Przypadki Podpaleń i Kradzieży w Kontekście Afrykańskim

Problem przestępczości, w tym podpaleń i kradzieży, ma wiele wymiarów, szczególnie w regionach dotkniętych konfliktami politycznymi czy społecznymi. Poniżej przedstawiamy szczegółowe informacje dotyczące zuchwałych kradzieży starożytnych skarbów, kontrowersyjnych procesów sądowych w Afryce Północnej oraz działalności przestępczej z udziałem obywateli Polski na kontynencie afrykańskim.

Mapa Afryki z zaznaczonymi miejscami przestępstw (Libia, Egipt, Kamerun, Nigeria, Wybrzeże Kości Słoniowej, Mauretania, Maroko)

Kradzież Skarbu Bengazi w Libii: Tajemnica i Skala Rabunku

Sytuacja w Libii przypomina wydarzenia z pierwszych tygodni wojny w Iraku w 2003 roku, kiedy łupem złodziei również padły skarby archeologiczne. Wówczas to z najcenniejszych przedmiotów ogołocono muzeum bagdadzkie.

Kontekst i Przebieg Kradzieży

W Bengazi łupem gangu złodziei padła bezcenna kolekcja 7,7 tys. starożytnych monet ze złota, srebra i brązu, nazywana skarbem Bengazi. Zuchwałego napadu dokonano poprzez wywiercenie otworu w betonowym suficie ukrytego w podziemiach skarbca mającego siedzibę w tym mieście Krajowego Banku Handlowego. Skoku dokonano w maju, tuż po podpaleniu siedziby banku. Z początku uważano, że samo podpalenie stanowiło część akcji powstańców walczących z wojskami Kaddafiego. Mogło ono być jednak związane z tą świetnie zorganizowaną kradzieżą.

Ilustracja przedstawiająca wywiercony otwór w suficie skarbca bankowego

W tym czasie miasto Bengazi walczyło z siłami lojalnymi wobec nieżyjącego już dyktatora. Bengazi było pierwszym miastem, nad którym powstańcy przejęli kontrolę, jednak oddziały wierne Kaddafiemu nieustannie podtrzymywały ataki. Złodzieje bez skrupułów rozbili metalowe szafki i zerwali pieczęcie z czerwonego wosku znajdujące się na drewnianych kufrach, gdzie przechowywano monety. Gang, który dokonał śmiałego włamania, skoncentrował się wyłącznie na starożytnym skarbie, nie ruszając przedmiotów o mniejszej wartości. Oprócz bezcennej kolekcji monet, łupem złodziei padły również:

  • biżuteria,
  • medaliony,
  • łańcuszki,
  • bransolety,
  • naszyjniki,
  • kolczyki,
  • pierścienie,
  • złote opaski,
  • około 50 małych statuetek i figurek z brązu,
  • wyroby ze szkła i kości słoniowej.

Złodzieje nie zapomnieli nawet o małym składziku zawierającym kamienie szlachetne.

Wartość i Znaczenie Skarbu

Wiele monet pochodziło z czasów Aleksandra Wielkiego. Nie sposób ocenić wartości łupu; wystarczy jednak wspomnieć, że na aukcji w Paryżu jedna starożytna moneta grecka, wybita w Kartaginie, osiągnęła rekordową wartość 268 tys. funtów. Zdaniem Hafed Waldy, libijskiej archeolożki pracującej w londyńskim King’s College, kradzież nosi znamiona niezwykle profesjonalnej roboty. Według niej, włamaniami dokonali ludzie, którzy wiedzieli, czego szukają, sugerując możliwy udział pracowników skarbca.

Zdjęcie starożytnej libijskiej monety ze skarbca Bengazi

Serenella Ensoli, archeolożka z uniwersytetu w Neapolu i znawczyni libijskiej starożytności, uznaje kradzież za jedną z największych w historii archeologii. Jej zdaniem wartości skarbu nie sposób oszacować, ponieważ historycznej wartości tych przedmiotów nie da się niczym zastąpić. Ensoli podkreśla, że kolekcja nie była jeszcze dobrze zbadana, co stanowi potężną stratę dla dziedzictwa kulturowego Libii.

Większość przedmiotów składających się na skarb Bengazi odkryto w latach 1917-1922 w ruinach świątyni bogini łowów Artemidy, położonej w dzisiejszym libijskim Szahhat, na terenach starożytnej kolonii greckiej Cyreny (Kyrene). W okresie cesarstwa rzymskiego stanowiła ona ważny punkt strategiczny. W czasie drugiej wojny światowej zbiory wystawiono w Muzeum Włoskiej Afryki Wschodniej w Rzymie, a w 1961 roku wróciły one do Libii, gdzie umieszczono je w skarbcu bankowym.

Niektóre ze skradzionych srebrnych monet wybito już w 570 r. p.n.e. Na jednej ze stron takiej monety widać łodyżkę sylfionu - rośliny, która w starożytnej Grecji i Rzymie miała cudowne właściwości lecznicze. Dzięki ściśle kontrolowanemu przez władze handlowi sylfionem, Cyrena stała się miastem niezwykle zamożnym. Na drugiej stronie monet widnieje brodata twarz boga Jowisza z baranimi rogami.

Międzynarodowe Działania na rzecz Odzyskania

Aż do dzisiaj nie pojawiły się żadne doniesienia na temat tej zuchwałej kradzieży. W lipcu jednak nowy libijski minister do spraw zabytków starożytności, Fidel Ali Mohammed, prywatnymi kanałami alarmował UNESCO. Pojawiają się spekulacje, że Libijska Rada Narodowa, mająca siedzibę właśnie w Bengazi, nie chciała nagłaśniać sprawy w obawie przed negatywnym oddźwiękiem w mediach. Śledztwo rozpoczęła już UNESCO.

Według Khaleda Mohammeda al-Haddara, profesora archeologii na miejscowym uniwersytecie, greckie i muzułmańskie monety pojawiły się ostatnio w sprzedaży na lokalnym rynku złota. Jeden z egipskich dzienników doniósł, że rolnik próbował przemycić z Libii przez Aleksandrię 503 złote monety i 8-centymetrową złotą figurkę, co natychmiast wywołało spekulacje, że przedmioty mogły stanowić część zrabowanego skarbu. Postawiono na nogi Interpol, jednak trop okazał się fałszywy.

Archeologowie obawiają się, że jeśli złodzieje wywieźli skarb z kraju, odzyskać go będzie teraz niesłychanie trudno. Opis i zdjęcia skradzionych przedmiotów wysłano do policji i urzędów celnych na całym świecie. UNESCO przesłało do domów aukcyjnych, prywatnych kolekcjonerów i handlarzy dziełami sztuki listę z prośbą o czujność i przekazywanie wszelkich informacji na temat ewentualnego pojawienia się któregoś z artefaktów. Serenella Ensoli pracuje obecnie nad inwentaryzacją całości skarbu i niedawno dokonała prezentacji tematu na konferencji UNESCO w Paryżu, poświęconej dziedzictwu kulturowemu Libii. Jej zdaniem, mimo tego rabunku, podczas ostatnich walk w Libii miejsca ze starożytnymi ruinami doznały stosunkowo niewielkiego uszczerbku, choć Libia zapłaciła cenę za swoją wolność.

Masowe Procesy w Egipcie: Podpalenia i Kradzieże na tle politycznym

Wydarzenia z 14 sierpnia 2013 roku

W sądzie w mieście Minya, w górnym Egipcie, odbył się proces 545 osób oskarżonych o czyny, od morderstwa funkcjonariusza policji, poprzez usiłowanie zabójstwa dwóch funkcjonariuszy, po podpalenie komisariatu policji w mieście Mattay w prowincji Minya oraz kradzież znajdującej się w nim broni 14 sierpnia 2013 roku, a także kierowanie lub udział w nielegalnej organizacji.

Zdjęcie protestów w Egipcie z 2013 roku

14 sierpnia 2013 roku na ulicach całego Egiptu demonstrowali zwolennicy usuniętego prezydenta Mohameda Morsiego, w reakcji na brutalną pacyfikację demonstracji jego zwolenników w dzielnicy Rabaa al-Adawiya w mieście Nasr City oraz na placu al-Nahda w Gizie. W następstwie tych zdarzeń, część zwolenników Mohameda Morsiego zaatakowała budynki rządowe, komisariaty policji i biura służb bezpieczeństwa. W wielu miejscach tłum schwytał i pobił policjantów, kilku z nich śmiertelnie. W opublikowanym niedawno raporcie Krajowa Rada Praw Człowieka podała, że pomiędzy 14 a 17 sierpnia 2013 roku w całym Egipcie życie straciło 64 funkcjonariuszy, w tym ośmiu w dzielnicy Rabaa al-Adawiya.

Kontrowersje wokół Postępowania Sądowego

Chociaż w areszcie zatrzymano 118 z oskarżonych, obrona poinformowała Amnesty International, że w momencie rozpoczęcia procesu 22 marca na sali rozpraw obecnych było tylko 64 z nich, a rozprawa trwała mniej niż 30 minut. Prokurator nie odczytał nawet zarzutów, choć wymaga tego egipskie prawo. Sędzia nie zezwolił obronie na przesłuchanie świadków i nie ujawnił dowodów przeciwko 528 oskarżonym. Oddalił również wniosek obrony o wyznaczenie dłuższego czasu na zapoznanie się z liczącymi 3070 stron aktami sprawy, oznajmiając, że wyrok zostanie wydany 24 marca.

Zdjęcie symbolizujące sprawiedliwość w kontekście prawnym (np. waga sprawiedliwości)

Grupa adwokatów, zaszokowana sposobem prowadzenia procesu, wdała się w spór z sądem i zażądała wyznaczenia nowego sędziego. Rozprawę kontynuowano 24 marca, tym razem pod nieobecność wszystkich oskarżonych, których służby bezpieczeństwa nie doprowadziły z aresztu, jak również ich adwokatów, którym udziału w posiedzeniu zabronił sędzia. Sędzia skierował sprawę 528 oskarżonych do zaopiniowania przez Wielkiego Muftiego, najwyższego przywódcę religijnego Egiptu. Prawo egipskie wymaga tego rodzaju konsultacji każdego wyroku śmierci wydanego przez sądy cywilne, choć opinia Wielkiego Muftiego nie jest dla sądu wiążąca. W doniesieniach pojawia się liczba 529 skazanych, jednak w dokumentach wydanych przez sąd jest to 528 osób. Z chwilą gdy sąd wyda wyrok śmierci, a okres wyznaczony na wydanie opinii przez Muftiego upłynie, skazani mogą zaskarżyć wyrok przed sądem kasacyjnym. Zgodnie z obowiązującym w Egipcie prawem, osobom skazanym in absentia przysługuje również prawo do powtórnego procesu.

Amnesty International sprzeciwia się karze śmierci jako najbardziej okrutnej, nieludzkiej i poniżającej formie kary, stanowiącej pogwałcenie prawa do życia. Władze egipskie nie publikują informacji o ilości wydanych wyroków śmierci lub wykonanych egzekucji, choć Amnesty International wielokrotnie występowała o udostępnienie tych danych. Według informacji z monitoringu, sądy egipskie w 2013 roku wydały co najmniej 109 wyroków śmierci, w 2012 roku 91, a w 2011 roku co najmniej 123. Sędzia, który 24 marca wydał wyrok śmierci na 528 osób, prowadzi również kolejną sprawę przeciw 683 osobom, w tym przeciw przywódcy zdelegalizowanego Bractwa Muzułmańskiego, w związku z atakiem na komisariat Adwa w miejscowości Minya, do którego doszło 14 sierpnia. Egipt jest stroną Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych, który w art. 14 gwarantuje każdemu prawo do uczciwego i publicznego wysłuchania przed kompetentnym, niezawisłym i bezstronnym trybunałem działającym w oparciu o zapisy prawa.

Polscy Obywatele Uwikłani w Przestępczość w Afryce

Historia Zbiega Jacka T.: Oszustwa, Kradzieże i Podpalenie

Poznańska policja poinformowała o zatrzymaniu 55-letniego mężczyzny, Jacka T., poszukiwanego od 18 lat, z których kilkanaście spędził w Afryce. Ciążył nad nim wyrok 8,5 roku więzienia za liczne oszustwa i kradzieże. Wirtualna Polska dotarła do ojca Dariusza Godawy, misjonarza opiekującego się dziećmi w Kamerunie od 25 lat, który poznał Jacka T. dwa lata wcześniej, nieświadomy jego przeszłości.

Zdjęcie misji katolickiej w Afryce

Jacek T. zaoferował ojcu Godawie swoje usługi budowlane, elektryczne i stolarskie, w zamian za jedzenie i dach nad głową. Duchowny zgodził się na jego przyjazd, ponieważ taki fachowiec zawsze był potrzebny w sierocińcu. Okazało się, że T. jechał ze stolicy Nigerii, a wcześniej w polskiej placówce dyplomatycznej, podając się za podróżnika, który zgubił paszport, otrzymał 100 euro. Misjonarz wspominał, że T. wcześniej przekroczył wiele granic bez paszportu.

Po dotarciu do sierocińca w stolicy Kamerunu, Jaunde, Jacek T. i ojciec Godawa odkryli, że pochodzą z tej samej dzielnicy Poznania - Wildy, z Dębca, i chodzili nawet do tej samej podstawówki. T. przyznał się duchownemu do trudnej przeszłości: jako 14-latek podpalił skład opon szkoły chorążych pożarnictwa, za co trafił do szkoły poprawczej, a później odbywał kary w Rawiczu i Wronkach. O ciążącym nad nim wyroku jednak nie wspominał. Mówił, że nie chce wracać do Polski, bo nie ma do czego, i wspominał o siostrze, która nie daje znaku życia. Przed przyjazdem do Kamerunu był na misjach w Wybrzeżu Kości Słoniowej, Mauretanii i Maroku, a także pracował jako wolontariusz po trzęsieniu ziemi w Turcji.

Misjonarz scharakteryzował T. jako osobę, która "kochała mówić, kochała być słuchana", "znała się na wszystkim" i "ciężko pracowała". Pasjonował się majsterkowaniem, oglądał filmiki na YouTube i próbował zarażać innych swoją pasją. T. znał pięć języków, których, jak sam twierdził, nauczył się w więzieniu, choć w każdym popełniał błędy gramatyczne.

Mimo swoich zalet, Jacek T. potrafił sprawiać problemy, bywał agresywny, choć nie w stosunku do ojca Godawy, w którego relacjach zawsze wyczuwał respekt. Misjonarz wspominał, że nieraz było im wstyd, słysząc wieści o jego zachowaniu od miejscowych, których potrafił strasznie zwymyślać. Pewnego razu, przez protekcjonalny stosunek do tubylców, T. nabawił się kłopotów w Bertuam, gdzie miał naprawić okna. Wdał się w kłótnię z żandarmami, ponieważ nie mógł nosić swojego ulubionego stroju (bojówki, moro, arafatka). Trafił do więzienia, gdzie zachorował na malarię i tyfus, ale wykorzystał okazję do ucieczki.

Po powrocie z wakacji ojciec Godawa odkrył, że T. zniknął. Zabrał milion kameruńskich franków (około 7 tys. zł), które miał przeznaczyć na blachę na dach, a także skrzynię elektronarzędzi. Misjonarz wyliczył, że łącznie T. zabrał około 10 tysięcy złotych, licząc także pieniądze na podróż i remont sierocińca w Bertuam. Mężczyzna zapracował sobie na zaufanie, otrzymywał większe sumy pieniędzy, samochód, a nawet przynosił faktury, chwaląc się korzystnymi zakupami. Gdy zdobył zaufanie, postanowił je wykorzystać. Ojciec Godawa podkreślił, że zawiódł się na T. jako osobie, której ufał i która mogła być częścią rodziny.

Po zniknięciu z Dżut, Jacek T. był widziany w Angoli i na północy Republiki Środkowoafrykańskiej. Z niewiadomych przyczyn w połowie tego roku trafił do Polski, zamieszkał w województwie małopolskim, a następnie często zmieniał miejsca pobytu. W listopadzie wrócił w rodzinne strony, gdzie wpadł na terenie jednego z podpoznańskich gospodarstw. 55-latek został zatrzymany i przewieziony do aresztu śledczego, gdzie czeka go długa odsiadka.

Handel Ludźmi: Przemyt Uciekinierów z Afryki przez Polskę

Policjanci z Komendy Wojewódzkiej Policji w Opolu, wspólnie z funkcjonariuszami Straży Granicznej oraz Prokuraturą Okręgową w Opolu, rozbili zorganizowaną grupę przestępczą zajmującą się przemytem ludzi. Zatrzymano i tymczasowo aresztowano trzech mężczyzn: dwóch 22-latków i jednego 20-latka. Według policyjnych ustaleń, odbierali oni z granicy z Białorusią uciekinierów z Afryki i Bliskiego Wschodu, a następnie transportowali ich na zachód Europy.

Mapa szlaku przemytu ludzi z Białorusi do Niemiec przez Polskę

Kryminalni z Opola wpadli na trop nielegalnego przemytu na początku 2023 roku, szybko ustalając, że za procederem stoi zorganizowana grupa przestępcza. Zebrane dowody wskazywały na granicę z Białorusią jako punkt odbioru imigrantów. Obywatele państw z Afryki i Bliskiego Wschodu, wyposażeni w drabiny, forsowali zabezpieczenia graniczne, a następnie byli przejmowani przez członków grupy i przewożeni samochodami osobowymi na granicę z Niemcami. Za taką usługę musieli zapłacić około 4 000 złotych. Przestępcy reklamowali się za pośrednictwem komunikatorów na smartfony.

W trakcie rozpracowywania grupy okazało się, że jeden z transportowanych mężczyzn padł ofiarą rozboju. Policjanci dotarli do poszkodowanego obywatela Somalii, który nie miał wystarczającej ilości gotówki na zapłatę za przemyt. Został on pobity i okradziony. Finalizację sprawy policjanci z Opola zrealizowali w grudniu 2023 roku, zatrzymując trzech obywateli Ukrainy podejrzanych o przemyt i rozbój na Somalijczyku. Zebrany materiał dowodowy jasno wskazuje, że mężczyźni działali jak zorganizowana grupa przestępcza, za co usłyszeli zarzuty.

tags: #podpalenie #za #kradziez #afryka