Historia, zarówno w sporcie, jak i teologii, obfituje w przypadki ludzi, którzy, choć postrzegani początkowo jako ekscentryczni lub wręcz „klauni”, ostatecznie przyczyniali się do znaczących zmian lub głosili ważne prawdy. Wspólnym mianownikiem dla tych postaci jest niezrozumienie, z jakim spotykały się ich działania lub słowa. Symboliczne dla tego zjawiska jest opowiadanie o pożarze w cyrku, które służy jako metafora trudności w przekazywaniu istotnych informacji.

Anegdota o Pożarze Cyrku
Pewna anegdota, często przywoływana w kontekście niezrozumienia, opowiada o pożarze w wędrownym cyrku, który rozbił się nieopodal wsi. Najpopularniejszą postacią był klaun, który swymi żartami i sztuczkami rozśmieszał mieszkańców. Gdy w cyrkowym namiocie wybuchł pożar, dyrektor posłał do miasta klauna, aby ten wezwał ludzi na pomoc.
Klaun niezwłocznie udał się do miasta i zaczął rozpaczliwie wzywać pomocy. Mieszkańcy patrzyli na niego i śmiali się. Nikt nie uwierzył jego słowom, sądzili, że używa on nowej sztuczki, aby ich zwabić do cyrku. Klaun starał się przekonać ich, że cyrk rzeczywiście płonie. Jednak im bardziej był dramatyczny i im bardziej się starał, tym większy wywoływał śmiech. Ostatecznie pożar strawił namiot cyrkowy i przeniósł się na zabudowania miasta, doprowadzając do jego zagłady.
Klaun jako Metafora Teologiczna w Myśli Josepha Ratzingera
Joseph Ratzinger, późniejszy papież Benedykt XVI, wykorzystał anegdotę o pożarze cyrku, aby zilustrować trudną sytuację teologa. W wydanej po raz pierwszy pół wieku temu książce „Wprowadzenie do chrześcijaństwa”, Ratzinger przekonywał, że podobnie jak błazna, nikt nie traktuje poważnie teologa. „Jakkolwiek się on zachowuje i jakkolwiek usiłuje ukazać powagę sytuacji, wie się zawsze z góry, że to jest tylko błazen” - pisał przyszły papież.
W obrazie tym, zdaniem Ratzingera, uchwycono coś z trudnej rzeczywistości, w jakiej znajduje się teologia i teologiczne mówienie: pewna przygniatająca niemożność przełamania szablonów myślenia i przemawiania oraz niemożność ukazania, że sprawy teologii są sprawami ważnymi dla życia ludzkiego. Ta gorzka konstatacja wskazuje, że owa „przygniatająca niemożność” przekazu wiary jest problemem nie tylko naszych czasów; Ratzinger zderzył się z tą ścianą już 50 lat temu. Dzisiaj ta ściana wydaje się twardsza i wyższa niż pół wieku temu.
Kardynał Ratzinger zaznaczał, że teolog mówi o sprawach duchowych, nadprzyrodzonych, lecz współcześni nie biorą go na poważnie. Jeśli go słuchają, to czynią to z dużą dawką sceptycyzmu, nie traktując na serio słów, które w ostatecznym rozrachunku mogłyby uratować ich samych przed zagładą. Teolog, podobnie jak klaun, stara się przemówić do ludzi żyjących na tym świecie, że sens ich ziemskiej egzystencji wykracza dalece poza horyzont doczesności i że źle czynią, gdy żyją tak, jakby Bóg nie istniał. Wielu nie traktuje go poważnie. Jego słowa są ignorowane lub bagatelizowane, czasami nawet wywołują gwałtowny sprzeciw.

Współczesne Odbicie Losu Klauna
Los klauna, który nie jest brany na poważnie, znajduje swoje odbicie w historiach wielu znaczących postaci, także tych duchowych. Sam Chrystus doświadczył podobnego odrzucenia i niewiary ze strony swoich słuchaczy. Kiedy mówił, że Jego ciała i krwi jest gwarantem życia wiecznego, niewielu Mu wówczas uwierzyło: „Twarda jest ta mowa. Któż jej może słuchać!” - rzekli w odpowiedzi na słowa Mistrza z Nazaretu. Wtedy odeszli od Niego jeden po drugim, a byli wśród nich także niektórzy Jego uczniowie.
Podobne doświadczenie stało się udziałem świętego Pawła, gdy przebywając w Atenach, postanowił pewnego dnia przekonać ludzi zebranych na Areopagu do tego, by stali się chrześcijanami. „Posłuchamy Cię innym razem” - powiedzieli do niego obecni na zgromadzeniu Grecy, gdy tylko usłyszeli o zmartwychwstaniu. Można postawić pytanie, czy w naszych czasach losu klauna nie podzielił w jakimś wymiarze Jan Paweł II? Czy naprawdę słuchaliśmy Go, gdy do nas przemawiał jako naród, jako Kościół? Podobne pytania można postawić w odniesieniu do osoby i posługi jednego z największych współczesnych teologów - papieża Benedykta XVI. Za przykład sprzeciwu wobec jego nauczania może posłużyć chociażby reakcja światowej opinii publicznej na wykład papieski wygłoszony w Ratyzbonie w dniu 12 września 2006 roku. W tej reakcji było wiele lekceważenia i wrogości.
Co kryje się za tego typu negacją przepowiadania współczesnych proroków? Skąd opór wobec ich słów? Głównym powodem jest po prostu zwykła religijna obojętność, która sprawia, że wszelki teologiczny dyskurs odbierany jest jako nieciekawy i nużący. Innym razem jest to skutek „odczarowania świata”, które uśmierca w ludziach wrażliwość na „magiczny” wymiar rzeczywistości.
Współczesne doświadczenie, choć z zachowaniem odpowiednich proporcji, również bywa podobne do tych opisanych powyżej, gdzie to, co się pisze lub mówi, jest kierowaniem słów w próżnię. Często to, co stara się przekazać innym, nie wywołuje w nich zbyt dużego rezonansu. Różne są tego powody: „mówienie” może być za mało autentyczne, za mało osobiste, bywa bardzo nieporadne co do formy, a często też miałkie w treści i powierzchowne. Paradoks klauna z anegdoty o wiosce nie jest prostą dychotomią: ten, kto obdarzony jest wiedzą - ci, którzy są jej pozbawieni. Wszyscy płyną w chyboczącej się łódce Kościoła po wzburzonym oceanie niepewności, zmagając się z wątpliwościami.
„Klauni” w Świecie Sportu - Przełamywanie Stereotypów
Koncepcja „klauna” nie jest obca także w świecie sportu, gdzie innowatorzy i indywidualiści często spotykają się z początkowym sceptycyzmem, a nawet kpiną.
Piotr Żyła - Skoczek Narciarski „Klaunem” Nazwany
Piotr Żyła, polski skoczek narciarski, został kiedyś nazwany „klaunem” przez niemieckiego dziennikarza. Ta wypowiedź wywołała w Polsce oburzenie. Dziennikarz argumentował, że „Skoki narciarskie to jest poważna sprawa. Tu nie ma śmiechów. Okej, radość po sukcesie jest, ale taka kontrolowana. (...) Ekstrawertycy zdarzają się rzadko, a takich klaunów na całego nie ma wcale. A nie, moment. Jeden jest. (...) Piotr Żyła. Ten, który śmieje się tak głośno po każdym poprawnym skoku”.
Żyła odpowiedział dziennikarzowi, nie rozwodząc się: „Każdy ma prawo wyrazić swoje zdanie. Idąc tym tokiem myślenia, nie jest przesadą stwierdzenie, że skoki narciarskie to niezły cyrk, bo takich »klaunów« w historii dyscypliny było więcej.” Jego postawa symbolizuje odrzucenie konwenansów i przyjęcie autentyczności, nawet jeśli jest ona niezgodna z oczekiwaniami.

Eddie „The Eagle” Edwards - Marzyciel z Olimpiady
Michael Thomas Edwards, znany jako Eddie „The Eagle” Edwards, miał 8 lat, kiedy wymarzył sobie, że wystąpi na igrzyskach, choć nie wiedział, w jakiej dyscyplinie. Mimo braku szczególnych predyspozycji do sportu i problemów ze wzrokiem, w 1984 roku Brytyjczyk był o krok od kwalifikacji na igrzyska w Sarajewie w narciarstwie alpejskim. Z czasem doszedł do wniosku, że olimpijskie marzenie łatwiej zrealizować w skokach.
Do kolejnej olimpiady, w Calgary, trenował w szaleńczym tempie, codziennie oddając przynajmniej kilka skoków. Postęp rodził się w bólach. W ostatnich dniach 1986 roku Edwards zadebiutował w Pucharze Świata. Na belce usiadł w wielkich okularach ukrytych pod narciarskimi goglami. W kolejnym sezonie wystąpił m.in. we wszystkich konkursach Turnieju Czterech Skoczni, trzykrotnie był ostatni, ale raz wyprzedził aż dwóch konkurentów. Kask dostał od Włochów, narty od Austriaków, a Finowie pozwolili mu ze sobą trenować. W spełnieniu marzenia nie przeszkodziły mu nawet warunki fizyczne bardziej pasujące do czołgisty niż skoczka narciarskiego - 82 kg przy 173 cm wzrostu. Paradoksalnie brytyjski zawodnik, początkowo wyśmiewany i traktowany jako „klaun” w świecie poważnych sportowców, przyczynił się też do rozwoju dyscypliny, zyskując status kultowej postaci.

Jan Bokloev i Rewolucja Stylu V
Skoczek, który w locie ma narty ułożone równolegle, dziś wywołałby prawdopodobnie niedowierzanie ekspertów i dziennikarzy. Tak zwany styl V to obecnie standard, ale jego początki były trudne. Szwed Jan Bokloev podobno przypadkowo wymyślił go, gdy dwa lata wcześniej musiał się ratować przed upadkiem po nieudanym wyjściu z progu. Przez długi czas po zaprezentowaniu stylu V Bokloev spotykał się z niepochlebnymi opiniami, w tym m.in. określającymi go jako „klauna”. Sędziowie odejmowali mu punkty, oceniając skoki na 14-15 pkt.
Mimo tego wyniki Szweda szybko się poprawiły. Koledzy po fachu zaczęli jeden po drugim kopiować jego pomysł. Jednym z pierwszych był słynny Niemiec Jens Weissflog. Osiągający dotychczas przeciętne wyniki Bokloev w sezonie 1988/89 wygrał pięć konkursów Pucharu Świata i zdobył Kryształową Kulę. Był „klaunem”, który zrewolucjonizował skoki narciarskie, zmieniając oblicze dyscypliny na zawsze.
Bjørn Wirkola - Mistrz Dwóch Dyscyplin
Innym przykładem sportowca, który przełamał schematy, jest Bjørn Wirkola. W początkach drugiej połowy meczu I rundy Pucharu Mistrzów sezonu 1972/73, słynny Kenny Dalglish i jego koledzy z Celticu Glasgow musieli być mocno zdziwieni, gdy zobaczyli, kto strzelił im gola. Rok wcześniej Wirkola zakończył karierę skoczka, by w pełni oddać się tej drugiej - piłkarskiej. Z Rosenborgiem zdobył krajowy dublet. Bjørn przeszedł do legendy jako mistrz dwóch dyscyplin. Do kanonu weszło w Norwegii powiedzenie „Skakać po Wirkoli”, co oznacza podejmowanie się zadania, które ktoś już wykonał bardzo dobrze. Jego historia pokazuje, że przekraczanie granic i realizowanie pasji na wielu płaszczyznach może prowadzić do nieśmiertelności w sportowej historii, nawet jeśli jest to niekonwencjonalne.

Wnioski: Ludzie Przełamujący Schematy
Historia nie tylko skoków, ale i sportu w ogóle, pełna jest marzycieli, ludzi przełamujących schematy, odbieranych różnie przez współczesnych. Czasem wystarczy, że inaczej ułożysz narty, nosisz okulary lub głośno wyrażasz swoje zadowolenie, by zostać nazwanym „klaunem”. A może w przypadku słów dziennikarza „Süddeutsche Zeitung” powód jest jeszcze bardziej prozaiczny i ludzki? Niezależnie od przyczyn, te historie przypominają, że prawdziwy wpływ często wywodzi się od tych, którzy ośmielają się być inni, nawet jeśli na początku spotykają się z niezrozumieniem czy drwiną.