25 maja 2018 roku Zgierz stał się areną jednego z największych pożarów składowisk odpadów w Polsce, który na długo zapadł w pamięć mieszkańcom regionu. Ogień, który objął tereny po dawnych zakładach chemicznych Boruta, wywołał alarm na skalę krajową, a jego skutki są odczuwalne do dziś.
Wybuch pożaru i jego skala
Dokładnie 6 lat temu, 25 maja 2018 roku, przed godziną 23 nad Zgierzem pojawiły się kłęby dymu, a łunę ognia nad Parkiem Przemysłowym Boruta widać było z odległości kilkunastu kilometrów. Później słup ognia zamienił się w ciągnącą na zachód chmurę dymu. Meteorolodzy kwalifikowali tę chmurę jako cumulus flammagenitus, rozpoznawaną przy okazji wybuchów wulkanów, co doprowadziło do powstania określenia „Zgierzuwiusz”. O „Zgierzuwiuszu” zaśpiewał niedługo potem miejscowy zespół Mexyk - w rockowym coverze "The Best" Tiny Turner - z refrenem: "na podwórku syf aż strach / w piaskownicy czarny piach / spalili Zgierz!".

W Zgierzu paliły się sprasowane bele plastikowych odpadów, w tym butelki, folie i opakowania, w liczbie nawet do 50 tysięcy ton, zwiezione na tereny po dawnych zakładach chemicznych "Boruta". Pożar, który objął prawie cztery hektary, był widoczny nawet z Łodzi, a kłęby gryzącego toksycznego dymu zagrażały nie tylko mieszkańcom Zgierza, ale także Łodzi, Aleksandrowa czy Ozorkowa i okolicznych miejscowości. Spychany przez wiatr był odczuwalny dziesiątki kilometrów dalej.
Akcja ratunkowa i zagrożenia
W gaszenie pożaru odpadów zaangażowane były dziesiątki zastępów straży pożarnej z całego województwa łódzkiego. Ogółem w akcji pożarniczej uczestniczyły 434 zastępy straży pożarnej i 1463 strażaków oraz inne służby. Dogaszanie trudnych do opanowania płonących odpadów trwało wiele dni. Dopiero po 14 godzinach walki z żywiołem pożar został zlokalizowany i przestał się rozprzestrzeniać. Przez następne dni strażacy dogaszali toksyczne odpady.

Szczególną trudność stanowiło to, że obok dawnych zakładów Boruty funkcjonowały zakłady chemiczne, które należało jak najszybciej zabezpieczyć, by ogień nie przedostał się na ich teren. Grzegorz, zgierzanin prowadzący firmę budowlaną, wspominał, że "pierwszej nocy najcięższa walka strażaków toczyła się o sąsiadujący z płonącym śmieciowiskiem zakład, gdzie łatwopalne wyroby chemiczne składuje ich producent". Zakład ten, oddzielony od pogorzeliska drogą o szerokości 8-10 metrów, składował amoniak i różne kwasy pod dachem z blachy, rozgrzewającym się do 100 st. C. Strażacy bez wytchnienia polewali ten dach wodą. Tomasz Matusiak, jeden ze zgierskich oficerów Państwowej Straży Pożarnej, walczący z ogniem na najbardziej "frontowym" odcinku, w "Przeglądzie Pożarniczym" napisał, że "promieniowanie cieplne jest na tyle duże, że pożar zagraża znajdującemu się po przeciwległej stronie ulicy Energetyków zakładowi zwiększonego ryzyka", wspominając o polewaniu wodą ścian zakładu, których temperatura sięgała 140 st. C. Prawdziwej katastrofie udało się zapobiec dzięki heroicznym wysiłkom.

Wpływ na środowisko i zdrowie mieszkańców
W pierwszych komunikatach informowano, że środowisko nie zostało skażone przez pożar składowiska odpadów w Zgierzu, a po pożarze wysypiska śmieci w Zgierzu nie doszło do skażenia wody, a stan powietrza powoli się poprawia. Inni eksperci uspokajali, że zanieczyszczenia powietrza, gleby czy rzek mają charakter przejściowy. Jednakże, rzeczywistość okazała się bardziej złożona.
Z powodu pożaru odwołano wszystkie plenerowe imprezy, a mieszkańcom Zgierza i okolic radzono o pozostanie w domach. Miejska elektrociepłownia została wyłączona, a dobę po pożarze około 3/4 mieszkańców Zgierza było pozbawione prądu i ciepłej wody. Mieszkańcy regionu dobrze pamiętają wulkaniczną chmurę na "Zgierzuwiuszem", spalone kawałki plastiku spadające na przydomowe ogródki, a także "uciążliwość zapachową", o której mowa w kolejnych komunikatach ratusza i służb wojewody.

W relacjach strażaków pojawiały się wzmianki o chrypie, mimo pracy w specjalistycznych maskach. Według wyników badań z trzeciego dnia pożaru w pobliżu źródła ognia powietrze zawierało benzen i inne toksyczne związki. Profesor Jolanta Walusiak-Skorupa, specjalistka w toksykologii klinicznej, przekazała 8 czerwca, że "czynniki powstałe w wyniku pożaru mogą drażniąco działać na populację zupełnie zdrową, czyli wywoływać objawy podrażnienia dolnych i górnych dróg oddechowych objawiających się na przykład kaszlem. U osób bezpośrednio narażonych w akcji ratunkowej mogą wywoływać przykładowo chemiczne zapalenie płuc lub obrzęk płuc". Opadające "spopielone surowce wtórne" budziły obawy o skażenie żywności. Mieszkańcy Aleksandrowa Łódzkiego wspominali o autach z megafonami wzywających do pozostania w domach i zamknięcia okien oraz o silnym zapachu spalenizny.

Wątek nielegalnych odpadów i konsekwencje prawne
Strażacy zeszli z pogorzeliska tydzień od pojawienia się ognia - 1 czerwca. Wtedy też trwało już śledztwo prokuratury. Płonące w Zgierzu odpady były w większości własnością spółki Green-Tec Solutions z kapitałem zakładowym w wysokości 5 tys. zł. Gdy wybuchł pożar, 95 proc. jej udziałów należało do 21-latki, wywodzącej się z rodziny lokalnych przedsiębiorców.

Prezes Green-Tec Solutions, "Artur K.", w oświadczeniu twierdził, że spółka gromadziła odpady, aby wytwarzać z nich pełnowartościowy produkt: regranulat. Sugerował, że śmieciowisko podpalił sprawca działający na szkodę spółki, a "podawane ilości surowców, kwoty uzyskiwane za nie, są nieprawdziwe". We wrześniu 2018 r. Prokuratura Okręgowa w Łodzi przedstawiła "Arturowi K." zarzuty związane z organizowaniem nielegalnych transportów zagranicznych odpadów. W grudniu 2019 r. zarzuty usłyszeli również dwaj byli prezesi spółki Ekoaqua, zarejestrowanej pod tym samym adresem co Green-Tec Solutions. Krzysztof Kopania, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi, wymienił kraje, z których odpady były sprowadzane do Zgierza: Niemcy, Wielka Brytania, Belgia, Holandia, Włochy, Szwecja. Proces dotyczy co najmniej 25 tys. ton nielegalnie sprowadzanych odpadów, a całej trójce "śmieciowych" prezesów grozi do pięciu lat więzienia.

Prokuratura sygnalizowała również, że spółki związane ze zgierskim śmieciowiskiem pozyskiwały milionowe fundusze z budżetu państwa i z Unii Europejskiej na rzekome projekty nowoczesnych linii technologicznych do pozyskiwania regranulatu. Niestety, mimo licznych przesłuchań i nagrań z monitoringu, sprawcy podpalenia nie udało się wykryć, a trzeci wątek sprawy jest umorzony.
Skutki finansowe i problem uprzątnięcia
Nikt ze sprowadzających odpady, które spłonęły w Zgierzu, nie odczuł dotąd bolesnych konsekwencji finansowych. W lipcu 2018 r. Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Łodzi (WIOŚ) nałożył na Green-Tec Solutions milion złotych kary "za nieprawidłowości w zakresie gospodarowania odpadami". Kara ta, potwierdzona przez Główny Inspektorat Ochrony Środowiska, okazała się nie do ściągnięcia. Urząd skarbowy umorzył postępowanie wobec winnej spółki "ze względu na brak majątku zobowiązanego, z którego mogłaby być prowadzona skuteczna egzekucja". Z rachunku bankowego Green-Tec Solutions nie udało się ściągnąć żadnych pieniędzy, a kwota uzyskana za majątek firmy (53 tys. zł) poszła w całości na pokrycie kosztów postępowania skarbówki. Próby przeniesienia kary na prezesa Artura K. również zakończyły się fiaskiem, ponieważ jego zawieszenie w funkcji przez prokuraturę uniemożliwiło ten proces.
W marcu 2022 r. Naczelny Sąd Administracyjny (NSA) rozstrzygnął spór o to, kto ma zmusić właściciela odpadów do sprzątania. Starosta zgierski przekazał, że - zgodnie z wyrokiem - powinien zrobić to marszałek województwa łódzkiego. Ten jednak interpretuje wyrok inaczej, wskazując Urząd Marszałkowski jako organ właściwy do wyegzekwowania usunięcia odpadów z wyjątkiem odpadów popożarowych, co leży w gestii Starosty Zgierskiego. Między obiema instytucjami trwa pat, a pogorzelisko wciąż nie zostało uprzątnięte.

Pogorzelisko sześć lat później
Sześć lat po pożarze pogorzelisko wciąż przypomina o skali katastrofy. Mieszkańcy regionu dobrze pamiętają "polski Czarnobyl", a nieuprzątnięte pogorzelisko nadal wydobywa fetor, szczególnie w ciepłe dni. Tereny po dawnej "Borucie" są rozległe i obejmują także inne składowiska, z których najstarsze przyjmowało niebezpieczne odpady przez około 90 lat. Zgierzanie obserwują na tych obszarach wydobywanie się gazów z zarośniętych lejów, a drobne pożary często samoczynnie wybuchają (Najwyższa Izba Kontroli wyliczyła ich 23 w latach 2017-2019).

"Polski Czarnobyl" brzmi dosadnie, ale na "Zgierzuwiuszu" znaczenie tej frazy dopiero się zaczyna, ponieważ problem z nielegalnymi składowiskami odpadów i ich uporządkowaniem pozostaje otwarty.
Kontekst szerszy: Problemy z odpadami w Polsce
Seria pożarów na wysypiskach śmieci, w tym ten w Zgierzu, skłoniła Ministerstwo Środowiska do pracy nad zaostrzeniem przepisów dotyczących składowania odpadów. W roku wybuchu pożaru w Zgierzu, w Polsce spłonęło już 60 składowisk śmieci, co uwidoczniło skalę problemu z nielegalnym bądź nieodpowiednim gospodarowaniem odpadami w całym kraju.