Samopodpalenia Związkowców jako Ekstremalna Forma Protestu

Samopodpalenie, choć rzadkie, stanowi jedną z najbardziej drastycznych i desperackich form protestu, wyrażającą skrajną niezgodę i bezsilność. W historii odnotowano przypadki, gdy do tego aktu uciekali się również związkowcy, by zwrócić uwagę na trudną sytuację pracowników, politykę rządu czy problemy związane z utratą miejsc pracy.

Tragiczny Protest Mongolskiego Związkowca

Wstrząsające zdarzenie miało miejsce 13 listopada, kiedy to mongolski związkowiec S. Erdene, szef Związku Zawodowego „Solidarność” skupiającego górników z kopalni należącej do państwowej spółki „Erdenes Tavan Tolgoi” JSC, dokonał aktu samopodpalenia. Protest ten, przeprowadzony na konferencji prasowej na oczach dziennikarzy, był wyrazem sprzeciwu wobec polityki rządu i władz kopalni.

W krótkim oświadczeniu Erdene stwierdził: „Mongolski rząd nie wspiera już naszej kompanii, pracownicy i ich rodziny głodują, z tego powodu podpalę się w imię narodu Mongolii i naszych dzieci”. Następnie oblał się łatwopalnym płynem i podpalił. Na sali zapanował chaos i krzyki, a towarzysze rzucili się mu na pomoc, gasząc płomienie własnymi kurtkami i gaśnicą.

Związkowcy protestowali przeciwko sprzedaży mongolskiej kopalni Chinom. Obawiali się, że w wyniku transakcji z chińską spółką TTJV Co, do której wytransferowano 203 etaty, stracą pracę, ponieważ Chińczycy, zgodnie ze swoimi zwyczajami, mogą sprowadzić pracowników ze swojego kraju. S. Erdene trafił do Narodowego Centrum Ortopedii i Urazów Mongolii z poparzeniami 40% powierzchni ciała, lecz jego stan był stabilny.

Zdjęcie przedstawiające wejście do kopalni węgla kamiennego Erdenes Tavan Tolgoi w Mongolii lub symboliczną grafikę protestu górników.

Samopodpalenie w Krakowie podczas Protestu Przeciwko Zwolnieniom

W Krakowie doszło do kolejnego aktu desperacji, gdy 42-letni mężczyzna, jeden z protestujących przeciwko zwolnieniom w Przewozach Regionalnych, podpalił się. Związek Zawodowy Drużyn Konduktorskich w Przewozach Regionalnych prowadził w Krakowie protest głodowy, sprzeciwiając się planowanemu wprowadzeniu programu naprawczego, który przewidywał między innymi restrukturyzację zatrudnienia.

W czwartek, podczas rozmów prowadzonych w siedzibie małopolskich Przewozów Regionalnych, 42-latek wyszedł do łazienki, prawdopodobnie oblał się łatwopalną substancją i podpalił. Tylko dzięki szybkiej reakcji kolegów udało się go uratować. Desperat doznał poparzeń górnych dróg oddechowych, klatki piersiowej i szyi, i w ciężkim stanie został przewieziony do szpitala.

Dyrektor Małopolskiego Zakładu Przewozów Regionalnych, Andrzej Siemieński, poinformował, że protest związkowców został zawieszony w środę i przystąpiono do rozmów. Stwierdził, że rozmowy toczyły się aż do czwartku do godziny 11:15 i „byliśmy na dobrej drodze do rozwiązania, które by satysfakcjonowało obie strony. Rozstaliśmy się z założeniem, że spotkamy się znów w środę 26 czerwca. W kwestiach budzących wątpliwości obie strony gotowe były powołać mediatora. Stanowiska zbliżyły się dzisiaj na tyle, że praktycznie do zwolnień miało nie dojść. Tym większe jest moje zaskoczenie, że takie było zachowanie jednego ze związkowców”.

Zdjęcie symbolizujące protest pracowniczy w transporcie publicznym lub budynek siedziby Przewozów Regionalnych.

Akt Desperacji przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów w Warszawie

23 września 2011 roku, tuż po godzinie 11, przed siedzibą Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w Warszawie doszło do kolejnego samopodpalenia. Mężczyzna, zidentyfikowany jako Andrzej Ż., oblał się benzyną i podpalił na znak protestu.

Jeden ze związkowców, uczestniczący w trwającym od kilku dni proteście przed Kancelarią, relacjonował w rozmowie z reporterem RMF FM, że desperat skarżył się na rząd. Według jego relacji, 56-latek miał powiedzieć, że został oszukany i stracił mieszkanie. Mężczyzna spędził przed siedzibą premiera kilkadziesiąt minut, po czym oblał się jakąś substancją i podpalił zapalniczką.

Andrzej Ż. trafił do szpitala przy Szaserów, gdzie został wprowadzony w stan śpiączki farmakologicznej. Doznał poparzeń 60 procent ciała i przebywał na sali intensywnego nadzoru. Policja poinformowała, że nie znaleziono przy nim ulotek ani listów, w których motywowałby swój dramatyczny krok, i poszukiwała krewnych pacjenta.

Dziesiątki tysięcy członków związków zawodowych protestuje przeciwko polityce rządu

tags: #podpalenie #sie #zwiazkowca