Pożar fermy drobiu w Dzikowie koło Torunia

W miejscowości Dzikowo koło Torunia (Kujawsko-Pomorskie) doszło do poważnego pożaru na fermie drobiu. Ogień, który pojawił się krótko przed godziną 19:00 w środę wieczorem, objął jeden z dziesięciu kurników, powodując ogromne straty.

Przebieg pożaru i skala zniszczeń

Ogień pojawił się krótko przed godziną 19:00. Musiał się rozprzestrzeniać błyskawicznie, ponieważ już wkrótce nad fermą unosił się wielki słup dymu. Spłonął jeden z kurników miejscowej fermy drobiu, który miał 50 na 12 metrów. W jego środku znajdowało się kilkanaście tysięcy kurczaków, prawdopodobnie około 15 tysięcy. Ferma w Dzikowie to duży obiekt, składający się z dziesięciu kurników ustawionych w dwóch rzędach po pięć budynków. Płomienie objęły powierzchnię aż 960 metrów kwadratowych. Kurnik spłonął w całości, a po pewnym czasie zawaliły się też dwie ściany boczne.

Widok na płonący kurnik w Dzikowie, unoszący się gęsty słup dymu

Akcja ratunkowa straży pożarnej

Właściciel fermy zaalarmował straż, a następnie podłączonymi do hydrantów wężami próbował gasić ogień własnymi siłami. Jak jednak ocenił brygadier Andrzej Seroczyński z Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Toruniu, na niewiele się to zdało. Gdy strażacy przyjechali na miejsce, pożar był już bardzo rozwinięty i obejmował praktycznie cały kurnik. W akcji gaśniczej brało udział łącznie 18 zastępów strażaków, czyli 67 ratowników. Ich działania skupiły się na obronie pozostałych, oddalonych o kilkanaście metrów, kurników. Na szczęście na miejscu było dobre zaopatrzenie w wodę.

Dwanaście zastępów straży dogaszało pożar jednego z kurników. Brygadier Seroczyński podkreślił, że nie było szansy na uratowanie kurczaków. Ptaki są bardzo wrażliwe na trujące substancje zawarte w dymie, a ogień rozprzestrzeniał się błyskawicznie. Tysiące ptaków leżało na posadzce kurnika pod zawalonym blaszanym pokryciem dachu.

Zastosowanie systemu Aranet do monitorowania parametrów środowiskowych na fermie drobiu

Zakończenie akcji i straty

"Pożar został opanowany. Trwa dogaszanie budynku. Spłonął w całości. Na szczęście udało się ochronić inne budynki tej fermy, które nie zajęły się ogniem" - poinformował brygadier Andrzej Seroczyński. W trwającej ponad cztery godziny akcji nie ucierpiał żaden z ratowników. Ostatni zastęp strażaków z Państwowej Straży Pożarnej opuścił fermę o godzinie 23:30, jednak na miejscu pozostali strażacy ochotnicy z gminy Obrowo. Czuwali oni do samego rana, aby płomienie nie pojawiły się na nowo. Właściciel nie określił wysokości strat, a przyczyna pożaru kurnika na razie nie jest znana.

Reakcja lokalnej społeczności

Wielki słup dymu nad fermą szybko zaniepokoił mieszkańców. "Wyglądało to bardzo groźnie" - przyznała Agnieszka Łapicka, sołtys podtoruńskiego Dzikowa, która jako jedna z pierwszych pojawiła się przed bramą fermy. Później w tym miejscu było już wielu zaniepokojonych mieszkańców gminy Obrowo. Brama była jednak zamknięta, a przez wysokie tuje nie można było dostrzec, co dzieje się na terenie firmy.

Mieszkanka okolicznych kurników wyraziła obawy: "W pierwszej chwili pomyślałam, co by mogło się stać, gdyby pożar rozprzestrzenił się poza fermę. Niedaleko znajdują się przecież inne wiejskie zabudowania i las."

tags: #pozar #fermy #dzikowo