Wiosną 2025 roku Biebrzański Park Narodowy stał się areną intensywnych działań gaśniczych z powodu rozległego pożaru. Pożar, który rozpoczął się jako stosunkowo niewielkie zagrożenie, szybko eskalował, obejmując znaczne obszary cennego ekosystemu. W walce z żywiołem kluczową rolę odegrały liczne służby, w tym policyjny śmigłowiec Black Hawk, którego możliwości w trudno dostępnym terenie okazały się nieocenione.

Początek i rozwój pożaru
Pożar trzcinowisk w Biebrzańskim Parku Narodowym wybuchł w niedzielę po południu, 20 kwietnia 2025 roku, około godziny 14:31. Zdarzenie miało miejsce na styku powiatów augustowskiego i monieckiego, w okolicach wsi Kopytkowo. Początkowo, w niedzielę wieczorem, pożarem objęty był obszar o powierzchni ponad 60 hektarów, jednakże ogień błyskawicznie rozprzestrzeniał się po trudnodostępnych, podmokłych i bagnistych terenach parku.
Poranne szacunki strażaków z poniedziałku (21 kwietnia) wskazywały już na obszar około 400 hektarów. Do wtorku rano, 22 kwietnia 2025 roku, pożar objął 450 hektarów powierzchni. Mimo tak rozległego obszaru, na tę chwilę ogień nie rozprzestrzeniał się dalej, jednak wciąż nie był ostatecznie kontrolowany.
Koordynacja działań i zaangażowane służby
Sytuacja w parku została uznana za poważną, co doprowadziło do natychmiastowego powołania sztabu kryzysowego w Komendzie Wojewódzkiej PSP w Białymstoku. W sztabie uczestniczyli wojewoda podlaski Jacek Brzozowski, komendant wojewódzki PSP, a także przedstawiciele Policji, Lasów Państwowych i Wojska Polskiego. Koordynację akcji na poziomie województwa prowadził wojewoda podlaski, Jacek Brzozowski.
Rządowe Centrum Bezpieczeństwa (RCB) wydało alert dla mieszkańców podlaskich powiatów: augustowskiego, grajewskiego i monieckiego, apelując o unikanie zagrożonego obszaru i stosowanie się do poleceń służb. W niedzielę w działaniach brało udział około 180 strażaków, a wraz z rozwojem sytuacji liczba ta wzrosła. We wtorek rano w akcję było zaangażowanych:
- około 300 strażaków z Państwowej i Ochotniczej Straży Pożarnej,
- 100 żołnierzy z 1. Podlaskiej Brygady Obrony Terytorialnej,
- 60 pracowników Biebrzańskiego Parku Narodowego,
- 80 funkcjonariuszy Policji,
- 60 leśników.
Do działań włączono również strażaków z tzw. centralnego odwodu operacyjnego oraz z tzw. modułu GFFF (Ground Forest Fire Fighting) Poland, czyli jednostki wyszkolonej do gaszenia pożarów lasu z ziemi, bez użycia pojazdów. W akcji wykorzystywano około 93 pojazdy, w tym specjalistyczne quady oraz pojazdy SHERP, przystosowane do pracy w ekstremalnych warunkach terenowych, służące do dowożenia ludzi i sprzętu w miejsca trudnodostępne. Zabezpieczenie medyczne operacji zapewniało SRMed Białystok. Dodatkowo, w gotowości działał Ośrodek Rehabilitacji Zwierząt, przygotowany do pomocy rannym zwierzętom poszkodowanym w pożarze.

Rola śmigłowca Black Hawk i wsparcie lotnicze
Wsparcie z powietrza okazało się nieocenione, zwłaszcza w obliczu trudnodostępnego terenu. W nocy teren pożaru patrolowały drony, a w ciągu dnia do akcji włączono szereg maszyn latających.
Sytuację z powietrza wspierały śmigłowce i samoloty gaśnicze Lasów Państwowych (np. samolot Dromader), które do wtorku rano wykonały łącznie 250 lotów, zrzucając 125 tysięcy litrów wody. Kluczową rolę w gaszeniu odegrał również policyjny śmigłowiec Black Hawk S-70i.
Maszyna ta została wyposażona w specjalny podwieszany zbiornik na wodę, tzw. Bambi Bucket, o pojemności trzech tysięcy litrów. To rozwiązanie pozwala na szybkie zrzuty wody w najbardziej niedostępnych miejscach objętych ogniem. Tylko w poniedziałek (21 kwietnia) Black Hawk wykonał 73 loty gaśnicze, zrzucając łącznie 219 tysięcy litrów wody na teren pożaru. Na pokładzie śmigłowca pracowali policjanci oraz strażacy z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej nr 7 KM PSP m.st. Warszawy. Zrzuty wody z powietrza to niezwykle skuteczna metoda walki z żywiołem, szczególnie w podmokłych terenach, gdzie ciężki sprzęt naziemny ma ograniczony dostęp.
polski śmigłowiec blakhołk pomaga gasić pożary w Czechach
Wyzwania i warunki akcji gaśniczej
Strażacy i inne służby walczyły nie tylko z ogniem, ale także z wyjątkowo trudnymi warunkami terenowymi i pogodowymi. Tereny bagienne i grząskie uniemożliwiały dojazd ciężkim sprzętem w wiele miejsc, co wymusiło użycie specjalistycznych pojazdów terenowych, dronów i intensywne wsparcie lotnicze. Akcję utrudniały porywisty wiatr oraz ogólne susze, które sprawiły, że trzcinowiska i suche trawy stały się łatwopalnym materiałem.
Płomienie szalały na obszarze o długości do trzech kilometrów. Działania w nocy były prowadzone, ale na mniejszą skalę niż w ciągu dnia, głównie poprzez monitorowanie terenu dronami. Mimo ogromnego zaangażowania i współpracy służb ratunkowych, sytuacja pozostawała napięta, a działania gaśnicze były intensywne.
Kontekst: Wcześniejsze pożary w Biebrzańskim Parku Narodowym
Opisywany pożar nie był pierwszym, z którym strażacy musieli walczyć na terenie Biebrzańskiego Parku Narodowego tej wiosny. Trzy tygodnie wcześniej spłonęło blisko 90 hektarów trzcinowisk i suchych traw na granicy podlaskich powiatów augustowskiego i sokólskiego. Wskazuje to na powtarzające się zagrożenie pożarowe w regionie, często wynikające z trudnych warunków hydrologicznych i meteorologicznych.