Pożary w Hotelach Gołębiewski

Hotele Gołębiewski, znane obiekty turystyczne w Polsce, były miejscem kilku incydentów pożarowych, które wymagały interwencji służb ratunkowych i ewakuacji gości. Poniższa artykuł przedstawia szczegóły najważniejszych z nich, w tym pożarów w Mikołajkach i Wiśle, a także omawia tło związane z bezpieczeństwem przeciwpożarowym.

Pożar dachu w Hotelu Gołębiewski w Mikołajkach

Przebieg zdarzenia i akcja gaśnicza

Około godziny 8:30 policjanci zostali poinformowani o pożarze w hotelu w Mikołajkach. Ogień pojawił się przed godziną 9:00 w niezamieszkanym skrzydle Hotelu Gołębiewski, jednego z największych obiektów turystycznych na Mazurach. Zapalił się dach prawego skrzydła hotelu (od strony Mikołajek), które było dobudowywane i remontowane. Ogień pojawił się na dachu niezamieszkałej części hotelu.

Początkowo robotnicy próbowali gasić pożar samodzielnie, ale ogień szybko się rozprzestrzeniał. Na miejsce zdarzenia skierowano kilkanaście sekcji gaśniczych. W akcji gaśniczej uczestniczyło 15 zastępów straży pożarnej z Mrągowa, Mikołajek i OSP z okolicznych miejscowości. Sytuację utrudniało to, że budynek ma około 25 metrów wysokości, a miejscowi strażacy nie dysponowali tak wysokimi podnośnikami. Według st. asp. Janusza Szefera ze straży pożarnej w Mrągowie, pożar został „w miarę opanowany” i nie zagrażał pokojom hotelowym.

Zdjęcie Hotelu Gołębiewski w Mikołajkach z lotu ptaka podczas pożaru

Skutki pożaru i poszkodowani

W czasie pożaru w Hotelu Gołębiewski przebywało ponad 830 gości. Ewakuowano 30 osób, które zajmowały najbliżej położone pokoje. Goście hotelowi zostali ewakuowani także z pozostałej części kompleksu hotelowego i zgromadzili się przy recepcji. Łuna od pożaru widoczna była z kilku kilometrów, a swąd dymu wyczuwał się w promieniu około kilometra, jak relacjonowali mieszkańcy okolicy.

W wyniku pożaru spaliła się część dachu o długości 100 metrów i szerokości 20 metrów oraz ocieplenie poddasza. Jedna osoba została poszkodowana - był to pracownik ekipy spawaczy. Mężczyzna doznał lekkich oparzeń rąk i został odwieziony do szpitala w Mrągowie.

Pożar w Hotelu Gołębiewski w Wiśle

Okoliczności i ewakuacja

Straż pożarna otrzymała zgłoszenie o pożarze po godzinie 17:00. Ogień pojawił się w pomieszczeniu kuchennym na siódmym piętrze Hotelu Gołębiewski w Wiśle. Według niepotwierdzonych informacji, pożar wybuchł na poddaszu podczas prac remontowych, a stamtąd ogień błyskawicznie przeniósł się na dach. Dyrektor wiślańskiego hotelu Jarosław Brożyna wyjaśnił: „Otrzymałem informację o zadymieniu od personelu. Zlokalizowaliśmy źródło na poddaszu i zarządziliśmy ewakuację.”

W strefie zagrożonej pożarem znajdowało się łącznie sześć osób. Wszyscy goście zostali ewakuowani na niższe kondygnacje budynku. Z hotelu ewakuowano około 840 osób. Goście byli kierowani do wyjścia przez pracowników rozlokowanych w całym hotelu. Aneta Hajduk z Przyszowic koło Gliwic, która przebywała w hotelu z mężem i 2,5-letnią córką, relacjonowała: „Wszyscy się spieszyli, ale nie było paniki. Ewakuacja przebiegała sprawnie.”

Schemat systemu przeciwpożarowego hotelu

Akcja gaśnicza i straty

Na miejscu pracowało 10 zastępów straży pożarnej. Akcja gaśnicza była bardzo trudna, ponieważ Hotel Gołębiewski to duży obiekt, stojący na skarpie, z labiryntem korytarzy i pięter w środku. Strażacy ostatecznie opanowali pożar. Oficer prasowy jeleniogórskiej straży pożarnej, Krzysztof Zakrzewski, poinformował, że akcja gaśnicza została zakończona, a następnie trwało oddymianie budynku. Przeprowadzono również pomiary w celu sprawdzenia, czy nie ma zagrożenia ze strony tlenku węgla.

Z wstępnych informacji wynikało, że straty są duże. Ogień objął powierzchnię 2,5 tysiąca metrów kwadratowych - spłonęła znaczna część dachu nad główną częścią obiektu, a nad jedną z sal konferencyjnych runęła część stropu. Rzecznik poinformował, że w wyniku pożaru nikt nie ucierpiał. Jednak trzy osoby zgłosiły się do lekarzy pogotowia, skarżąc się na zatrucie dymem i dla pewności umieszczono je w szpitalu na obserwacji. Wśród poszkodowanych znalazł się również wicedyrektor hotelu, Damian Stachura, który zasłabł po wybuchu pożaru.

Dyrektor Brożyna podkreślił, że dym nie rozprzestrzenił się, ponieważ zadziałał hotelowy system ochrony przeciwpożarowej, który odciął zagrożony fragment od reszty budynku. Hotel dysponował systemem monitoringu przeciwpożarowego, co pozwoliło na szybkie odkrycie zadymienia i ewakuację osób.

Historia problemów z bezpieczeństwem przeciwpożarowym w Wiśle

Pożar podczas budowy w Wiśle

Pożar w Wiśle nie był pierwszym incydentem w tym obiekcie. Do pierwszego pożaru doszło jeszcze w czasie budowy, w powstającej niecce basenowej. Nie było wówczas dużych zniszczeń, ale wypadek przedłużył budowę i opóźnił termin otwarcia hotelu.

Kontrowersje wokół pozwoleń i systemu przeciwpożarowego

Przed oddaniem budynku do eksploatacji inspektorzy zwracali uwagę na nieprawidłowości budowlane oraz fakt, że system ochrony przeciwpożarowej nie był zgodny z zatwierdzonym projektem. Wiosną 2003 roku Tadeusz Gołębiewski uruchomił hotel bez wymaganych zezwoleń. Wywołało to reakcję wojewody Lechosława Jarzębskiego, który nakazał zamknięcie hotelu. Właściciel tłumaczył wówczas, że zaciągnął 160 milionów złotych kredytu na budowę hotelu, zastawił swoje dwa inne hotele oraz firmę cukierniczą i nie mógł dłużej zwlekać.

Już po uruchomieniu hotelu dostosowywano system przeciwpożarowy do wymogów straży. W maju tego roku powiatowy inspektor nadzoru budowlanego z Cieszyna wydał warunkowe zezwolenie na użytkowanie obiektu. Straż pożarna uznała wcześniej, że wszystkie jej wymagania zostały spełnione, poza odpowiednim systemem wentylacji zadymienia klatek schodowych. Generał Janusz Skulich, kierujący akcją gaśniczą komendant Śląskiej Straży Pożarnej, stwierdził, że w czasie opisywanego pożaru funkcjonowanie bądź nie tego systemu nie miało żadnego znaczenia.

Dyrektor Jarosław Brożyna dodał, że hotel w dalszym ciągu nie mógł używać nazwy „hotel”, a wymagana dokumentacja została złożona i oczekiwano na decyzję.

Reakcja władz i prokuratury

Krzysztof Mejer, rzecznik wojewody śląskiego Lechosława Jarzębskiego, skomentował: „Ten pożar to najlepszy dowód, że wojewoda miał rację, dmuchając na zimne.” Wojewoda wystąpił do prokuratury z wnioskiem o wszczęcie postępowania wobec właściciela hotelu. Zdaniem Jarzębskiego zachodziło podejrzenie popełnienia przestępstwa „polegającego na sprowadzeniu bezpośredniego niebezpieczeństwa utraty życia i zdrowia wielu osób przebywających w hotelu”.

Było to kolejne wystąpienie Jarzębskiego do prokuratury przeciwko Gołębiewskiemu od momentu otwarcia hotelu dwa lata wcześniej. Poprzednie dotyczyły również bezpieczeństwa przeciwpożarowego, ponieważ obiekt nie miał akceptacji straży pożarnej, a jednocześnie przyjmował setki gości. „Uznaliśmy, że stanowi to bezpośrednie zagrożenie dla przebywających w nim osób” - wyjaśniał Mejer. Prokuratura wcześniej odmówiła zajęcia się sprawą. „Wyrażam nadzieję, że w obliczu nowych okoliczności prokuratura ponownie przeanalizuje występujące w «Hotelu Gołębiewskim» zagrożenia” - napisał Jarzębski do prokuratury po tym zdarzeniu.

tags: #pozar #granulat #golub