W nocy z 30 września na 1 października 2018 roku Lęborkiem wstrząsnął tragiczny pożar kamienicy przy ulicy Pileckiego. Zdarzenie to pociągnęło za sobą poważne obrażenia u wielu osób, w tym dzieci, a także doprowadziło do śmierci dwóch młodych mieszkańców. Śledztwo szybko ujawniło, że pożar został sprowadzony celowo przez 18-letniego Macieja D., byłego partnera jednej z poszkodowanych.
Przebieg tragicznego zdarzenia
Do pożaru budynku mieszkalnego, trzykondygnacyjnej kamienicy komunalnej, doszło w nocy z niedzieli na poniedziałek, około godziny 1:45 (inne źródła podają 2 w nocy). Ogień wybuchł w piwnicy budynku, gdzie znajdowała się sterta łatwopalnych materiałów, takich jak suche szmaty, opony samochodowe, plastikowe opakowania i stare ubrania. Pożar szybko objął drewnianą klatkę schodową, odcinając drogę ucieczki lokatorom.
Około godziny 1:30 w nocy z 30 września na 1 października, lokatorzy zaczęli zauważać pierwsze oznaki niebezpieczeństwa. Jedna z mieszkanek przebudziła się, by skorzystać z toalety, a gdy poczuła zapach dymu i gorąc bijący od drzwi do mieszkania, zaalarmowała straż pożarną. Inna lokatorka próbowała wybiec na klatkę schodową, lecz musiała ewakuować się oknem, gdyż zamek w drzwiach był kompletnie roztopiony. Duszący dym zaalarmował także mieszkającą na drugim piętrze 19-letnią Darię, która przebudziła się, by nakarmić swoją trzymiesięczną córkę.

Akcja ratunkowa i ewakuacja
Służby ratownicze zostały powiadomione o godzinie 1:44. Już sześć minut później, podjęły pierwsze próby ugaszenia żywiołu. W akcji gaśniczej, która trwała do wczesnych godzin porannych, brało udział osiem, a według innych źródeł, dwanaście zastępów straży pożarnej. Działania były niezwykle trudne ze względu na nocną porę, dużą liczbę osób znajdujących się w budynku oraz odciętą drogę ucieczki. Wysoka temperatura uniemożliwiała wejście do klatki schodowej.
Łącznie ewakuowano 25 osób, z czego 16, w tym dziewięcioro dzieci, wymagało pomocy medycznej. Ratownicy pomogli wydostać się uwięzionym lokatorom, wielu z nich ewakuowano oknami; niektórzy mieszkańcy skakali z okien. Poszkodowani wymagali pomocy medycznej i wstępnie transportowani byli do szpitala w Lęborku, a następnie do innych placówek w Wejherowie, Słupsku, Gdańsku i Gdyni (Uniwersyteckiego Centrum Medycyny Morskiej i Tropikalnej).
Podczas akcji gaśniczej strażacy wynieśli ze zgliszczy 11 butli z gazem propan-butan. Gdyby doszło do ich zaognienia, rozmiar katastrofy byłby znacznie większy.
DRUGI POŻAR ZŁOMOWCA W LĘBORKU - AKCJA GAŚNICZA
Ofiary i poszkodowani
W wyniku pożaru obrażenia odniosło łącznie 20 osób. Najciężej poszkodowana została rodzina Darii, zamieszkująca mieszkanie na drugim piętrze. W mieszkaniu przebywała Daria z trzymiesięczną córką, jej matka Wioletta, oraz trójka rodzeństwa: 16-letnia Agata, 13-letni Janek i 4-letni Maciek. W krytycznym momencie Janek otworzył drzwi do mieszkania, a ognisty podmuch momentalnie doprowadził do utraty przytomności Darii, jej córki, Agaty, Janka i Maćka. Daria i jej córka odzyskały przytomność w szpitalu; mała dziewczynka przeżyła dzięki temu, że w ostatniej chwili została zawinięta w kocyk, który powstrzymał przedostanie się trujących gazów do dróg oddechowych. U innych mieszkańców kamienicy zaobserwowano symptomy zatrucia tlenkiem węgla i poparzenia, jeden z poszkodowanych doznał urazu kończyny dolnej wyskakując z okna.
Tragiczne konsekwencje dla rodziny Darii
- 16-letnia Agata, siostra Darii, doznała poparzeń 60% powierzchni ciała oraz uszkodzenia dróg oddechowych. Pomimo wysiłków lekarzy, zmarła 9 października 2018 roku.
- 13-letni Janek doznał 90% poparzeń ciała i zmarł 2 grudnia 2018 roku w Wielkopolskim Centrum Leczenia Oparzeń w Ostrowie Wielkopolskim. Chłopiec przed śmiercią odzyskał przytomność i wyznał, że Maciej, dzień przed tragedią, przyznał mu się, że spali Darię.
- 4-letni Maciek, doznał 50% poparzeń.
Dwoje dzieci w wieku 14 i 13 lat w stanie ciężkim zostało przetransportowanych z lęborskiego SOR-u na oddziały intensywnej terapii medycznej w Słupsku i Gdańsku. Było to trzymiesięczne niemowlę zatrute tlenkiem węgla i trójka dzieci z rozległymi oparzeniami ciała. Trójka dzieci w wieku 4, 13 i 16 lat doznała ciężkich poparzeń (100, 90 i 50 proc. ciała).
Śledztwo i zatrzymanie sprawcy
Początkowo śledczy nie wykluczali zarówno umyślnego podpalenia, jak i zaprószenia ognia przez przypadek. Prokuratura Okręgowa w Słupsku od samego początku intensywnie badała sprawę. Podejrzenia szybko skierowały się na 18-letniego Macieja D., mieszkańca gminy Nowa Wieś Lęborska, byłego partnera Darii. Po pożarze Maciej D. kontaktował się z Darią, najpierw oferując pomoc i deklarując miłość, potem wysyłając wulgarne wiadomości, życząc jej śmierci i ubolewając nad faktem, że nie zginęła w pożarze. Twierdził również, że "mówiłem ze spotka cie kara i nagle sama sie stała".
We wtorek 2 października Maciej D. stawił się na komisariacie w Lęborku, gdzie został przesłuchany jako podejrzewany. Wcześniej Daria, przebywając w szpitalu, została dwukrotnie przesłuchana przez policjantów. Złożyła obszerne zeznania, w których opisała swoją relację z byłym chłopakiem, jednak ani razu nie wspomniała o groźbie spalenia z jego strony i próbowała go wybielić, bagatelizując jego wcześniejsze groźby.
Mimo to, śledczy postanowili bliżej przyjrzeć się mężczyźnie. Jego zeznania, podczas których nie przyznał się do podpalenia, były pokrętne. Tego samego dnia, o godzinie 17:40, Maciej D. został zatrzymany na 48 godzin. Policjanci zarekwirowali jego ubranie, telefon komórkowy, przeszukali mieszkanie, gdzie znaleźli zerwany czujnik ruchu oraz list o treści samobójczej.
Przyznanie się do winy i aresztowanie
4 października Maciej D. złożył kolejne zeznania, które następnie powtórzył przed prokuratorem. Opisał w nich swój związek z Darią, łączące się z nim nieporozumienia oraz przyznał się do podpalenia kamienicy przy ulicy Pileckiego. Szczegółowo opisał dzień i noc z 30 września na 1 października, swoje emocje, zamiar oraz sposób działania. Przyznał, że cała sytuacja wyszła mu na dobre, gdyż wcześniej Daria zawsze odrzucała jego połączenia, a po zaistniałej sytuacji odebrała telefon i dzięki temu mógł się do niej ponownie zbliżyć. Rozrysował również szkic, na którym szczegółowo opisał pokonaną drogę, sposób wejścia do budynku oraz umiejscowienie podpalonych śmieci. Początkowo twierdził, że jego zamiarem było jedynie zastraszenie dziewczyny.
5 października 2018 roku Sąd Rejonowy w Słupsku zastosował trzymiesięczny areszt wobec Macieja D. Podejrzanemu został przedstawiony zarzut umyślnego sprowadzenia zdarzenia powszechnie niebezpiecznego w postaci pożaru, które zagrażało życiu i zdrowiu wielu osób oraz mieniu w wielkich rozmiarach. Prokurator Prokuratury Okręgowej w Słupsku podjął decyzję o zmianie dotychczas stawianego Maciejowi D. zarzutu, co mogło grozić mu nawet dożywociem. Wcześniej informowano, że podejrzanemu grozi kara do 10 lat więzienia.
Motywy i tło zdarzenia
Relacja Darii i Macieja rozpoczęła się w szkole. Z czasem charakter chłopaka stał się zaborczy i niezwykle zazdrosny. Para zamieszkała razem, gdy Daria i jej starsza siostra otrzymały od miasta mieszkanie socjalne. Matka Darii, Wioletta, wspominała, że Maciej był w rodzinie traktowany jak syn. Problemy nasiliły się, gdy Daria zaszła w ciążę. Młody mężczyzna nie uznał swojego dziecka, poniżał Darię i oskarżał ją o zdrady. Awanturował się, że kobieta poświęca więcej czasu dziecku niż jemu.
W sierpniu 2018 roku Daria postanowiła rozstać się z Maciejem i wyprowadzić do swojej matki. Maciej nie chciał tego zaakceptować, groził jej, mówiąc nawet, że ją spali. Po powrocie do Nowej Wsi Lęborskiej, Maciej nadal nachodził Darię, wchodził do jej mieszkania oknem, straszył. Codziennie napastował ją dziesiątkami SMS-ów, w których na zmianę zapewniał o miłości, szantażował groźbami samobójczymi, obrażał, życzył śmierci i zapowiadał spalenie jej domu. Zaczajał się na nią na klatce schodowej, straszył i szarpał, grożąc jej i jej najbliższym: "Mówił mi, że albo będę z nim, albo z nikim".
W sierpniu Maciej zakręcił w kamienicy główny zawór gazu ziemnego. Innym razem wszedł na klatkę schodową i podpalił dziecięce ubrania leżące na wózku należącym do sąsiadki Darii. To zagrożenie zostało błyskawicznie ugaszone przez jednego z lokatorów, ale sytuacja nie została nikomu zgłoszona. Daria dowiedziała się o tym dopiero kilka tygodni później. Pod koniec września Daria i jej matka rozważały zgłoszenie sprawy na policję, jednak uznały, że groźby Macieja nie mają potwierdzenia w realizacji, więc postanowiły poczekać z zawiadomieniem.
Szczegóły podpalenia
W noc poprzedzającą pożar, Maciej D. wpadł w szał po tym, jak Daria odrzucała jego połączenia i nie reagowała na wulgarne wiadomości tekstowe, w których dopytywał się o jej miejsce pobytu w poprzednią noc. Około północy opuścił swoje lokum na poddaszu w Nowej Wsi Lęborskiej, wychodząc przez okno i schodząc po rynnie, aby nie budzić domowników. Drogę do Lęborka, wynoszącą 7,5 km, pokonał pieszo w niecałe półtorej godziny. Przed wyjściem wyłączył telefon komórkowy i omijał miejsca z monitoringiem miejskim.
Gdy przybył pod kamienicę, wiedział, że nie zostanie zauważony, ponieważ kilka godzin wcześniej zerwał czujnik ruchu odpowiedzialny za automatyczne zapalanie światła wewnątrz budynku. Wiedział również, że pod drewnianymi drzwiami do piwnicy znajduje się sterta śmieci. Do rozpalenia ognia użył zapalniczki. Po upewnieniu się, że ogień się zatlił, co zajęło około 2-3 minuty, opuścił kamienicę i pieszo powrócił do domu, docierając do niego około godziny 3 nad ranem.
tags: #lebork #pileckiego #pozar