Pożary w fabrykach zniczy – przegląd incydentów i ich skutków

Pożary w fabrykach zniczy stanowią poważne zagrożenie ze względu na łatwopalność przechowywanych materiałów, takich jak parafina. Incydenty te często wymagają zaangażowania znacznych sił straży pożarnej i mogą prowadzić do rozległych zniszczeń, a niekiedy także do tragicznych w skutkach konsekwencji dla zdrowia i życia ludzi.

Pożar w Tarnowie - skala i zabezpieczenia

W Tarnowie, w fabryce zniczy przy ulicy Dojazd, wybuchł pożar, który zaangażował znaczną liczbę służb ratunkowych. Z ogniem walczyło ponad 100 strażaków z 26 zastępów Państwowej Straży Pożarnej oraz jednostek OSP. Na miejsce wciąż kierowane były kolejne siły i środki.

Przebieg akcji gaśniczej

W rejonie pożaru występuje gęsta zabudowa, co wymagało dodatkowych działań. Strażacy zabezpieczali sąsiadujące budynki przed zajęciem się ogniem. Gęsty dym był widziany z odległości kilku kilometrów, co świadczyło o dużej skali pożaru. Nie było informacji o jakichkolwiek osobach poszkodowanych.

Skutki i ostrzeżenia

W związku z gęstym zadymieniem, do mieszkańców skierowano apel o pozamykanie okien i unikanie okolic pożaru oraz drogi dojazdowej. Przyczyny pożaru nie są jeszcze znane.

Thematyczne zdjęcie przedstawiające dym unoszący się nad fabryką zniczy podczas pożaru w Tarnowie

Pożar w Bystrzycy (okolice Oławy) - rozległa akcja gaśnicza

W poniedziałek, 4 kwietnia bieżącego roku, około godziny 4:50 straż pożarna w Oławie otrzymała zgłoszenie o pożarze hali fabryki zniczy i świec w Bystrzycy. W chwili dotarcia na miejsce pierwszych zastępów, ogniem była już objęta znaczna część hali, w której znajdowały się m.in. zbiorniki z parafiną.

Zakres i trudności akcji

Ze względu na rozmiar obiektu oraz przechowywane w nim materiały łatwopalne, konieczne było zadysponowanie na miejsce dodatkowych zastępów gaśniczych również spoza powiatu. Miejsce akcji zostało podzielone na odcinki bojowe. Podjęto próbę gaszenia płonącej parafiny, która rozlała się po terenie zakładu oraz poza nim, z wykorzystaniem piany i proszku gaśniczego.

Użyte środki i zaangażowanie sił

Działania gaśnicze trwały ponad 7 godzin. Wzięło w nich udział łącznie ponad 30 zastępów PSP i OSP z powiatu oławskiego, namysłowskiego, brzeskiego oraz wrocławskiego, a także grupa operacyjna Dolnośląskiego Komendanta Wojewódzkiego PSP.

Pożar zakładu produkującego znicze

Pożar w Manie (okolice Białej Podlaskiej) - uratowana część hali

Pożar w fabryce zniczy w miejscowości Manie (pow. bialski, woj. lubelskie) został ugaszony. Straż pożarna dostała informację o pożarze przed godziną 5:00. O zakończeniu trwającej od godziny 5 rano akcji gaśniczej poinformował mł. kpt. Marek Waszczuk, oficer prasowy Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Białej Podlaskiej.

Akcja gaśnicza i jej efekty

Strażakom udało się uratować połowę hali. Na miejscu pracuje jeszcze 10 zastępów straży pożarnej, które nadzorują teren pogorzeliska oraz dokonują niezbędnych prac wyburzeniowych i rozbiórkowych.

Stan strażaków

W trakcie akcji jeden ze strażaków zasłabł z wyczerpania organizmu. Mł. bryg., dyżurny KW PSP w Lublinie, informował o poranku, że poszkodowany jest przytomny, a na miejsce wezwano do niego pogotowie ratunkowe.

Tragedia w Kielcach - przypadek z 2018 roku i prawomocny wyrok

Pożar w fabryce zniczy przy ulicy Ściegiennego w Kielcach, który wybuchł 1 sierpnia 2018 roku, był jednym z poważniejszych incydentów tego typu w tamtym czasie. Kłęby dymu były widziane z daleka i długo unosiły się nad miastem, a gryzący dym wdzierał się do okolicznych mieszkań. Z ogniem walczyło 26 zastępów straży pożarnej.

Okoliczności pożaru i jego ofiary

Pożar okazał się tragiczny w skutkach. Zginęła w nim 37-letnia pracownica zakładu, mieszkanka Kielc. Dwie inne osoby zostały ranne - jedna z poparzeniami trafiła na szpitalny oddział, inna zasłabła na miejscu pod wpływem emocji. Ponad 50 pracowników zdołało uciec, ale ich życie i zdrowie było bezpośrednio narażone na niebezpieczeństwo.

Śledztwo i zarzuty

Sprawę badała Prokuratura Rejonowa Kielce - Wschód, która wskazała odpowiedzialnych za zaniedbania i postawiła zarzuty trzem osobom: prezesowi spółki, kierowniczce produkcji oraz brygadzistce. Trzy oskarżone osoby usłyszały zarzuty związane z niedopełnieniem obowiązków w zakresie BHP i sprowadzeniem w ten sposób pożaru.

Wyrok sądowy i przyczyny tragedii

Proces toczył się przed Sądem Okręgowym w Kielcach, gdzie w czerwcu 2023 roku zapadł wyrok. Prezes firmy, Stanisław K., został skazany na karę roku i dwóch miesięcy bezwzględnego więzienia oraz miał zapłacić nawiązkę 500 złotych dla jednego z poszkodowanych mechaników. Brygadzistka i kierowniczka produkcji zostały ukarane grzywną po trzy tysiące złotych, a także miały zapłacić nawiązkę po 500 złotych dla poszkodowanego. Od wyroku apelacje wywiedli prokurator i obrońcy oskarżonych, o czym informowała Prokuratura Okręgowa w Kielcach.

Wyrok w Sądzie Apelacyjnym w Krakowie zapadł w połowie listopada 2025 roku. Sąd uznał jednak, że Stanisław K., właściciel kieleckiej fabryki zniczy Kaj, działał nieumyślnie. Sąd zaznaczył, że był to jego zakład pracy, w dodatku nieubezpieczony, co wykluczało motyw uzyskania pieniędzy z pożaru. Do tragicznego w skutkach pożaru doszło 1 sierpnia 2018 roku, gdy zapaliła się maszyna lakiernicza do malowania zniczy. Jak ustalił sąd, maszyna była przerabiana bez zgody producenta i niewłaściwie użytkowana. Ogień wystąpił w efekcie zwarcia po wymianie świetlówki. W płomieniach strażacy znaleźli ciało 37-letniej Kamili.

Infografika przedstawiająca chronologię wydarzeń pożaru w Kielcach, od wybuchu pożaru do wyroków sądowych.

Finansowe i biznesowe konsekwencje

Stanisław K., właściciel zakładu, oszacował straty na 6,5 miliona złotych. Niedługo po tym postawił firmę w stan likwidacji. W rozmowie z "Wyborczą" wyraził swoje niezrozumienie dla sytuacji: "Nie rozumiem tego kraju, nie rozumiem, czemu się niszczy takie firmy jak nasza".

tags: #pozar #fabryki #zniczy