Noc z 12 na 13 grudnia pogrążyła w żałobie mieszkańców małej wsi Idalin w powiecie opolskim na Lubelszczyźnie. Tuż po północy, trzask palącego się drewna i potężna łuna ognia obudziły sąsiadów, alarmując o pożarze domu jednorodzinnego, który błyskawicznie zajął budynek. W wyniku tragedii śmierć poniosły cztery osoby: 45-letni ojciec rodziny i troje jego dzieci.

Ofiary i ocaleni z żywiołu
Z pożaru uratowała się 39-letnia Agnieszka, matka rodziny, oraz jej najstarszy syn, 14-letni Patryk. Oboje zdołali wyskoczyć przez okno. Jak sama mówiła ratownikom, ucieczka przez "okienko" była jedyną szansą na przeżycie. Wybiegli z domu tak, jak stali, nie zdołali zabrać ze sobą niczego, ale nic poważnego im się nie stało. Obecnie przebywają u rodziny w innej gminie, oczekując na lokal zastępczy zapewniony przez gminę Józefów nad Wisłą.
Niestety, mąż kobiety, 45-letni Krzysztof, oraz troje ich młodszych dzieci: dwuletni Szymon, czteroletnia Małgosia i trzynastoletnia Ania, zginęli na miejscu. Strażacy znaleźli ich ciała w zgliszczach budynku. Na ratunek było za późno.
Heroiczna postawa ojca
Jak relacjonują sąsiedzi, 45-letni pan Krzysztof mógł uratować się z pożaru. Jednak jego ojcowskie serce nie pozwoliło mu się ratować, tylko wrócił po dzieci, które zostały w innej części domu. Niestety, nie udało się ich uratować. „On uciekł, wybiegł, ale serce ojca nie pozwoliło mu się ratować, tylko wrócił po te dzieci, niestety nie udało się” - nie kryje smutku jedna z kobiet.
Przebieg akcji ratunkowej i opis zniszczeń
Wioska Idalin, położona mniej więcej w połowie drogi pomiędzy Józefowem nad Wisłą i Kraśnikiem, w piątek znalazła się na ustach całego kraju. Służby o pożarze zostały zawiadomione po północy. Kiedy strażacy przyjechali na miejsce zdarzenia, ogniem objęty był już cały budynek. Jak opowiada pan Krzysztof, jeden z sąsiadów, „Jak już wyszedłem, to mieszkanie było całe objęte ogniem, nie dało się nic zrobić, było za późno”. Pani Kazimiera, mieszkająca w pobliżu, dodaje: „Taki szum mnie obudził. Nie wiedziałem, co się dzieje. Wyszłam, a tu od razu słup ognia, do samego nieba.”
Na miejsce wezwano strażaków z całego regionu. W gaszeniu ognia uczestniczyło ponad 70 strażaków, w tym zastępy ochotników z pobliskich Boisk, Józefowa, Wrzelowca, Kluczkowic, Studnisk, Puszna Godowskiego, Braciejowiec, Osin, Kraczewic, Chruślanek Józefowskich, Mazanowa, Dzierzkowic oraz zawodowcy z Opola Lubelskiego, Kraśnika i Lublina, na czele z komendantem wojewódzkim PSP. Nocny pożar postawił na nogi nie tylko służby ratunkowe, ale także sąsiadów, którzy wyszli na drogę zobaczyć, co się stało. Na miejsce zdarzenia wezwano także śmigłowiec LPR, by jak najszybciej udzielić pomocy poszkodowanym.
Ze skromnego domu na skraju wsi praktycznie nic nie zostało. Drewniany budynek jest całkowicie wypalony. Z czarnym, wypalonym wnętrzem kontrastują wykonane z betonu komórkowego, nieotynkowane dobudówki, którymi powiększony był budynek. Za domem, wstrząsając świadomością minionej normalności, wciąż wisiało rozwieszone do suszenia pranie.
Wstępne przyczyny pożaru i śledztwo
Nie wiadomo, jaka była dokładna przyczyna rozprzestrzenienia się ognia. Według wstępnej oceny strażaków, prawdopodobnie źródłem ognia było urządzenie służące do ogrzewania pomieszczeń, najprawdopodobniej kocioł na paliwo stałe. Oficer prasowy Komendy PSP w Opolu Lubelskim, kpt. Rafał Dobraczyński, poinformował, że "mamy do czynienia z niskimi temperaturami, każdy szuka ciepła".
Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Opolu Lubelskim, która korzysta z usług biegłych z zakresu pożarnictwa. Z jej informacji wynika, że na obecnym etapie nie ma przesłanek, które świadczyłyby o podpaleniu. Czynności służb na miejscu tragedii nadal trwają, ustalając wszystkie okoliczności zdarzenia.
Portret rodziny i historia ojca
Rodzina Krzysztofa i Agnieszki była znana w Idalinie jako spokojna i religijna. Sprowadzili się tu kilka lat temu z nieodległej Sosnowej Woli. Krzysztof był opisywany przez sąsiadów jako dobry i bardzo troskliwy ojciec. „- Krzysiek to był dobry człowiek. Jeszcze u mnie tego wieczora był, rozmawialiśmy, pierogów mu dałem z kapustą. Dla dzieci” - wspomina pan Lucjan, sąsiad. Inni dodają: „Ani nie pił, ani nic. Dobry człowiek. On mi dużo pomagał, bo na nogi nie mogę chodzić. Węgla zniósł, drewna zniósł.”
Ojciec rodziny miał problemy ze zdrowiem, które utrudniały mu znalezienie stałej pracy. Z powodu swojego stanu zdrowia, mieszkańcy wioski mówią, że miał trudności ze znalezieniem stałej pracy. Rodzina utrzymywała się głównie z zasiłków i świadczeń, co sprawiało, że pieniędzy nie było dużo, a potrzeby były spore. Pan Lucjan wspominał: „Nie chcieli go. Bo jak poszedł do śliwek, to go padaczka złapała. Nad jezioro go nie chcieli wziąć, z fabryki go zwolnili, bo choroba.”
Dom, w którym doszło do tragedii, był starym, w dużej części drewnianym budynkiem, który rodzina sukcesywnie powiększała murowanymi dobudówkami, wykonanymi z betonu komórkowego. Jak opowiada sołtys Idalina, Justyna Różalska, „Właśnie przechodzili remont, gdy doszło do tego pożaru.” Rodzina niedawno rozebrała piec kaflowy, którym ogrzewała dom, i planowała instalację pompy ciepła, ale napotkała trudności z firmą, która miała wykonać instalację.
Wstrząsający zbieg okoliczności
Sytuacja wydaje się jeszcze bardziej wstrząsająca, gdy okazuje się, że zaledwie kilka tygodni wcześniej Krzysztof miał poważny wypadek samochodowy. „Auto do kasacji, jemu nic się nie stało. Cieszył się, że Bóg go zachował do robienia dobrych rzeczy” - opowiada sąsiad rodziny. Po tej tragedii cała wieś płacze po nim, jak mówią sąsiedzi w rozmowie z RMF FM. „Dla całej naszej wioski to ogromny szok” - dodaje sołtys Idalina.
Tragiczny pożar w Japonii. Są dziesiątki zabitych, policja podejrzewa podpalenie
Fala solidarności i pomoc dla pogorzelców
Na wieść o tej tragedii mieszkańcy Idalina i okolicznych miejscowości, a także instytucje, zorganizowali błyskawiczną pomoc. Panią Agnieszką i jej synem zaopiekowała się gmina Józefów nad Wisłą. Już w godzinach nocnych udzielone zostało wsparcie psychologiczne. Burmistrz Józefowa nad Wisłą, Paweł Grabek, poinformował, że udzielono im również wsparcia finansowego w formie zasiłku celowego w kwocie 10 tys. zł, a także organizowany jest lokal zastępczy, za wynajem którego będzie płacić gmina. Ponadto, w trybie natychmiastowym, przyznany zostanie zasiłek okresowy. Pani Agnieszka z synem Patrykiem zamierzają przyjechać do Józefowa nad Wisłą w ciągu tygodnia, gdy gotowy będzie już zapewniony przez gminę lokal mieszkalny.
Mieszkańcy zorganizowali zbiórki ubrań i innych potrzebnych rzeczy. Sołtys Idalina, Justyna Różalska, dziękuje wszystkim za dotychczasową pomoc, zaznaczając, że „obecnie już więcej naprawdę nie trzeba” w kwestii doraźnych darów. Zachęca jednak do wsparcia długoterminowego, informując, że założono internetową zbiórkę na odbudowę zniszczonego domu dla pogorzelców. Dodatkową zbiórkę na rzecz pogorzelców z Idalina ogłosił także Caritas Archidiecezji Lubelskiej. W intencji zmarłych w tragicznym pożarze w sobotę o godzinie 17 odprawiony zostanie różaniec w miejscowym kościele.
Samorządowcy z Józefowa zapowiadają również rozważenie działań w kierunku obniżenia ryzyka pożarowego na terenie całej gminy, m.in. poprzez kampanie informacyjne dotyczące właściwej obsługi pieców i obchodzenia się z ogniem, aby zapobiec podobnym tragediom w przyszłości.