Problematyka pożarów składowisk odpadów, w tym nielegalnych, stanowi poważne wyzwanie w Polsce. Zjawiska te są szeroko relacjonowane przez media, a ich przyczyny bywają różnorodne - od samozapłonów po celowe podpalenia. W tym kontekście, szczególne znaczenie zyskała afera finansowa związana ze spółką Recyclix, która wykorzystywała rzekomy pożar wysypiska jako pretekst do ukrycia oszustwa. Niniejszy artykuł przedstawia najnowsze informacje dotyczące pożaru w Gliwicach, szczegółową analizę afery Recyclix oraz szerszy kontekst pożarów składowisk odpadów w Polsce.
Pożar na terenie dawnej fabryki drutu w Gliwicach
W niedzielę wieczorem wybuchł potężny pożar na terenie nieczynnej fabryki drutu przy ul. Stanisława Dubois w Gliwicach. Zgłoszenie o zdarzeniu wpłynęło do straży pożarnej w niedzielę o godzinie 19:30.
Przebieg akcji gaśniczej i skala pożaru
Po przybyciu pierwszych zastępów straży pożarnej potwierdzono pożar materiałów po rozbiórce kompleksu hal. Ogień rozprzestrzenił się na dwie hale, które nie były wcześniej rozebrane. Łączna powierzchnia pożaru wyniosła około 15 tysięcy metrów kwadratowych. W kulminacyjnym momencie na miejscu działało 170 strażaków, a nad ranem z ogniem walczyło jeszcze ponad 100 strażaków i 40 zastępów straży pożarnej.

Jak poinformował oficer prasowy PSP w Gliwicach st. kpt. Damian Dudek, pożar został zlokalizowany około godziny 2:00, od tego momentu nie rozprzestrzeniał się. Do godzin rannych trwały intensywne działania gaśnicze, a następnie skupiono się na dogaszaniu pożaru. Obiekt był kompleksem hal, które częściowo były rozebrane. Paliło się gruzowisko wymieszane z materiałem palnym w postaci drewna konstrukcyjnego czy papy, która była pokryciem dachowym.
Monitorowanie zagrożeń i utrudnienia
W działaniach uczestniczył samochód Mobilab ze Specjalistycznej Grupy Ratownictwa Chemiczno-Ekologicznego z Katowic, który prowadził pomiary jakości powietrza. Nie stwierdzono zagrożenia dla mieszkańców, a także nie było osób poszkodowanych, również wśród strażaków. Władze Gliwic poinformowały, że w mieście występują utrudnienia w ruchu - częściowo zamknięte są ulice Dubois i Śliwki. Występują też utrudnienia na Drogowej Trasie Średnicowej, gdzie zablokowano zjazdy w pobliżu prowadzonych działań gaśniczych.
Śledztwo w sprawie przyczyn pożaru
Prokuratura wszczęła śledztwo, które ma wyjaśnić okoliczności i przyczyny pożaru. Oficer prasowy PSP w Gliwicach st. kpt. Damian Dudek przekazał, że przyczyny pożaru będą mogły być ustalone po zakończonych działaniach ratowniczych przez straż pożarną i oględzinach przeprowadzonych przez policję. Pogorzelisko to obecnie kłębowisko gruzu, metalowych konstrukcji, nadpalonego drewna, maszyn i fragmentów dachów. Według ustaleń dziennikarza RMF FM, Marcina Buczka, podczas akcji nie natrafiono na żadne ślady nielegalnego składowania odpadów, które mogłyby przyczynić się do wybuchu pożaru lub wpłynąć na jego rozprzestrzenianie się.
Afera finansowa Recyclix: Piramida pod pretekstem recyklingu
Afera Recyclix to jedna z największych piramid finansowych ostatnich lat w Polsce, która wykorzystywała motyw recyklingu do pozyskiwania inwestorów.
Czym był Recyclix i jak działał?
Spółka Recyclix, oficjalnie zarejestrowana w Polsce, obiecywała inwestorom wysokie zyski z recyklingu zużytych opakowań plastikowych. Pomysł brzmiał kusząco: firma miała skupować plastik, przerabiać go na granulat i odsprzedawać z zyskiem. Działanie oparte było na modelu crowdfundingu, gdzie minimalna wpłata wynosiła 20 euro, a każdy nowy inwestor otrzymywał dodatkowe 20 euro na zachętę.
Recyclix gwarantował klientom aż 14 procent zysku miesięcznie, co przekładało się na 382 procent rocznie - kwoty znacznie przewyższające standardowe inwestycje i budzące podejrzenia. Działania odbywały się wirtualnie na stronie recyclix.com, gdzie inwestorzy mogli "kupować" tony plastikowych śmieci i czekać na ich "przetworzenie" w ciągu pięciu tygodni, bez troski o dostawców, zbyt czy wydajność.
Jak działa piramida finansowa?
Kluczowe postaci i powiązania
Właścicielem i prezesem Recyclixu był Aleksandr Šuranovas, obywatel Litwy. Jednakże, jak ustalono w toku śledztw, był on jedynie "słupem". Najważniejsze stanowiska w spółce piastowali rzekomo Dimitrij Paladi, Mark Kowal i Aleksandrs Sivaks, choć tylko Sivaks posługiwał się prawdziwym nazwiskiem. Mark Kowal to w rzeczywistości Rosjanin Siergiej Berezin, a Dimitrij Paladi i Aleksander Sala to również fałszywe tożsamości.
Šuranovas jest postacią kluczową, ponieważ kilka lat później był odpowiedzialny za wysyłanie wybuchowych paczek DHL-em, na zlecenie rosyjskiego wywiadu GRU. Ustalono, że Šuranovas był człowiekiem, który wraz z Rosjanami, w tym Siergiejem Berezinem, zbudował i przetestował polską wersję piramidy finansowej. Był to test przed uruchomieniem jeszcze większego przekrętu - Juicy Fields, które wyłudziło 645 milionów euro od 550 tysięcy osób, obiecując inwestycje w uprawy medycznej marihuany.
Za kulisami Recyclixu i Juicy Fields stały osoby z powiązaniami z Rosją, a nawet z rosyjskim wywiadem wojskowym (GRU), co ujawnił Igor Kekszin, były szef bezpieczeństwa w Juicy Fields i współpracownik Jewgienija Prigożyna. Kekszin zdradził prawdziwe nazwiska głównych aktorów skandalu, co pozwoliło ustalić, że za IT obu piramid odpowiadał Rosjanin Witalij Markewicz.
Rozwój i upadek Recyclixu
Recyclix działał na skalę globalną, chwaląc się inwestorami z różnych krajów i posiadając biura w wielu miastach, w tym w Łomży, Lipsku, Wilnie, czy Brazylii. W 2017 roku kierownictwo Recyclixu obiecało nawet budowę fabryki w brazylijskim Ourinhos. W Polsce spółka również snuła plany budowy fabryki w Łobzie, obiecując zainwestować 20 milionów euro i zatrudnić 250 osób. Aleksandrs Sivaks, jeden z głównych postaci, spotkał się nawet z ówczesnym prezydentem Andrzejem Dudą podczas jego wizyty w Łobzie, co dodawało wiarygodności przedsięwzięciu. Nikt nie wnikał, że fabrykę w Łobzie miała organizować inna, powiązana z Sivaksem, spółka Eco Revolution, a nie Recyclix. Eco Revolution stała się sponsorem lokalnych wydarzeń i klubu piłkarskiego, co umacniało jej pozycję.

Mimo zewnętrznych pozorów sukcesu, już we wrześniu 2016 roku, podczas dni otwartych w Żaganiu z udziałem celebrytów, Recyclix zaczęło się interesować policja. W grudniu 2016 roku Recyclix zaczął przekierowywać wpłaty na konta zagranicznych spółek, sygnalizując przygotowania do ucieczki z pieniędzmi. Krach nastąpił na początku 2017 roku. Po kilku tygodniach zalegania z wypłatami, Recyclix ogłosił, że spłonęło wysypisko śmieci w Brożku, na którym miały być składowane odpady. Drogocenny materiał, w który zainwestowało 100 tysięcy osób, rzekomo ulotnił się z dymem. Jak ustalił "Dziennik Gazeta Prawna", wysypisko to nigdy nie należało do spółki. Dla inwestorów stało się jasne: zostali oszukani. Recyclix zostawił za sobą długi wobec miasta Łobez i wykonawców, a obiecane fabryki okazały się jedynie dekoracjami.
Konsekwencje prawne i śledztwa
20 lutego 2017 roku warszawska prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie oszustwa. Komisja Nadzoru Finansowego miękko przyznała, że w działalności Recyclixu "dostrzega przesłanki mogące wskazywać na możliwość naruszenia przepisów prawa", a Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów dopiero jesienią ogłosił, że to piramida. Menedżerowie Recyclixu zniknęli.
Polskie śledztwo w sprawie Recyclixu wlokło się latami, a jedynym podejrzanym pozostał Aleksandr Šuranovas, mimo że było jasne, iż nie był on mózgiem operacji. W Finlandii, w 2022 roku, sąd skazał Łotysza Sergejsa Vasiljevsa i jego księgową za wypranie 1,14 miliona euro ukradzionych w aferze Recyclixu. Ustalono, że pieniądze z Recyclixu płynęły do fińskiej spółki, a stamtąd do spółek na Litwie, Cyprze i w Wielkiej Brytanii. Pomimo tych międzynarodowych powiązań i wskazówek od innych krajów (np. Łotwy, która potwierdziła, że Šuranovas był "słupem", a prawdziwi kierujący używali fałszywych nazwisk), polskiej prokuraturze udało się odnaleźć jedynie 320 tysięcy euro z ukradzionych co najmniej 39 milionów euro.
Kontekst szerszy: Problem pożarów składowisk odpadów w Polsce
Pożary składowisk odpadów są w Polsce problemem systemowym, mającym zarówno aspekty ekologiczne, jak i kryminalne.
Statystyki i przyczyny
Stowarzyszenie „Polski Recykling” przeanalizowało zestawienie pożarów miejsc gromadzenia odpadów w poszczególnych województwach w latach 2016-2019. Analiza wykazała, że na terenie Polski podpalono wówczas kilkaset magazynów i placów z nadwyżkami polskich oraz sprowadzonych z Europy Zachodniej odpadów komunalnych. Te zdarzenia negatywnie wpłynęły na wizerunek polskich firm prowadzących legalny recykling.

Przyczynami pożarów często były samozapłon bądź nieumyślne zaprószenie ognia, zwłaszcza w przypadku magazynowanych surowców. Jednak nie można wykluczyć również celowych podpaleń. Pomimo skali problemu, do tej pory nie postawiono zarzutów żadnemu recyklerowi w związku z tymi zdarzeniami.
Zmiany prawne i odpowiedzialność
Nowelizacja ustawy o odpadach z 5 września 2018 roku wprowadziła istotne zmiany w zakresie zbierania i przetwarzania odpadów, mające na celu zapobieganie takim sytuacjom i nałożenie większej odpowiedzialności na przedsiębiorstwa. Miało to również na celu ochronę wizerunku polskich firm recyklingowych i zwiększenie ich obowiązków.
Pożary w Kamieńcu i konsekwencje dla właściciela
Przykładem powagi problemu są wielokrotne pożary na składowisku tekstyliów w Kamieńcu (woj. pomorskie). We wtorek wieczorem, 1 listopada, ponownie wybuchł pożar obejmujący zużyte ubrania. Było to już 33. takie zdarzenie w tym samym miejscu w ciągu ostatnich trzech lat. W akcji gaśniczej brało udział ponad 21 wozów strażackich, a ilość materiału palnego szacowano na około 60 tysięcy ton. Na miejscu pracowała specjalna grupa ratownictwa chemicznego, monitorująca stan powietrza. Akcja gaśnicza była przewidywana jako długotrwała, mogąca potrwać kilka dni.

Właściciel składowiska został niedawno ukarany grzywną w wysokości ponad miliona złotych. Inspektorzy WIOŚ w Gdańsku nałożyli na spółkę kary w łącznej wysokości 1,25 miliona złotych za gospodarowanie odpadami bez zezwolenia, brak wymaganego prawem monitoringu odpadów palnych oraz prowadzenie nielegalnego zbierania odpadów tekstylnych.
Inne znaczące pożary składowisk odpadów
Pożary składowisk odpadów zdarzają się również w innych regionach Polski. Przykładem jest pożar składowiska z odpadami chemicznymi w Siemianowicach Śląskich, gdzie z ogniem walczyło 33 zastępy straży pożarnej, a słup czarnego dymu był widoczny z okolicznych miast. Pożarem objęta była cała powierzchnia składowiska o wielkości około 5 tysięcy metrów kwadratowych.
Inny przypadek miał miejsce w Szymiszowie, gdzie zapaliły się odpady składowane na wysypisku. Płomieniami objęte było około 600 metrów kwadratowych pryzmy odpadów. W akcji gaśniczej brały udział jednostki OSP, a teren był monitorowany przy pomocy drona z kamerą termowizyjną. Służby komunalne i zewnętrzna firma zasypywały palące się śmieci ziemią. W tym przypadku pożar nie stanowił zagrożenia dla okolicznych mieszkańców, a nikt nie odniósł obrażeń.