W środę, 5 października, na terenach firmy Bistyp (obecnie należącej do grupy Polindus) w Legionowie wybuchł groźny pożar. Ogień pojawił się nad ranem na rozległych terenach dawnego państwowego przedsiębiorstwa przy ul. Sikorskiego, na granicy Legionowa i Łajsk. Mieszkańcy opowiadali, że słychać było parę eksplozji, a Magdalena Bała z zarządu Polskiej Grupy Recyklingu "Proeko", która wynajmuje halę tuż obok, opisała moment zdarzenia: „To był moment, zobaczyliśmy słup ognia wielki jak wieżowiec, w jednej chwili rzuciliśmy się do ucieczki.” Spłonęła hala magazynowa o powierzchni około 8 tys. m², a nad miastem pojawiły się kłęby czarnego dymu, widoczne z daleka.

Przebieg akcji gaśniczej i ratunkowej
Strażacy zostali zaalarmowani około godziny 9:00. Na miejsce ściągnięto jednostki z całego powiatu oraz z Warszawy. W najtrudniejszym momencie w akcji brało udział ponad 200 ratowników i aż 60 wozów strażackich. Akcja była niezwykle trudna, ponieważ nie wiadomo było, co dokładnie jest składowane w hali i co może płonąć. Później okazało się, że ogień strawił pomieszczenia, w których trzymano pojemniki pod ciśnieniem, takie jak dezodoranty, pianki i lakiery (pojemniki po aerozolach).
Dodatkowym utrudnieniem były problemy z zaopatrzeniem w wodę, gdyż sieć wodociągowa na terenie zakładu nie wytrzymywała tak dużego zapotrzebowania. Ogień opanowano po około siedmiu godzinach, jednak dogaszanie trwało aż do piątkowego przedpołudnia, obejmując prawie 50 godzin. Rzecznik legionowskich strażaków podkreślił, że nie pamięta tak długich działań w powiecie, a ratownicy musieli przerzucić i wyciągnąć na zewnątrz kilkadziesiąt ton żelastwa i innych materiałów. W pożarze poszkodowanych zostało dwóch pracowników hali, którzy doznali poparzeń pierwszego i drugiego stopnia. Ich stan na moment zdarzenia wykluczał przesłuchanie.
Leśnicy i strażacy kontra ogień. Kulisy akcji gaśniczej
Ewakuacja i ocena zagrożenia dymem
Istniała obawa, że wydobywający się gęsty czarny dym może być toksyczny, dlatego strażacy pracowali w aparatach tlenowych. Ze względu na nieznany skład chemiczny dymu podjęto decyzję o ewakuacji około tysiąca osób. Ewakuowano pracowników sąsiadującego ze spaloną halą Starostwa Powiatowego w Legionowie, mieszkańców pobliskich budynków mieszkalnych (około 50 osób) oraz trzy szkoły - dwie z terenu gminy Wieliszew i jedną z Legionowa, oddalone o około 1,5 km od miejsca pożaru.
Wojewoda mazowiecki Jacek Kozłowski, który przybył na miejsce, zapewnił, że sytuacja jest pod kontrolą, a pożar opanowany. Mazowiecki komendant straży pożarnej nadbryg. Gustaw Mikołajczyk dodał, że z pomiarów powietrza wynika, iż nie ma „żadnych istotnych przekroczeń” dopuszczalnych stężeń substancji toksycznych, a sytuacja będzie monitorowana, aby wykluczyć trwałe skażenie powietrza. Mimo to, służby apelowały do mieszkańców o unikanie przebywania na terenach zadymionych oraz szczelne zamknięcie okien, a kierowców jadących w pobliżu ostrzegano o konieczności zachowania szczególnej ostrożności.

Śledztwo i nieprawidłowości
Zaraz po zakończeniu akcji gaśniczej na teren hali wkroczył prokurator w asyście policji i biegłego z dziedziny pożarnictwa. Legionowska prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie pożaru. Wstępnie stwierdzono, że pożar zaczął się w miejscu, gdzie magazynowano pojemniki pod ciśnieniem. Firma prowadząca odzyskiwanie materiałów na terenie hali działała bez wymaganych decyzji administracyjnych w zakresie gospodarowania tego rodzaju odpadami. Mimo posiadania pozwolenia na utylizację konkretnych odpadów, firma nie miała zezwolenia na ich utylizację w tym konkretnym miejscu.
Uszkodzenia i przyszłość obiektu
Z wstępnych obliczeń strażaków wynika, że spłonęło około 3 tys. metrów kwadratowych przestrzeni magazynowej, choć inne źródła podają, że ogień strawił około 5 tys. m² hali. Po oględzinach komisja powołana przez powiatowego inspektora budowlanego stwierdziła, że część hali strawiona przez ogień będzie musiała być rozebrana. Inspektor wydał decyzję administracyjną nakazującą rozebranie około 3 tys. m² hali, ponieważ była zbudowana z elementów stalowych, które tracą swoje właściwości pod wpływem wysokiej temperatury.
Dawny Bistyp jakiś czas temu został sprzedany, a nowym właścicielem hal jest firma Polindus. To do niej będzie należała decyzja, co zrobić z pozostałościami spalonej hali.