Pożar składowiska w Zgierzu – kronika wydarzeń i problem nielegalnych odpadów

portalcenter.cl

Osiem zastępów straży pożarnej brało udział w gaszeniu pożaru na składowisku odpadów w Zgierzu (Łódzkie), do którego doszło w środę nad ranem. Jak wyjaśnił rzecznik straży pożarnej w Łódzkiem, Jędrzej Pawlak, był to kolejny samozapłon na terenie składowiska odpadów w Zgierzu. Ogień na składowisku zauważono około godziny 3 nad ranem i został ugaszony w ciągu dwóch godzin.

Wcześniej, w Zgierzu, pod koniec maja, przez kilka dni z pożarem walczyło ponad 1000 strażaków. Wielki pożar na terenie składowiska odpadów przy dawnym zakładzie Boruta wybuchł w piątek (25 maja) około godziny 22. Nad Łodzią, Zgierzem i Aleksandrowem Łódzkim widoczny był wielki słup dymu przez trzy dni. Komendant Wojewódzki PSP Jarosław Wlazłowski poinformował, że pożarem objęty był teren około 1,5 hektara, a na miejscu znajdowało się 16 średnich i 34 ciężkie zastępy gaśnicze. Działania gaśnicze określono jako "opanowane", polegały na rozwarstwianiu i przelewaniu płonącej masy środkiem gaśniczym.

Zdjęcie z lotu ptaka przedstawiające ogromne składowisko odpadów w Zgierzu, widoczne hałdy śmieci i dym po pożarze.

Jak informowała straż pożarna, działania gaśnicze były utrudnione ze względu na palność materiału oraz warunki atmosferyczne. W nocy nad składowiskiem z daleka widać było wysokie płomienie, a w sobotę rano czarne kłęby dymu nad miastem widoczne były z kilku kilometrów. Wojewoda łódzki Zbigniew Rau mówił o środowiskowym wymiarze zdarzenia, wskazując, że siła ognia i temperatura były tak wielkie, że spalone materiały i pył szybko zostały przeniesione stosunkowo wysoko, a chmura dymu dryfowała w kierunku południowo-zachodnim.

Skala i charakterystyka składowiska w Zgierzu

Składowisko odpadów w Zgierzu zajmuje powierzchnię około 5 hektarów. Znajdowały się tam odpady z zagranicy - szacuje się, że nawet 50 tysięcy ton - między innymi z Niemiec, Włoch i Szwecji, a także z Wielkiej Brytanii, które miały zostać poddane recyklingowi, ale tak się nie stało. Najemcy terenu zaledwie w trzy tygodnie zapełnili plac 50 tysiącami ton odpadów.

Z końcem kwietnia wygasła umowa na ich składowanie, co oznaczało, że składowisko stało się nielegalne. Bogdan Jarota, starosta powiatu zgierskiego, wydał spółce Green-Tec Solutions pozwolenie na składowanie odpadów 7 kwietnia 2017 roku. Jak wyjaśniał, nie mógł odmówić, ponieważ ustawa o odpadach nie dawała takiej możliwości. Według starosty, teren składowiska zapełniał się powoli, a dopiero od marca tego roku, na miesiąc przed wygaśnięciem koncesji, śmieci przybywało lawinowo. Występując o zezwolenie, firma planowała przyjąć 20 tysięcy ton odpadów z krajów Unii Europejskiej.

Infografika przedstawiająca kraje pochodzenia odpadów na składowisku w Zgierzu i szacunkowe ilości.

Kontrolę na składowisku Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska rozpoczął w kwietniu i prowadził ją do 18 maja. Krzysztof Wójcik, dyrektor Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska, mówił w rozmowie z Radiem Łódź, że "kiedy weszliśmy z pracownikami od razu wiedzieliśmy, że to prowizorka". Na miejscu był tylko jeden pracownik, a odpady wstawiano do zadaszonej hali postawionej na gołej ziemi bez fundamentów. Część odpadów była niezgodna z deklaracjami spółki. Spółka Green-Tec Solutions, odpowiedzialna za sprowadzanie odpadów, od 2013 roku produkuje między innymi płyty styropianowe. Większość udziałów w spółce ma 21-letnia Alicja Sukiennik, a prezesem jest Artur Kurzyk.

W Zgierzu magazynowano głównie zmieszane odpady z tworzyw sztucznych, układane pionowo w górę, tworząc ogromne hałdy. Odpady nie były umieszczone w kontenerach ani pojemnikach, większość magazynowano w belach bądź luzem, lub w workach typu big-bag. Zbierano je w sposób nieuporządkowany, na nieutwardzonym podłożu i bez zabezpieczenia przed działaniem czynników atmosferycznych. Na terenie całego obiektu nie stwierdzono obecności materiałów gaśniczych.

Historia terenu po zakładach "Boruta" i skażenie środowiska

Składowisko powstało na terenie dawnych Zakładów Produkcji Barwników „Boruta” w Zgierzu, które zamknięto w 1999 roku. Okazało się, że na kilkunastu hektarach zakopano około 200 tysięcy beczek, które mogą zawierać nawet pół miliona ton substancji niebezpiecznych dla środowiska. Z przeprowadzonych badań wynika, że na terenie byłych zakładów przemysłowych znaleziono między innymi rtęć, azbest, ołów, a nawet składniki gazów bojowych.

Szef laboratorium "Jars" Łukasz Szulc powiedział dziennikarzom Polsatu, że wymienione substancje mogą powodować zatrucia bezpośrednie, inhalacyjne, a nawet poparzenia skórne. Podkreślił, że "jeśli beczki nagle się rozszczelnią, stężenie tych gazów wzrośnie, może być nawet potrzebna ewakuacja ludzi". W Zgierzu od lat wiedzą, że jeszcze przed II wojną światową Zakłady Produkcji Barwników „Boruta” zajmowały się także produkcją gazów bojowych. Jak twierdzą, środków tych nigdy nie użyto w działaniach bojowych, ani nie zutylizowano.

Po likwidacji "Boruty" w 1999 roku, odpadami miała zająć się specjalnie powołana do tego spółka Eco-Boruta, jednak nigdy tego nie zrobiono. Od 2015 roku nie ma kontaktu z zarządem tej firmy.

Społeczne i zdrowotne konsekwencje dla mieszkańców

Mieszkańcy Zgierza szybko nazwali swoje miasto "polskim Czarnobylem". Bartek Górski, ekolog i mieszkaniec Zgierza, stwierdził, że "określenie Zgierza 'polskim Czarnobylem' nie jest przesadą. Nie mamy tu promieniowania, ale mamy silne skażenie, o którym nikt nie miał pojęcia. Bo władza o niczym nie informowała obywateli".

Wielu mieszkańców było zaniepokojonych skutkami toksycznego pożaru. Pomimo że Zbigniew Rau, wojewoda łódzki, uspokajał, iż dym nie jest toksyczny, to "widząc jego kłęby i czując smród palonego plastiku, trudno było dać temu wiarę". Wojewódzkie Centrum Zarządzania Kryzysowego zalecało, by nie otwierać okien, a osoby starsze, dzieci oraz chorujący na choroby górnych dróg oddechowych i układu krążenia nie wychodziły z domów. Po pożarze, Centralny Ośrodek Analizy Skażeń w Warszawie pobrał próbki w celu sprawdzenia poziomu skażenia gruntów, wód i powietrza.

Niebezpieczne składowisko w Zgierzu

Marta, której od skażonych terenów dzieli tylko kilometr, czuje "specyficzny chemiczny zapach", a Marek widzi, że jego dziecko choruje na zapalenie płuc. Mieszkańcy skarżą się, że "stąd te wszystkie choroby, nowotwory, astmy". Elżbieta Andrzejewska, mieszkanka Zgierza, wspomina, że jej ojciec, który pracował w "Borucie" przez 28 lat, zmarł na raka po 50. roku życia, a ona sama, jej córka i syn leczą się na astmę. "Wnuczka ma 10 lat i jest non stop chora" - dodaje. Bartek Górski, po kilkukrotnym przebywaniu na terenie składowiska, trafił do szpitala z bardzo niską odpornością, zapaleniem wątroby i metalami ciężkimi w organizmie.

Lekarze przyznają, że nowotwory są najczęstszą przyczyną zgonów w Zgierzu. Jolanta Uniewska-Bury, zastępca dyrektora ds. onkologii Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Łodzi, stwierdziła, że "za kilkanaście lat może się okazać, że miejscowość, o której mówimy, ma najwyższy stopień zachorowań na choroby nowotworowe". Mieszkańcy Zgierza czują "smród", zwłaszcza latem, kiedy "nie da się wytrzymać", co skłania ich do wyjazdów z dziećmi na działki.

Reakcje władz, działania prokuratury i kwestie prawne

Wiceminister środowiska Sławomir Mazurek ogłosił w Zgierzu "zero tolerancji dla mafii śmieciowej", zapowiadając walkę z tego typu przestępstwami. Podkreślił, że było to miejsce nielegalnego magazynowania odpadów i że "zorganizowana przestępczość w obszarze środowiska" działa bardzo sprawnie. Wskazał na potrzebę wprowadzenia wymogu wykazania zabezpieczenia finansowego przez podmioty zajmujące się gospodarką odpadami, aby ograniczyć występowanie tak zwanych "słupów". Działania w zakresie zmian w kodeksie karnym prowadzi także Ministerstwo Sprawiedliwości.

Prokuratura Okręgowa w Łodzi prowadzi śledztwo w sprawie umyślnego sprowadzenia pożaru, który zagraża życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu o wielkich rozmiarach i stwarza zagrożenie zanieczyszczenia środowiska. Brane są pod uwagę trzy hipotezy: samozapłon, zaprószenie ognia lub podpalenie. Ewentualnym winnym podpalenia grozi do 10 lat więzienia. Prokuratura będzie korzystać z ustaleń straży, ale też powoła biegłego na potrzeby postępowania.

W sprawie nielegalnego składowiska Prokuratura Rejonowa w Zgierzu wszczęła śledztwo, a na ten sam krok zdecydował się także marszałek województwa łódzkiego Grzegorz Schreiber i prezydent Zgierza. Władze miasta wystąpiły do starosty o wypowiedzenie spółce użytkowania wieczystego. Prezes Najwyższej Izby Kontroli Krzysztof Kwiatkowski powołał zespół, który sprawdza, co dzieje się na terenie dawnych zakładów Boruta w Zgierzu.

Zdjęcie przedstawiające premiera Mateusza Morawieckiego podczas konferencji prasowej, mówiącego o walce z mafią śmieciową.

Premier Mateusz Morawiecki zapowiedział konkretne zmiany legislacyjne dotyczące wydawania zezwoleń, działania, kontroli i kar dotyczących składowisk odpadów, mówiąc: "Wygoniliśmy mafię paliwową, wygonimy mafię śmieciową".

Rola mediów i problem własności

W maju nielegalnym składowiskiem zaczęły interesować się media. Reporterka Polsat News Ewa Żarska i operator Marcin Kołek, wraz z Piotrem Krysztofiakiem z Radia Łódź, systematycznie jeździli na składowisko, zbierając materiały, filmując i robiąc zdjęcia z drona. W zeszły piątek po południu Polsat News zaczął zapowiadać swój materiał o nielegalnym składowisku i mafii śmieciowej, który miał się ukazać w weekend. Kilka godzin po wyemitowaniu zapowiedzi, na składowisku wybuchł pożar.

Sytuacja własnościowa wysypiska w Zgierzu jest skomplikowana. Inna firma jest właścicielem terenu, inna sprowadzała śmieci, a jeszcze inna miała linię recyklingową. Po wybuchu pożaru prezes Artur Kurzyk, z firmy Green-Tec Solutions, zamieścił komunikat, że jest "pokrzywdzonym", ponieważ spłonął jego majątek, i zadeklarował gotowość do współpracy z organami ścigania. Wyznaczył nawet nagrodę 20 tys. zł dla osoby, która przyczyni się do ujęcia sprawcy pożaru.

Renata Karolewska, rzeczniczka Urzędu Miasta Zgierza, tłumaczy, że rekultywacja tego terenu będzie kosztowała miliony, a żadnego polskiego miasta na to nie stać. Miasto mogłoby ubiegać się o pieniądze, gdyby było właścicielem nieruchomości. Problemem jest udziałowiec Eco-Boruty, który nie zgadza się na całkowite oddanie terenu, zwłaszcza jego najbardziej zatrutej części, chyba że prezydent załatwi mu umorzenie wszystkich długów wobec miasta.

Globalny kontekst i walka z "mafią śmieciową"

Problem nielegalnych składowisk jest szerszy. Kiedy płonęło składowisko w Zgierzu, zapalił się skład opon w Trzebini i chemikaliów we Wszedniu. Wcześniej płonęły wysypiska m.in. w Radomiu, Jastrzębiu-Zdroju, Piotrkowie Trybunalskim czy Warszawie. Od początku roku pożarów legalnych i nielegalnych wysypisk mogło być nawet 70. Ministerstwo Środowiska odnotowało w tym roku 63 pożary legalnych składowisk, a w całym 2017 roku - 37.

Dotychczas Chiny były "śmietnikiem świata", przyjmując około 30% śmieci z Europy. W lipcu zeszłego roku Chiny wprowadziły zakaz importu 24 rodzajów śmieci, m.in. plastiku i nieposortowanego papieru, uzasadniając to troską o środowisko. Już wtedy przewidywano, że dojdzie do zawirowań na rynku surowców wtórnych i podrzucania śmieci do innych państw. Problem ma Wielka Brytania, która w latach 2012-2016 wywoziła do Chin pół miliona ton odpadów plastikowych rocznie.

Mapa Europy z zaznaczonymi strzałkami przepływu odpadów do Polski z różnych krajów.

Według Głównego Inspektora Ochrony Środowiska, od 2015 roku wielkość sprowadzonych odpadów do Polski zaczęła gwałtownie rosnąć, osiągając w 2017 roku 750 tysięcy ton. W 2016 roku największymi eksporterami odpadów do Polski były Niemcy (356 tys. ton), Wielka Brytania (247,4 tys. ton), Włochy (93,6 tys. ton) i Szwecja (73 tys. ton). Właśnie śmieci z tych krajów płonęły na składowisku w Zgierzu.

tags: #polsat #news #pozar #w #zgierzu