Podpalenie i Użycie Ognia w Starożytnej Grecji

Człowiek jest świadom niszczycielskiego potencjału ognia od czasu, gdy po raz pierwszy oparzył się o dziwne, żółtawe, drgające powietrze. W momencie, kiedy wynaleziono wojnę, stało się jasne, że prędzej czy później ludzkość odłoży kije i kamienie, a ich miejsce zajmie ogień i za jego pomocą będzie udowadniać, po czyjej stronie jest racja i prawo. Niszczycielski potencjał ognia mógł dać przewagę każdemu, kto zdołałby go ujarzmić i zmusić do walki po jego stronie. Od wieków próbowano to osiągnąć.

Niszczycielski Potencjał Ognia w Antyku

Od początku wynalazcy i inżynierowie, zajmujący się kwestią broni zapalającej, szukali sposobów na rozwiązanie jednego, podstawowego pytania: jak stojąc w jednym miejscu, podpalić przeciwnika, który znajduje się kawałek dalej, bez biegania z pochodniami. Od czasu, gdy w VIII wieku przed Chrystusem Asyryjczycy po raz pierwszy zaczęli miotać płonące garnki ze smołą na oblegane przez siebie miasta, pytanie uległo małemu przeredagowaniu - zaczęto się zastanawiać, jak robić to skuteczniej.

Ilustracja przedstawiająca starożytne oblężenie miasta z użyciem miotanych płonących garnków ze smołą.

Chińczycy, którzy szli odrębną drogą, używali czarnego prochu i prymitywnych pseudosilniczków rakietowych na paliwo stałe, przyczepianych do strzał, włóczni lub po prostu odpalanych samodzielnie. Rozwiązaniem o wiele prostszym i przez wieki dominującym były płonące strzały: prosty, tani sposób na podpalenie wszystkiego, co tylko podpalić się da.

Przyjmuje się, że praszczurem miotaczy ognia jest „grecki ogień”. Nic w tym dziwnego, biorąc pod uwagę pewne podobieństwo między efektem działania miotacza ognia a naszym wyobrażeniem o działaniu tej starożytnej broni. Nie jest to jednak do końca uprawomocnione.

Herostrates: Podpalacz Świątyni Artemidy w Efezie

20 lub 26 lipca 356 p.n.e., Efez - tego dnia szewc z Efezu, Herostrates (a właściwie Herostratos, gr. Ἡρόστρατος), pragnący wiecznej sławy, podpalił jeden z cudów świata - efeski Artemizjon. Według tradycji, tej samej nocy, kiedy świątynia spłonęła, na świat przyszedł Aleksander Wielki. Herostrates, opętany obsesją wiecznej sławy, nie mógł o tym wiedzieć; według niego to on sam miał być tym bohaterem. Wielkość miał przecież zapisaną w imieniu - cząstka stratos oznacza armię, co można by przetłumaczyć jako armia herosa lub bogini Hery.

Rekonstrukcja Świątyni Artemidy w Efezie przed pożarem.

Herostratesowi nie w głowie było zwyczajne życie; pragnął sławy, najlepiej wiecznej, i w tym celu zdecydował się popełnić zbrodnię. W pewnym sensie został starożytnym terrorystą - prawdopodobnie pierwszym w historii ludzkości. Na szczęście nikogo nie zabił. Jego zbrodnia była wymierzona przeciwko kulturze i sztuce. Jak ujęła to Magdalena Zabłocka: Herostrates zamordował świątynię. Postanowił spalić Artemizjon, odbudowany po powodzi w VII wieku p.n.e. W ciągu zaledwie kilku godzin od podłożenia ognia w świątyni zostało z niej jedynie gruzowisko. Była to niepowetowana strata. Trudno się zatem dziwić gwałtownej reakcji mieszkańców, którzy na widok zniszczeń wpadli w rozpacz.

O tym, że taki pożar faktycznie miał miejsce, świadczą odkrycia archeologów. Zespoły Antona Bammera oraz Ulrike Muss znalazły na pozostałościach kolumn ślady ognia. John i Elizabeth Romerowie wysnuli przypuszczenie, że Herostrates mógł osiągnąć swój cel, podpalając drewniany dach świątyni.

Konsekwencje i "Damnatio Memoriae"

Herostratesa aresztowano. W trakcie przesłuchania przyznał się od razu i wyjawił, że do zbrodni popchnęła go chęć zdobycia rozgłosu. Pobudki, którymi się kierował, uznano za wyjątkowo haniebne. Dlatego nie tylko skazano go na śmierć, ale i postanowiono zapobiec temu, by jego marzenie o wiecznej sławie się ziściło. Usłyszał wyrok damnatio memoriae - potępienia pamięci. Po egzekucji Herostratesa miał zniknąć każdy ślad po jego ziemskim bytowaniu. Zabronione zostało nawet wymawianie jego imienia.

Zdarzył się jednak pewien „przeciek”. Informację o sprawie Herostratesa zawarli w swoich pismach historycy Teopomp i Strabo. Ten ostatni, żyjący pomiędzy 64/63 rokiem p.n.e. a 21 rokiem n.e., zapisał, że kiedy świątynia została spalona przez pewnego Herostratusa, mieszkańcy wznieśli kolejną, jeszcze lepszą. Jak jednak zwraca uwagę Magdalena Zabłocka: przewrotność losu i przeraźliwy chichot historii dały o sobie znać, bo nikt nie pamięta, kto świątynię wznosił, a wszyscy znają imię Herostratesa.

Dziedzictwo: Syndrom Herostratesa

Herostrates pozostawił po sobie pewne „dziedzictwo”. Otóż jego imię pojawia się w kontekście tzw. syndromu czy kompleksu Herostratesa, za pomocą którego określa się osobę o rysach psychopatycznych, dla rozgłosu zdolną do popełnienia najgorszej zbrodni. W przenośni imię jego stało się synonimem człowieka, który, powodowany nieopanowaną żądzą sławy, zdolny jest utrwalić pamięć o sobie popełnioną zbrodnią bądź haniebnym lub barbarzyńskim uczynkiem. Stąd również pochodne pejoratywne określenie „herostratowy (herostratesowy)”, oznaczające chęć unieśmiertelnienia się za wszelką cenę.

Symboliczna grafika przedstawiająca ideę wiecznej sławy i potępionej pamięci, z motywem płonącej świątyni.

Przykładów takich ludzi było w historii wiele. Weźmy choćby zabójcę Johna Lennona Marka Davida Chapmana, który po zamachu na Beatlesa przyznał, że zrobił to dla sławy. Przypuszcza się, że z takich samych pobudek działali Lee Harvey Oswald, który zastrzelił Johna F. Kennedy'ego. W kontekście tego syndromu pojawia się również pewien polski wątek.

W roku 1970 z oficjalną wizytą w Pakistanie przebywał Przewodniczący Rady Państwa, marszałek Marian Spychalski. 1 listopada wylądował w Karaczi i wraz z żoną zmierzał w kierunku oczekujących go oficjeli, kiedy nagle w komitet powitalny wjechała ciężarówka. W zamachu zginęło kilka osób: wiceminister spraw zagranicznych Zygfryd Wolniak, zastępca szefa wywiadu Pakistanu oraz dwóch pakistańskich fotoreporterów. Napastnik krzyczał: „Śmierć komunistom!” oraz „Wykonałem swoją misję!”. Nazywał się Feroz Mohammad. W trakcie śledztwa pojawiły się sugestie, jakoby cierpiał na syndrom Herostratesa i w zasadzie podzielił jego los - został stracony.

Artyści z polskiej grupy Twożywo stworzyli cykl 26 plakatów zatytułowanych „Herostrates” jako transpozycję opowiadania Sartre’a. Plakaty tej grupy, będące formą komunikatywną opartą na kodzie wizualnym, eksponowane były w wielu miastach, m.in. w gdańskim ratuszu oraz w przestrzeni publicznej miasta. Z tymi kreacjami związany był także spektakl Czy jest w tobie Herostrates? w reżyserii J. Szeptyckiego.

tags: #podpalenie #starozytna #grecja