W ostatnich tygodniach Dęblin stał się areną dwóch dramatycznych pożarów domów, które odcisnęły piętno na lokalnej społeczności. Jeden z nich pozbawił dachu nad głową ośmioosobową rodzinę, a drugi zakończył się tragiczną śmiercią dwóch osób, której przyczyną okazało się podpalenie.
Tragedia rodziny Świtajów: Pożar spowodowany instalacją fotowoltaiczną
Rodzina Ewy i Mariusza Świtajów, pochodząca z Dęblina, kilka tygodni temu straciła dom w wyniku pożaru. Mają oni sześcioro dzieci, a ich najmłodsza córka, Basia, skończyła zaledwie rok. Do tego tragicznego wydarzenia doszło 27 października około godziny 15:00 przy ulicy Lipowej w Dęblinie. Pożar, w wyniku którego ucierpiał dom państwa Świtajów, wybuchł prawdopodobnie na skutek usterki instalacji fotowoltaicznej zamontowanej na dachu.
Spowiadanie dzieci budzi kontrowersje. "Zdejmuje poczucie winy"? | DDTVN
Zniszczenie dorobku życia
Ogień rozprzestrzeniał się bardzo szybko. Kiedy przyjechała straż pożarna, płonęło już poddasze i połowa domu. Ogień gasiły wszystkie jednostki straży pożarnej z Dęblina, w tym Tomasz Nesterowicz - brat poszkodowanej, który jest strażakiem. W sumie interweniowały cztery zastępy straży pożarnej, w tym wojskowa, oraz policja. Mimo usilnych starań służb ratunkowych, budynek doszczętnie spłonął. "Ten dom był dorobkiem ich życia, przez lata włożyli w niego mnóstwo pracy, a teraz zostało im to zabrane", czytamy w apelu o pomoc. "Dziś stanął w płomieniach i nie zostało w nim nic".
Ciężka sytuacja pogorzelców i odmowa pomocy
Bez własnego dachu nad głową zostali Maciej (21 lat), Kacper (18 lat), Amelka (13 lat), Hania (7 lat), Staś (4 lata), roczna Basia oraz ich rodzice. Ewa i Mariusz Świtajowie wraz z sześciorgiem dzieci nie przyjęli propozycji władz miasta, które w ramach pomocy zaoferowały im nocleg w lokalu zastępczym - w nieogrzewanej szatni klubu piłkarskiego bez dostępu do ciepłej wody. Rodzina tuż po tragedii zatrzymała się u brata, 70 kilometrów poza dotychczasowym miejscem zamieszkania. Po dwóch tygodniach poszkodowani wrócili do Dęblina. Pogorzelcy gnieżdżą się teraz w niewielkim mieszkaniu rodziców i nocują w niewielkim 3-pokojowym mieszkaniu.

Brak środków do życia i utrata wszystkich dóbr jest dla nich ogromnym wyzwaniem. Chorująca na cukrzycę i przyjmująca codziennie insulinę Ewa Świtaj straciła w pożarze wszystkie niezbędne do funkcjonowania leki. Jej najmłodsze dziecko nie ma pampersów, ubranek i wszelkich potrzebnych dla rocznego malucha akcesoriów. Starszym pociechom spłonęły również przybory szkolne, w tym: zeszyty, książki i plecaki.
Apel o wsparcie i zbiórka pieniędzy
Mieszkająca w Holandii siostra Ewy Świtaj, Angelika Nesterowicz, zorganizowała w sieci zbiórkę pieniędzy koniecznych do zaspokojenia podstawowych potrzeb poszkodowanej rodziny. „Potrzebują wszystkiego: ubrań, butów, bielizny, ale przede wszystkim środków do życia”, czytamy na stronie zrzutka.pl. Pani Angelika dodaje: „Siostra choruje na cukrzycę, małe dzieciątko potrzebuje pampersów, leków, reszta dzieci chodzi do szkoły i stracili wszystko. Potrzeb jest wiele i jako rodzina pomożemy ze wszystkich sił. Natomiast przede wszystkim potrzebują rzeczy codziennego użytku i dachu nad głową. Dom stawiali własnymi siłami, był to dorobek ich całego życia”. Aby wesprzeć pogorzelców z Dęblina, wystarczy przekazać darowiznę za pośrednictwem platformy zrzutka.pl.
Śmiertelny pożar w Dęblinie: Podpalenie i aresztowanie sprawcy
W tragicznym pożarze domu na jednym z osiedli w Dęblinie, który również miał miejsce w okolicy 27 października, zginęły dwie osoby. Wezwani na miejsce zdarzenia strażacy opanowali ogień i wynieśli z budynku dwie osoby. Mężczyzna i kobieta w ciężkim stanie trafili do szpitala. Niestety, obrażenia 59-letniej kobiety i 73-letniego mężczyzny okazały się zbyt poważne, a ich życia nie dało się uratować. Policja podała, że przyczyną pożaru było podpalenie.
Śledztwo i zatrzymanie podejrzanego
Dęblińscy policjanci ustalili, że związek z tym czynem może mieć młody mężczyzna, który pospiesznie opuścił dom tuż przed pojawieniem się płomieni. Policjanci, którzy przybyli na miejsce pożaru, z miejsca ruszyli z poszukiwaniami podejrzanego. „Po około 15 minutach penetracji miasta policjanci odnaleźli mężczyznę, który odpowiadał rysopisowi. Okazał się nim 25-letni mieszkaniec Dęblina”, przekazał st. asp. Radosław Żmuda z Komendy Powiatowej Policji w Rykach. W chwili zatrzymania mężczyzna znajdował się pod znacznym działaniem alkoholu. Ze wstępnych ustaleń policji wynika, iż to on jest odpowiedzialny za wzniecenie pożaru.

25-latek usłyszał już zarzut zabójstwa, za który grozi mu nawet dożywocie. W piątek sąd zadecydował o jego tymczasowym aresztowaniu na trzy miesiące. Mundurowi nie podali, co stanęło za irracjonalną decyzją mężczyzny o podpaleniu domu z lokatorami w środku.