W Gdyni na przestrzeni lat dochodziło do kilku znaczących pożarów, które angażowały duże siły ratunkowe i miały różne przyczyny oraz konsekwencje. Poniżej przedstawiamy szczegóły wybranych zdarzeń, bazując na dostępnych informacjach.
Pożar w laboratorium badawczym przy ul. Chwaszczyńskiej
We wtorek, około godziny 12:30, doszło do pożaru w laboratorium badawczym przy ul. Chwaszczyńskiej 180 w Gdyni.

Pożar budowanej hali sportowej przy ul. Morskiej
W innym incydencie, po godzinie 12:30, straż pożarna otrzymała zgłoszenie o pożarze budowanej hali sportowej w Gdyni przy ulicy Morskiej, w okolicy Zespołu Szkół Hotelarsko-Gastronomicznych i Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego nr 1. Na miejscu strażacy stwierdzili pożar poszycia dachowego hali sportowej, która była w stanie surowym. Według wstępnych informacji paliła się pianka montażowa. Zadymienie okolicy było bardzo silne, a kłęby czarnego dymu unosiły się nad miastem, widoczne z kilkudziesięciu kilometrów. Uczniowie pobliskiej szkoły zostali ewakuowani, łącznie około 700 osób. Na miejsce zadysponowano siedem zastępów służb ratunkowych, w tym straż pożarną i straż portową. Nie było informacji o osobach poszkodowanych; pracownicy budowy prawdopodobnie sami się ewakuowali. Na czas akcji gaśniczej policjanci ruchu drogowego, technik kryminalistyki i grupa dochodzeniowo-śledcza zabezpieczali miejsce zdarzenia. Na wysokości ul. Morskiej 75, na odcinku 100 metrów zamknięto pas ruchu, a w okolicy pojawiło się mnóstwo odłamków.
Pożar składu makulatury przy ul. Północnej
W środę, 22 kwietnia, po południu w Gdyni wybuchł wielki pożar w składzie makulatury przy ul. Północnej.

Pożar mieszkania Wiesława Hoffmanna przy ul. Południowej
W lutym tego roku, wieczorem 16 lutego, w Gdyni przy ulicy Południowej wybuchł pożar, w którym pan Wiesław Hoffmann, 65-letni niewidomy mężczyzna, stracił cały swój dobytek. Ogień pojawił się, gdy zapalił się przedłużacz leżący na stercie dokumentów. Z papierów płomienie błyskawicznie przeniosły się na regał z książkami. Pan Wiesław, niewidomy od dziecka, usłyszał ogień i w panice próbował ratować mieszkanie sam, lejąc wodę z wiadra.

Wsparcie i odbudowa
Obecnie Pan Wiesław interwencyjnie przebywa w tzw. mieszkaniu wspieranym Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej (MOPS) w Gdyni. Nie ma rodziny, niedawno zmarła mu mama. Mieszkanie, które spłonęło, było centrum jego świata. Od drzwi swojego mieszkania przy ulicy Południowej od lat liczy drogę, zna dokładnie liczbę schodów, które musi pokonać, aby wyjść z bloku, ile kroków musi zrobić, żeby dojść do ulicy, a potem ile kolejnych, żeby dotrzeć do dworca i wsiąść w pociąg do pracy. "Nie wyobrażam sobie życia bez tego mieszkania, każdego dnia marzę, żeby tu wrócić. Na pamięć znam jego rozkład, jak idę np. śmieci wyrzucić, to liczę kroki, wszystko wiem. Ja mogę Pani nawet powiedzieć, gdzie jaki kamień leży, bo codziennie trącam je laską, żeby się o nie nie przewrócić" - mówi.
Pan Wiesław pracuje w Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie w Pucku, gdzie kilka razy w miesiącu udziela porad prawnych w zespole ds. osób niepełnosprawnych. Dzięki skromnym zarobkom i rencie udało mu się otrzymać kredyt bankowy na remont mieszkania. Pracownicy gdyńskiego ośrodka pomocy społecznej pomogli mu, znajdując firmę do oszacowania strat, wspierając przy załatwianiu bankowych formalności, wypłacając 6 tysięcy złotych zasiłku, dając dach nad głową i pomoc psychologiczną.
"Po pożarze sytuacja Pana Wiesława była bardzo trudna. Praktycznie stracił większość rzeczy i nie miał tak naprawdę gdzie mieszkać. Remont wyceniono na 36 tysięcy złotych, do wymiany jest praktycznie wszystko - od elektryki po okna. Ściany i podłogi trzeba było skuć do tynków. Na to pieniądze są. Brakuje na meble: łóżko, biurko, szafki kuchenne." Pan Wiesław o pomoc prosi ludzi dobrego serca, a zbiórkę prowadzi Gdyńskie Centrum Organizacji Pozarządowych. Dostępna jest lista najpotrzebniejszych rzeczy, a pracownicy będą informować telefonicznie, co w danym momencie jest jeszcze potrzebne.