Dwaj bracia z Polski zostali skazani przez Sąd Rejonowy w norweskim Bergen na kary więzienia za podpalenie hotelu w miejscowości Lindas. Oskarżeni nie przyznają się do winy.
Kontekst pożaru hotelu Lune Huler
W hotelu "Lune Huler" w Lindås planowano uruchomić ośrodek dla uchodźców. Budynek został podpalony 6 grudnia 2015 roku, dzień po decyzji o przekształceniu obiektu w ośrodek dla nieletnich imigrantów. Pożar wybuchł w nocy z 5 na 6 grudnia 2015 roku. W ośrodku, który docelowo miał pomieścić 40 osób oczekujących na azyl, w momencie wybuchu pożaru przebywały dwie osoby, którym udało się ewakuować. W związku z bezpośrednim zagrożeniem ludzkiego życia, prokuratura zakwalifikowała przestępstwo jako podpalenie z usiłowaniem zabójstwa. Jeśli mężczyźni zostaną uznani za winnych, grozi im maksymalny dopuszczalny w Norwegii wymiar kary - 21 lat pozbawienia wolności.

Wyroki i zarzuty
Sąd skazał starszego brata na karę 7 lat pozbawienia wolności, a młodszego na 6 i pół roku. Według sądu, 37-latek (starszy brat) namówił do podpalenia hotelu swojego 40-letniego kolegę, który fizycznie dokonał podpalenia, jednak nie jest sądzony w sprawie, gdyż przebywa na terenie Polski. Młodszy brat, 35-latek, miał pełnić rolę kierowcy podczas popełnienia przestępstwa. Bracia ponadto mają zapłacić 9,6 mln koron norweskich (ok. 4,1 mln zł) w ramach rekompensaty za straty materialne.
Jednakże, w ubiegłym tygodniu sąd apelacyjny w Gulating uznał, że starszy z braci nie jest winny zarzucanych mu czynów. Zamiast wyroku za próbę zabójstwa i podpalenie, został uznany winnym poważnego wandalizmu. Przyznanie się do winy może zmniejszyć karę także dla młodszego z brata. Z powodu pożaru budynku nikt nie ucierpiał, ale budynek częściowo spłonął, a straty materialne oszacowano na 6 milionów koron norweskich.
Wcześniej, w czerwcu 2016 roku, bracia - 37- i 35-letni - zostali aresztowani tymczasowo z obawy przed ucieczką do Polski. Wówczas prokuratura postawiła im zarzut próby zabójstwa i podpalenia hotelu "Lune Huler" w miejscowości Lindas w 2015 roku. Według prokuratury, jeden z braci miał być wtedy widziany w samochodzie kolegi, niedaleko płonącego hotelu. Drugi z braci został zatrzymany podczas policyjnej blokady zaledwie 22 minuty po pożarze. Na miejscu zdarzenia pies tropiący znalazł paczkę polskich papierosów, co doprowadziło policję do 36-letniego kolegi braci, również podejrzanego w sprawie, który przebywa na wolności.

Motywy i dowody
Prokuratura podkreślała, że motywem podpalenia był rasizm oraz strach jednego z braci, który obawiał się, że jego konkubina może zostać zgwałcona przez azylantów. Policja twierdziła, że mężczyźni byli związani ze środowiskiem sceptycznie nastawionym do powstania ośrodka dla azylantów. Pożar w hotelu wybuchł w nocy z 5 na 6 grudnia 2015 roku, czyli dzień po zapadnięciu decyzji o przekształceniu budynku w ośrodek. W ten sposób Polacy mieli chcieć powstrzymać plany, zgodnie z którymi miało tam zamieszkać czterdziestu nieletnich azylantów.
Obrońca Polaków przekonywał w trakcie rozprawy, że prokuratura nie ma wystarczających dowodów świadczących o winie oskarżonych i przyjęła hipotezę, którą za wszelką cenę starała się potwierdzić. Na miejscu zdarzenia nie znaleziono żadnych odcisków palców ani dowodów w postaci DNA. Mecenas klienta stwierdził, że ocena sądu wydaje się być oparta na jednym dowodzie technicznym - fragmentach szkła w samochodzie. W śledztwie przyjęto pewną hipotezę i zbierano te informacje, które miały ją potwierdzić.
Apelacja i dalsze kroki prawne
Zapowiadana jest już apelacja od wyroku sądu rejonowego. Obrońcy obu Polaków zapowiedzieli złożenie sprawy do sądu apelacyjnego. Mój klient jest zaskoczony i nie wierzy w to orzeczenie.
Inne incydenty i pomoc dla poszkodowanych
Warto zaznaczyć, że w norweskim Drammen znaleziono zwłoki siódmej ofiary pożaru domu, w którym mieszkali Polacy. Poprzednie dane policji wskazywały, że w pożarze zginęło sześć osób. Wszystkie ofiary to Polacy, robotnicy zatrudnieni przez firmę z Płocka. Jeden ranny Polak przebywał w szpitalu w stanie ciężkim, ale stabilnym. Drugi, który trafił do szpitala, został już wypisany. Pozostałych trzynastu mieszkańców domu zakwaterowano w hotelu. Związek Polaków w Norwegii uruchomił konto, na które można wpłacać darowizny tytułem pomocy materialnej dla Polaków poszkodowanych w pożarze w Drammen.
Norweska policja uruchomiła polskojęzyczny telefon dla rodzin ofiar: 00 47 328 05 555. Informacje można uzyskać także w MSZ w Warszawie pod numerem 022 523 90 00 oraz w ambasadzie polskiej w Oslo: 00 47 21 03 72 05.
Pożar w Ruptawie czy ojciec Perzyńskich spalił swoją rodzinę dla pieniędzy. #truecrimepolska
W sieci pojawiło się również wstrząsające nagranie, na którym widać skalę pożaru na lotnisku w Norwegii, gdzie kłęby gęstego, czarnego dymu unoszącego się nad lotniskiem stanowią poważne zagrożenie dla samolotów. Ze względów bezpieczeństwa na lotnisku wstrzymano loty, anulowano kursy między innymi do Oslo i Kopenhagi, a także do Aberdeen i Bergen. Według zgłoszenia, jakie otrzymała norweska policja, najpierw zapaleniu uległo znajdujące się na pierwszej kondygnacji auto elektryczne, a następnie ogień rozprzestrzenił się na inne samochody oraz kolejne piętra. Część konstrukcji garażu uległa zniszczeniu.
Odnotowano również pożar w hotelu Continental w Oslo, gdzie ewakuowano około 83 osób. Nikt z gości i personelu nie odniósł poważniejszych obrażeń. Do zaprószenia ognia mogło dojść podczas prac remontowych obiektu, ale są to informacje niepotwierdzone.