędzy biedotą a majętnymi właścicielami szybów. Ogłoszono strajk, a zdesperowani robotnicy podpalili kilkadziesiąt zabudowań. Miasto płonęło dwa tygodnie, a władze aresztowały 300 osób podejrzanych o udział w podpaleniach.
Wielki pożar z 1908 roku
Największy pożar w historii miasta powstał 4 lipca 1908 roku około godziny 14:30. Spowodowała go gwałtowna burza z wyładowaniami, od których zapaliło się kilka szybów: Litwa 3, Żelazny, Hadwiga, Celebes i Oil City. Ten ostatni należał do największych w Zagłębiu Borysławskim, a jego właścicielem była berlińska firma Braun i Bermann. Dzienne wydobycie utrzymywało się na poziomie 2 tysięcy ton ropy, a w zbiornikach obok szybu gromadzono tysiące ton ropy zapasowej. Pożar przeniósł się z szybu na te właśnie zbiorniki. Kłęby dymu i jęzory ognia sięgały na wysokość 200 metrów.
Brak dróg dojazdowych i chaotyczna zabudowa utrudniały podjęcie akcji gaśniczej. Około 17:30 na miejsce przybyli starosta Stanisław Noel i komisarz górniczy Apolinary Mokry. W tym samym czasie działania podjęła zawodowa straż pożarna z Borysławia. Na pobliskim wzniesieniu ustawiono kilka sikawek ręcznych, z których polewano płonące szyby i zbiorniki. Udało się jedynie zapobiec rozprzestrzenianiu się ognia, jednak strumień płonącej ropy przedostał się do rzeki, zagrażając zabudowaniom wsi Tustanowice.
Metody gaszenia i dokumentacja
Do Borysławia przyjechali także członkowie Krajowego Związku Producentów Ropy ze Lwowa. Podjęto decyzję o sprowadzeniu na miejsce zdarzenia 150 żołnierzy z jednostki saperskiej z Przemyśla, którzy przybyli o 1:00 w nocy i natychmiast skierowano ich w rejon Oil City. Do akcji przystąpił też oddział ratunkowy - „gasiciele ognia”. Ta nietypowa ekipa składała się ze 180 osób, w większości narodowości żydowskiej, zatrudnionych na stałe jako robotnicy w tamtejszych kopalniach. Do zakresu ich obowiązków należał udział w akcjach gaśniczych przy pożarach szybów, a oddział otrzymywał wynagrodzenie w wysokości 11 tysięcy koron do podziału.
Gasicieli podzielono na dwie grupy. Ich zadaniem było noszenie na plecach worków z ziemią i gliną oraz wrzucanie ich z bliskiej odległości w ogień. Każdy gasiciel owijał głowę mokrym kaftanem, szmatą lub ręcznikiem, co miało izolować od ciepła. Po wyrzuceniu ziemi wracał po nowy worek, które napełniali saperzy z Przemyśla. W ten sposób ziemia tłumiła ogień i dusiła wydobywające się gazy, a powierzchnia pożaru i odległość konieczna do dotarcia do szybu zmniejszała się z godziny na godzinę.
Rozmiary pożaru przy Oil City skłoniły wydawców do stworzenia serii pocztówek dokumentujących tę katastrofę. Na początku XX wieku powodzie i wielkie pożary były częstym tematem takich wydawnictw. Na pocztówce wydanej w 1908 roku fotograf utrwalił saperów z Przemyśla oraz gasicieli ognia z charakterystycznymi kapturami na głowie, na tle kłębów dymu przy Oil City. Na rewersie widniał dwujęzyczny podpis (polski i niemiecki) - „Pożar szybu Oil-City. Żydzi borysławscy jako robotnicy ziemni przy gaszeniu.” Inna pocztówka, opublikowana około 1907 roku, przedstawiała zbiorniki wypełnione ropą przy szybie Oil City w Tustanowicach, uwidaczniając brak bitych dróg i gęstą, chaotyczną zabudowę, co dodatkowo utrudniało dojazd straży pożarnej i ekip ratowniczych.

Karlino 1980/81: Największy pożar w Polsce
Wybuch i początek akcji
9 grudnia 1980 roku, około godziny 17:00, na wiertni Daszewo-1 w okolicach wsi Krzywopłoty (4,5 km od Karlina, wówczas woj. koszalińskie) doszło do katastrofy. Jeden z kilkunastu pracowników wiertni zauważył, że płuczka jest wypierana na zewnątrz odwiertu: ciśnienie ropy naftowej i gazu ziemnego niebezpiecznie wzrosło. Burmistrz Karlina, Waldemar Miśko, wspominał: „Wówczas byłem 19-letnim uczniem technikum. Tego dnia przebywałem w centrum Karlina, kilka kilometrów od wiertni. Zapadał zmierzch. W pewnym momencie na niebie ukazała się wielka, jaskrawa zorza.”
Około 17:15 pierwsze zgłoszenie otrzymała Ochotnicza Straż Pożarna z Karlina. Dziesięć minut później st. kapral Alicja Bogatko z Państwowej Straży Pożarnej w Białogardzie odebrała telefon z informacją, że płonie wiertnia Daszewo-1. Ogłoszono alarm, a o 17:42 na miejsce pożaru dotarły trzy wozy bojowe z PSP Białogard. Kronika tamtejszej PSP tak opisała pierwsze chwile po wybuchu: „Płonie gaz, wieża wiertnicza przewrócona na skutek dużego promieniowania cieplnego. (...) Ogień jest tak duży, że tworzy nad pobliskim miastem Karlino ogromną łunę stając się widocznym na odległość 30 km.”
Dowodzenie akcją objął mł. chor. Marek Bauman, komendant ZSP. Strażacy rozpoczęli natychmiastową ewakuację ludzi i sprzętu. O godzinie 18:45 dowództwo przejął Komendant Wojewódzki SP płk poż. Szacuje się, że ciśnienie wynosiło około 560 atmosfer, a wysokość słupa ognia sięgała od 30 do 100 metrów. Mimo poświęcenia strażacy z Białogardu nie byli w stanie opanować potężnego pożaru. Temperatura w miejscu erupcji wynosiła około 1000 stopni Celsjusza. Doszczętnie spłonęły baraki pracowników, wieża wiertnicza oraz pozostałe urządzenia wiertni Daszewo-1.
Skala katastrofy i mobilizacja sił
Po kilku godzinach w akcji gaszenia szybu brało udział 18 jednostek straży pożarnej, m.in. z Kołobrzegu, Koszalina, Szczecinka i Świdwina. Informacja o skali pożaru dotarła do Warszawy późnym wieczorem 9 grudnia. W ciągu kilku godzin strażacy ewakuowali mieszkańców pobliskich gospodarstw oraz robotników wiertni.
Do akcji gaśniczo-ratowniczej w Karlinie włączyły się jednostki inżynieryjne z Pomorskiego Okręgu Wojskowego, Obrona Cywilna, strażacy z kilku jednostek z terenu woj. koszalińskiego oraz jednostki Milicji Obywatelskiej i specjalistyczna drużyna ratownictwa górniczego, łącznie około 1000 osób. Na czele akcji stanął zespół specjalistów, w tym inżynierowie z branży naftowej.
Po erupcji Karlino stało się sławne nie tylko w Polsce. Codziennie przybywały tam liczne ekipy TVP oraz zagranicznych mediów. Uczestników akcji odwiedził I sekretarz KC PZPR Stanisław Kania, a śmigłowcem Marynarki Wojennej przybył również przewodniczący NSZZ „Solidarność” Lech Wałęsa. Od 10 grudnia 1980 roku relacje z Karlina były stałym punktem głównego wydania Dziennika TVP i znalazły się na pierwszych stronach większości polskich gazet.

Nadzieje i teorie spiskowe
Mimo nasilającego się kryzysu społecznego i gospodarczego, w ogólnej świadomości płonący szyb w Karlinie wzbudzał nadzieję, że oto odnaleziono ogromne złoża ropy naftowej. Pojawiały się wręcz opinie, że Polska „stanie się drugim Kuwejtem”, a eksploatacja złoża i eksport ropy naftowej rozwiążą polskie problemy gospodarcze. Nie brakowało też plotek - mówiono, że pożar był dziełem nieznanych dywersantów zachodnioniemieckich lub amerykańskich.
Międzynarodowa pomoc i innowacyjne metody gaszenia
16 grudnia 1980 roku do Karlina przybyli specjaliści z Węgier i ZSRS, którzy doradzali polskiej ekipie, w jaki sposób ugasić pożar. Po próbach usunięcia uszkodzonego prewentera, blokującego dostęp do płonącego szybu, oddział artylerii LWP zniszczył go pociskami z haubic 152 mm. Oczyszczono teren ze spalonych urządzeń i zbudowano drogi dojazdowe niezbędne do eksploatacji złoża. Akcję gaśniczą kontynuowano także podczas świąt Bożego Narodzenia i w Nowy Rok.
Z Połtawy (wówczas ZSRS) przybyła 10-osobowa ekipa inż. Leona Kałyny. W Karlinie użyto specjalistycznych agregatów gaśniczych AGWT. Były to silniki turboodrzutowe Klimow WK-1F, pochodzące z myśliwców MIG-17, zamontowane na samochodach. Wytworzony przez nie ciąg powietrza tłumił płomienie.
8 stycznia 1981 roku, tuż przed godziną 11:00, za pomocą działek wodnych po raz pierwszy ugaszono ogień. Jednak brak zablokowania szybu, spowodowany uszkodzeniem prewentera, sprawił, że ogień nie został trwale opanowany i złoże ponownie się zapaliło. Właściwe ugaszenie pożaru szybu w Karlinie miało miejsce 10 stycznia 1981 roku, około 8:00 rano. Użyto działek wodnych i agregatów gaśniczych AGWT, a za pomocą dźwigu nałożono 11-tonowy prewenter sprowadzony z Rumunii.
Oto Jak Powstaje I Jak Się Wydobywa Gaz Ziemny
Bilans i dziedzictwo
Przez 32 dni ponad 1000 osób walczyło z żywiołem. W ciągu miesiąca w Karlinie spłonęło około 30 tysięcy ton ropy naftowej i około 50 milionów metrów sześciennych gazu ziemnego. Koszt akcji gaśniczej, budowy dróg dojazdowych do szybu oraz innych prac inżynieryjnych wynosił 300 milionów złotych. 16 stycznia 1981 roku z Karlina odjechał pierwszy pociąg wiozący 780 ton ropy naftowej do rafinerii w Trzebini. W latach 1981-83 eksploatowano trzy otwory wiertnicze Daszewa-1. Według ocen Instytutu Technologii Nafty w Krakowie ropa pochodząca ze szczelinowego złoża koło Karlina była średniej jakości.
Dziś w Karlinie planuje się budowę Centrum Nauki i Techniki „Energia”, które ma na celu upamiętnienie tamtych wydarzeń i pozwolić zwiedzającym na przeżycie części emocji towarzyszących pracownikom szybu 35 lat temu. Będzie tam symulacja drżenia ziemi przed wybuchem i zapach ropy naftowej, z wykorzystaniem bezpiecznych środków zapalających.
Podpalenie szybów naftowych w Kuwejcie (1991): Ekobójstwo na skalę globalną
Przyczyny i skala katastrofy
Jedną z największych katastrof ekologicznych w historii, będącą wynikiem celowego działania, było podpalenie szybów naftowych w Kuwejcie w 1991 roku. Przyczyną katastrofy była wojna tocząca się w 1991 roku, kiedy armia iracka, wycofując się z Kuwejtu, z premedytacją podpaliła tereny roponośne, doprowadzając do katastrofy ekologicznej na niespotykaną skalę. Uchodzące wojska irackie podpaliły ponad 500 szybów naftowych, które płonęły przez wiele miesięcy. Rafinerie i instalacje naftowe również zostały poważnie uszkodzone.
Skutki środowiskowe
Skutkiem tych działań było dostanie się do wód Zatoki Perskiej nawet 240 milionów baryłek, czyli ponad 38 miliardów litrów ropy. Skażonych zostało około 550 kilometrów terenów przybrzeżnych. Działania żołnierzy irackich stały się jednym z przykładów ekobójstwa, czyli ciężkiej zbrodni popełnionej przeciw środowisku naturalnemu.
W wyniku rozlania się ogromnych ilości ropy zagrożony został cały lądowy i morski ekosystem Zatoki Perskiej. Na lądzie ropa tworzyła gigantyczne jeziora, szkodząc środowisku naturalnemu, skażając glebę, rośliny i wody głębinowe, zagrażając ujęciom wody pitnej dla miasta Kuwejt.
Na morzu ropa zanieczyściła wodę, żywe organizmy, tereny przybrzeżne, lasy namorzynowe i mokradła. Namorzyny i rafy koralowe w Zatoce Perskiej są bogatym środowiskiem życia ptaków i ryb. Płytkie wody są idealnym miejscem do rozwoju wodorostów, a setki gatunków ryb żyją tutaj odżywiając się glonami. Ptaki wodne żerują na przybrzeżnych płyciznach. Wzdłuż wybrzeży Zatoki Perskiej położone są wartościowe łowiska, na których poławia się duże ilości krewetek i ostryg. Zagrożona została populacja diugoni, delfinów i żółwi morskich, które składają swoje jaja na wybrzeżach tamtejszych wysp. Największe straty poniosły populacje ptactwa wodnego, których zginęło około 30 tysięcy osobników.
Płonąca ropa z szybów wiertniczych przedostawała się do atmosfery wraz z sadzą i oparami, w wyniku czego pokryła i zanieczyściła okolicę. Dym ze spalonej ropy zawierał wiele szkodliwych substancji chemicznych, w tym dwutlenek siarki, tlenek węgla, sadzę, benzopiren, węglowodory aromatyczne i dioksyny. Wiele owiec i bydła zginęło zarówno z powodu wdychania drobnych kropelek ropy naftowej rozpylonych w powietrzu, jak też zjadania pokrytej nią trawy. Dlatego jednym z ważniejszych problemów było ugaszenie olbrzymich pożarów.

Specyfika gaszenia
Pożary szybów naftowych należą do jednych z najtrudniejszych do opanowania. Ze względu na panujące temperatury stosuje się specjalistyczne wyposażenie, odporne na trudne warunki. Strażacy, którzy przystępowali do gaszenia szybów naftowych w Kuwejcie, każdy pożar traktowali niezależnie. Z czasem na miejsce zaczęły przybywać ekipy z całego świata, każda z własnym pomysłem i sprzętem.
Gdy teren wokół podpalonych szybów nadawał się do bezpiecznego poruszania, przystępowano do budowy dróg i zbiorników wodnych. Wykorzystano również ropociągi do transportu wody morskiej z Zatoki Perskiej do tymczasowych zbiorników w pobliżu każdego płonącego szybu, która posłużyła później do gaszenia.
Wykorzystane technologie: czołg Big Wind
Jednym z zastosowanych pomysłów było użycie specjalnie zaprojektowanego czołgu gaśniczego Big Wind. Do jego budowy wykorzystano dwa silniki odrzutowe R-25, pochodzące z samolotu MiG-21, które zamontowano na podwoziu czołgu T-34/85 z czasów II wojny światowej. Do silników odrzutowych na czołgu doprowadzono 6 węży i pomp, które pobierały wodę ze zbiorników znajdujących się kilkadziesiąt metrów od źródła ognia.
Naukowcy początkowo oceniali, że gaszenie płonących szybów naftowych w Kuwejcie zajmie kilka lat. Dzięki zaangażowaniu strażaków i odpowiednim technikom, ogień udało się całkowicie ugasić w czasie ośmiu miesięcy. Od momentu podpalenia szybów do zakończenia ich gaszenia spłonęło 350 milionów ton surowca.

tags: #podpalenie #naftowych #szyow