Pożary lasów w Fordonie i rola lotnictwa gaśniczego

Dzielnica Fordon w Bydgoszczy, znana z malowniczych terenów leśnych, niestety regularnie staje się miejscem rozległych pożarów. W akcjach gaśniczych, obok licznych zastępów straży pożarnej, kluczową rolę odgrywają samoloty gaśnicze, takie jak Dromader. Historia lotnictwa gaśniczego w regionie Fordonu obejmuje również dramatyczne wydarzenia, takie jak katastrofa samolotu PZL-106 „Kruk” w 1986 roku.

Rozległe pożary lasów w Fordonie

Bydgoska dzielnica Fordon wielokrotnie mierzyła się z poważnymi pożarami lasów, zwłaszcza w okolicach tak zwanej Doliny Śmierci i „fordońskich górek”. To obszary, gdzie co roku dochodzi do kilkunastu pożarów traw, a najczęściej sprawcami są dzieci lub młodzież.

Przebieg i skala wybranych akcji gaśniczych

W ostatnich latach, w godzinach popołudniowych, wielokrotnie dochodziło do zgłoszeń o zadymieniu nad lasem w Fordonie. Jeden z rozległych pożarów wybuchł około godziny 15:40 w okolicy Doliny Śmierci, obejmując las i młodnik. Innym razem ogień objął teren o powierzchni 30 hektarów w tej samej okolicy. „Gazeta Wyborcza” podawała, że zapłonął las i młodnik na górkach. W kulminacyjnym momencie akcji na miejscu działało nawet 26 zastępów Państwowej Straży Pożarnej i Ochotniczej Straży Pożarnej, co świadczyło o bardzo poważnej i rozległej sytuacji.

Widok z góry na pożar lasu w Fordonie z dymem unoszącym się nad drzewami

Walka z żywiołem jest zazwyczaj trudna i długa, potrafiąca trwać wiele godzin, a dogaszanie pogorzeliska i nadzorowanie terenu kontynuowane jest często w nocy. Nierówny teren i bliskość budynków mieszkalnych sprawiają, że akcje są skomplikowane. Strażacy muszą używać węży gaśniczych sięgających nawet kilkuset metrów. Akcje utrudnia także silny wiatr, który sprzyja szybkiemu rozprzestrzenianiu się ognia. Przez pewien czas istnieje realne zagrożenie przeniesienia się ognia na ogródki działkowe zlokalizowane na tak zwanych fordońskich górkach, jednak w wielu przypadkach ratownikom udaje się powstrzymać front pożaru.

Wsparcie lotnicze i zaangażowanie lokalne

Wspomaganie lotnicze jest kluczowe dla skuteczności działań gaśniczych w Fordonie. W akcjach bierze udział jeden lub dwa samoloty gaśnicze Dromader, które wykonują liczne zrzuty wody na płonący teren. Woda jest również dostarczana z cysterny.

Start i zrzut wody z samolotu gaśniczego PZL M18B Dromader.

W trudnych chwilach strażakom często pomagają leśnicy, wprowadzający na teren specjalistyczny sprzęt do wykonania orki, mającej zapobiec ponownemu pojawieniu się płomieni. W akcje gaśnicze angażują się również mieszkańcy, np. pomagając w rozwijaniu węży gaśniczych. Przy ulicy Armii Krajowej bywa przygotowywany punkt czerpania wody, usprawniający zaopatrzenie w niezbędny środek gaśniczy.

Skutki pożarów i ich przyczyny

Straty materialne wynikające z pożarów lasów w Fordonie są znaczące. Wstępnie są one szacowane na dziesiątki, a nawet setki tysięcy złotych, jak w przypadku strat odnotowanych przez Nadleśnictwo Dąbrowa w kwietniu 2019 roku, kiedy to pięć pożarów jednego dnia zaangażowało 200 ratowników. Jednak prawdziwą skalę zniszczeń w przyrodzie można ocenić dopiero po kilku miesiącach. Przy pożarach runa leśnego i lasu ginie cała fauna i flora podszytu leśnego, pozostawiając za sobą "pustynię biologiczną". W miejscach, gdzie drzewa muszą być wycięte, leśnicy nie wykluczają nowych nasadzeń, a teren pogorzeliska jest pod ścisłą kontrolą.

Na chwilę obecną często nie ma jednoznacznych informacji odnośnie do przyczyn wybuchu ognia. Służby prowadzą dalsze czynności wyjaśniające, jednak szybki rozwój pożarów często wskazuje na podpalenie. Z uwagi na najwyższy stopień zagrożenia pożarowego w lasach, nawet najmniejsza iskra może doprowadzić do dużego pożaru.

Katastrofa samolotu PZL-106 „Kruk” w Fordonie w 1986 roku

Historia lotnictwa gaśniczego w Bydgoszczy jest również naznaczona tragicznym wydarzeniem z 6 maja 1986 roku, kiedy to tuż przed godziną 20:00 w okolicach dzisiejszego Auchan, przy ulicy Jasinieckiej, na ziemię runął samolot gaśniczy PZL-106 „Kruk”.

Okoliczności zdarzenia

Tego dnia panowały pogodne i suche warunki, sprzyjające powstawaniu pożarów, a wojewoda bydgoski planował wprowadzenie zakazu wstępu do lasu. Samoloty zrzucały wodę na objęte ogniem drzewa. Jednym z nich był PZL-106 „Kruk” z rejestracją SP-ZCE, wyprodukowany rok wcześniej w wytwórni na warszawskim Okęciu. Pilot samolotu wykonywał rutynowe loty w ramach akcji przeciwpożarowej, w tym lot patrolowy i dwie wyprawy gaśnicze. Po tankowaniu ruszył w kolejny patrol, podczas którego wspomagał strażaków.

Pilot wystartował z bazy w Toruniu i udał się nad Unisław, Koronowo, Mroczę i Szubin. Następnie, będąc przed Bydgoszczą, otrzymał informację o pożarze lasu w rejonie Osielska i postanowił polecieć tam z pomocą. W czasie przelatywania w pobliżu zakładów rowerowych Romet, stwierdził, że silnik zaczął przerywać pracę, tracąc obroty i moc. Próby podtrzymania pracy silnika awaryjną pompą paliwową nie dały rezultatu, co skłoniło pilota do podjęcia decyzji o lądowaniu na pobliskiej łące.

Schematyczny rysunek trasy lotu samolotu PZL-106

Przebieg katastrofy i relacje świadków

Podczas dolotu do łąki „Kruk” tracił prędkość i wysokość, ostatecznie zahaczając o korony drzew. Katastrofa miała miejsce w rejonie skrzyżowania ulic Fordońskiej z Jasiniecką, przy przystanku kolejowym Bydgoszcz Brdyujście, w odległości 60 metrów od ulicy Jasinieckiej i pięciu metrów od torów linii kolejowej Bydgoszcz - Chełmża.

Świadkowie zdarzenia relacjonowali moment upadku:

  • Pan Jerzy: "Ok. 19:15 rwałem trawę dla nutrii przy ulicy Jasinieckiej. W pewnym momencie usłyszałem odgłos lecącego samolotu, z tym że silnik nierówno pracował, po prostu przerywał. Było słychać, że leci na niskiej odległości. (...) Spadł ten samolot w odległości 30 metrów ode mnie z tym, że jak uderzył o ziemię, to odwróciło całym samolotem o 180 stopni. Zauważyłem, że pilot rusza się w kabinie, w związku z czym podbiegłem do samolotu, aby mu pomóc."
  • Pan Norbert: "Zauważyłem też, że zaiskrzył przewód linii wysokiego napięcia, która przebiega w miejscu upadku samolotu. (...) Gdy przybiegłem do niego, to było już na miejscu sporo ludzi. (...) Zauważyłem, że [pilot] miał obrażenia głowy, ponieważ z jej tylnej części wyciekała krew."
  • Pani Władysława: "Wydawało się, że samolot uderzy w budynek, w który mieszkam, jednak pilot w ostatniej chwili wykręcił go i skierował się w stronę kępy drzew pomiędzy ul. Jasiniecką a torami kolejowymi."

Pilot, mimo obrażeń głowy od uderzenia w lampkę w kabinie, zdołał otworzyć drzwi. Zebrano leżące na torach kawałki blachy, aby pociąg mógł przejechać dalej.

Śledztwo i ustalenia

Tuż po katastrofie na miejsce udała się milicja, a pilotowi pobrano krew do badania na obecność alkoholu (wynik był negatywny). Wiceprokurator Prokuratury Rejonowej w Bydgoszczy Jan Bednarek wszczął śledztwo w sprawie katastrofy. Orientacyjna wysokość szkód oszacowano na około 10 milionów złotych. Samolot był własnością Zakładu Usług Agrotechnicznych Olsztyn - oddział w Toruniu.

Zdjęcie wraku samolotu PZL-106

Szczegółowe badania terenu i wraku SP-ZCE przeprowadzono przy słonecznym przedpołudniu. Protokolant odnotował ścięte korony trzech drzew, z których spadły konary o grubości 10-15 cm. Część skrzydła „Kruka” znajdowała się na jednym z drzew. Samolot leżał w odległości ośmiu metrów od torów. Jedna z hipotez przyczyn wypadku sugerowała, że silnik statku powietrznego mógł przestać działać z uwagi na złej jakości paliwo bądź poprzez znalezienie się w nim niepożądanych substancji. Oględziny nie zaprzeczyły wersji pilota, a raczej ją potwierdzały.

Inspektorat Kontroli Cywilnych Statków Powietrznych stwierdził, że „Kruk” po wypadku był uszkodzony w 52%. Śledztwo zawieszono 25 lipca w oczekiwaniu na ekspertyzę, którą wydano w listopadzie 1986 roku. Komisja ustaliła, że w chwili wypadku na pokładzie samolotu znajdowało się 41,87 litra paliwa. Stwierdzono również, że pilot często kończył loty z minimalną ilością benzyny.

Interesujący jest fakt, że wrak samolotu, mimo zabezpieczenia miejsca wypadku przez milicję, przez dwa dni był rozkradziony - "zniknął" między innymi akumulator i woltoamperomierz. O kradzieży alarmował „Dziennik Wieczorny”, jedyna bydgoska gazeta, która podała informacje o tej katastrofie.

Przyczyny wypadku i umorzenie postępowania

Komisja ustaliła, że pilot nie zrzucił ładunku wody przed zderzeniem z ziemią, przypuszczając zapewne, że opanuje sytuację awaryjną pompą paliwową. Stwierdzono, że zapowietrzenie układu paliwowego było prawdopodobnie tak duże, że silnik nie kontynuował pracy i zatrzymał się. Komisja uznała, że pilot w czasie całego lotu nie kontrolował pozostałej ilości paliwa, opierając się przypuszczalnie jedynie na wskazaniach paliwomierzy. Zeznał jednak, że w okolicach Bydgoszczy miał jeszcze około 200 litrów paliwa, co mogło oznaczać wartość rezerwową, uprawniającą go do podjęcia dodatkowego zadania.

Postępowanie w sprawie wypadku „Kruka” zostało umorzone na początku 1987 roku. Prokuratura uzasadniła, że nie było dowodów popełnienia przestępstwa. Stwierdzono, że pilot „działał w interesie społecznym, zmieniając trasę lotu i udając się w kierunku pożaru”. Biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności, nie można było jednoznacznie stwierdzić, aby pilot nie przewidział możliwości zaistnienia wypadku, chociaż "powinien i mógł go przewidzieć". W tej sytuacji nie można było zarzucić mu odpowiedzialności karnej za to zdarzenie.

tags: #pozar #fordon #samolot #gsniczy