Groźny pożar w fabryce płyt wiórowych w Wieruszowie
Przebieg i okoliczności zdarzenia
Pożar w fabryce płyt wiórowych w Wieruszowie wybuchł dzisiaj około godziny 5. Płomienie pojawiły się w hali fabryki przy ulicy Bolesławieckiej. Zgłoszenie o pożarze dotarło do strażaków o godzinie 5.20. Na miejsce natychmiast skierowano kilkanaście zastępów straży pożarnej.
Przyjechały jednostki straży pożarnej z powiatu wieruszowskiego, sieradzkiego, wieluńskiego oraz z Ostrowa Wielkopolskiego. O tak wczesnej godzinie w hali nie było pracowników, dzięki czemu nikt nie ucierpiał w wyniku pożaru.

Trudności w akcji gaśniczej
Gaszenie pożaru było bardzo utrudnione ze względu na panującą tam wysoką temperaturę. Jak podaje tvn24, temperatura w hali dochodziła nawet do 700 stopni Celsjusza. Wysoka temperatura stwarzała poważne zagrożenie: istniała obawa, że stalowa konstrukcja utrzymująca halę zawali się pod jej wpływem.
Pożar zajął prawie połowę konstrukcji, którą strażacy gasili z podnośników i drabin. Mimo ekstremalnych warunków, strażakom udało się opanować płomienie, co zapobiegło dalszemu rozprzestrzenianiu się ognia.
Skutki pożaru i wstępne ustalenia
W hali mierzącej prawie 3 tysiące metrów kwadratowych składowano surowce przeznaczone do utylizacji. Przyczyny pożaru są jeszcze nieznane i będą przedmiotem dalszego dochodzenia.
Pożar hali na terenie fabryki płyt wiórowych przy ul. Bolesławieckiej w Wieruszowie był jedną z najbardziej wymagających akcji, jakie podejmowano w 2017 roku. Informację tę przekazano podczas podsumowania działalności PSP województwa łódzkiego. Ogólnie w 2017 roku strażacy interweniowali ponad 38 tysięcy razy. Pożar w fabryce płyt wiórowych w Wieruszowie został wymieniony obok karambolu na autostradzie A1 (26 stycznia 2017 r., 76 samochodów, 34 ranne osoby) jako jedna z najbardziej wymagających akcji ratowniczo-gaśniczych.
Leśnicy i strażacy kontra ogień. Kulisy akcji gaśniczej
Historyczne zagrożenia pożarowe w dawnych fabrykach Łodzi
Przyczyny częstych pożarów
W dawnej Łodzi pożary fabryk były niemal na porządku dziennym. Zarówno surowiec, taki jak łatwopalna wełna i bawełna, jak i sposób wytwarzania tkanin stwarzały poważne zagrożenia pożarowe. Kurz bawełniany czy wełniany, który unosił się w fabrycznych halach, powodował największe niebezpieczeństwo pożarowe. Wystarczyła iskra, aby cała hala z maszynami stawała w płomieniach. Rozprzestrzenianiu się ognia sprzyjały również łatwopalne substancje, którymi smarowano elementy mechaniczne maszyn, oraz drewniane elementy konstrukcyjne budynków.

Strategie zapobiegania pożarom
Wiele śladów po stosowanych niegdyś rozwiązaniach przeciwpożarowych możemy znaleźć w Łodzi do dziś. Pożarom fabryk starano się zaradzić na różne sposoby. Na przykład magazyny z łatwopalną wełną i bawełną budowano z dala od kotłowni czy hal produkcyjnych, aby zminimalizować ryzyko zapłonu. W dużych zakładach utrzymywano własne oddziały straży pożarnej, które mogły szybko reagować na zagrożenia.
Systemy i rozwiązania przeciwpożarowe w dawnych zakładach
Zakładowe remizy strażackie i zbiorniki wodne
Przy ulicy Tymienieckiego 30 w Łodzi do dziś możemy zobaczyć remizę z wieżą obserwacyjną dawnych zakładów Scheiblera-Grohmana. Remizę zakładowej straży odnajdziemy także na terenie dawnych Zakładów Poznańskiego (obecnie Manufaktura).
Przy fabrykach znajdowały się również stawy lub specjalne zbiorniki przeciwpożarowe. Zgromadzony w nich zapas wody służył strażakom w akcjach gaśniczych. Do dziś taki rezerwuar wody możemy zobaczyć na terenie Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej (dawne zakłady Grohmana) czy przy loftach na Tymienieckiego (dawne zakłady Scheiblera). Przy ulicy Północnej, na wysokości dawnego Browaru Anstadta, zachował się także niewielki przeciwpożarowy zbiornik.

Wieże kurzowe - walka z pyłem
Do usuwania kurzu z hal służyły grawitacyjne i mechaniczne systemy wentylacyjne. Najprostszym rozwiązaniem były wieże kurzowe, które działały w podobny sposób jak wentylacja grawitacyjna w domach. Wytworzony w hali przeciąg powodował, że gorące powietrze z kurzem unosiło się do góry i uchodziło na zewnątrz budynku przez komin wieży. Wieżę kurzową zobaczymy przy ulicy Sterlinga 26 na budynku dawnych zakładów Jakuba Kestenberga. Zachowała się ona również przy ulicy Północnej, na terenie dawnych zakładów Biedermana, gdzie obok niej stoi wieża wodna, podobna do średniowiecznej warownej baszty.
Wieże wodne i wczesne systemy tryskaczowe
Wieże wodne stanowiły ważny element systemów przeciwpożarowych w fabrykach. Na najwyższej kondygnacji montowano metalowe zbiorniki, które napełniano wodą tłoczoną pompami ze studni głębinowych lub stawów.
Pod sufitami hal fabrycznych montowano metalowe rurki zasilane wodą z wieży. W rurkach wiercono otwory, które następnie zaklejano woskiem. W momencie wybuchu pożaru wosk topił się od wysokiej temperatury, a woda tryskająca z otworków zalewała halę. Z czasem wosk zastąpiono metalowymi tryskaczami, zakończonymi okrągłymi elementami w formie talerzyków, na które spływająca woda rozpryskiwała się wokół.

Systemy alarmowe i znaczenie ubezpieczeń
Do alarmowania pracowników fabryk o pożarach służyły metalowe dzwony i gongi. Alarm ogłaszano również przy użyciu fabrycznych syren. Instalację systemów przeciwpożarowych doceniały firmy ubezpieczeniowe. Fabrykanci mogli wówczas liczyć na znaczne ulgi w składkach. Władze rosyjskie wprowadziły nakaz ubezpieczenia od pożarów wszystkich budynków fabrycznych, co dodatkowo motywowało do inwestowania w bezpieczeństwo.