Polska scenę informacyjną w ostatnim czasie wstrząsnęły doniesienia o dwóch znaczących pożarach domów. Jeden z nich, w Dobieszynie, zakończył się dramatyczną akcją ratunkową i ewakuacją matki z córką, drugi - w Lęborku - miał tragiczne skutki w postaci ofiar śmiertelnych i stał się przedmiotem walki o surowszy wyrok dla podpalacza. Poniższy artykuł przedstawia szczegóły obu tych zdarzeń.
Pożar w Dobieszynie: Dramatyczna akcja ratunkowa matki i córki
W Dobieszynie doszło do pożaru budynku mieszkalnego, który wymagał szybkiej i skoordynowanej akcji służb ratunkowych. Dzięki sprawnej interwencji strażaków, udało się uratować życie dwóm osobom.
Przebieg zdarzenia i wezwanie pomocy
Informacja o pożarze budynku mieszkalnego w Dobieszynie wpłynęła do służb ratunkowych o godz. 23.27, w nocy ze środy na czwartek. Zgłoszenie pochodziło od 33-letniej kobiety, która wraz z 12-letnią córką przebywała w płonącym domu. Jak informuje Mateusz Dębiec, dowódca jednostki-ratowniczo-gaśniczej KM PSP w Krośnie, na miejsce niezwłocznie skierowano cztery zastępy straży pożarnej. Jako pierwsi dotarli ochotnicy z OSP w Dobieszynie.

W momencie przybycia strażaków, pożarem objęte były już trzy pomieszczenia na górnej kondygnacji domu. Duże zadymienie odcięło matce i córce możliwość opuszczenia pokoju. Kobiety siedziały na parapecie okna na pierwszym piętrze, w piżamach. Były przerażone, okopcone i w szoku, wzywały pomocy, gdyż nie miały jak uciekać. Skok z okna na betonowe podłoże był zbyt niebezpieczny.
Ewakuacja poszkodowanych
Strażacy natychmiast przystąpili do akcji ratunkowej. "Rozłożyliśmy drabinę. Kolega najpierw zniósł dziewczynkę, a potem ewakuował kobietę," - relacjonował jeden z ratowników. 12-latka była tak sparaliżowana strachem, że dosłownie bała się zrobić jakikolwiek ruch. Po bezpiecznej ewakuacji obie kobiety zostały zabrane do wozu strażackiego, gdzie próbowano je uspokoić. Na miejscu udzielono im pierwszej pomocy.
PSP Wadowice - Szkoła CKZiU nr 1 ewakuacja
Skutki pożaru i stan poszkodowanych
33-letnia mieszkanka Dobieszyna i jej 12-letnia córka, po udzieleniu pierwszej pomocy, pojechały do szpitala na szczegółowe badania. Matka z córką nadal przebywają w lecznicy. Dodatkowo, seniorka, która również była objęta zdarzeniem, opuściła już szpital. Strażacy ugasili ogień, jednak pożar zniszczył wyposażenie trzech pokoi na piętrze, okna i część więźby dachowej. Dom posiadał instalację do ogrzewania gazem, a także zamontowany był piec typu „koza”. Nie ustalono, co było bezpośrednią przyczyną pożaru.
Tragedia w Lęborku: Podpalenie kamienicy i walka o sprawiedliwość dla Agaty i Janka
Zupełnie inny charakter miała tragedia, która wydarzyła się trzy lata temu w Lęborku. Podpalenie kamienicy z zemsty doprowadziło do śmierci dwojga dzieci i rozpoczęło długą walkę rodziny o sprawiedliwość.
Okoliczności zbrodni i motyw sprawcy
Do tej wstrząsającej zbrodni doszło 1 października 2018 roku w kamienicy przy ul. Pileckiego w Lęborku. 21-letni Maciej D. bez mrugnięcia okiem podłożył ogień pod dom pełen ludzi. Jego motywem była zemsta na byłej dziewczynie, Darii (21 l.). Niestety, jego bezwzględne działanie dosięgło niewinne ofiary: rodzeństwo Darii, Agatę (†16 l.) i Janka (†12 l.), którzy zginęli w pożarze. W pożarze zginęła dwójka dzieci.

Proces sądowy i apelacja prokuratury
Sprawca, Maciej D., w sądach najpierw otrzymał karę dożywocia, jednak Sąd Apelacyjny w Gdańsku zmienił ten wyrok na 25 lat pozbawienia wolności. Zdaniem śledczych, ta kara jest niewystarczająca. Prokurator Generalny wniósł kasację od wyroku Sądu Apelacyjnego w Gdańsku, domagając się najwyższej kary - dożywocia - dla Macieja D. Sprawa trafiła już do Sądu Najwyższego.
W kasacji podniesiono zarzut rażącej niewspółmierności kary 25 lat pozbawienia wolności. Wskazano, że bardzo wysoki stopień winy i społecznej szkodliwości czynu oskarżonego, działanie w sposób bezwzględny, z nieracjonalnych pobudek oraz wysoki stopień zdemoralizowania sprawcy, przemawiają za orzeczeniem kary dożywotniego pozbawienia wolności. Kasacja zawiera także zarzut niewłaściwej oceny przez sąd zamiaru, z jakim działał oskarżony. W ocenie prokuratora, całokształt okoliczności popełnionego przestępstwa świadczy o tym, że oskarżony kierował się bezpośrednim zamiarem pozbawienia życia pokrzywdzonej i bezpośrednim zamiarem sprowadzenia pożaru. Prokuratura uważa, że oskarżony chciał popełnić przestępstwo, a nie, jak przyjął to sąd, jedynie przewidywał możliwość jego popełnienia i godził się z tym.
Głos rodziny ofiar
Mama ofiar, Wioletta Wenig, oraz Daria Dynkiewicz, wierzą, że sprawca nigdy nie powinien wyjść na wolność. "Nie wyobrażam sobie, by on kiedykolwiek wyszedł na wolność. Nie chcemy go znać," - zgodnie podkreślają. "Wierzymy, że sąd jeszcze raz rozpatrzy sprawę i Maciej D. nigdy nie wyjdzie na wolność, nigdy!" Rodzina ofiar, w tym babcia nieżyjących dzieci, mama Wioletta Wenig i Daria, mocno wierzy w to, że podpalacz nigdy nie odzyska wolności.

Argumentacja Prokuratora Generalnego
Prokurator Generalny najwyraźniej wziął pod uwagę, m.in. artykuły informujące o tej potwornej zbrodni, a potem o łagodnym wyroku dla podpalacza, który wydał Sąd Apelacyjny w Gdańsku. Prok. Robert Hernand, zastępca Prokuratora Generalnego, nie ma wątpliwości, że Maciej D. to osoba zdemoralizowana, a jego resocjalizacja jest wątpliwa. W piśmie do poszkodowanej rodziny, prok. Hernand napisał: "Ta kara jest niemożliwa do zaakceptowania, jest niewspółmierna do dokonanej zbrodni. Skazany działał z premedytacją." Zaznaczył również, że Maciej D. w okrutny sposób pozbawił życia dwie młode osoby, kolejną oszpecił, a ponad 20, w tym dzieci, naraził na dotkliwe poparzenia, a nawet śmierć. Dla oskarżonego liczyła się tylko zemsta na Darii Dynkiewicz. Nawet zza krat Maciej D. śle groźby tym, co przeżyli.
Inne doniesienia o pożarach domów
Pożar w gminie Dębowa Łąka
W innej lokalizacji, w gminie Dębowa Łąka, odnotowano pożar, który rozpoczął się prawdopodobnie na dachu budynku. Jak mówi Mateusz Rutkowski, wójt gminy Dębowa Łąka, Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego wyłączył budynek z użytkowania. Rodzina poszkodowana w tym zdarzeniu została objęta opieką, a gmina zaoferowała pomoc.