Kobyłka, miejscowość w powiecie wołomińskim, była w ostatnich miesiącach sceną dwóch tragicznych wypadków samochodowych, w których zginęło łącznie pięć osób. Oba zdarzenia charakteryzowały się dramatycznymi okolicznościami i pociągnęły za sobą poważne konsekwencje prawne dla ich sprawców.
Wypadek kabrioletu na ulicy Ręczajskiej (20/21 lipca)
Nocą z 20 na 21 lipca przy ul. Ręczajskiej w Kobyłce rozegrał się horror, gdy dwuosobowym kabrioletem podróżowało czterech mężczyzn.
Kierowca pojazdu marki Mercedes stracił panowanie nad nim na lekkim łuku drogi i uderzył w krawężnik. W wyniku zderzenia z samochodu wypadło dwóch mężczyzn, którzy siedzieli na bagażniku mercedesa. Kabriolet jechał jeszcze kilkadziesiąt metrów, aż zatrzymało go uderzenie w kolejny betonowy słup.

Ofiary i poszukiwania uciekinierów
Na miejscu zdarzenia wezwane służby ratunkowe stwierdziły zgon dwóch mężczyzn. Kolejnych dwóch uczestników wypadku uciekło z miejsca zdarzenia, wśród nich warszawski policjant. Funkcjonariusze policji natychmiast ruszyli na poszukiwania uciekinierów.
Nadkom. Sylwester Marczak, rzecznik prasowy Komendy Stołecznej Policji, 21 lipca informował, że policjant zostanie niezwłocznie wydalony ze służby. „W tego typu sytuacjach stosujemy zasadę zero tolerancji i kara musi być bezwzględna” - podkreślał nadkomisarz Marczak.
Zarzuty dla zatrzymanych
W piątek, 22 lipca, obydwaj zatrzymani mężczyźni usłyszeli zarzuty. Kierowca otrzymał zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym pod wpływem alkoholu i ucieczki z miejsca zdarzenia. Za ten czyn grozi mu do 12 lat pozbawienia wolności. Pasażer został oskarżony o nieudzielenie pomocy osobom znajdującym się w bezpośrednim zagrożeniu życia.
Tragiczny wypadek w Boże Narodzenie (24/25 grudnia)
Prokuratura prowadzi również postępowanie w sprawie tragicznego wypadku, do którego doszło w nocy z 24 na 25 grudnia na drodze wojewódzkiej 634 w Kobyłce, w powiecie wołomińskim. Samochód wjechał w grupę wiernych wracających z pasterki.
Do zdarzenia doszło o godzinie 1:24. Jak informowała wtedy policja, jeden z pojazdów zatrzymał się przed oznakowanym przejściem dla pieszych, aby przepuścić grupę osób. Wtedy w trzy kobiety, które weszły na przejście, wjechał Citroen Berlingo kierowany przez 22-letniego Grzegorza W., mieszkańca Wołomina. W wyniku wypadku śmierć poniosły trzy kobiety, mieszkanki miejscowości graniczącej z Kobyłką.
Bezpieczniejsza podróż dla pieszych
Zarzuty i postępowanie prokuratorskie
Prokuratura przedstawiła Grzegorzowi W. zarzut spowodowania wypadku komunikacyjnego, w wyniku którego śmierć poniosły trzy kobiety. W ocenie prokuratora, Grzegorz W. umyślnie naruszył przepisy prawa o ruchu drogowym, przekraczając dopuszczalną prędkość, nie dostosowując jej do warunków atmosferycznych i nie zachowując należytej ostrożności, gdy zbliżał się do przejścia dla pieszych. 22-letni Grzegorz W. nie przyznał się do popełnienia zarzucanego czynu i skorzystał z prawa do odmowy składania wyjaśnień.
Areszt tymczasowy i oczekiwane ekspertyzy
Śledczy, którzy wnioskowali o trzy miesiące aresztu dla kierowcy Grzegorza W., zwracali uwagę, że zachodzi obawa, iż mężczyzna może wpływać na świadków. Sąd Rejonowy w Wołominie początkowo zastosował areszt na miesiąc, co w ocenie prokuratury było niewystarczające dla wykonania niezbędnych czynności. W czwartek Sąd Okręgowy Warszawa-Praga zmienił zaskarżone przez prokuraturę postanowienie i określił czas stosowania aresztu wobec sprawcy wypadku na okres trzech miesięcy - do 25 marca.
Prokuratura czeka zarówno na wyliczenie prędkości, jak i na opinię biegłego toksykologa, która określi, czy w chwili prowadzenia pojazdu sprawca był pod wpływem środków odurzających. W moczu Grzegorza W. wykryto ślady marihuany, ale z uwagi na fakt, że środki tego typu utrzymują się w organizmie do 7 dni, konieczne są dodatkowe badania toksykologiczne, aby precyzyjnie ustalić wpływ narkotyku w momencie wypadku.
Prokurator Renata Mazur z Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga podkreśliła, że w sytuacji, kiedy wynik badania potwierdzi, że sprawca był pod wpływem środków odurzających, będzie mu groziło 12 lat więzienia, a nie osiem, jak w przypadku "zwykłego wypadku ze skutkiem śmiertelnym".
