W nocy z 28 na 29 czerwca 2010 roku w Łodzi doszło do jednego z największych pożarów w historii miasta ostatnich lat. Ogień, który wybuchł na terenie dawnych zakładów Wifama przy al. Piłsudskiego 141 (lub 143), objął kilka hal produkcyjnych i magazynowych, powodując ogromne zniszczenia.

Wybuch i rozmiary pożaru
Pożar wybuchł o godzinie 2.55 w nocy 29 czerwca na terenie dawnych zakładów Wifama na łódzkim Widzewie. Początkowo zapaliły się dwie hale produkcyjne. Niestety, ogień szybko rozprzestrzenił się na kolejne budynki. W krótkim czasie paliła się największa hala, o powierzchni około 6 tys. m kw. Ogień objął w sumie trzy hale o łącznej powierzchni około 7 tys. m kw., czwarta hala została uszkodzona. Kompleks dawnej Wifamy to obecnie wiele przedsiębiorstw, firm usługowych i instytucji.
W jednej z hal znajdował się warsztat samochodowy, w innej zgromadzono opakowania PCV i inne łatwopalne produkty. Paliły się również substancje chemiczne, takie jak paliwo i oleje, plastik oraz tektura. W kolejnych halach zgromadzone były maszyny i materiały do produkcji wyrobów z tworzyw sztucznych oraz tak zwanej folii spożywczej i kartony. Obecność tych materiałów sprawiła, że ogień bardzo szybko się rozprzestrzeniał.
Akcja gaśnicza
Na miejsce zdarzenia natychmiast skierowano liczne siły straży pożarnej. Według informacji straży, na miejscu było 32 jednostek straży pożarnej, w tym jednostki spoza Łodzi, co oznaczało około 200 strażaków (inne źródła podają niemal 40 zastępów, czyli ok. 120 strażaków), którzy od godziny 3 walczyli z ogniem. Strażacy starali się, aby ogień nie przedostał się na inne budynki i nie dopuścić do dalszego rozprzestrzeniania się żywiołu. Dyżurny łódzkiej straży pożarnej relacjonował, że strażacy walczą o uratowanie kolejnej hali zagrożonej w pożarze.

Trudności w gaszeniu
Akcja gaśnicza była niezwykle skomplikowana. Strażacy napotkali na poważne problemy z zaopatrzeniem w wodę. Artur Michalak, jeden ze strażaków, przyznał: „Gdybyśmy problemów z wodą nie mieli, ta sytuacja pożarowa byłaby opanowana szybciej”. Woda musiała być dowożona cysternami i samochodami pożarniczymi z całego miasta, co powodowało duże utrudnienia w ruchu w okolicach pożaru. W trakcie śledztwa ustalono, że na wodociągu dostarczającym wodę do hydrantów nastąpiła awaria, co ograniczyło możliwości poboru wody przez straż pożarną. Dodatkowo, w magazynach znajdowało się paliwo, co stwarzało zagrożenie kolejnych wybuchów ognia.
Rzecznik łódzkich strażaków przyznał, że to był największy pożar w Łodzi od kilku lat. Strażacy podkreślali, że gdyby zostali wcześniej powiadomieni, pożar zostałby szybciej ugaszony.
Czas trwania akcji
Akcja gaśnicza trwała wiele godzin. Strażacy opanowali pożar po ośmiu godzinach. Dogaszanie pogorzeliska trwało wiele godzin, a według prognoz, mogło potrwać nawet do środy rano. Strażacy podawali wiele prądów wody z podnośników oraz z poziomu zero, starając się także dojść do źródła pożaru od wewnątrz.
POŻAR WIFAMA - cz. II - Akcja gaśnicza
Poszkodowani i ewakuacja
W wypadku prawdopodobnie nikt nie zginął. Wszyscy pracownicy obecni na nocnej zmianie, którzy próbowali ugasić ogień przed przybyciem straży, zdążyli się ewakuować; 17 osób opuściło budynki bez obrażeń. Ucierpiał jedynie jeden ze strażaków, który został ochlapany na twarzy stopniałym plastikiem. Po przebadaniu przez lekarza ratownik został zwolniony do domu. Dymem podtruł się także jedna z pracownic firmy, w której wybuchł ogień. Według służb medycznych, kilka osób doznało niegroźnych stłuczeń czy poparzeń.
Policja i straż zarządziły ewakuację terenu z powodu szkodliwych dla zdrowia oparów po palących się streczowych foliach do opakowań. Z powodu pożaru konieczna była ewakuacja mieszkańców pobliskiego hotelu - ewakuowano około 50 osób. Właściciel pobliskiego hotelu został przewieziony do szpitala. Nad miastem przez kilka godzin unosiła się chmura gęstego dymu. Nad ranem pracownicy i właściciele hurtowni, między innymi tkanin, znajdujących się w sąsiednich budynkach, ratowali towary.
Przyczyny pożaru i dochodzenie
Ogień pojawił się po godzinie 3 w najmniejszej z trzech hal, które spłonęły. Źródłem pożaru był wózek widłowy, zasilany gazem LPG, który z nieznanych przyczyn zapalił się. W chwili zdarzenia wózek nie był używany, a pracownik, który go obsługiwał, zakończył pracę półtorej godziny wcześniej. Łódzka prokuratura okręgowa podjęła śledztwo w sprawie spowodowania pożaru w wielkich rozmiarach i zagrażającego życiu wielu osób. Sprowadzenie pożaru w takich rozmiarach jest przestępstwem, za jego nieumyślne spowodowanie grozi kara do 5 lat, a za umyślne - do 10 lat więzienia. Przesłuchano pierwszych świadków.
Prokuratura Łódź-Widzew umorzyła postępowanie, ponieważ nie udało się ustalić przyczyn wycieku gazu zasilającego wózek widłowy, od którego rozpoczął się pożar, ani dlaczego doszło do zapłonu. Jak wyjaśnił rzecznik łódzkiej prokuratury okręgowej Krzysztof Kopania, biegły z dziedziny techniki samochodowej stwierdził, że przyczyną pożaru wózka był wyciek płynnego gazu do przestrzeni komory silnika. Wózek był dopuszczony do użytkowania do listopada 2010 roku, obsługiwała go osoba posiadająca uprawnienia; wymiany butli gazowych także dokonywały osoby z uprawnieniami.
W ocenie biegłego, zebrany materiał dowodowy nie pozwolił na ustalenie, co było przyczyną zapłonu mieszanki gazowo-powietrznej, ponieważ wózek uległ spaleniu. Z powodu złego stanu technicznego spalonych budynków nie było możliwe przeprowadzenie szczegółowych oględzin. Biegły stwierdził, że właściwie nie jest możliwy samozapłon mieszanki. Jednak zebrany materiał dowodowy nie pozwolił na ustalenie przyczyny jej zapłonu z powodu spalenia instalacji elektrycznej wózka, braku możliwości ustalenia, czy w jego pobliżu znajdowały się urządzenia elektryczne i jak były zasilane. W związku z brakiem dowodów pozwalających na przypisanie komukolwiek sprowadzenia pożaru, prokuratura umorzyła śledztwo. Nie można wykluczyć, że zdarzenie powstało w sposób niesamoistny, na skutek zaniedbań osób trzecich, ale także nie można wykluczyć, że było ono nieszczęśliwym wypadkiem na skutek zbiegu kilku okoliczności.
Skala zniszczeń i straty finansowe
Całkowicie spaliły się trzy hale o powierzchni 7 tys. metrów kw., a czwarta została uszkodzona. Udało się uratować budynek biurowy, ale zagrożona była czwarta, niewielka hala znajdująca się w pobliżu. Straty, według szacunków strażaków, mogły sięgać nawet 20 milionów złotych. Ostatecznie straty oszacowano na 16 milionów złotych. Budynki hal trzeba było rozebrać. Trwało szacowanie strat przez właścicieli firm, które miały tam swoje siedziby.